Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indywidualne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indywidualne. Pokaż wszystkie posty

18 sierpnia 2026

Od Ardala — Pięć urzędniczych pensji

W przeciwieństwie do Luci, pracował na etacie (jeszcze. Czasem się zastanawiał, jak to możliwe, że nadal nie wręczono mu wypowiedzenia). Funkcjonował według stałego rytmu dnia, od rana był na nogach, czy akurat miał wolne, czy nie. Luca spał, do której chciał, czasem wstawał późno, bo, jak dzisiaj, odsypiał walkę. W takie dni czasem wstawał nie w humorze, niewyspany i obolały. Ardal nawet mu się nie dziwił.

30 czerwca 2026

Od Marche — Na temat Trevelyanów I

Zastanawiałam się czasem, czy moje opuszczenie (bardzo grzeczne określenie, swoją drogą) domu Trevelyanów i odcięcie się od rodziny, było dobrą decyzją. Czy to jest tak, że nie żałuję, bo naprawdę nie żałuję, czy nie żałuję, bo wmówiłam sobie, że nie żałuję i sama przekonałam siebie, że tak jest. Bo dumna nie pozwoliłaby mi przyznać, że to było koszmarnie głupie posunięcie, że zrobiłam wszystkim na złość, a najbardziej sobie, i że wszyscy wyszli na tym źle, a najbardziej ja.

Od Cahira — Drobne anse I

 jesień 2022, Rezydencja Trevelyanów

Złapał w powietrzu żółty liść. Zakręcił nim w palcach, patrząc wzrokiem trochę nieobecnym. Jesień? Kiedy? Nie zauważył, gdy lato się skończyło. To było tak, jakby usiadł na ławce w kwitnącym ogrodzie, zamknął powieki, opalając twarz, a gdy wstał, rośliny wokół umarły, a niebo przesłoniły chmury.
Za dużo pracy, za dużo listów, za dużo myśli, powiedział do siebie. Nie dostrzegam prostych rzeczy.
Żwir chrzęścił pod butami. Trochę drażniło Cahira, że jego kroki są w uśpionym ogrodzie doskonale słyszalne. Miał brzydki nawyk, żeby przemykać chyłkiem, chodzić jak kot, najlepiej, by w ogóle nie dało się go dostrzec.

29 czerwca 2026

Od Lucille — Gadatliwi studenci

Minki po raz kolejny machnął ogonem, omal nie rozsypując ułożonych w równy stosik papierów, spoczywających na biurku koło niego. Widziałam, jak spod zmrużonych powiek intensywnie przygląda się młodym adeptom sztuki magicznej zajmujących ostatnie rzędy miejsc w sali, skąd niemal od początku zajęć — a konkretniej od momentu, gdy kitsune tu wparował i bez słowa zajął miejsce na moim biurku — szeptali intensywnie między sobą. Przerwałam w pół zdania tłumaczenie, jak można szerzej wykorzystywać magię żywiołów, łącząc poszczególne między sobą, próbując usilnie przedstawić to w jak najbardziej przystępny sposób i jednocześnie zachęcić studentów do samodzielnego eksperymentowania. Wszak ograniczała ich w zasadzie ich wyobraźnia. Na koniec zajęć czekała ich część praktyczna, zadanie do wykonania na zaliczenie tych ćwiczeń, bazujące na przedstawionych im zagadnieniach. Nie mieli zbyt czasu się przygotować wcześniej i mogli bazować tylko na tym, co dzisiaj usłyszą. Tymczasem... cóż. Plotki o tym, że zaczęłam przychodzić do pracy z ,,niezwykle przystojnym kitsune" stały się wśród moich grup ostatnio gorącym tematem. Może nawet nie miałam im tego za złe — Minki zdecydowanie przykuwał wzrok. Tylko że...

28 czerwca 2026

Od Azury — Czarno-białe fotografie

Ciepły oddech na płatku ucha wyrwał mnie z zamyślenia. Drgnęłam, zaskoczona, jednak gdy tylko otoczył mnie znajomy zapach, moje ciało samo się rozluźniło. Kilian objął mnie ramionami za szyję i położył brodę na czubku mojej głowy. Uśmiechnęłam się lekko, odrywając wzrok od ekranu ściągniętego jakiś czas temu z Felsbach komputera, zakupionego wraz z najnowszym modelem aparatu fotograficznego.
— Co tam tworzysz? — spytał, składając na moich włosach delikatny pocałunek. Mimowolnie uniosłam dłoń, by przejechać palcami po jego przedramieniu.
— Sprawdzam możliwości obróbki zdjęć — drugą ręką poruszyłam myszką, przeklikując parę rzeczy na monitorze.

24 maja 2026

Od Violet — Tropem szakala I

Mój świat zawsze w dużej mierze składał się z zapachów. Dużo uwagi poświęcałam analizowaniu molekuł, których różne kombinacje składały się na wonie opisujące otaczającą mnie rzeczywistość. Były czymś, bez czego świat wydawał się płaski, niepełny, pozbawiony ważnej części pozwalającej mi doświadczać go w pełni. Każde zjawisko pogodowe, miejsce w sąsiedztwie, pomieszczenie w domu... każda osoba, którą znałam i istota, jaką spotkałam — wszystko miało swoją indywidualną woń. Gdyby wyprowadzić mnie z domu z zasłoniętymi oczami i zatkanymi uszami, bez problemu potrafiłabym znaleźć drogę powrotną. Więcej — o ile w danym miejscu kiedykolwiek wcześniej byłam, doskonale byłabym w stanie ocenić, gdzie mnie przyprowadzono.

13 kwietnia 2026

Od Yassina — Zdrajca i oszust

Yassin przeciągnął się mocno, rozprostowując ramiona nad głową. Byłby się przewrócił na drugi bok, ale zdjęto z niego kołdrę i, na dodatek, śmiano go podnieść, tak po prostu i jakby nigdy nic. Zareagowałby na to zuchwałe posunięcie odpowiednio, raz, że Pewna Osoba tak bezceremonialnie sobie z nim poczyna, dwa, że przerywa mu się Bardzo Ważny Sen, ale... zmienił zdanie, bo ramiona, które go obejmowały, były przyjemnie ciepłe, znajome w miły sposób, poza tym naturalnie budziły zaufanie, więc Yassin, instynktownie, złapał Luthera za szyję. Nie otwierając oczu, oparł o niego policzek, uprzejmie godząc się ze swoim losem.
— Niesiesz mnie na świąteczne śniadanie? — domyślił się głosem lekko zachrypniętym od snu. — Och, jesteś cudowny, uwielbiam cię.

31 grudnia 2025

Od Violet — Zamordować to mało

— Chyba jaja sobie robisz.
Stałam z dłońmi opartymi na biodrach u szczytu kanapy, patrząc z góry na rozwalonego na niej Liama, ewidentnie udającego, że śpi. Oddychał za szybko, żeby miało to być dla mnie wiarygodne. Idiota.
Co śmieszne, na fotelu obok, także w pozycji ,,na wznak", wyłożył się Elias. Gdy w pierwszej chwili po powrocie do domu go zobaczyłam, przeżyłam drobny szok. On? Z moim bratem? Przy stole z kolei, z twarzą na stole, akurat już nie udawał, tylko faktycznie spał, prawdopodobnie grubo wstawiony Walter.
W domu cuchnęło alkoholem i szlugami.

27 grudnia 2025

Od Aleistera — Something About You

Ukochany Sahibie,
Piszę ten list gdy Ty śpisz na mojej piersi po Twoim pierwszym sympozjum. Zostałeś zaproszony jako honorowy wykładowca, wszystko dzięki tym Twoim mięsożernym ślimakom, o które się posprzeczaliśmy podczas naszego pierwszego spotkania. Teraz odpoczywasz, z tym pięknym uśmiechem na Twojej łagodnej twarzy. W końcu doceniono Twoją ciężką pracę, którą włożyłeś w te jakże... Urokliwe stworzenia. Przypominam Ci o tym dlatego, że być może z przejęcia całe to wydarzenie wypadnie Ci z głowy. Piszę to nieco sarkastycznie. Informuję Cię, gdyż trudno jest oddać wyraz mojej twarzy na papierze, zwłaszcza, gdy odcinasz dopływ krwi do mojej prawej ręki. 
W takich momentach zawsze przywodzisz mi na myśl jagnię. Być może to porównanie jest trochę ironiczne, patrząc na to jaką silną, goblińską osobowością jesteś, jednak trudno jest oprzeć się takiemu wrażeniu, zwłaszcza, gdy mam możliwość obserwować Cię z tej perspektywy.

19 grudnia 2025

Od Minkiego — Gorzej niż z dziećmi

Minki siedział na podłodze w swojej lisiej formie, obserwując dokładnie każdy ruch Lucille podczas przygotowywania kolejnego ciasta. Przeklinała, wyzywała, a na koniec tego wszystkiego zbiła jej się ulubiona miska. Lis przymrużył oczy i ziewnął, będąc całkowicie przyzwyczajonym, że w ostatnim tygodniu cały czas coś kobiecie ucieka z rąk. Popatrzył na nią znużony, ale gdzieś na tym lisim pysku widać było przebłysk uśmieszku. 
Bawiła go, ale nie zamierzał niczego komentować. 

10 grudnia 2025

Od Luci — Psy vs drzwi

 tw! przemoc fizyczna, śmierć, odniesienia do działalności przestępczej

    Kolejny wieczór zapowiadał się tak jak zawsze, siedziałem już na zapleczu klubu otoczony innymi zawodnikami spod skrzydła Marco. Wokół kręciło się pełno striptizerek, które przygotowywały się do swojego pokazu. Siedziałem na niewielkiej ławeczce i otworzyłem kolejną już tego dnia paczkę żelków. Marco właśnie przedstawiał nas wszystkich jednej striptizerce, była tutaj pierwszy dzień. Okres próbny. Byłem ciekaw czy na rozmowie kwalifikacyjnej musiała pokazać mu swoje umiejętności. Taki to pożyje.

9 grudnia 2025

Od Sahiba — Dziwna magia

Sahib teleportował się wprost do gabinetu Alka. Skrzyżował ręce na piersi, postukał się palcem w ramię niecierpliwie.
— Nie odbierasz telefonów, to wysyłam listy. Nie odbierasz listów... — Zobaczył Sowę siedzącą z czapką śniegu na głowie, stroszącą pióra na zewnętrznym parapecie, nieruchomo wpatrującą się wielkimi oczami w ciepłe pomieszczenie. Ptak ożywił się na widok Sahiba, chyba zahukał, ale Sahib nie był pewien, nie było słychać przez szybę, widział jedynie, jak Sowa otwiera i zamyka dziób. Sahib ruszył ręką, czarem otworzył okiennicę, wpuścił do środka ptaka, zaplątane płatki śniegu i mroźne powietrze. —...to składam wizytę. Alek? — Przyjrzał się mężczyźnie, a to, co zobaczył, sprawiło, że uśmiechnął się pod nosem. Przeniósł ręce z piersi na biodra, mimochodem zmienił pozę z zamkniętej na otwartą, ton złagodniał, ba, zabrzmiała w nim rozbawiona nuta. — Czy ty śpisz na biurku?

6 grudnia 2025

Od Aleistera — Goblinie, mój goblinie...

Jakikolwiek spacer po galerii handlowej w okresie około-świątecznym nigdy nie należał do łatwych... Czy też, spokojnych. Gdzie tylko się nie spojrzało, świąteczne "elfy", pomocnicy Mikołaja, a więc symbolu grudniowych obchodów Zimowej Nocy, zaczepiali przechodniów z prośbami o dotację. To na biedne dzieci ze wschodnio-południowego wybrzeża Vannidoru, to na samotnie spędzające święta staruszki, to na marznące zwierzątka z lokalnego środowiska. I o ile przy pierwszych kilku razach i wpłatach jeszcze Aleister miał w sobie dosyć "świątecznego ducha" na niezgromienie wolontariuszy wzrokiem, to im dalej w las, tym coraz bardziej ściągał brwi na każdą prośbę i zamachanie dłonią z dzwonkiem nazbyt blisko jego twarzy. Do całego tego chaosu należało dołożyć wszechobecne dekoracje, muzykę płynącą z radiów w każdym sklepie i tłumy ludzi.

Od Lucille — Co za uparty...

Obudziło mnie smyranie czymś miękkim po policzku. Zaspana, podrapałam się w tym miejscu i obróciłam na drugi bok, jednak zaraz znowu poczułam to samo. Z trudem uniosłam powiekę, by spojrzeć, o co chodzi. Tuż przed twarzą zobaczyłam znajomy, lisi pysk Minkiego. Zmarszczyłam brwi, burknęłam, żeby dał mi spokój, po czym nakryłam sobie głowę kołdrą w celu odgrodzenia się od natręta.
— Wiesz, która jest godzina? — głos mężczyzny był stłumiony, ale wyraźne wyczułam w nim oburzenie. Ciekawe tylko na co.
Poczułam nagle dość znaczny ciężar na plecach, który jednak zdecydowałam się zignorować. Podskoczył parę razy, jednak ostatecznie nie minęło kilkanaście sekund, a zniknął. Zanim zdążyłam jednak odbębnić sukces, coś ściągnęło ze mnie kołdrę. Ponownie otworzyłam oczy, mordując wzrokiem przyjaciela, który, dalej w lisiej formie, trzymał moje przykrycie w zębach. Położył uszy po sobie, ogon chodził mu na boki w energicznych zrywach. Co za utrapienie...

2 grudnia 2025

Od Azury — Pierwszy śnieg

Tw: przemoc wobec zwierząt
Ludzie nie potrafią pojąć, że nie są najważniejszymi istotami na tym świecie. Jeśli do tego dysponują magicznymi zdolnościami, zdaje się, że sodówka uderza im do głowy już definitywnie. Myślą, że mogą decydować o tym, kto ma prawo do życia oraz jak to życie powinno wyglądać. Co dana istota, w ich mniemaniu gorsza, powinna robić, jak się zachowywać, co jeść, kiedy załatwiać potrzeby fizjologiczne. Bo przecież czynią tym wszystkim stworzeniom przysługę, dając im dach nad głową, nawet jak tylko na czas będący niezbędnym minimum, by urosły do akceptowalnych przez nich rozmiarów albo tak długo, jak pozostają dla nich w inny sposób użyteczne. Zapewniają im pożywienie zbilansowane co do mikroelementu, choć nie tak smaczne, jak to, co mogłyby jeść, będąc na wolności, sami obżerając się przysmakami przeróżnych kuchni świata, przygotowanymi przez najlepszych koneserów.

30 listopada 2025

Od Luci — Pakt z menelami

 tw! substancje psychoaktywne (w formie humoru)

    Myślałem, że czasy, kiedy mogłem trafić do kogoś na dywanik się skończyły. A właśnie siedziałem w gabinecie mojego szefa widząc jak ten czymś się stresuje. Co chwila przeczesywał swoje włosy a na jego skroni pojawiła się strużka potu. Żona mu nie daje? Jakoś nie chciałem mieszać się w ich sprawy. Po akcji z laurką z podpisem ,,kochamy cię kurwa mamo'' od ich córek, kobieta nie chce słyszeć mojego imienia w domu.

28 listopada 2025

Od Sahiba — Wcale-się-nie-rozpraszam

— Stykam się ostatnio z ciekawą anomalią rozwojową — zaczął Aleister, stając przed lustrem. Narzucił wyjściową koszulę na ramiona, wyprostował plecy, spojrzał na Sahiba w odbiciu, nie patrząc na dłonie, zaczął zapinać guziki od dołu. — Dochodzi do niej u kilku gatunków zwierząt mieszkających w wymiarze, jaki ostatnio odwiedziłem.

25 listopada 2025

Od Luci — Nie ten striptizer

 tw! przemoc, seks

    Klub jak co wieczór zgromadził pełno ludzi, od ważnych polityków, biznesmenów czy innych typów w garniturach, po znajomych Marco. Nikogo tutaj nie obchodziło to, że klub jest nielegalny czy to, że serwuje walki bez żadnych ustalonych reguł. Im więcej krwi tym bardziej ciekawy seans dla odbiorców. Tak długo, jak Marco będzie miał chronione plecy, to miejsce będzie istniało i nikt z tym nic nie zrobi. A ja dalej utrzymam swoje miejsce pracy i dość spory zarobek. Chyba że wcześniej jakiś osiłek na tyle mi wpierdoli, że nie będę w stanie dłużej tego robić. Na razie się na to nie zapowiadało. I bardzo dobrze. Robiłem tutaj naprawdę bardzo dobrą robotę. Po kilku minutach światła w klubie skierowały się na oktagon. Wyszedłem z zaplecza obserwując co dzieje się dookoła mnie. Muzyka ucichła, przez co dokładnie słyszałem o czym ludzie ze sobą rozmawiają. Niektórych znałem z telewizji, jak wypowiadali się o ważnych kwestiach dla społeczności kraju. Szkoda, że nie wszyscy wiedzieli co tacy ludzie robią po godzinach pracy. Dostrzegłem jak dwóch kolesi przepychało się przez tłum ludzi, trzymali w dłoniach pomięte banknoty.

8 listopada 2025

Od Azury — Woda i ogień

Jednych woła głęboka woda, innych nieskończona przestrzeń nad nami. Zwykły śmiertelnik prawdopodobnie nigdy tego nie zrozumie. Ten zew to coś umykającego rozumowi przeciętnego człowieka. Potrzeba by działać, znaleźć się w miejscu, które do ciebie krzyczy, abyś oddał się w jego ramiona. Woła zajadle, tworząc w wyobraźni niemożliwy do nasycenia głód doznań, jakie ze sobą niesie. Widzisz, jak bardzo jest pociągający, gdy spojrzysz w oczy osoby zakochanej w żywiole. One błyszczą. Ten wyraz twarzy, gdy o nim opowiadają, jakby był najcenniejszym w ich życiu, choć przecież tak naprawdę do nich nie należy, a oni z resztą wcale nie chcą go posiąść. Pragną się nim delektować, żyć dla niego, móc rozkoszować się jego pięknem raz za razem, z każdym kolejnym spotkaniem nie tracąc zapału i tego czegoś, co pozwala im się nim każdorazowo na nowo zachwycać. To nigdy się im nie znudzi i jak niebezpieczne by nie było, nie zrezygnują z poświęcenia temu swojego losu. Bo tylko myśl o bezkresnej, zbadanej przez tak niewielu, przestrzeni zdaje się sprawiać, że mają ochotę wziąć następny oddech. Zrobić kolejny krok naprzód, by iść przez życie z uśmiechem na ustach i tym nieskończenie dla zwykłego człowieka irytującym wyrazem twarzy mówiącym, że to właśnie oni przeżyli coś niezwykłego.

19 października 2025

Od Azury — Szepty przeszłości IV

Lata spędzone z Kilianem były najpiękniejszym czasem w moim życiu.
— Widziałem tu wczoraj sarny, jak wracałem do domu — głęboki głos mężczyzny przebił się przez jednostajny huk nieprzebranych myśli w mojej głowie. Jakby jego choroba nie była wystarczającym zmartwieniem, to jeszcze badania od jakiegoś czasu nie szły po mojej myśli, moja asystentka zrezygnowała z doktoratu, wszystko nagle zwaliło się na moją głowę. Byłam zmęczona, nieobecna. Ale ponieważ Kiliana nie dało się zbyć byle jakim argumentem, zostałam tego dnia siłą wyciągnięta z domu na polowanie z aparatem, jak lubił nazywać moje, niegdyś samotne, wyprawy. Teraz nie mogłam sobie przypomnieć, kiedy ostatnio byłam w lesie bez niego. — O, popatrz!