Eirik Skugge
28 lat || 20.11 tak przynajmniej wpisali mu w dokumentach || mężczyzna || biseksualny ||
medium || freelancer || Deiran
medium || freelancer || Deiran
Medium, słyszy duchy odkąd sięga pamięcią. Jeśli dany byt jest wystarczająco silny, może go również zobaczyć, choć raczej w formie sylwetki, niźli wyraźnej postaci. Ta jego zdolność to raczej przekleństwo, niż jakakolwiek korzyść, umówmy się. Duchy, które pozostały na ziemi, zamiast odejść w zaświaty, nie należą zwykle do tych przyjaznych, co pomogą w potrzebie. Wręcz odwrotnie — byty niespokojne, szukające zemsty, lecz przez pochłaniające je stopniowo szaleństwo nie zależy już im do końca na tym, kogo krzywdzą. Pozbawiony mentora chłopak musiał nauczyć się sam przed nimi bronić, żeby nie postradać zmysłów. Nigdy nie poznał rodziców czy jakichkolwiek bliskich, dzieciństwo spędził w sierocińcu, do którego został podrzucony jako niemowlę, jednak realnie wychowała go ulica.
Próżno w nim obecnie szukać zalęknionego dziecka, którym był kiedyś. Nieradzącego sobie zupełnie z mocami, z którymi przyszedł na świat. Zamiast nieustannie walczyć z próbującymi opętać go duchami, co na wielu płaszczyznach go przerastało, nauczył się w pewnym momencie swojego życia wykorzystywać je do swoich celów, wybierając, któremu z otaczających go w danym momencie bytów się odda. Obecnie raczej nie daje się już opętać celowo, to był mocno średni pomysł z jego strony... Jednak tak to już bywa, gdy mówimy o zbuntowanych, pewnych siebie nastolatkach: głupie pomysły to ich chleb powszedni. Konsekwencje? Pff, to problem jutrzejszego mnie, a dzisiaj zaszalejmy!
I tak pewnej, niby zwyczajnej nocy, kiedy razem ze starszymi od niego o kilka lat kumplami chcącymi zwerbować go do lokalnego gangu, a z którym zadawał się głównie z nudów, wszedł nielegalnie na, równie nielegalne, podziemne walki magicznych istot i potworów, władował się w niezłe bagno. Mianowicie... Cóż, nieprzywykły do alkoholu, 16-letni gówniak, który i bez dodatkowych zmieniaczy osobowości potrafił wykazać się niesłychanym wręcz brakiem instynktu samozachowawczego, postanowił się założyć. Że jak niby?! Że on nie da rady pokonać tego przytaszczonego specjalnie na tę noc potwora, który siedział zapieczętowany w słoiku po kiszonkach, ustawiony jak jakieś trofeum na piedestale wznoszącym się nad wydrążonym w ziemi ringiem? Tego, który został ogłoszony gwiazdą wieczoru i jako jedyny nie miał ustawionej walki, bo nikt nie zdecydował się przeciwko niemu zawalczyć, obawiając się wyzywać tak potężną istotę?
Potrzymaj mi piwo.
I przeskoczył barierki odgradzające ring od widowni.
Jak pokonał wtedy tego wypuszczonego z zapieczętowanego słoja pomniejszego demona szczycącego się tym, że jest niczym cień — nieuchwytny pomińmy milczeniem, że jakoś się dał zamknąć w, ekhem, słoju na kiszonki...? W zasadzie trudno powiedzieć. Na pewno nie wie tego sam Eirik, który wtedy po prostu... Dał się opętać jakiemuś wyjątkowo chętnemu do bitki duchowi, co akurat pałętał się obok. Osoby, które widziały ten pojedynek, mówiły, że wyglądało to, jakby w dzieciaka wstąpił demon... Tak, cóż, coś na pewno w niego wtedy wstąpiło, demonem jednak nie było, nawet miana poltergeista jeszcze nie dorosło. Jednak w tamtej chwili, do pokonania osłabionego długim czasem zamknięcia demona wystarczyło.
Prowadzony alkoholem i, w zasadzie trudno powiedzieć, czy nie czymś jeszcze, Eirik, przed walką wpadł dodatkowo na genialny w sumie pomysł zawarcia z demonem paktu. W końcu one to lubią, prawda? A gdy ich wygrana wydaje się przy tym niezaprzeczalna no bo kto to widział, że jakiś zwykły dzieciak bez magicznych mocy, jedynie ponadprzeciętnie wrażliwy na świat astralny, miałby jakkolwiek zagrozić potężnemu demonowi, robią się butne. Ponosi je wyobraźnia w obiecywaniu, co delikwent otrzyma, jeśli jakimś cudem je pokona, by później móc karmić się tym większym zawodem nieszczęsnego śmiałka, gdy ten już przegra pojedynek.
Tak właśnie Sag'thulith tej nocy skazał sam siebie na długie lata uwięzienia w cieniu zbyt pewnego siebie i zdrowo walniętego chłopaka. Tak, to demon wymyślił, że jak przegra, to będzie trwał u boku Eirika aż do jego śmierci — chyba sporo to mówi o poziomie jego samouwielbienia.
***
Nasz niegrzeszący zdrowym rozsądkiem, nastoletni Eirik, wyrósł na niegrzeszącego zdrowym rozsądkiem dorosłego — choć dzięki towarzyszącemu mu od lat, podrzucającemu liczne kłody pod nogi, demonowi nauczył się paru prawd o świecie i nabrał nieco ogłady. Już coraz częściej woli przemknąć gdzieś niezauważony, niż wszczynać burdy o byle głupotę czy pakować się w problemy nienależące do niego. Wciąż nie nauczył się tylko wyczuwać momentu, kiedy należy się zamknąć, co wciąż zbyt często pakuje go w kłopoty. Początkowo wierzył, iż nowy podwładny sprawi, że będzie niepokonany — szybko przekonał się jednak, że Sag'thulith jest bardziej wrzodem na tyłku, niż jakimkolwiek potężnym sprzymierzeńcem i w zasadzie trudno powiedzieć, które z nich było przez pierwsze miesiące znajomości bardziej zirytowane faktem, że są na siebie skazani. Teraz już raczej przywykli do zaistniałej sytuacji, nie znaczy to jednak w najmniejszym stopniu, że się dogadują. Co to, to nie. Sag'thulith jest naczelnym, niepochlebnym komentatorem życiowych poczynań Eirika. Co by mężczyzna nie zrobił, niemal zawsze usłyszy kilka gorzkich słów od swojego towarzysza. Uwierzcie, idzie z takim zwariować.
Przez ciągłą obecność demona u jego boku, duchy w końcu trzymają się na dystans, bojąc się zbliżyć do Eirika na tyle, by go opętać. Dzięki temu, po latach męk, pozbył się głównego problemu bycia mocno związanym ze światem astralnym. Jest to chyba jedyny, niezaprzeczalny plus zawartego paktu. Generalnie w tej chwili mężczyzna raczej kiepsko wspomina czasy, kiedy jako nastolatek, zmęczony ciągłą walką, dawał się opętywać duchom regularnie, dochodząc do momentu, że nie pamiętał całych tygodni, w czasie których nie był sobą. Odzyskiwał świadomość w losowym miejscu Deiranu (parę razy zdarzyło się, że i poza granicami państwa Vannidoru), często mocno poturbowany, zagubiony w czasoprzestrzeni i bez grosza przy duszy. Choć do pewnego momentu pozwalało mu to odciąć się od raczej parszywej codzienności, na dłuższą metę okazało się nie dość, że niebezpieczne, to wyjątkowo problematyczne szczególnie, gdy musiał potem kombinować, jak wrócić bez dokumentów do kraju.
Cięty język, pewność siebie i cała buta, która z mężczyzny bije, jest wygodną maską noszoną na co dzień przez wydrylowanego z emocji oraz jakichkolwiek ambicji medium, od dziecka atakowanego z każdej strony problemami i uczuciami, które nie należały do niego. Jest człowiekiem ze wszech miar chaotycznym — wpada na tysiąc pomysłów na minutę, choć mało z tego, co przyjdzie mu do głowy, faktycznie realizuje. Wszystko dość szybko go nudzi, nie potrafi znaleźć pracy, która zatrzymałaby go na dłużej niż kilka miesięcy w tym akurat też nie pomaga zawsze obecny Sag'thulith, często w najmniej odpowiednich momentach odzywający się z jakimś nietaktownym komentarzem na tyle głośno, że wszyscy zgromadzeni to słyszą, a wina za jego słowa oczywiście spada na Eirika. Trudno nazwać go lojalnym, choć, prawdę mówiąc, nigdy nie spotkał nikogo, do kogo poczułby coś poza maksymalnie odrobiną sympatii. Nie ukrywa tego, że nie lubi się przywiązywać. Do nikogo. Szczególnie, że im więcej w nim jest jego emocji, tym bardziej siada mu to na psychikę. Woli być postrzegany w towarzystwie jako ten wiecznie roztrzepany, nieogarniający życia, a przy tym wyjątkowo zabawowy. W końcu, skoro wszyscy mają go za nierozważnego debila, łatwiej się mu żyje — przynajmniej nikt nie wpada na głupi pomysł, żeby mieć w stosunku do niego jakieś oczekiwania.
Dość często flirtuje z przypadkowymi ludźmi, choć zdaje się nawet nie zdawać sobie z tego sprawy. Jakby robił to mimochodem. Gdy z kolei rozmówca, po tych jego gadkach, wyrazi nim zainteresowanie, biedak wpada w panikę, nie wiedząc, co począć z udzieloną mu atencją. Chociaż sam zachowuje się, jakby nie znał pojęcia przestrzeni osobistej, bardzo nie lubi, jeśli ktoś niespodziewanie zachodzi go od tyłu albo dotyka bez ostrzeżenia. Sag'thulith zawsze naśmiewa się z niego, że drga przy tym jak panienka, zamiast zasadzić delikwentowi z pięści. Cóż, nad pewnymi odruchami się po prostu nie panuje, dobra?
Gdzieś głęboko w nim nadal pozostaje cząstka tego, kim był jako dziecko — osobą chcącą sprawiać radość wszystkim dookoła. Latami próbował pomagać zbłąkanym duszom, nawet jeśli się ich obawiał. Nie brał zupełnie pod uwagę tego, jak sam się czuł, jeśli tylko mógł sprawić, by życie też to pośmiertne kogo innego stało się choć trochę lepsze. Obecnie zdaje sobie sprawę z konsekwencji takiego podejścia. Zmęczyło go już ciągłe wystawianie się na ciosy, a przynajmniej tak twierdzi... Cóż, trochę jest z niego recydywista pod tym względem — zbyt często nie potrafi minąć obojętnie cierpiącego człowieka. Szczególną sympatią darzy w tym względzie dzieci. Zdarza mu się spędzać wolne dni grając z dzieciakami z sierocińca, w którym sam przebywał, w siatkówkę czy piłkę nożną na miejskim boisku. Stara się pomagać im, na ile potrafi, w ich życiowych problemach, wciąż doskonale pamiętając, że on nigdy nie miał nikogo, komu mógłby się wygadać w trudnych momentach. Nie potrafi może mądrze doradzić, zdecydowanie jednak jest dobry w rozweselaniu nawet najbardziej beznadziejnych przypadków.
ZAINTERESOWANIA
- Siatkówka, chociaż rzadko kiedy ma obecnie okazję rozegrać z kimś jakiś emocjonujący mecz. Raczej gra z dzieciakami z sierocińca, pokazując im co nieco z tego, czego sam się nauczył, gdy przez kilka lat grywał ze znajomym w siatkówkę plażową.
- Testowanie jedzenia i trunków. Niby mówi, że jedzenie to jego pasja, ale prawdą jest również, iż zwykle przegląda ogłoszenia w internecie po prostu w poszukiwaniu miejsca, gdzie może zjeść za frajer. Ze swoimi zdolnościami gastronomicznymi i stanem wiecznych niedoborów w portfelu, daleko by w życiu nie zaszedł. Również prawdopodobieństwo śmierci z powodu zatrucia wytworami jego kuchni jest znacznie wyższe, niż podczas chodzenia w dziwne miejsca, by jeść dziwne rzeczy... Chociaż sam gotować nie potrafi, docenia dobre jedzenie i potrafi odróżnić kulinarny majstersztyk od rynsztokowego żarcia, więc nawet ma grono osób doceniających jego opinie.
- Sztuki walki. W pewnym momencie został wręcz zmuszony, by polubić treningi — w końcu chodzenie z gadającym bez pomyślunku demonem przy nodze jest niebezpieczne. Trzeba wiedzieć, jak się bić. Optymalnie, gdy jest się w tym wręcz nieco lepszym od przeciętnego Sebiksa szukającego guza na ulicy. Teraz cotygodniowe treningi są już jego rutyną, do tego naprawdę często ma okazję praktykować w terenie. Przeszedł już chyba przez większość sztuk walki. Ciągle zmienia wizję, w których konkretnie będzie się wprawiał.
- Krzyżówki. I inne sudoku. Może nie wygląda, ale lubi czasem pogimnastykować głowę czy poszerzyć słownictwo. W mieszkaniu zwykle wala się ich od cholery, rozwiązanych w całości, do połowy, ledwo zaczętych... Nie kolekcjonuje ich, po prostu zapomina wyrzucać na bieżąco i tak stosy rosną, i rosną... Aż do kolejnej przeprowadzki, gdzie zawsze robi gruntowne sprzątanie i niemal wszystkie swoje rzeczy wywala.
- Gra w rzutki. W przeciwieństwie do kart, w to mu idzie naprawdę nieźle i w pewnym momencie naprawdę to polubił. Fakt, że dzięki zakładom w barach, że ten, kogo ogra, postawi mu kolejkę, nie ma tu nic do rzeczy, gdzie tam.
- Seriale aktorskie i animowane. Chociaż sięga po nie raczej, gdy nie może spać, niż w wolnej chwili. Potrafi spędzić całą noc, oglądając interesujące seriale aktorskie, jak również animacje z ciekawym przesłaniem. Wszystkie obejrzane pozycje skrupulatnie wklepuje w specjalną aplikację na telefonie
żeby mógł sobie czasem popatrzeć, ile czasu zmarnował przed telewizorem. Żonglowanie — emocjami innych ludzi, hehe
RELACJE
Sag'thulith — byt ze wszech miar złośliwy, lubujący się w kreowaniu wokół siebie chaosu. Czasem się do czegoś przyda dzięki swojej zdolności wtapiania się w cienie i przybierania różnych, zwierzęcych kształtów, jednak generalnie marny z niego kompan w nędznej codzienności. Ponieważ obiecał ,,trwać u boku" Eirika, nie ,,być na każde skinienie", niezwykle często wykorzystuje tę drobną lukę w ich umowie i po prostu ignoruje rozkazy czy prośby mężczyzny, chyba że akurat bardzo mu się nudzi. Na co dzień, jeśli otacza ich dużo ludzi, raczej się nie wychyla, siedzi gdzieś schowany, jednak zawsze blisko medium, z którym związał się paktem. Bardzo lubi przybierać postać węża, która też ze wszystkich jego form wygląda najbardziej realistycznie (pozostałe przypominają bardziej cienie, nędzne imitacje, niż realne stworzenia), irytując tym Eirika, który nigdy za tymi gadami nie przepadał.
Generalnie łatwiej go usłyszeć, niż zobaczyć, szczególnie w słoneczne dni nienawidzi słońca, co daje dość niepokojący efekt "głosu z otchłani". Generuje to często zupełnie niepotrzebne konflikty, z którymi Eirik sam musi sobie radzić, gdy potem demon siedzi zadowolony gdzieś z boku i przygląda się bójce, którą wywołał swoimi słowami. Taki to z niego przyjemniaczek.
Ponieważ Eirik, odkąd tylko poznał imię demona uznał, że jest ono co najmniej głupie, a na pewno za długie, poza tym Sag'thulith nie zasłużył, by go szanować — często nazywa go Maxem czemu tak? ponoć to całkiem popularne w okolicy imię dla psa..., co, jak idzie się domyślić, doprowadza piekielny pomiot do szału.
Nivan Dixon — znajomy z czasów podstawówki, kiedy to widywali się niemal codziennie, jak nie na korytarzu, to w czasie łączonych zajęć wf'u dla ich klas. Generalnie raczej ignorowali swoje istnienie, z resztą lubiany przez wszystkich Nivan nigdy nie znalazł się w kręgu osób, z którymi ten dziwak Eirik jak był postrzegany w tamtym czasie w szkole przez to, że nie radził sobie ze swoimi zdolnościami jako medium mógłby mieć coś wspólnego.
Na którymś wf'ie, gdy grali w siatkówkę, Eirik próbował ratować piłkę przed uderzeniem w ziemię... Tak, mógł zanurkować, ale ej, serio? Po co. Nogą jest bardziej fenomenalnie. Niestety też mało precyzyjnie, więc rozpędzona piłka... nooo, trafiła Nivana prosto w krocze. Zdarza się, tak?
Oczywiście odwet nadszedł. Po tygodniach odbierania na korytarzu morderczych spojrzeń od chłopaka, w końcu doszło do tego, że znowu trafili na wf'ie do jednej drużyny, do tego w takim ustawieniu, że gdy Nivan serwował, Eirik znajdował się pod siatką. Akurat jakiś pobliski duch bardzo chciał wtedy zwrócić na siebie jego uwagę, chłopak więc się zagapił i zapomniał założyć rąk za głowę... Wtedy Nivan zaserwował tak, że piłka zamiast na drugą stronę siatki, z dość potężną siłą, wręcz popisowo, trafiła prosto w potylicę Eirika.
Po skończeniu podstawówki kontakt zupełnie im się urwał.
INNE CIEKAWOSTKI
- Naprawdę, całym sercem nienawidzi węży i innych pełzających stworów. Do Sag'thulitha się przyzwyczaił, pewnie pomaga mu racjonalizowanie, że to w sumie nie jest prawdziwy wąż... W każdym razie, jego akurat czasami traktuje nawet jak zwierzaczka. Jednak gdy spotka takiego z krwi i kości gada? Woli się w try-miga oddalić.
- Zdarza mu się palić... hm, różne rzeczy :D Doświadczenia duchowe i te sprawy, tak się tłumaczy. Zwykle faktycznie dobiera je w taki sposób, żeby tłumiły jego połączenie ze światem astralnym, ale różnie wychodzi, jak to bywa z tego typu eksperymentami.
- Pije często i zawsze w dużych ilościach. Może się uodpornił na alkohol, a może po prostu ma mocną głowę — w każdym razie potrzebuje dość sporo, żeby stracić kontakt z rzeczywistością.
- Tatuaż ciągnący się przez całe jego ramię, bark i kończący się na karku, jest pamiątką po opętaniu w wieku nastoletnim. Totalnie nie wie kiedy, gdzie, ani kto mu to zrobił. Tym bardziej co poeta miał na myśli.
I dlaczego to musiał być akurat wąż... - Jest totalnym kuchennym beztalenciem. Tosty to chyba szczyt jego gastronomicznych dokonań. Zawsze coś przypali, nie dopiecze, nie doprawi albo w drugą stronę — doprawi za bardzo.
- Jedynym elementem wystroju wnętrza, który ma dłuższy od dłuższego czasu, jest jego ukochany kaktus, gatunku przez Eirika nieznanego. A taki po prostu... kaktus jaki jest, każdy widzi. Trwa przy nim niezmiennie od paru lat, towarzysząc każdej z licznych przeprowadzek, które mężczyzna w tym czasie zaliczył. Jego jedyny towarzysz, jedyny, który go nie ocenia, zawsze wysłucha i nawet zapomniany na miesiące nie odejdzie od niego...
Dobra, koniec żartów, to po prostu kaktus. Eirik go lubi, ale i tak notorycznie zapomina podlewać. Na szczęście to kaktus. Tylko dlatego jeszcze nie wylądował jako trupek na śmietniku. - Ma dość poważne problemy ze snem. Nawiedzające go wiecznie koszmary — zdaje się, powodowane przez pobliskie duchy — skutecznie pozbawiają go możliwości spokojnego odpoczynku. Przez to bardzo często chodzi napędzany niemal samą kofeiną i swoimi ziółkami.
Od autorki...
No heeeej, to znowu ja i moje dziwne pomysły :D
Tym razem przychodzę dla odmiany z panem, zobaczymy, jak podołam temu wyzwaniu. W każdym razie — jeśli jesteś spragniony dziwnych akcji z duchami w roli głównej, a może masz ochotę na wykorzystanie potencjału komediowego kryjącego się w poczciwym Sag'thulithu, tooo... Eiriczek poleca się do wątku ^^
Śmiało można sterować tak nim, jak i jego demonicznym kompanem, przy zachowaniu ich charakterów :) Np. Sag'thulith nie będzie raczej pierwszym, który ruszy na pomoc w krytycznym momencie, prędzej zwyzywa biednego Eirika za bycie niemotą ^^
Prowadzący: thatswhyy na disc
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz