1 maja 2026

Od Tsakani cd. Marche

Pokiwała energicznie głową na znak, że zrozumiała i wręcz biegiem, od razu ruszyła za kobietą. Jej zapał do słuchania „poleceń” Marche działał tak… przez może najbliższe kilka metrów. Dopóki nie rzuciły jej się w oczy pęknięcia w drodze, z których wyrastały skrawki trawy i pojedyncze roślinki. Jakim cudem były w stanie przetrwać w takich warunek? To było pytanie na inny dzień. Elfka momentalnie zaparła się stopami, zatrzymując w miejscu i niemalże wywalając przy tym zarówno siebie, jak i Marche.
— Nosz! Co znowu? — spojrzała na starszą, jakby miała nadzieję, że ta wyczyta jej intencje przez samo spojrzenie i bez słowa wyrwała szybko rękę z jej uścisku. — Halo!
— Czekaj chwilkę — przykucnęła i położyła dłonie na ziemi.
Zamknęła oczy. Wzięła głęboki wdech i powoli wypuściła powietrze, starając skupić się tylko i wyłącznie na energii natury, która ją otaczała. Poczuć więź z nią. Połączyć w jedno. Powoli można było zauważyć jak wcześniej małe, liche rośliny zaczęły rosnąć do niespotykanych rozmiarów, a także skręcać się między sobą, tworząc swego rodzaju barierę, oddzielającą kobiety od miejsca, z którego przybyły.
— Gotowe — uśmiechnęła się szeroko, otwierając oczy. — Teraz tak szybko za nami nie podążą.
— Całkiem, całkiem, a teraz spadamy stąd — Tsakani zadowolona z siebie, już bez większych problemów, podążyła za Marche.
***
— Papa chłopcy! — wychyliła się z uśmiechem, widząc zirytowanych mężczyzn, którzy coraz bardziej oddalali się od auta, w którym się znajdowała. — To co? Gdzie teraz jedziemy? — wróciła do środka, a jej ciekawski wzrok wylądował na starszej. Jednak ta nawet nie zdążyła się odezwać, gdy ta już kontynuowała. — O wiem! Mam pomysł! Chętnie bym poznała lepiej swoją wybawicielkę. A słyszałam, że podobno mają gdzieś tutaj całkiem niezłe bary, z jakimiś dobrymi trunkami i dobrą muzyką. Niestety odkąd przybyłam, większość czasu spędzałam z dziećmi i w sumie nie bardzo miałam okazję zawędrować do takiego miejsca. Co ty na to?
— W sumie. Czemu nie?
— Yay! — z podekscytowania zaczęła wręcz klaskać i podskakiwać na miejscu.
***
Wchodząc do baru, oczy elfki były czystym chaosem. Co chwilę latały w inną stronę. Próbowała w jednym momencie zobaczyć jak najwięcej. Praktycznie wszystko ją ciekawiło. Od ludzi tańczących na parkiecie, przez wystrój, po pracowników. Szybkim krokiem ruszyła do baru, ciągnąc za sobą Marche.
— O boże! Jaki tu wybór! Patrz! — puściła starszą, a sama usadowiła się wygodnie na stołku. — To… Ja poproszę… Jakiś drink, ale taki mocny!
— Jesteś tego pewna? Nie wolisz czegoś delikatnego czy coś? — wzrok barmana mówił, że uważał on, że dziewczyna nie wie, co robi, prosząc o coś takiego, ale ta albo tego nie zauważyła, albo kompletnie się tym nie przejęła.
— Nope — zaakcentowała mocniej „p”. — Chce mocnego drinka.
— Okej, niech tak będzie. Jeden mocny drink dla panienki.
— A ty Marche co bierzesz? W ogóle to jesteś stąd? A może tak jak ja się przeniosłaś? Ile masz lat? Ja dwadzieścia trzy. Pracujesz gdzieś? A często zdarzają ci się takie sytuacje jak teraz? — lawinę pytań przerwał drink, który pojawił się przed dziewczyną. — Nareszcie! Czas na test — z uśmiechem zbliżyła szklankę do ust. — Hm… całkiem, całkiem, ale… trochę słabe to, w moich rodzinnych stronach pija się mocniejsze trunki, ale nie jest takie złe.

505 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz