Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Night We Met. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Night We Met. Pokaż wszystkie posty

11 listopada 2025

Od Sahiba cd. Aleistera

Eryne, nastroszona, z bojowo rozrzuconymi skrzydłami, syczała na Aleistera jak rozjuszona kotka. Świdrowała go żółtymi oczami, zadzierała głowę, rzucała wyzwanie. Sahib, zirytowany, że drze mu się prosto do ucha, drepcze po ramieniu i wbija pazury, przytknął jej dziób dwoma palcami. Eryne wyswobodziła się kilkoma bardzo oburzonymi machnięciami karkiem, zsyczała go karcąco. Śmieszny-mały-goblinie-co-ty-wyprawiasz-próbuję-cię-bronić.

28 sierpnia 2025

Od Aleistera cd. Sahiba

Przez lata obycia z osobami wszelkich charakterów, jak i różnorodnymi poziomami pewności siebie, które niekiedy zakrawały o czystą bezczelność, Aleister był w stanie zachować niezmienny wyraz twarzy w obliczu oskarżeń swojego znajomego po profesorskim fachu. Gdy tamten jednak skończył tyradę, jeszcze kwitując ją delikatnym uśmieszkiem, jakby chciał wetrzeć w jego twarz swoją, przynajmniej w oczach Crowley'a, arogancką dumę z własnych argumentów, czarownik pozwolił sobie na ciche westchnięcie. Na krótki moment zamknął oczy, wziął płytki wdech. Yoru otarł się o nogawki jego garnituru.

29 lipca 2025

Od Sahiba cd. Aleistera

Zajęcia przebiegały standardowo. Sahib siedział na katedrze, swobodnie i noga na nogę, sprawdzał na kolanie świeżo oddane kolokwia. Jedna z uczennic prezentowała zaległy referat, choć prezentowała to może zbyt szumne określenie, po prostu czytała z kartki. Sahib raz na jakiś czas podnosił wzrok, dawał jej znać, że proszę, kontynuuj śmiało, to bardzo ciekawe, słucham uważnie. Samopisząca kreda w w międzyczasie notowała na tablicy za jego plecami najważniejsze punkty na temat mięsożernych ślimaków, będących głównym tematem wykładu, który planował poprowadzić lada moment.

28 lipca 2025

Od Aleistera do Sahiba

 Nic się nie zmieniło od kiedy był ostatnio w tym lesie. Drzewa były tak samo gładkie, smukłe. Odwrócone, z korzeniami wbitymi w atramentową czerń nieba, a przynajmniej tego, co służyło za nie. Za to ostre, cierniste liście kaleczyły mu kostki, gdy parł dalej w ciemność. Za źródło światła miał kulę migoczącej energii, która rzucała na powykręcane gałęzie niebieskawą łunę. Drżała przy każdym ostrożnym, cichym kroku mężczyzny jak płomień zmuszony do przybrania takiej formy wbrew własnej woli.

Aleister rozejrzał się wokół z lekko przymrużonymi oczami. Czuł na karku znajome mrowienie, spowodowane przez obce oczy w mroku. W tym miejscu nigdy nie było się samotnym. Nawet jeśli wszystko wokół mówiło, że było inaczej. Nie w momencie, gdy wdarło się tutaj siłą, po trupach, przez grube warstwy rzeczywistości, które chciały wypchnąć go z każdym kolejnym krokiem. Zacisnął usta w wąską kreskę, brnąc dalej w nienaturalny chłód.