Kitsune nieszczególnie miał ochotę, aby z kimkolwiek rozmawiać na temat taksówkarza. Nie była to jego pierwsza sytuacja w życiu. Zdołał się przyzwyczaić, że takie osoby zawsze były, są i będą. Wygląd Minkiego był idealnym magnesem na przyciąganie problemów. Może gdyby utrzymywał się w swoim lisim wyglądzie, to życie byłoby dla niego znacznie prostsze. Jednak był przyzwyczajony do życia wśród ludzi, więc nieszczególnie uśmiechało mu się chodzić po ulicach miasta w swojej lisiej formie.
Na stole w salonie leżała sterta książek i papieru, które w niektórych miejscach były pokreślone. Nie był zainteresowany studiowaniem, sam w końcu się nie chciał się na nie wybrać. Wolał uczyć się nowych rzeczy poprzez rozszerzanie własnych horyzontów samemu. Kiedyś poszedł z czystej ciekawości na jedne zajęcia, które miały wprowadzić młodych magów w świat innych ras. Większość informacji była stara i nie pokrywała się z rzeczywistością, były poszerzane stereotypy, więc Minki dość szybko ewakuował się z sali, stwierdzając, że wysłuchiwanie oszczerstw kierowanych w kierunku kitsune to jednak zdecydowanie za dużo.
Przeczytał kilka informacji, które Lucille miała zapisane; jedne kartki to były notatki, gdzie wiele rzeczy miała pokreślone i poprawione, ale pozostałe z nich były już zapisane w sposób czysty i bez pokreśleń. Wzrokiem przemierzał po kolejnych zdaniach. Czytał to z ciekawości, bo chciał wiedzieć, co dokładnie kobieta chciała przedstawić w swojej pracy. Sam zapewne nie wiedziałby, co chciałby napisać i co udowodnić. Wydawało się to dla niego męczące i wyczerpujące zajęcie, szczególnie psychicznie.
Podczas siedzenia w mieszkaniu Lucille, mógł się dowiedzieć nowych rzeczy na jej temat. Nie wiedział, że lubi gotować w sposób tradycyjny; właściwie to nie wiedział, że ona lubi piec słodkości. W końcu robiła tort, a Minki mógł się domyślić, że jest to czasochłonne zajęcie. Trzeba też umieć sobie zobrazować niektóre wypieki, które można zobaczyć w witrynie niejednej cukierni. Sam nieszczególnie pchał się do kuchni, aby zrobić jakiekolwiek danie. Preferował jedzenie na mieście, bo wychodziło mu to taniej niż przy codziennym gotowaniu. Nie miał dwóch lewych rąk do gotowania, wręcz przeciwnie, idzie mu to bardzo dobrze. Jednak nie wychyla się ze swoimi umiejętnościami kulinarnymi.
Kiedy jasnowłosa udała się do łazienki, aby wziąć prysznic, Minki pozostał na balkonie, podziwiając okolicę z góry. Światła latarni oświetlały główną ulicę, a szemrane zakręty prosiły się jedynie o omijanie. Słońce już dawno zdecydowało się pożegnać z dzisiejszym dniem i zostawiło ostatnie promienie dobre kilka godzin temu. Obecnie poświata księżyca pozostała przyćmiona ciemnymi chmurami, które nie wydawały się chętne do podzielenia tym światłem z Deiranem. Ludzie przemierzali ulice, rozmawiając przez telefon bądź wpatrując się w niego. Inni szli szybkim tempem, jakby obawiali się, że ciemność może skrywać nieprzyjemne tajemnice. Kolejni zaś szli spokojnie, korzystając z chłodnego powiewu. Wiatr rozmierzwił włosy Minkiego, który obserwował okolicę.
— Pająk! — krzyk Lucille dotarł do kitsune, który nadal stał na balkonie oparty o balustradę. — Pająk! Minki! Chodź tu no!
Kobieta wydawała się nie być skora do walki z mało groźnym stworzeniem. Niechętnie odepchnął się od balustrady i wszedł do mieszkania.
— Jak mnie ugryzie, to będziesz współwinny mojej śmierci! — tym razem wydawało się, że jej życie jest w niebezpieczeństwie przez pająka, co jedynie bawiło Minkiego. — No chodź tu i mi pomóż! AAA!
Minki otworzył drzwi od łazienki, zastając Lucille, stojącą na ubikacji z laczkiem w dłoni wymierzając go w... małego, czarnego pająka, który wyszedł spod szafki.
— Naprawdę? — spytał, podchodząc do oponenta kobiety. — Takiego maluszka się boisz?
— Zabij go!
— Ale on nic nie zrobił — stwierdził, ale widząc spojrzenie kobiety, westchnął, nie przemówi.
Wziął kawałek papieru toaletowego, a następnie podszedł do pająka i go zgniótł, a jego truchło zwinął w chusteczkę. Lucille szybko zeskoczyła na ziemię i sprawnym ruchem wyminęła mężczyznę, który podniósł klapę od ubikacji, gdzie wrzucił papier i spuścił wodę. Kobieta nerwowo stąpała w miejscu, patrząc, jak klapa ponownie została zamknięta, a jej wróg zniknął wraz z prądem spłuczki.
— Już? Zadowolona? — zapytał, na co kobieta pokiwała głową. — Nogi ci wyrwał?
Na to pytanie oberwał laczkiem w rękę, na co przewrócił oczami i wyszedł z łazienki.
— Na pewno nie wyjdzie z ubikacji?
— Na pewno, Lu, uspokój się — mruknął, zamykając za sobą drzwi.
Udał się do salonu, gdzie rozłożył się na kanapie. Mógłby wrócić do swojego domu, ale myśl, że musiałby zadzwonić po taksówkę... nie, zdecydowanie tego nie potrzebował. Komunikacja miejska o tej porze jeździ wybiórczo, a on nie mieszkał w centrum miasta, Lucille tak samo. Dlatego ich miejsca zamieszkania nie były dobrze skomunikowane jak centrum Deiranu. Autobusy zwykle jeździły co godzinę, może dwie, a w weekendy raz na pięć godzin; szczególnie o późnych porach. Mógł również wrócić pieszo, ale było to zdecydowanie za daleko i nie uśmiechał mu się kolejny spacer. Ostatnią opcją był Asher, tylko dzisiaj był poza Deiranem, więc nie miał możliwości odebrania Minkiego.
Lucille przyszła do salonu i usiadła po turecku obok mężczyzny, zerkając na niego z widocznym niezadowoleniem.
—Dobrze, że cię nie porwał — rzucił, przechylając głowę w kierunku jasnowłosej.
— Kto?
— Pająk, a kto? — zaśmiał się, posyłając jej szeroki uśmiech.
Ponownie tego dnia oberwał w ramię, a kobieta odwróciła się do niego plecami i stwierdziła, że nie będzie z nim już dzisiaj rozmawiała.
— A nogę ci wyrwał? Albo może palec u stopy? Sprawdzałaś, czy wszystkie masz? — Minki ciągnął swoją grę dalej, ale Lu nie chciała brać w tym udziału i tylko prychnęła.
Kobieta wstała z kanapy, rzuciła krótkie dobranoc i udała się do swojej sypialni, zostawiając Minkiego samego w salonie.
— Jak przyjdzie rodzina tego pająka, to powiem, że ty go zabiłeś! — rzuciła na odchodne, zamykając drzwi od swojej sypialni.
Minki pokręcił rozbawiony głową, nie dowierzając, że trafił na taki okaz.
*
Kolejnego dnia Minki obudzony został przez Lucille i jej krzątanie się po kuchni. Mruknął niezadowolony, przewrócił się na drugi bok i nakrył głowę kołdrą, chcąc chronić swoje uszy od słuchania kroków. Prawie udało mu się znowu zasnąć, ale w kuchni rozniósł się dźwięk tłuczonego szkła, przez co mężczyzna poderwał się do siadu i spojrzał w kierunku kobiety, która zacisnęła dłonie w pięść i uderzyła w blat, przeklinając na głos na cholerną miskę. Kitsune przetarł zmęczony oczy, przeczesał ciemne kosmyki, a następnie opadł ponownie na kanapę, wpatrując się w sufit.
— Jak się człowiek śpieszy, to się diabeł cieszy — rzucił w kierunku jasnowłosej, która tylko wymamrotała ciche przepraszam w kierunku mężczyzny. — Która godzina?
— Siódma — odpowiedziała, szybko zamiatając szkło z podłogi, aby przypadkiem nikt nie zrobił sobie krzywdy. W gruncie rzeczy to ona najszybciej by ją sobie zrobiła, ale to największy szczegół.
— Co tak wcześnie nie śpisz...
— Po prostu tak wstaję, rutyna, nawyk, te sprawy — odpowiedziała, wzruszając przy tym ramionami. — Jak już nie śpisz, chcesz herbatę?
— Mhm.
Lucille wstawiła wodę na herbatę, nie pytając, co chciałby Minki. Nieszczególnie mu to przeszkadzało, bo każda herbata mu smakowała; czarna, miętowa, cytrusowa a może i jakaś goździkowa w połączeniu z dziką różą. Każda, dobrze zaparzona herbata smakowała cudownie i skradała serce Minkiego. Jedynie dodatek miodu jako słodzika mogło dodatkowo podbić gamę smaków na wyższy poziom.
Przeciągnął się na kanapie, a następnie podniósł się do siadu i rozejrzał po pomieszczeniu. Miał dzisiaj wolne, więc mógłby jeszcze pospać. Był jednak w gościnie, gdzie został brutalnie obudzony przez Lu, która robiła coś w kuchni; prawdopodobnie dalej zajmowała się robieniem tortu. Nie przeszkadzało mu to, wręcz przeciwnie, dzięki temu mógł patrzeć, jak wygląda cały proces od wewnątrz. Kto wie, może sam będzie chciał kiedyś spróbować. Może nie dziś i nie jutro, ale za kilka tygodni lub miesięcy?
Zabrał swoje wczorajsze ubrania i udał się do łazienki, gdzie się przebrał. Przemył twarz zimną wodą, a następnie mokrymi palcami przeczesał ciemne kosmyki, które opadały mu na oczy. Dobrze, że wczoraj mógł przeszukać szafki Lu i zmył cały swój makijaż. Inaczej dzisiaj wszystko byłoby niewyraźne i nieprzyjemne dla oka.
Wrócił z łazienki, tym razem udał się do kuchni, gdzie Lucille ciągle się kręciła, jakby nie wiedziała, w co miała wsadzić ręce.
— Kręcisz się jak gówno w przeręblu — podsumował, zalewając wcześniej przygotowane kubki przez kobietę, a ta spojrzała na niego z widocznym mordem w oczach. — Nie patrz tak na mnie, tylko rób, co tam miałaś do tego ciasta.
— To jest tort.
— Na jedno wychodzi. I tak to zjedzą i tak.
— Gdzie twój makijaż? — spytała, całkowicie ignorując uwagę Minkiego i jego brak poszanowania do nazw dla słodkości.
— Nie ma.
— Po co się malujesz?
— A czemu kobiety się malują? — odwrócił kota ogonem, na co Lucille przewróciła jedynie oczami, ale z delikatnym uśmiechem na ustach.
— Bo chcą się sobie podobać albo innym. No ewentualnie robią takie makijaże... no wiesz. Artystyczne, żeby pokazać umiejętności i przyciągać do siebie ludzi klientów — oznajmiła, sięgając do szafki po kolejną miskę, gdzie zapewne będzie przygotowywać kolejne rzeczy do skończenia tortu. — Ale nie zmienia to faktu, że zastanawia mnie, dlaczego sam się malujesz.
— Lubię to. Byłem kiedyś wizażystą i jakoś tak zostało. Lubię to robić, lubię podkreślać wygląd i przyciągać uwagę — odpowiedział, na co kobieta przytaknęła głową i mruknęła pod nosem, że to widać.
Zabrał kubki z herbatą do salonu, gdzie postawił je na stoliku, a następnie złożył kołdrę, położył na nią poduszkę, a następnie zaniósł do sypialni Lu, kładąc to na łóżku. Nie wiedział, gdzie dokładnie miała to wcześniej schowane, a nie widziało mu się wkładać tego gdziekolwiek. Zapewne później kobieta by narzekała i zrobiła po swojemu. Wrócił do salonu, usiadł na kanapie i spojrzał na jasnowłosą, która szukała czegoś w szafce.
— Zaraz poszukasz, siadaj i pij herbatę — rzucił, klepiąc miejsce obok siebie.
Lucille jednak podniosła do góry dłoń z wystawionym palcem wskazującym, co oznaczało, że za chwilę przyjdzie. Pokręcił rozbawiony głową i upił nieco herbaty.
*
— Na pewno wszystko masz? — spytał, gdy przemierzali alejki w jednym z supermarketów, bo Lucille musiała zrobić zakupy na kilka dni.
Jej lodówka powoli świeciła pustkami, a czasu na duże zakupy nie potrafiła odnaleźć. Zmuszona była do wyjścia z domu ze względu na brak kilku składników do dekorowania tortu. Jak się okazało, w domu miała resztkę, a niestety; słodkość nie była taka mała, aby to wystarczyło.
— Tak — przytaknęła głową, odhaczając na swojej liście zakupów wszystkie pozycje po weryfikacji koszyka.
— Świetnie, ale ja też muszę coś kupić. Więc idziemy tam — wyznaczył drogę wózkiem, który to on mógł pchać.
Lepiej pominąć jaka była kłótnia o to, kto będzie pchać wózek sklepowy. Można śmiało stwierdzić, że zachowywali się niczym rodzeństwo. Jednak to Minki wygrał, bo pierwszy znalazł drobniaka i odczepił wózek, więc to on miał pierwszeństwo.
— Rozumiem, że potem wracasz do domu?
— Potem? Czyli kiedy? — spytał, spoglądając na kobietę, która szła obok.
— No po zaniesieniu zakupów.
— Nie, bez przesady. Zabiorę swoje i od razu pójdę.
— Obiecałeś, że pomożesz mi to odnieść do domu... to będą dobre cztery siatki zakupów, albo i więcej... — mruknęła, spoglądając na zawartość koszyka, który był porządnie zaopatrzony.
— Nie pamiętam, żebym coś obiecał — stwierdził, posyłając jej szeroki uśmiech.
— Dupek.
— Miło mi cię poznać, ja jestem Minki.
Lucille prychnęła i skrzyżowała ręce na wysokości klatki piersiowej, podążając za czarnowłosym.
Minki zrobił jeszcze szybkie zakupy dla siebie, aby uzupełnić nieco zapasy w swoim domu. Oczywiście po tym, jak poszli do kasy, wszyscy, którzy stali za nimi, wyrażali jasno swoje niezadowolenie, że Lu i Minki mają tyle zakupów, że powinni wszystkich przepuścić.
— Tam obok są kasy samoobsługowe, jakbyś miała brudne okulary — rzucił Fox w kierunku kobiety, która najgłośniej komentowała zawartość wózka oraz próbowała wymusić przepuszczenie jej w kolejce, gdy sama miała zapchany koszyk. — A jak płacisz gotówką, to są też kasy samoobsługowe przyjmujące gotówkę, wystarczy trochę ruszyć głową — puścił oczko, a nieznajoma zapowietrzyła się i zrobiła czerwona.
Niektórzy klienci prychnęli rozbawieni, że Fox zdecydował się odpowiedzieć na zaczepkę kobiety, a ostatecznie ją skompromitował. Lucille powstrzymywała się od prychnięcia na słowa Minkiego, przyłożyła pięść do dłoni i odchrząknęła, przymknęła oczy, po czym pokręciła rozbawiona głową.
Po zapakowaniu zakupów mieli łącznie sześć siatek do zabrania. Kitsune pomógł wszystko zanieść do mieszkania Lu, a następnie się pożegnali i udał się na przystanek autobusowy, aby wrócić do siebie.
*
Minki w przeciągu kilku dni nawiedzał Lucille w jej mieszkaniu po upewnieniu się, że na pewno się w nim znajduje. W końcu udało im się wymienić numerami, ale również Fox znalazł kobietę na Facebooku, więc jeśli nie odbierze, to zaspami jej Messengera.
— Daj zrobić sobie makijaż — położył głowę na ramieniu Lucille, która kończyła nakładać ciasto na talerze.
— Nie.
— Nie bądź taka. Pomogłem ci ostatnio z zakupami — burknął, odsuwając się do tyłu, oparł się o blat i skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej. — Mogłabyś się odwdzięczyć. To nic takiego przecież. To tylko makijaż. No nie bądź taka. Jak ci się nie spodoba, to od razu zmyjesz. Wszystko mam, no pozwól mi. Prooooooooszę — mężczyzna celowo zrobił smutną minę i wydął dolną wargę, chcąc wzbudzić w kobiecie resztki empatyczności. Złożył dłonie niczym do modlitwy, świdrując jasnowłosą swoim spojrzeniem, aby wyraziła zgodę pod naciskiem.
Lucille? :D
2068 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz