Jego słowa zadziałały na mnie tak, jakby ktoś uderzył mnie otwartą dłonią w twarz. Ciężko było przyznać, ale miał rację. Jeśli wrócę, mogę pożegnać się z życiem. Pan Simon zostawił mnie tam na pewną śmierć, bo z mojej winy przegrał pieniądze.
Wychowałam się w zasadzie “jeśli nie krzyczy i nie bije, znaczy się, że chwali”. Wygrywając miałam spokój. Nie dostawałam żadnych nagród, ale miałam cień pewności, że nie spotka mnie żadna kara.
