Przez lata obycia z osobami wszelkich charakterów, jak i różnorodnymi poziomami pewności siebie, które niekiedy zakrawały o czystą bezczelność, Aleister był w stanie zachować niezmienny wyraz twarzy w obliczu oskarżeń swojego znajomego po profesorskim fachu. Gdy tamten jednak skończył tyradę, jeszcze kwitując ją delikatnym uśmieszkiem, jakby chciał wetrzeć w jego twarz swoją, przynajmniej w oczach Crowley'a, arogancką dumę z własnych argumentów, czarownik pozwolił sobie na ciche westchnięcie. Na krótki moment zamknął oczy, wziął płytki wdech. Yoru otarł się o nogawki jego garnituru.
— Lisy to zwierzęta drapieżne. Nie mogę winić go za podążanie za własnymi instynktami, kiedy ktoś przyprowadza do profesjonalnego, jak mi się zdawało, przybytku całą gromadkę hałaśliwego drobiu — Aleister postąpił o krok bliżej Keyana, który wyglądał jakby miał zaraz wybuchnąć parą ze swoich elfich uszu. Z boku mogło to wyglądać jakby dwie przeciwne siły miały zetrzeć się na profesorskim podwyższeniu, wszystko na oczach studentów. Jakby znaleźli się w Koloseum, pośród patrycjuszy, którzy wyczekiwali z zapartym tchem pierwszej rozlanej krwi na wzburzonym piasku.
A Aleister? Oh, zaoferuje ją spragnionym obserwatorom. Bowiem aż nadto serce biło mu w piersi po niedawnej walce, w nosie go coś ściskało z magicznego wyczerpania. Za to słowa, oszczerstwa!, rzucone pod jego adresem nie mógł puścić mimo uszu. Na usta mężczyzny wypłynął delikatny, acz jadowity uśmiech. Zmrużył nawet oczy.
— A zajęcia. Trudny temat, mówisz, profesorze Al-Kalediah? — Tytuł wycedził przez zęby tuż przed żachnięciem się — Opisywanie zachowań czego, ślimaków? Jak trudnym może być określenie czy to proste stworzenie śpi czy czuwa? Jeśli coś takiego powoduje w Twojej klasie zaległości, współczuję studentom. Chociaż, czy współczuję — W tamtym momencie Crowley obrócił się w kierunku uczniów.
Była ich garstka. Być może pięciu-- Ah, sześciu, bo jeden spał z głową na zeszycie. Aleister wykonał w powietrzu zarys runy, która rozjaśniła się także na szafce nieopodal leniwego młodzieńca. Ciemna, lepka i atramentowa macka wypełzła z małej wyrwy między wymiarami i pacnęła nicponia w tył głowy. Obudził się z cichym okrzykiem, a potem szokiem i protestem na wargach, gdy macka wyciągnęła mu z ucha słuchawkę i z mlaśnięciem schowała się w swojej otchłani.
— Wątpię, aby nawet oni uznawali ten temat za potrzebny czy chociaż ciekawy — Aleister spojrzał na Keyana, kolejne słowa mówiąc już z czystej, ludzkiej złośliwości — Jeden śpi, drugą bardziej interesują Twoje ptaki, a trzecia umawia się na spotkanie z chłopakiem. Ostatnie notatki czwartego są z marca. Więc, pomiędzy Wszechświatem a prawdą, nie stracili nic, profesorze. Wszyscy wiedzą, że Twoje zajęcia to jedynie forma wypełnienia harmonogramu pomiędzy innymi wykładami.
Drugi mężczyzna zacisnął powoli dłonie w pięści. Do tego stopnia, że zbielały mu knykcie, a to jego ptaszysko, które musiało wyczuć zmiany w nastroju właściciela, nastroszyło się z gniewnym furkotem. Uniosło nawet pióropusz na głowie do tego stopnia, że kilka dłuższych piór nasunęło się na oczy stworzenia. Gdyby wzrok był mógł zabijać, Aleister leżałby martwy po trzykrotnym ataku ze strony Keyana, ptaka oraz studenta, teraz pozbawionego z jednej strony swojej bariery przed zewnętrznym światem. Cóż, przynajmniej flumph będzie miał przez chwilę jakąś zabawę z ukradzioną słuchawką.
— Czy Ty naprawdę przyszedłeś do mnie, do mojej sali... — zaczął drżącym ze zdenerwowania głosem, jednak ptak na jego ramieniu przechylił lekko główkę i coś świergnął mu do ucha. Rudowłosy przeniósł uwagę na pupila, mierząc go krótko wzrokiem. Być może miał jakieś połączenie pomiędzy swoimi podopiecznymi na wzór więzi jaką Aleister dzielił z Yoru. Chowańce? Magiczne twory? Kto go wiedział. Cokolwiek to było, cokolwiek Keyan od ptaka usłyszał, sprawiło, że wyraz twarzy lekko się zmienił.
Crowley zacisnął dłoń na swojej lasce, szykując się na ripostę.
Sahib?
579 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz