Jak miło było dla odmiany zakosztować odrobiny spokoju, delektować się mnogością zwyczajnych dni przepełnionych przyjacielskimi przekomarzankami w towarzystwie kitsune, graniem na tej nieszczęsnej konsoli, chodzeniem bez celu po mieście i kosztowaniem przeróżnych kuchennych eksperymentów, w których tworzeniu znaleźliśmy ostatnio z Minkim szczególną frajdę. Żadnych przypałowych, niebezpiecznych sytuacji, czysta sielanka zupełnie zwyczajnych dni. Dawno już nie miałam okazji tak po prostu korzystać z życia. To było... uzależniająco przyjemne. Nie musieć się niczym martwić, po prostu cieszyć czasem spędzonym w towarzystwie przyjaciół.
Nawet, gdy gdzieś w tym wszystkim wciąż ciążyło na mnie brzemię zaklęcia, którego używałam, pozwoliłam sobie na jakiś czas o nim zapomnieć. Prędzej czy później na pewno znowu upomni się o swoje, ktoś znowu będzie prosił mnie o pomoc z czymś, co zapewne wpędzi mnie w kłopoty... Martwienie się przyszłością i tak nic nie zmieniało. Co będzie, to będzie, tak to szło?
— Obiecałaś!
— Nic nie obiecywałam — próbowałam wyszarpnąć rękę z uścisku Minkiego, ale, choć nie czułam, żeby jego palce były mocno zaciśnięte na moim nadgarstku, to nie byłam w stanie się uwolnić. Prowadził mnie chodnikiem w kierunku studia fotograficznego, gdzie pracował. Początkowe zapieranie się piętami o ziemię w ogóle nic nie dało, więc zamiast starać się go zatrzymać, poprzestałam na próbach konwencjonalnej ucieczki. — Powiedziałam, że się zastanowię!
— Minhyuk już pewnie czeka — spojrzał na mnie ponad ramieniem i prychnął, widząc mój skwaszony wyraz twarzy. — Co to za mina?
— Adekwatna — burknęłam, chowając nos pod szalik. Miękki materiał pewnie zagłuszył moje słowa. Spróbowałam tym razem odczepić od nadgarstka palce kitsune jeden po drugim, ale to również na nic mi się zdało.
— Nie krzyw się tak, bo ci zostanie! — całkowicie ignorował moje próby walki z jego chwytem.
— Naprawdę nic nie obiecywałam! — złapałam się drugą ręką za przedramię i w ten sposób, korzystając ze zdwojonej siły, szarpnęłam parę razy. Mężczyzna pozostał niewzruszony. — Miiiinkiiiiii...
Zatrzymał się nagle, prawie wpadłam na jego plecy. Zaskoczona podniosłam wzrok na jego twarz, gdy obrócił się na pięcie, po czym złapał drugą ręką także mój drugi nadgarstek. Spojrzał mi głęboko w oczy. Aż się zachłysnęłam powietrzem, gdy zobaczyłam, że przybrał przy tym ten swój wyraz twarzy godny naprawdę-biednego-zbitego-lisa.
— Nie chcesz pamiątki po mnie? — spytał, a w jego głosie pobrzmiewał, zdaje się szczery, smutek. Otworzyłam usta, żeby odruchowo zaprzeczyć. Zamknęłam je jednak, bo mózg zdążył zareagować, zanim palnęłam coś głupiego. Zmarszczyłam brwi, ponownie otworzyłam usta, chcąc mimo wszystko się odgryźć, jednak te oczy... Zbity szczeniak. Ponownie zamknęłam usta i wzięłam głęboki wdech nosem. Co za...
— Dobrze — przestałam się w końcu szarpać. Odwróciłam wzrok, nie mogąc wytrzymać intensywności jego spojrzenia. Skaranie z tym kitsune... — Chociaż to raczej nie mi się ta pamiątka przyda — dodałam ciszej. W końcu to nie mi pisane było długie życie mitycznej istoty. Bądź co bądź byłam tylko człowiekiem. Marna średnia 80-ciu lat była niczym przy setkach, jakie czekają istoty tak mocno związane z magią, jak stojący przede mną kitsune.
Palce mężczyzny tym razem zacisnęły się na moich nadgarstkach na tyle mocno, że mnie to zabolało. Wróciłam zaskoczona wzrokiem do przyjaciela, już otwierałam usta, żeby zaprotestować w reakcji na takie traktowanie, jednak znowu się powstrzymałam.
W ciemnych oczach Minkiego, jego lekko zmarszczonych brwiach, dostrzegłam bowiem ból. Ból, smutek, coś jeszcze, co kazało mi po prostu zamilknąć. Znowu uciekłam spojrzeniem, ale tym razem już nie starałam się przy tym wyrwać. Staliśmy tak dłuższą chwilę w milczeniu, dłonie zaczęły mnie już mrowić przez nieustający uścisk mężczyzny. Nie śmiałam się jednak skarżyć. No i po co się odzywałaś. Brawo, skarciłam się w duchu.
Puścił mnie w końcu, natychmiast odwracając się do mnie plecami i pewnym krokiem podejmując przerwany spacer. Opuściłam ręce luźno po bokach, patrząc za nim. Do miejsc, gdzie jeszcze przed chwilą mnie dotykał, w jednej chwili dotarł przeszywający chłód, bezwzględnie kąsający gołą skórę.
Trzeba było zabrać rękawiczki.
Podtruchtałam kilka kroków, żeby dogonić przyjaciela i się z nim równać. Krok, dwa, trzy u jego boku... Zabijając w sobie wszystkie okrzyki wewnętrznego protestu, złapałam go pod ramię, zerkając na niego kątem oka. Miał zacięty wyraz twarzy, wpatrywał się uparcie przed siebie. Skrzywiłam się lekko, oparłam na moment głowę o jego ramię.
— Przepraszam. Nie powinnam...
— Już. Nie przepraszaj. Nic się nie stało.
Z jakiegoś powodu jego słowa sprawiły, że zrobiło mi się jeszcze bardziej głupio.
***
Gdy dodarliśmy do studia, Hiyuk w istocie już na nas czekał — więcej, zdążył się nawet dorwać do przygotowanych dla wszystkich klientów rekwizytów świątecznych i noworocznych. W efekcie, stał na środku pomieszczenia w jakimś śmiesznym kapeluszu, z okularami w kształcie numeru nadchodzącego roku, na ramiona zarzucił komicznie wyglądający, złoty, włochaty łańcuch. Gawędził wesoło z obcym mi mężczyzną, kręcąc jedną z końcówek tego niedorzecznego rekwizytu. Scena była tak komiczna, że aż niemożliwym było zachować powagę. Parsknęłam, odwracając głowę, żeby nie zauważyli.
— O, w końcu — Hiyuk odwrócił się uradowany, gdy usłyszał, że weszliśmy. Dalej machał tym nieszczęsnym szalem. — Już myślałem, że ktoś was porwał po drodze.
— To wszystko przez Lu, bo się pół drogi zapierała — prychnął Minki, zdejmując szalik i kurtkę, i odwieszając je na stojący przy wejściu wieszak. — To Felix, kolega, poprosiłem, żeby nam zrobił zdjęcia — odwracając się do mnie, wskazał stojącego koło jego brata mężczyznę. Ten skinął mi głową z uśmiechem. Pomachałam mu w odpowiedzi.
Widząc, że stanęłam jak ciołek i rozglądam się po pomieszczeniu, Minki westchnął, wyciągając rękę, by rozwiązać też mój szalik.
— Raz raz, Lu, trzeba cię jeszcze pomalować...
— Co proszę?! — natychmiast się cofnęłam, odtrącając jego ręce, próbujące też rozpiąć zamek mojej kurtki, żeby mnie w ten sposób pospieszyć.
— Nic nic! — uśmiechnął się promiennie. Ledwo zdążyłam odwiesić swoje rzeczy, już odwrócił mnie w stronę drzwi prowadzących do jakiegoś kolejnego pomieszczenia i, położywszy mi dłonie na ramionach, zaczął popychać. — Dawaj dawaj, mamy opóźnienie!
— Chwila, nie było mowy o żadnym malowa... — próbowałam protestować, chociaż mogłam się spodziewać, że próżne moje wysiłki. Przepchnął mnie do drugiego pomieszczenia, rzucił przez ramię do reszty zgromadzenia, że zaraz wracamy, po czym zamknął za nami drzwi. — Minki!
— Ćśśśś... — znowu położył dłonie na moich ramionach, żeby przepchnąć mnie w głąb pomieszczenia i usadzić na biurku. — Tylko ociupinkę!
Przytargał z kąta pomieszczenia jakąś lampę, chwilę ją ustawiał, zanim włączył. Ostre światło padło prosto w moje oczy, na moment mnie oślepiając. Syknęłam, zasłaniając twarz przedramieniem, mężczyzna tymczasem zaczął przerzucać zawartość torby, którą wyciągnął z szafy przy okazji ogarniania oświetlenia. Wyglądał jednocześnie totalnie chaotycznie i jakby dokładnie wiedział, czego szuka i po co. Zaraz na blacie koło mnie rozłożył całą kolekcję przeróżnych kosmetyków, na które patrzyłam, krzywiąc się niemiłosiernie. Gdy kitsune to zauważył, uśmiechnął się tylko i uszczypnął mnie w policzki, rozciągając je na boki.
— Luciiiiiille, uśmiechnij się, będzie super! — zbliżył swoją twarz do mojej. — Zobaczysz!
— Znowu będę to pół godziny zmywać — burknęłam, gdy w końcu mnie puścił. Rozmasowałam bolące policzki, patrząc, jak Minki bierze do ręki pierwsze pędzle.
— Delikatnie cię pomaluję, obiecuję — posłał mi promienny uśmiech. — I zawsze ja mogę ci go potem zmyć, także bez narzekania!
Co za utrapienie...
***
Ostatecznie sesja okazała się nie taka znowu straszna. Trochę zdjęć porobił nam wszystkim Felix, który okazał się całkiem miłym gościem. Potem Minki się uparł, że chce zrobić też zdjęcia tylko mi. Pozowanie z bliźniakami było całkiem miłym doświadczeniem, kitsune tworzyli taką atmosferę, że w zasadzie przez większość czasu nie pamiętałam, po co tu byliśmy. Jednak zupełnie nie potrafiłam odnaleźć się w roli samotnej modelki. Było to zdecydowanie zbyt dla mnie krępujące. Mimo to Minki wydawał się zadowolony z efektów.
Gdy po niemal godzinie robienia zdjęć usiedliśmy razem na podłodze, żeby zjeść zamówione na dowóz sushi, nie mógł przestać wgapiać się w laptopa, na którego od razu zrzucili z Felixem zdjęcia z karty pamięci aparatu. Szczególnie zaintrygowało go jakieś jedno, którego koniecznie musiał mi pokazać akurat, gdy przeżuwałam. Zakrztusiłam się, gdy podstawił mi przed nos ekran laptopa, na którym widniał mój portret przy rozświetlonej światełkami choince. Na bank zrobił je bez ostrzeżenia, bo nie przypominałam sobie, żebym do takiego pozowała.
Minki odłożył urządzenie na podłogę, żeby poklepać mnie po plecach i podać termos z herbatą.
— No już, już, oddychaj — objął mnie ramieniem, przyciągnął do siebie i poczochrał włosy, niszcząc przy tym wcześniej ułożoną przez siebie fryzurę. Z trudem łapałam oddech, cudem się tu nie udusiłam, schodząc im na miejscu. Zdradziecki kawałek ryżu z algami... — Mówiłem, że Felix jest niezły!
Spojrzałam na niego pytająco.
— Które zdjęcie jej pokazałeś? — zapytał siedzący naprzeciwko nas blondyn. Gdy Minki w odpowiedzi tylko skinął w stronę laptopa, dalej się ze mną siłując, sam sięgnął do urządzenia i odwrócił go w swoją stronę. — Aaaa... To. W ogóle Lu dobrze wychodzi na zdjęciach.
Słysząc to, znowu się zachłysnęłam, tym razem własną śliną. Rozkaszlałam się na tyle poważnie, żeby Minki w końcu mnie puścił, zdając sobie sprawę z tego, że ściskając mnie raczej mi nie pomaga. Zerwałam się na równe nogi i, między kolejnymi seriami kaszlu wybąkałam, że idę po wodę. Szybko zniknęłam za drzwiami pomieszczenia, gdzie przyjaciel malował mnie przed sesją, żeby wyciągnąć z jego szafy z pierdołami zgrzewkę wody. Herbata, którą mieliśmy przy sobie, w tej chwili za bardzo mi nie pomogła. Była za gorąca, żeby wypić ją duszkiem i uratować się przed paskudnym uczuciem, pozostającym w gardle po tym, jak zdradziecki kawałek jedzenia wpadnie nie w tę dziurkę, co powinien.
Już miałam wracać, gdy usłyszałam zza nie do końca zamkniętych drzwi:
— Tooo... Jesteście parą? — głos należał do Felixa. Zamrugałam zaskoczona, zamierając z dłonią na klamce.
— Co...? Ja z Lu? — tym razem odezwał się Minki. Brzmiał na zaskoczonego, z resztą nie dziwiłam mu się, bo moja reakcja na takie pytanie byłaby identyczna. — Nieeee, co ty. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
— O. To w sumie lepiej dla mnie.
Usłyszałam parsknięcie Minhyuka.
— Bo?
— Fajna z niej dziewczyna — przewróciłam oczami, słysząc te słowa z ust Felixa. — Chciałbym ją lepiej poznać. Zaprosiłbym ją gdzieś, na drinka na przykład...
Już miałam wyjść, żeby zakończyć tę rozmowę o mnie beze mnie, gdy nagle odezwał się Minki. Zatrzymałam się, sama siebie zaskakując tym, że w sumie byłam ciekawa, co odpowie.
Minki? ^^
1619 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz