Minki miał sporo rzeczy do zrobienia po spotkaniu z Lucille na uczelni. Goniły go zlecenia, które sam przyjął i zaoferował ekspresową ich realizację. Teraz jednak żałował, że to zaproponował, a klienci przyjęli jego ofertę. Mógł dać sobie, chociaż kilka dni na obróbkę zdjęć. Nie pozostało mu nic innego, jak wyrobić się w czasie i zdążyć do kawiarni, gdzie zaproponował spotkanie z kobietą. Chciał z nią porozmawiać i wyjaśnić kilka kwestii. Ze względu na to, że ich relacja była bardzo specyficzna oraz dynamiczna, Min chciał mieć wszystko wyjaśnione. Nie lubił trzymać języka za zębami, a jeszcze trudniej było mu owijać w bawełnę, że nic go nie gryzie.
Nadal nie darzył jasnowłosej zaufaniem. Nie wiedział, czy kiedykolwiek będzie chciał się przed nią bardziej otworzyć. Nie lubił być wykorzystywany do własnych planów, a jeszcze bardziej nie lubił, gdy ktoś nie słuchał jego rad i nie wywiązał się z obietnicy.
Minki z nikim się nie spoufala, ale wydawało mu się, że Lucille będzie osobą, która jest godna zdobycia kompana w postaci lisa. W głębi duszy liczył, że kobieta nieco odmieni jego postrzeganie ludzi, ale niestety; przeliczył się.
Nie miał czasu do dłuższego rozmyślania, bo dojechał na miejsce, gdzie umówił się na spotkanie z klientami na sesję zdjęciową. Musiał wykorzystać pogodę i to, że miejsce jeszcze nie było zatłoczone, a to mogło się w każdej chwili zmienić. Dlatego od razu przeszedł do wytłumaczenia klientom, co będą robić i jak będzie wyglądała ich współpraca.
*
Po sesji musiał wrócić do biura, aby poprawić niektóre zdjęcia bądź usunąć niepotrzebne elementy, które wkradły się w kadr. Był tym na tyle pochłonięty, że prawie zapomniał o spotkaniu z Lucille, ale chwilę przed piętnastą szef kazał mu wyjść do domu. Mruknął pod nosem, że jeszcze chwila, bo musiał dokończyć swoją pracę i wydrukować zdjęcia. Jutro klienci mieli rano przyjść po zdjęcia. Miało to nastąpić dzisiaj, ale dostał od nich wiadomość, że mogą poczekać, bo chcą dobrą jakość.
Szkoda, że wcześniej tego nie powiedzieli.
Kiedy skończył, wyłączył komputer, a następnie wyszedł z biura, kierując się w kierunku kawiarni. Dotarł do niej spóźniony trzy minuty, ale na szczęście kobiety jeszcze nie było. Nie lubił się spóźniać, a też nie chciał, aby Lu myślała, że Min ma tendencję do przychodzenia po czasie. Zamówił herbatę, mając zamiar umilić sobie oczekiwanie na kobietę. Domyślał się, że może dotrzeć do kawiarni spóźniona. Dojechanie tutaj w godzinach szczytu było naprawdę ogromnym wyzwaniem. Szczególnie kiedy jechała z AUM. Dlatego przymknął oko, gdy nie było jej przez kolejne minuty.
Czas mijał, a Lucille nadal nie pojawiła się w kawiarni. Czekał na nią do siedemnastej. Zapomniała czy olała? Ciężko mu stwierdzić. Ciężko westchnął, prosząc o rachunek za swoje zamówienie.
Nim zdołał wyjść z kawiarni, poczuł wibracje telefonu, który schował do kieszeni spodni. Wyjął urządzenie i spojrzał na dzwoniący kontakt. Minhyuk.
— Co chcesz? — spytał, siadając ponownie na swoim miejscu.
— Ta baba, która narobiła same problemy, to znowu się wpakowała w nowe — oznajmił, a w jego głosie dało się usłyszeć nutę irytacji. — Jeszcze mnie z tobą pomyliła. Żałosne.
— Wyglądasz jak ja, więc co się dziwisz.
— Nie musisz jej bronić! — fuknął.
— Coś jeszcze?
— Taksówkarz też mnie z tobą pomylił. Próbował cię przelecieć, co? — spytał wprost, co całkowicie zdziwiło Minkiego. Nie spodziewał się, że taksówkarz z weekendu znowu się pojawi. — Złamałem mu rękę i nos. Nie powinien więcej się do was zbliżyć.
— Dzięki, Hyuk, że jej pomogłeś.
— Mhm. Jasne. Pogoniłem ją na komunikację miejską, więc siedź w tej kawiarni czy gdzie tam jesteś. Chyba że pojedzie do domu. Nie wiem. Nieważne. Innym razem się zgadamy, cześć — po tym Minki usłyszał dźwięk zakończonego połączenia, przez co odsunął smartfona od swojego ucha.
Minhyuk brzmiał na podenerwowanego. Zapewne cała ta sytuacja go musiała wyprowadzić z równowagi. Nie lubił być wplątywany w nieswoje sprawy, ale też nie potrafił przejść obojętnie, gdy coś się działo i ktoś potrzebował pomocy. Robił to bezinteresownie, bo nie lubił wykorzystywania innych. O samej Lucille wiedział od swojego brata, który o wszystkim opowiedział, gdy Minki wrócił do rodzinnego domu z prośbą o ochronę kobiety na jakiś czas, póki jej sytuacja się nie zostanie ustabilizowana. W końcu samym zadaniem kitsune jest niesienie pomocy, prawda?
Minki nie musiał długo czekać na Lucille, wpadła do kawiarni jak poparzona i nerwowo rozglądała się po lokalu, a kiedy dostrzegła mężczyznę, odetchnęła z ulgą. Szybko podeszła do stolika i opadła na kanapę naprzeciw Foxa.
— Żyjesz? Wyglądasz na zmęczoną — stwierdził, podnosząc się ze swojego miejsca. Podszedł do jednej z kelnerek, prosząc, aby podeszła do stolika, bo chciałby złożyć jeszcze jedno zamówienie do swojego rachunku. Po krótkiej chwili wrócił, ponownie siadając na poprzednim miejscu. — Słyszałem, co się stało. Nic ci nie jest?
— Oprócz kilku zadrapań, to nie. Twój brat mi pomógł — mruknęła, poprawiając się na kanapie.
— Myślałaś, że to ja, prawda? — na to pytanie kobieta odwróciła głowę w bok, lekko nadąsana przyznała Minkiemu rację, na co mężczyzna zaśmiał się. — To był mój brat bliźniak. Nic dziwnego, że myślałaś, że to ja. Minhyuk tym razem pomógł ci z taksówkarzem. Tylko problem jest taki, że nie zawsze ktoś będzie w stanie cię ochronić. Powinnaś zacząć o tym myśleć poważniej, Lu.
— Myślisz, że nie zdaję sobie z tego sprawy? — zapytała, patrząc w oczy Mina z widocznym zirytowaniem.
— Zdajesz, ale marnie ci wychodzi obrona. Jesteś... słaba — oznajmił. Nie chciał owijać w bawełnę, wolał powiedzieć jej wprost, jak jest postrzegana. — Nie jest to nic złego, nie każdy musi być silny. Nie mówię też, że masz zacząć chodzić na jakieś kursy z samoobrony, ale, wiesz, ja czy Minhyuk nie zawsze będziemy w stanie ci pomóc. Jak nie my, to ludzie mogą nie reagować na prośbę o pomoc. Raczej odwrócą głowę i pójdą dalej, udając, że nic nie widzieli. Nie chcę dać ci tego, co wcześniej. Nie będę psem na zawołanie, nie mam do ciebie takiego zaufania po tym, co zrobiłaś.
Lucille wpatrywała się w Minkiego, nic nie mówiła, ale jej spojrzenie mówiło wprost, że zdawała sobie sprawę z tego, że to, co się wydarzyło, było jej winą. Może nadal nad tym rozmyślała, ale nie wiedział. Nie była to jego sprawa, co o tym wszystkim myślała. Nie chciała go w to wciągać, więc wolała odepchnąć pomocną dłoń. Miała do tego pełne prawo, ale mogła to zrobić w inny sposób.
— Co nie zmienia faktu, że nic z tym nie zrobię — powiedział po krótkiej chwili trwającej ciszy.
Jednak nim dokończył swoją myśl, przyszła kelnerka z zapytaniem o zamówienie. Minki zamówił drugą herbatę i ciasto dnia. Sama Lucille również zamówiła herbatę i poprosiła o kawałek szarlotki. Znowu zostali sami.
— Więc zdecydowałem się zamówić amulet chroniący od nieszczęść. Nie wiem, w jakim stopniu to się sprawdzi u tobie. Mam nadzieję, że będzie się po prostu sprawdzało. Nie musisz tego nosić jako naszyjnika, możesz z tego zrobić ozdobę do kluczy. Masz to nosić ze sobą, w plecaku czy w torebce, czy może jako wisiorek. Twoja sprawa. Nie będę się więcej wtrącać w twoje życie i sprawy, ale chcę, żebyś była bezpieczna. Nie chcę mieć potem wyrzutów sumienia, że mogłem zrobić więcej — przyznał, spoglądając na Lucille, która wyglądała na skonsternowaną.
— Dlaczego to robisz?
— Nie wiem — powiedział, wzruszając przy tym ramionami. — Nie lubię widzieć, jak ludzie ściągają na siebie nieszczęście, bo nie umieją odmawiać. A tobie idzie to naprawdę marnie.
— Ubliżasz mi?
— Stwierdzam fakty — poprawił Lucille, posyłając jej delikatny uśmiech. — Nie radzisz sobie z brzemieniem, jakim zostałaś obarczona. Jesteś młoda i nieświadoma. Czasem możesz posłuchać starszych i ich dobrych rad. Nie chciałem ci zaszkodzić tylko pomóc. Skoro nie chcesz bezpośredniej opieki, to po prostu przyjmij czasem pomocną rękę.
— To, co robię, nie jest bezpieczne. Możesz ściągnąć na siebie same problemy — mruknęła, spuszczając głowę na dół. — Nie chcę wplątywać w to nikogo, bo to niepotrzebne kłopoty.
— Lucille. Nie mam pięciu lat, żeby nie wiedzieć takich rzeczy.
— Jesteś upartym lisem — stwierdziła, ciężko wzdychając.
— Będziesz nosić amulet przy sobie?
— Będę.
— Obiecujesz? — spytał, czekając na odpowiedź kobiety, która znowu westchnęła.
— Obiecuję.
Minki wyjął amulet z kieszeni spodni i podał kobiecie, chowając rzecz w jej dłoniach. Kelnerka przyniosła zamówienie dwójki, oboje podziękowali i zabrali się za posmakowanie swoich ciast. Minki otrzymał filadelfię. Musiał przyznać, że długo nie jadł tak dobrego ciasta. Jednak w Rysim Jeleniu zawsze było smacznie, nic się nie zmieniło od lat.
Kiedy jedli w spokoju swoje zamówienie, w międzyczasie rozmawiali o małostkowych rzeczach, aby zabić trwającą ciszę. Po wypiciu herbat, Minki poszedł opłacić zamówienie, a następnie wrócił do stolika. Lucille obracała amulet między palcami, dokładnie go oglądając z każdej strony.
Fox delikatnie się uśmiechnął. Miał nadzieję, że tym razem Lucille go posłucha i nie wyrzuci amuletu do śmieci przy pierwszej lepszej okazji. Nie chciał znowu się zawieść. Prawda była taka, że jeżeli tym razem postąpi tak, jak ostatnim razem, to mężczyzna nie będzie próbował ponownie nawiązać z nią kontaktu. Zapewne nie wyciągnie nawet pomocnej dłoni, gdyby wpadła w kolejne tarapaty, z których będzie potrzebowała wyjść. Nie chciał być psem, który będzie wykorzystywany na każdym kroku, a jednocześnie jego rady będą wyrzucane do śmieci.
Oboje wyszli z kawiarni i skierowali się do pobliskiego parku, aby skorzystać z ciepłych promieni słonecznych. Na dworze było ciepło, ale nie na tyle, aby trzeba było chować się w innych kawiarniach. Mogli spokojnie spacerować po parku i korzystać z delikatnego powiewu chłodnego powietrza. Jednak kiedy Lucille podciągnęła nosem, zwróciła na siebie uwagę.
— Chora jesteś?
— Lekkie przeziębienie, nic mi nie będzie — oznajmiła, pomachała dłonią, jakby chciała pokazać, że wszystko jest w porządku. — Właśnie. Możesz nie przychodzić na AUM? — spytała, spoglądając na Minkiego spod byka. — Nie chcę być tematem studenckich plotek. Sama studiuję, nie chcę potem mieć... złej opinii, okej?
— A co ma jedno do drugiego? — spytał, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej, zwalniając nieco kroku.
— Po prostu nie przychodź.
— Boisz się, że będą uważali, że jestem twoim chłopakiem czy co? — zapytał, unosząc rozbawiony brew do góry.
— Może tak, może nie. Co za różnica. Nie przychodź bez uprzedzenia, okej?
— Pomyślę — stwierdził, za co oberwał z pięści w ramię. — Och nie, zabolało, będę miał siniaka.
— Jaki z ciebie złośliwiec...
— Ranisz moje serduszko.
— Co ranię?
— Moje serduszko.
— Co? — Lucille udała, że nie słyszy, przyłożyła dłoń do ucha. — Powtórz, bo nie dosłyszałam.
— I kto tu jest złośliwcem, co? — podsumował, czochrając jasne włosy Lucille.
Ponownie oberwał w ramię za poczochranie włosów kobiety, ale nieszczególnie się tym przejął. Przyśpieszył kroku, kierując się w głąb parku, aby zająć jedną z wolnych ławek. Przysiadł na rogu, a kiedy kobieta się zbliżyła, przerzucił nogę na całą długość siedziska, uniemożliwiając jej zajęcie miejsca.
— Zajęte — oznajmił z uśmiechem na ustach, na co Lu prychnęła i zepchnęła nogę Minkiego.
— Nie widzę żadnej kartki z zapiskiem, że zajęte — prychnęła, odwracając głowę w bok.
— Niech ci będzie.
*
Spędzili w parku dobrą godzinę, gdy niebo zaszło ciemnymi chmurami, które zwiastowało deszcz. Jednak żadne z nich nie chciało dzwonić po taksówkę, więc zaczęli biec w kierunku mieszkania Lucille. W końcu mieszkała bliżej niż Minki. Łatwiej było się do niej dostać. Kiedy wbiegli tylko do klatki budynku, runął deszcz, a przez to, że Fox nie miał, jak wrócić do swojego domu.
— Chyba jesteś na mnie dzisiaj skazana — oznajmił, na co Lu przewróciła oczami.
— Muszę jakoś to znieść — mruknęła, gestem dłoni zapraszając kitsune do windy, aby mogli udać się na piętro, na którym mieszkała.
Na szczęście pod jej mieszkaniem nie było żadnych niespodzianek czy czekających niezaproszonych gości. Weszli do środka, gdzie Minki zdjął buty i udał się do łazienki, aby się załatwić. W tym czasie Lucille poszła rozpakować swoją torbę.
Kiedy wyszedł z łazienki, udał się do salonu, gdzie rozwalił się na kanapie, czując się, jakby był u siebie. Oczywiście właścicielka mieszkania zwróciła mu uwagę, ale nieszczególnie się tym przejął.
— Coś się ostatnio wydarzyło z tym taksówkarzem? — spytała, siadając przy głowie Minkiego, gdzie zostawił trochę miejsca.
— Nic wielkiego.
— Minki...
Mężczyzna założył ręce za głowę, spoglądając na twarz Lu z dołu, cicho westchnął i przymknął powieki.
— Po prostu chciał mnie wykorzystać. Uderzyłem go i wyrzuciłem za drzwi. Nic mi się nie stało. Cała historia. Nic wielkiego się nie wydarzyło — oznajmił, uchylając powieki, przez co zauważył, jak Lucille się nad nim nachyliła. — To efekt mojego wyglądu, więcej problemów niż jest to warte. No ale, końcowo nic się nie wydarzyło. A Minhyuk złamał mu jeszcze rękę, więc facet na pewno przez dłuższy czas nie będzie jeździć taksówkami. Dla ciebie też to dobra wiadomość, bo nic ci się nie powinno stać. Jak będziesz nosić amulet, to na pewno nic się nie wydarzy.
Lucille? ^^
2024 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz