Luther nie lubił, gdy ktoś przed nim coś ukrywał. Nie był fanem niespodzianek, w końcu ciężko mu się do nich przyzwyczaić ze względu na swój tryb życia oraz pracę. Yassin nie wydawał się tym faktem zrażony, wręcz przeciwnie. Wydawało się, że lubił coś wymyślać za plecami mężczyzny. Jednak Firebane zdecydował się tego tematu nie poruszać.
Ciężko odetchnął, spojrzał na partnera, aby przerzucić rękę przez jego ramię, ostatecznie wciągnął go na swoje kolana. Nie było sensu, aby teraz nad tym rozmyślać.
— Jesteś zbyt pewny swoich racji — stwierdził, pozwalając, aby Herreira mógł się poprawić. — Czasami aż za bardzo.
Yassin wzruszył beztrosko ramionami, uśmiechnął się, a następnie pochylił się do przodu, aby spróbować zabrać piłkę Delicji. Jednak marne jego szanse z sunią, która odskoczyła w bok, nie pozwalając sobie odebrać zabawki. W końcu miał ją rzucić bez zabierania, tak? Czując, jak starszy traci równowagę, a rękoma nie zdołał złapać się ławki, aby nie polecieć do przodu, Luther w ostatniej sekundzie złapał partnera w pasie.
— Mało rozważne — skwitował.
— Gdybyś mnie wcześniej trzymał, to by tego nie było — obruszył się starszy, ponowie znajdując się na poziomie Lu, tym razem jednak wyprostował się dumnie i spojrzał pogardliwie na złotookiego. — Jesteś paskudny, wiesz?
— Dlaczego?
— Dobrze wiesz dlaczego.
Luther wzruszył ramionami, objął Yassina w pasie, a następnie ścisnął go, przez co ten zaczął uderzać młodszego w ramię, chcąc, by zaprzestał swojego uścisku. To nie tak, że Yassin nie lubił, jak Lu się przymilał i tulił. W tej sytuacji jednak Luther robił to w gwoli odegrania się za to, że został nazwany paskudnym. Nie mógł w końcu odpuścić tak okropnego komentarza w jego stronę. Doskonale wiedział, że Herreira nienawidził być ściskanym z całej siły, a jeszcze bardziej nie lubił, gdy w takim momencie palce Lu zaciskały się na jego bokach, powodując nieprzyjemne uczucie łaskotania. Firebane nie przejmował się, że znajdowali się w miejscu publicznym. Zemsta musiała mieć miejsce tu i teraz.
Jednak nim zdołał dopiąć swego, to Yassin zaczął się wyrywać, prosił nawet Delicję o pomoc, która z tego wszystkiego usiadła niedaleko i patrzyła na cały dziejący się cyrk. W końcu to nie ona była gwiazdą, tylko widzem. Wydawało się, że patrzyła na nich zażenowana, jakby oglądała nieśmieszną scenę w telewizji.
— Przestań, Lu! — Yassin uderzył mocniej w ramię wspomnianego, po czym próbował go połaskotać pod pachą, ale na marne, bo zamiast zostać uwolnionym, to sam został obezwładniony niemiłosiernymi łaskotkami ze strony swojego oponenta.
Każdy, kto widział całą tę sytuację od boku, musiał się zastanawiać, czy ta dwójka na pewno należała do osób z grupy normalnych. Oczywiście odpowiedź brzmiała nie, ale kto by się teraz tym przejmował? Yassin zdołał wyrwać się z uścisku Luthera, palcem wskazując na niego, że zadarł z niewłaściwą osobą.
— Jeśli chcesz wojnę, to będziesz ją miał! — krzyknął, przybierając pozę bojową.
Luther prychnął, wstał z ławki, a następnie otrzepał swoją koszulę z niewidzialnego kurzu. Rzucił Yassinowi spojrzenie, które nie oznaczało nic dobrego.
— Albo i nie! — Herreira czym prędzej zwrócił się w przeciwnym kierunku od Luthera, niemalże od razu zabierając nogi za pas, aby przypadkiem nie zostać złapanym.
Problem jednak polegał na tym, że Firebane dużo biegał, więc dogonienie partnera to była dla niego pestka. Dał mu trochę fory i pozwolił się oddalić. Palcami zrobił prowizoryczny aparat, aby dostosować, jak daleko był Yassin, a po chwili sam za nim ruszył w głąb parku. Delicja oczywiście nie mogła odpuścić całej tej zabawy i pobiegła za swoim właścicielem. Wymijanie ludzi w parku spowolniło Luthera, a dzięki temu starszy miał więcej czasu na ucieczkę. Lu ciągle patrzył, dokąd zmierza partner, aby przypadkiem nie zniknął mu z pola widzenia. Ostatecznie udało mu się go złapać przy fontannie. Yassin odwrócił się, gdy został złapany za rękę, a Luther posłał mu szeroki, zadowolony uśmiech.
Chwila oczywiście nie trwała wiecznie, bo Delicja również dobiegła do dwójki... ale nie zdołała wyhamować i wpadła na nich, przez co obaj polecieli do fontanny. Ich ubrania zaczynały przesiąkać od lejącej wody, a Delicja wyglądała na usatysfakcjonowaną całą tą sytuacją.
— Słaby z ciebie uciekinier — stwierdził młodszy, podnosząc się z partnera, aby nie gnieść go swoim ciałem.
— Byłbym szybszy, gdybym się nie zagapił — Yassin zadarł podbródek, pokazując w ten sposób, że nie dopuszcza do siebie przegranej.
— Dzieciak — skwitował Lu, pstrykając starszego w nos.
692 słowa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz