Nie byłam pewna, na ile otrzymany amulet faktycznie będzie działał. Losowe nieszczęścia swoją drogą, jednak jeśli sama pchałam się wiecznie na miny? Czy cokolwiek było w stanie ochronić przed brakiem instynktu samozachowawczego? Niemniej faktycznie zamierzałam tym razem dotrzymać słowa. Nawet jeśli nie do końca wierzyłam w moc wisiorka, nie chciałam kolejny raz obrażać kitsune. Może powinnam, żeby się ostatecznie ode mnie odczepił, ale... z jakiegoś powodu nie potrafiłam.
— Może sam też powinieneś skorzystać z tego amuletu? — zapytałam, uśmiechając się lekko i dźgając go palcem w czoło. — Dziwnym trafem coś często pojawiasz się w okolicy, jak mam problemy. Może to nie mój pech?
Prychnął, łapiąc mnie za dłoń i odsuwając ją od swojej twarzy.
— Nie, serio — zeszłam z rozbawionego tonu. — Mam nadzieję, że miałeś okazję porozmawiać o tym, co się stało z tym taksówkarzem z kimś bliskim. Nawet, jak go odstraszyłeś, takie wydarzenia nie są niczym przyjemnym — odchyliłam głowę na oparcie kanapy i wbiłam wzrok w sufit. — A tak w ogóle, to gdyby Minhyuk się nie pojawił, przysmażyłabym tego taksówkarza trochę. Ale odepchnął mnie sobie z drogi i cóż... W każdym razie naprawdę jestem w stanie w miarę o siebie zadbać. Natomiast... — zawahałam się na moment, ale szybko skarciłam się za to w myślach. Przecież na to zasługuje. — Dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiłeś.
Zerwałam się z kanapy i, nie patrząc na mężczyznę, żeby nie dostrzegł przypadkiem rumieńca na moich policzkach, poszłam do kuchni, rzucając w eter pytanie, czy chce się napić jeszcze herbaty. Chciał. Zabrałam się do przygotowywania naparu, tym razem nie dając Minkiemu wyboru w kwestii gatunku liści. Wyciągnęłam z szafki torebkę z białą herbatą i wsypałam odpowiednią ilość do imbryka, a w czajniku elektrycznym nastawiłam wodę, żeby się zagotowała. Spojrzałam na kartkę z notatkami odnośnie ciasta dla Mel, którą wyjęłam wcześniej ze swojej torby razem z książkami i westchnęłam ciężko. Powinnam dzisiaj zacząć robić ten tort, bo nie wyrobię. Chwilę walczyłam z myślami, czy na pewno powinnam, bo to średnio eleganckie, jak ma się gościa. Jednak mój wybór w tym zakresie był wyłącznie iluzoryczny.
— Przepraszam, ale muszę zacząć robić tort dla koleżanki — rzuciłam, zerkając sponad wyspy na Minkiego, który właśnie usiadł na kanapie i zaczął się dziwnie przyglądać walającym się na stoliku kawowym książkach, pozwijanych pergaminach i notatkach. Nie skomentowałam tego. Moja praca doktorska nie była żadną tajemnicą, póki niczego nie zniszczy, może sobie przeglądać wszystko do woli.
— Jasne, działaj — widziałam, jak kitsune sięga po jedną z kartek z zapisanym początkiem mojej pracy. — Nie piszecie tego na komputerach? — pomachał nią i spojrzał w moim kierunku.
— Dzięki magii możesz pisać odręcznie nie dotykając narzędzia do pisania — wzruszyłam ramionami, wyciągając jajka z lodówki. — To w sumie też w jakiś sposób świadczy o twoich magicznych umiejętnościach. Niby. Nie wiem, czy przypadkiem tylko nasz wydział nie wymyślił sobie takiego wymogu, ogólnie dziwne to — spod zlewu wyjęłam robota kuchennego i postawiłam na blacie przy gniazdku, przez co stałam tyłem do mężczyzny, wciąż zajętym bałaganem przed sobą. Zaczęłam odmierzać odpowiednią ilość mąki. — Biurokracja na tej placówce bywa dziwna.
— W sumie czemu robisz doktorat? — zerknęłam na niego ponad ramieniem. Przelatywał wzrokiem zapisane ciągi liter.
— A tak jakoś. Dla satysfakcji — oddzieliłam białka od żółtek i zaczęłam ubijać te pierwsze w mikserze, szykując równolegle cukier. — Nie wiem, czy jest w tym wiele samorozwoju, więcej pierdolenia — nie wiem, co mnie naszło na bycie tak rozgadaną w jego obecności. Jeszcze kilka dni temu odfuknęłabym mu po prostu coś niemiło, ale dzisiaj... może sama potrzebowałam się komuś wygadać.
Nie odezwał się więcej, gdy szykowałam ciasto na biszkopt. Nie zerkałam na niego, jednak podejrzewałam, że przeglądał zapisane przeze mnie strony wielu już kartek. Ciekawe, czy zamierzał przeczytać wszystko. Gdy piana z cukrem była już prawie takiej konsystencji, jak chciałam, przypomniałam sobie, że nie naszykowałam sobie tortownicy, więc oderwałam się na chwilę od masy, żeby zapiąć obręcz na papierze do pieczenia i nastawić piekarnik. Po chwili wróciłam do patrzenia, jak mieszadło miksera ubija puszystą, białą masę. Dodałam po jednym żółtku, a na koniec, po zmniejszeniu obrotów urządzenia, sięgnęłam po miskę z mąką.
— Dlaczego w sumie do robienia tego ciasta nie używasz magii? — głos Minkiego, który rozbrzmiał tuż przy moim uchu, był tak niespodziewany, że miska wyleciała mi z ręki. Kitsune złapał ją w ostatniej chwili, ratując zawartość przed rozsypaniem, po czym odstawił ją bezpiecznie na blat. Odwróciłam się gwałtownie, zirytowana, przez co stanęłam twarzą w twarz z klatą mężczyzny. Przytkało mnie trochę. Za blisko. Nie miałam się gdzie cofnąć przez blat za mną. — Ej, uważaj. To chyba miało trafić do ciasta, nie na podłogę?
Podniosłam lekko głowę i zgromiłam go wzrokiem. Widząc na jego twarzy ten wkurzający uśmieszek samozadowolenia, pchnęłam go rękami w klatkę piersiową, żeby się odsunął, ale zrobiło to na nim wrażenia, jedynie bardziej rozbawiło.
— Nikt cię nie nauczył, że nieładnie się tak skradać? — fuknęłam, wciąż mocując się z mężczyzną i próbując go przesunąć, ale ten nie współpracował, ewidentnie rozbawiony. — Myślałam, że na zawał zejdę!
— Oj, już nie przesadzaj — przewrócił oczami, łapiąc mnie za nadgarstki i pochylając się lekko w moją stronę. — Niesamowite, zero siły masz w tym kruchym ciałku.
Przeszedł mnie dreszcz, gdy jego twarz znalazła się tak blisko mojej, ale szybko skarciłam się za dziwne myśli i bez wahania przywołałam na swoją skórę elektryczność. Kopnięcie było delikatne, ale puścił mnie w końcu, cofając się o krok.
— No już już, spokojnie — podniósł ręce w geście kapitulacji, po czym sięgnął po czajnik, w którym jakiś czas temu zagotowała się woda. — Przyszedłem dokończyć robić tę herbatę, bo chyba o niej zapomniałaś — słuszna uwaga. Skrzywiłam się lekko i wróciłam do biszkoptu, podczas gdy Minki ogarniał herbatę.
Po przerzuceniu masy na biszkopt do tortownicy, włożyłam ją do piekarnika i nastawiłam odpowiedni czas. Misę miksera wrzuciłam do zlewu, żeby umyć ją na szybko, wykorzystując już do tego magię. Zerknęłam na zegarek w salonie, przy okazji zawieszając wzrok na mężczyźnie, który wrócił na kanapę i z filiżanką herbaty w dłoni dalej przeglądał moje materiały do pracy doktorskiej. Byłam ciekawa, co sądzi, jednak nie zapytałam. Wyjęłam z jednej z szuflad w kuchni długopis i skreśliłam jedną z pozycji na kartce, na której zapisałam sobie, czego potrzebuję do tortu, żeby sukcesywnie działać i wyrobić się na ustalony czas. Dzisiaj biszkopt będzie upieczony, to jutro mogę zabrać się za przygotowywanie masy i przełożyć ciasto, a w piątek zostawię sobie czas na dekorowanie. Westchnęłam. To będą długie trzy dni. Miałam tylko nadzieję, że nic się nie spartoli, bo nie mogłam sobie pozwolić na opóźnienia.
Zabrałam swoją filiżankę z herbatą i poszłam usiąść na kanapie koło mężczyzny. Spojrzał na mnie kątem oka, gdy się zbliżałam.
— Nie odpowiedziałaś na pytanie — zauważył, a ja zmarszczyłam brwi w konsternacji.
— Jakie pytanie?
— Dlaczego do robienia ciasta nie wykorzystywałaś magii, tylko wszystko robiłaś konwencjonalnie.
— Aaaa... — wzruszyłam ramionami, upijając łyk delikatnej herbaty. — Po prostu lubię piec. Gdy wykorzystuje się do tego magię, to trochę dyshonor dla cukierników, którzy nie potrafią z niej korzystać i wszystko wykonują sumiennie przy użyciu własnych rąk i podstawowych tylko sprzętów, jak mikser, bez którego trudno ubić pianę tak sztywną, by nadawała się do biszkoptu — Minki patrzył na mnie z miną wyrażającą zdziwienie. Zmarszczyłam brwi. — No co?
— Nie sądziłem, że odpowiesz — dokończył ostatni łyk herbaty i odstawił filiżankę na podkładkę na stoliku.
Prychnęłam. Gdyby mnie wcześniej nie wystraszył, pewnie zrobiłabym to od razu, ale wypadło mi z głowy... Choć fakt faktem, na początku naszej znajomości nie byłam skora do odpowiadania na żadne jego pytania. Teraz jednak... Zdaje się, że coś się zmieniło. Nie potrafiłam tylko powiedzieć, co. Może było mi głupio z powodu tego, jak potraktowałam go wcześniej, ignorując zupełnie podarowany przez niego wisiorek... A gdy z niepojętych dla mnie powodów zdecydował się dać mi drugą szansę uznałam, że może powinnam mu coś udowodnić — że nie każdy człowiek jest taki sam.
Podobnie jak nie każdy kitsune jest taki sam, co, Lu?
Robiło się późno. Przyniosłam Minkiemu pościel z szafy w moim pokoju, gdy jakiś czas później poszedł wziąć prysznic. Gdy wszystko było naszykowane, stanęłam przed drzwiami balkonowymi i zapatrzyłam się w widok tętniącego życiem miasta pode mną. Mimo padającego deszczu, nie wszyscy ludzie i magiczne istoty nie zaszyli się w domach czy lokalach. Przejeżdżało sporo samochodów, a nawet pieszych, skrytych pod kolorowymi parasolkami. Zawsze wszystkim było tu wszędzie spieszno.
Poczułam, jak ktoś ciągnie mnie za kosmyk włosów. Spięłam się zaskoczona.
— Czemu farbujesz włosy na różowo? — zapytał Minki zza moich pleców. Złapałam zirytowana za trzymany przez niego kosmyk, żeby nie wyrwać sobie włosów po prostu cofnięciem się, i wyrwałam mu go z ręki.
— Bo taki mam kaprys — odwróciłam się, żeby zgromić go wzrokiem. — Wyczerpałeś pulę pytań na dzisiaj!
— O nie, jak to? — zrobił minę zbitego psa, ale nie dałam się zmanipulować.
— Tak to! Co za dużo, to niezdrowo.
— Po prostu mnie to nurtuje. Farbujesz je w ogóle? Bo ciągle są tak samo różowe.
Uśmiechnęłam się tylko, wyminęłam go i sama ruszyłam w kierunku łazienki. W sumie kolor moich włosów był efektem jednego z pierwszych użyć przeze mnie zaklęcia... Gdzie w zamian za pomoc ze znalezieniem jakiegoś rzadkiego zioła lokalna szamanka obiecała, że przekaże mi swoją zdolność zmiany wyglądu, ale tylko jednego jego aspektu i tylko raz, za to na stałe. Nie wiem dlaczego wpadłam na to, żeby zmienić sobie kolor włosów na tak rzucający się w oczy, ale tak — od tamtej pory nowe włosy rosły mi różowe. Magia jest niesamowita.
— Nie interesuj się, bo lisiej mordki dostaniesz! — rzuciłam jeszcze, zanim zamknęłam za sobą drzwi do łazienki.
Minki?
1544 słowa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz