Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anaxa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anaxa. Pokaż wszystkie posty

27 listopada 2025

Od Anaxy cd. Axela

Sylwetki przesuwały się w półmroku, na sposób nieco pokraczny, jakby w świetle stroboskopów. Spowolnione, ale wciąż - widoczne, jednak nie na tyle, by określić czy miał przed sobą twarz Axela. Zacisnął więc usta w wąską kreskę, oparł się nieco na tylnej nodze jakby miał zaraz powstrzymać nadchodzącą falę. Obrócił w dłoniach sztylet - nawet nie pomyślał o tym jak szybko się znalazł pomiędzy jego palcami.

6 listopada 2025

Od Anaxy — "Dwadzieścia cztery godziny w opuszczonym szpitalu w Halloween o trzeciej w nocy" challenge (gone wrong!)

— Hej, cześć, witajcie w pierwszym odcinku na naszym nowym kanale Deiran Paranormal Investigators! — Z szerokim uśmiechem na twarzy Anaxa złapał jedną stronę kamery, co by mieć pewność, że kameruje tylko jego. I tak, dla zasady, ogarnął dłonią hol wejściowy - jego obdrapane ściany, ledwo co wiszące, wyblakłe obrazy i gabloty informacyjne, podgniłe biurko recepcji. Ale zrobił to tylko dlatego, żeby dodać sobie autentyczności, bo i tak noktowizja w tym modelu była ... słaba, jakby uprzeć się na eleganckie słowa.

30 września 2025

Od Anaxy — Forwards, Beckon, Rebound I

Wiatr był jak zimne opuszki palców na śniadej skórze. Przeczesał ociekające od deszczu, kolorowe włosy, pozostał na dłużej w ciężkich kosmykach. Wywołał u Anaxy dreszcz, nawet lekkie zagrzechotanie zębami jednak nie na tyle mocny by okrył się szczelniej bluzą. Nie żeby, tak szczerze, jakoś go to zimno ruszyło. Teraz? Było mu już wszystko jedno.

Okrutna rzeczywistość, jak to się mówi. Pełna goryczy i niesprawiedliwości. Pytań, na których odpowiedzi nie znał nikt. A nawet jeśli znał, chował je zazdrośnie, złośliwie, zaborczo. Pozostawał niesmak tej wkurwiającej pustki, której głodny chłód ciągnął go w dół. Coraz głębiej, coraz niżej. Każdego dnia.

31 sierpnia 2025

Od Anaxy cd. Axela

Brew Anaxy powędrowała do góry na tę sugestię. Zerknął na drink - błyszczący od jadalnego brokatu, wirujący w wysokiej szklance, otoczony różowym cukrem na brzegu, z zachęcającą słomeczką. A potem spojrzał na Axela jakby ten właśnie kopnął na jego oczach stadko bezdomnych szczeniaków bez trzech łapek, które zbierały fundusze na zbudowanie domu opieki dla sierot, poszkodowanych podczas wojny. Jednym słowem, z wyrzutem.
— A co jest, przepraszam bardzo, nie tak z moim drinkiem? — spytał, a dłoń już owinął wokół szklanki. Łowca na ten widok widocznie powstrzymał się przed westchnięciem, a także - przewrotem oczami. Chyba nie lubił, gdy ktoś się z nim nie zgadzał. Rozpuszczony dzieciak się w nim obudził?, przeszło Anaxie przez głowę.

29 lipca 2025

Od Anaxy — Same Old Energy

Tw: Homofobia, przemoc domowa, przekleństwa

Dziewczyna w kwiecistej sukience zawirowała na parkiecie. Kasztanowe włosy rozsypały się wokół jej głowy na nadmorskiej bryzie, a dźwięczny śmiech przebił się przez wesołe rytmy piosenki. Lokalny zespół przygrywał przy plażowym barze, ale dopiero wtedy ich oczy rozjaśniły się, gdy ta para wyszła na środek. Wyszła, a raczej - została częściowo wyciągnięta, gdyż Kwiaciarka błagalnym wzrokiem i zapewnieniami, że wszystko będzie w porządku, wyprosiła u partnerki ten jeden taniec. Druga, w dżinsowych szortach, wpierw przewróciła oczami, jednak szybko weszła w rytm, wirując wokół Kwiaciarki z szerokim uśmiechem na opalonej twarzy. Przy sobie wyglądały jak dwa barwne ptaki, zgrane w jedność, skupione tylko na sobie nawzajem.

23 lipca 2025

Od Anaxy cd. Axela

Anaxa jeszcze chwilę poruszał się na piasku, czekając, aż niebo nad głową przestanie tańczyć walca, zanim uznał, że chyba będzie w stanie się podnieść. Ze zbolałymi pomrukami najpierw obrócił się na brzuch, tam robiąc krótką przerwę, zanim podniósł się na kolana. Z tej pozycji zerknął w kierunku Axela, któremu wstawanie szło nieco lepiej.

— Co to było, w ogóle? — wydyszał do drugiego łowcy z czołem opartym o piach — Jakiś magiczny kac?

— Coś bardziej wyrafinowanego — odparł na to Falsenheim, a pod wpływem intensywnego spojrzenia Anaxy, postanowił dopełnić swoich tłumaczeń — Prosta magia, żeby nie wchodzić w technikalia.

17 lipca 2025

Od Anaxy cd. Axela

 Czy on właśnie zasugerował, że to Anaxa powinien się stąd wynosić? Z miejsca jego zlecenia? Chyba w jego snach, pomyślał z irytacją. Zmarszczył brwi, jednak nim mu odpowie i powie dokładnie, co myśli o jego złodziejskiej mordzie, najpierw trzeba było zająć się tym przerośniętym kundlem. Kundlem o morderczych intencjach, którego raczej byle kość nie zainteresuje. Ale każde stworzenie miało swoje mocne i słabe strony, tak. Wilkołaki nie były wyjątkiem od tej reguły.

Ich instynkt kazał im podążać po najmniejszej linii oporu, jeśli szło o polowania, więc gdy ofiara zaczynała być nazbyt irytująca, a i jeszcze walczyła, przechodziły w tryb obrony. Co za tym szło? Nie ruszały się ze swojego miejsca jeśli nie musiały. Zawsze było łatwiej bronić jednego metra kwadratowego (lub chyba czterech, patrząc na ten włochaty zad) niż całego terenu. Zwłaszcza będąc w mniejszości. A może dzięki temu ten emo idiota trafi w nieruchomy cel.

10 lipca 2025

Od Anaxy do Axela

Na tym etapie, większość dni w życiu Anaxy zlewała się w jedną, bezkształtną masę. Poniedziałek nie różnił się od wtorku, w środę jedynie zamiast na siłownię szedł do kwiaciarni po świeże kwiaty, a w sobotę szedł po przebieżce w parku do pubu zamiast do sklepu na rogu. Tylko ustawione przypomnienia na jego telefonie mogłyby dać mu znać, na którym momencie tygodnia właśnie się zatrzymał gdyby tylko jego umysł był w stanie wykrzesać z siebie resztki energii, co by ten fakt zarejestrować i zachować gdzieś w fałdach mózgu. Miał takie momenty i nie walczył z nimi. Raz na jakiś czas brało go takie otępienie, a humor spadał na łeb na szyję. Leki nie pomagały na nocne koszmary, a codzienność była tylko kolejnym punktem do mechanicznego wykonania, dopóki wszystko nie cofało się do tej tak zwanej normy.

8 lipca 2025

What motivates me - hatred? Or is it love?

idiots to lovers
Dane: Anaxagoras Livanos Wiek: 27 lat Rasa: Mutant Miejsce zamieszkania: Studio w dzielnicy portowej Deiranu Zawód: Rodziców Najemnik Data urodzenia: 11.11
Chociaż jest rodowitym Rayanajczykiem, Anaxa mieszka od nieco ponad pół roku w Deiranie. W te strony sprowadziły go pokrętne ścieżki życia - rodzimy dom stał się zimnym, okrutnym miejscem, a tylko Vannidor oferował jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa. Był schronieniem dla mężczyzny i glinianego, tradycyjnego słoja, który był jedyną rzeczą jaką zabrał z Rayany podczas ucieczki. Było tam wszystko, co było dla niego ważne - Deimos. Jego przyjaciel, druga połówka, bratnia dusza. Narzeczony, odebrany mu za wcześnie przez okrutnego człowieka, który myślał, że może stanąć na równi z bogami kreacji.

Od tego momentu, mieszka sam w domu, gdzie mieli z narzeczonym zamieszkać po opuszczeniu służb specjalnych, gdzie poznali się przed laty jeszcze jako młodzi rekruci. Jednak od miesięcy zdjęcia pozostają niezawieszone, a połowa szafy pozostaje pusta, chociaż Anaxa wie, że Deimos już nie wróci. Żałobę przechodzi ciężko, w samotności i w natłoku zleceń, które bierze na siebie, by zająć trochę swoje myśli.

Brak odpowiedniego zadbania o siebie, wywołanego żałobą, odbił się na wyglądzie Livanosa. Może i nadal ma pozostałości dawnej formy wojskowego operatora, jednak ubrania zaczynają powoli wisieć na jego wytatuowanych ramionach. Pod ciemnozielonymi oczami widać już ciemne sińce, lakier na paznokciach jest obskubany, a włosy potrzebują podcięcia. Anaxa trochę to ukrywa, farbując swoją fryzurę na coraz to nowsze kolory, dziękując w duchu, że cokolwiek zmieniło go w nie-człowieka sprawiło, że ciało regeneruje się po tych zmianach szybciej niż powinno. W innym przypadku już dawno byłby łysy.

Natomiast charakter Anaxagorasa trudno jest określić niezależnie od jego emocjonalnego stanu. Zachowuje się bowiem jak chaotyczna enigma - czasem ektrawertyczny, skory do irytujących żartów (których żałosności jest w pełni świadomy i chętnie to wykorzystuje) bądź impulsywnego podejmowania decyzji, a czasem zupełnie zamknięty w sobie, markotny i łatwy do rozdrażenienia. Był taki już od lat, ale nauczył się z tym jako-tako żyć, czego nie można powiedzieć zazwyczaj o ludziach wokół niego. Może nie jest uznawany za chama i prostaka, ale czasami aż trudno mu nie przypiąć łatki niefrasobliwego idioty. Zwłaszcza, gdy po raz setny uśmiechnie się złośliwie po swoim dowcipie, szykując się do wysunięcia kolejnej, jeszcze gorszej słownej artylerii.

Autorzy artów: Tło - kur0ashi_ Main - ja :3 Prowadzący: Arteyiu