28 czerwca 2026

Od Azury — Czarno-białe fotografie

Ciepły oddech na płatku ucha wyrwał mnie z zamyślenia. Drgnęłam, zaskoczona, jednak gdy tylko otoczył mnie znajomy zapach, moje ciało samo się rozluźniło. Kilian objął mnie ramionami za szyję i położył brodę na czubku mojej głowy. Uśmiechnęłam się lekko, odrywając wzrok od ekranu ściągniętego jakiś czas temu z Felsbach komputera, zakupionego wraz z najnowszym modelem aparatu fotograficznego.
— Co tam tworzysz? — spytał, składając na moich włosach delikatny pocałunek. Mimowolnie uniosłam dłoń, by przejechać palcami po jego przedramieniu.
— Sprawdzam możliwości obróbki zdjęć — drugą ręką poruszyłam myszką, przeklikując parę rzeczy na monitorze.
— Mhm... — pochylił się w taki sposób, żebym mogła zobaczyć wyraz jego twarzy. Parsknęłam cicho. Był przezabawny. Brwi podleciały mu niemal pod linię włosów, usta wygiął w uprzejmym uśmiechu osoby, która nie ma pojęcia, o czym rozmówca mówi, więc się nie odniesie, ale nie chce wyjść na nieuprzejmego, więc się po prostu uśmiechnie. — Oczywiście, kochanie, rozumiem, o czym mówisz.
Uśmiechnęłam się ciepło w odpowiedzi i poczochrałam mu włosy. Naelektryzowane, uniosły się na chwilę wokół jego głowy. Promienie zachodzącego słońca wpadające przez duże okno panoramiczne w salonie zagrały na złotych kosmykach. Nagle poczułam nieodpartą potrzebę uchwycenia tego na zdjęciu. Sięgnęłam mimowolnie po aparat leżący obok na stole. Zanim mężczyzna zdążył zaprotestować, już wycelowałam w niego obiektyw i zwolniłam migawkę.
— Co to za zdjęcia z zaskoczenia? — spytał. Tym razem to on sięgnął ku moim włosom, zbierając luźne kosmyki i przeczesując je delikatnie palcami. Stanął z powrotem za mną, żeby lepiej widzieć, co robię. — Mogłaś chociaż powiedzieć, to bym zapozował.
— Niepozowane są najlepsze, jeśli chcesz uchwycić wspomnienia, a nie jakąś wizję artysty — przypomniałam mu to, co już wielokrotnie ode mnie słyszał. Nie odpowiedział, tylko zwinął moje włosy w koka. Przytrzymując je jedną ręką, drugą sięgnął przez moje ramie ku leżącej na stole spince, którą kupił mi rok wcześniej na urodziny. Piękna, z polerowanego drewna, zdobiona z jednej strony drobnymi, srebrnymi kwiatami, malowanymi na niebiesko. Wsunął mi ją we włosy, kończąc układanie bezładnych przed chwilą jeszcze kosmyków.
W międzyczasie przerzuciłam zrobione przed chwilą zdjęcie na komputer. Otworzyłam program i od razu zaczęłam przeklikiwać przez przeróżne dostępne opcje. Kilian odsunął sobie krzesło i usiadł koło mnie, subtelnie muskając moje kolano swoim. Oparł głowę na moim ramieniu i przyglądał się z zainteresowaniem, jak niezbyt dopracowane, robione naprędce zdjęcie, nabiera nowych walorów dzięki magii felsbachskiej technologii.
— Niesamowite — głos Kiliana był cichy, ale jak zawsze, gdy odkrywał nowe rzeczy, pełen podziwu i zaciekawienia. Jakby samym tonem zadawał sobie i wszystkim, którzy chcieli słuchać, pytanie ,,Co jeszcze można dzięki temu osiągnąć?". — Jednak nasza technologia nie umywa się do tego. Jakie to jest... ostre. Jakbym dosłownie patrzył na wycinek rzeczywistości. Nawet ładniejszy, niż w rzeczywistości.
— Ładniejszy? — powtórzyłam, dodając ostatnie poprawki. — Hmm... tak, ten aparat ma zdecydowanie lepszą jakość, niż to, co można kupić w Vannidorze, ale wciąż dostrzegam potencjał rozwoju w tym zakresie. Ciekawe, jak będą wyglądać zdjęcia za kilka lat. Jak wiele więcej będzie można przekazać za pomocą fotografii...
Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu, ramię w ramię. Klikałam zawzięcie w opcje programu, przerabiając kilka kolejnych zdjęć, które wcześniej przerwało mi pojawienie się Kiliana. Przy jednym, zrobionym mu kilka dni temu, gdy siedział na tarasie za domem i stroił gitarę, zatrzymałam się na dłuższy moment. Zastukałam paznokciami w blat stołu, dając się ponieść zadumie. Było już obrobione, ale wciąż nie do końca tak, jak chciałam. Czegoś mu brakowało.
Po chwili kliknęłam przycisk zmieniający kolorową fotografię w czarno-białą. Uśmiechnęłam się do siebie. Idealnie.
— Zostawiasz to tak? — spytał Kilian, pocierając policzkiem o moje ramię. Oparłam swój o jego głowę i wydmuchując powietrze nosem prosto w jego włosy. Poruszyły się delikatnie, resztki słońca znowu zatańczyły figlarnie na jasnych pasmach. — Czarno-białe? Teraz takie kojarzą się chyba tylko z pogrzebami.
— Cóż, może — poprawiłam jeszcze parę parametrów i zapisałam fotografię jako kopię, zostawiając też sobie wersję z kolorami. — Ale nie zamykałabym się tylko na to skojarzenie. Jeśli usuniemy z fotografii kolory, zostaną w niej tylko surowe emocje... Widz nie skupia się na tym, co oczywiste, szerokiej palecie barw cieszącej oko, łatwiej może przejrzeć autora na wylot i dostrzec coś więcej. Emocje towarzyszące wykonywaniu zdjęcia, zamknięte w obrazie. Fotografia nabiera dzięki temu głębi.
Długie palce mężczyzny spoczęły na moim karku. Powolne, okrężne ruchy, lekkie uciśnięcie. Poczułam, jak napięte po całym dniu mięśnie się rozluźniają. Westchnęłam cicho.
— Może dlatego przyjęło się stawiać czarno-białe zdjęcia na pogrzebach — kontynuowałam po chwili, gdy Kilian się nie odezwał. — By skupić się na emocjach, które towarzyszyły życiu osoby, która odeszła... Ale to tylko moje spekulacje. Pewnie większość robi to siłą przyzwyczajenia. Albo mają wizję, że zdjęcie powinno być pozbawione kolorów, bo wraz z odejściem ważnej dla nich osoby z ich życia zniknęły wszystkie barwy. To też jest na swój sposób piękne podejście, nie sądzisz?
Delikatnie ujął moją brodę w palce. Subtelnym naciskiem namówił, żebym obróciła głowę w jego stronę. Posłuchałam. Musnął ustami moje wargi. Delikatna pieszczota, pozostawiająca po sobie przemożną ochotę na więcej.

Obudziłam się, jak zwykle od lat, sama, na kanapie w salonie. Musiałam zasnąć w połowie obrabiania zdjęć, z otwartym laptopem obok siebie i czarno-białą fotografią wyświetlającą się na ekranie, który z niewiadomego powodu się nie wygasił. Była pierwszym, co tego dnia zobaczyłam. Bijące z niej emocje, uderzające we mnie bezlitośnie po tym śnie, który miałam, były przytłaczające.
Samotna łza spłynęła mi po policzku, a uczucie nieskończonej tęsknoty ścisnęło za gardło.
Kilian...

873 słowa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz