28 sierpnia 2026

Od Lucille cd. Minkiego

Zajęcia przebiegły płynniej, niż się spodziewałam. Zazwyczaj nie prowadziłam tego przedmiotu, ale znajomy poprosił mnie o zastępstwo. W swoim monologu, jaki przy tym wygłosił, wspominał coś, że ma od dawna umówionego na ten dzień lekarza, do którego czekał pięć lat (choć potem była mowa o dwóch latach? roku?), potem napomknął, iż tematem przewodnim tego tygodnia są kitsune, patrząc na mnie z jakimś takim dziwnym błyskiem w oku, którego genezy nie potrafiłam wyłapać. Na koniec, ponieważ wciąż nie rozumiałam, dlaczego w zasadzie to ja mam wziąć zastępstwo, a nie ktoś z jego katedry, kto faktycznie studiuje rasy magicznych stworzeń, popisowo załamał ręce, popatrzył na Mel, w tym czasie siedzącą przy swoim biurku obok, z każdą chwilą zdawało się, że z coraz większym trudem powstrzymuje się od śmiechu.
— Lucille, nie znasz przypadkiem jakiegoś kitsune? — zapytała w końcu, odpowiadając na spojrzenie czarodzieja. — Wydaje mi się, że prawie tydzień przychodził tu z tobą taki jeden... Jakby się zastanowić, to dość często go z tobą widuję. Wiesz, ten, co mówisz, że to tylko przyjaciel.

24 sierpnia 2026

Od Liama cd. Sabara

Ach, naprawdę, dawno nie spotkałem równie zabawnego człowieka jak ten, co właśnie prowadził mnie po schodach na górę, na piętro z pokojami do wynajęcia. Fascynującym było, jak gładko łyknął tę całą moją ściemę, że niby tak mnie proszek, którym doprawili z córką właściciela drinka drobny szczegół, że nie tego, co trzeba, sieknął. Zdecydowanie porwał się z motyką na słońce, nie zrobił żadnego rekonesansu w zakresie tego, jak najlepiej osłabić drakonidy, skorzystał z najgorszej z możliwych metod zatrucia i to jeszcze proszkiem, który tak łatwo dało się wywąchać. Moja siostra w pięć sekund byłaby w stanie wyrecytować dokładny skład tej mieszanki, ja niestety mogłem powiedzieć na jej temat wyłącznie tyle, że była zbyt słaba, by wyrządzić mi realną krzywdę. Nawet po wypiciu całej zawartości szklanki na raz, tylko na moment straciłem ostrość widzenia. Tymczasem facet ewidentnie wierzył, że jego plan jednak się powiódł, cały zadowolony parł właśnie niestrudzenie przed siebie, nawet mimo tego, że z każdym krokiem opierałem się na nim coraz bardziej, w połowie schodów już w zasadzie na nim wisząc.

Od Lucille — Wystarczy słowo II

Jednak zamknięcie Minkiego na bity tydzień w domku w górach bez zasięgu to był od podszewki bardzo zły pomysł. Z każdym kolejnym upływającym dniem przekonywałam się o tym coraz bardziej. Piątego dnia przykleił się już do mnie, zdaje się, nierozerwalnie, dalej ciągnąc to czytanie książek, które wygrałam na Wielkiej Loterii. Swoją drogą, gdy do moich drzwi zapukał kurier z paczką, której nie zamawiałam, zdziwiłam się lekko. Przez chwilę przez myśl mi przeszło, że może nie powinnam tego otwierać, bo nigdy nie wiadomo, co ktoś mógłby mi wysłać, może nadawca wcale nie miał dobrych zamiarów? Jednak gdy moim oczom ukazała się informacja, że paczka jest nadana z ramienia Caratu, przypomniałam sobie o tej loterii, w której każdy z mieszkańców odgórnie brał udział. Mają rozmach, trzeba im przyznać.

23 sierpnia 2026

Od Sabara cd. Liama

Zachowałem kamienną twarz, dopilnowałem, żeby nawet nie drgnęła mi powieka, gdy dotarło do mnie, że poniosłem jedno wielkie fiasko. Poczułem nieodpartą chęć, żeby jęknąć i uderzyć czołem w stół, ale, cóż, musiałem ciągnąć przedstawienie, nie mogłem wypaść z roli i dać po sobie poznać, że byłem w tarapatach i misterny plan A diabli wzięli. Smok nie wypił alkoholu z proszkiem od Tamera, choć Zahra, zgodnie z dobitym wcześniej targiem, zaserwowała mu go pod nos (aczkolwiek sztuczne łaszenie się i świecenie mu biustem przed oczami mogła sobie darować, niepotrzebna, zbytecznie zwracająca na nas uwagę szopka, takie zachowanie zupełnie nie leżało w jej naturze i na co dzień raczej łypała na piratów, niż słała im czarujące uśmiechy i spojrzenia spod rzęs). 

Od Ardala cd. Luci

Stłumił westchnienie, nieprzekonany, jak powinien się zachować, co powiedzieć. Idąc z Lucą do „Caballero Cigar”, nie spodziewał się, że zwykła rozmowa przy drinku przybierze taki obrót. Znając Lucę (krótko i powierzchownie, ale zawsze) nie pomyślałby, że mężczyzna mógłby być skory do dzielenia się swoją trudną przeszłością, przykrymi wydarzeniami z dzieciństwa, tymczasem opowiedział mu o swoich traumach, o przemocowym ojcu uzależnionym od alkoholu.
Przeszło mu przez głowę, że... chyba dostąpił swego rodzaju wyróżnienia. A przynajmniej nie sądził, żeby Luca rzucał ciekawostkami o swojej patologicznej rodzinie na prawo, lewo w towarzystwie pierwszej lepszej napotkanej osoby. Zresztą... dlaczego podzielił się tym akurat z nim? Nie znali się długo i chyba nawet niezupełnie się lubili, a przynajmniej przez większość czasu traktowali się nawzajem półżartem, z dystansem albo szorstko. Może ocenił Lucę pochopnie? Trochę zbyt surowo? Mężczyzna miał nieciekawą przeszłość, może to wszystko, jego charakter i sposób bycia, skrywało jakieś drugie dno? Luca nie miał w życiu lekko, swoje przeszedł, może Ardal powinien być wobec niego... nieco bardziej wyrozumiały?

Od Luthera — Droższe nie znaczy lepsze

Dzień rozpoczął się od porannego spaceru z Delicją, na którym spędzili dobre trzydzieści minut. Ulice Deiranu były o tej porze puste, a poranna rosa pozostawała na butach i łapach. Delikatny powiew chłodnawego powietrza, przyjemnie łaskotał nos. Ułożone włosy zostały rozmierzwione przez te lekkie powiewy wiatru. Uliczne kawiarenki były pozamykane, wszystkie krzesła ułożone na stołach budowały wrażenie, jakby były to szkolne sale. Wyglądały na, delikatnie mówiąc, opuszczone. Gdyby nie to, że budynki są nowoczesne i w centrum miasta, to mogłyby posłużyć dla osób, które lubią zwiedzać opuszczone miejsca, poznając ich całą historię. Na szczęście, to, że lokale wyglądają na opuszczone, jest tylko w momencie, gdy nie są dobrze oświetlone i w środku panuje półmrok, potem wszystko wraca do codzienności. Choć zapewne na Halloween może to niektórych przyprawić o zawał, gdy w środku będą znajdowały się różnego upiorne ozdoby. A jeszcze trochę i w sklepach na półkach pojawią się takowe dekoracje.

22 sierpnia 2026

Od Minkiego — Wystarczy słowo I

Minki leżał rozwalony na kanapie w domu Lucille, kiedy ta ciężko pracowała nad swoim nowym wymysłem. Postanowiła zrobić jakieś nowe ciasto, które dostała od jednej z sąsiadek. Oczywiście, to bliźniaki Fox padły ofiarą tego eksperymentu, bo mieli próbować wypieku. Raz wyszedł zakalec, innym razem nie dorobiło się w środku, a kolejnym razem spaliło się ciasto. Tak, zdecydowanie był to pierwszy wypiek, który nie udawał się jasnowłosej. Tym samym sprawiło, że uparcie dalej próbowała dokończyć dzieło. No, bo Lu wychodziła z założenia, że jak ona tego nie zrobi, to kto?!; zaparcie twierdząc, że pewnie jakiś krok źle wykonuje. A dostała dokładny przepis. I nie wychodziło jej. 

Od Luthera cd. Yassina

Luther nie spodziewał się, że sytuacja może aż tak dramatycznie się obrócić przeciwko niemu. Wizyta siostry z dziećmi poprowadziła całą rozmowę w negatywnym kierunku. Jednak nie zmieniało to faktu, że nie widział nadal konkretnego powodu, aby powiedzieć Yassinowi, czym tak naprawdę się zajmuje. To nie brało się z niepewności Luthera, a wszelakiej maści bezpieczeństwa. Nie chciał dodatkowo zniechęcić do siebie mężczyzny. Doskonale wiedział, że łowcy nie są najlepiej postrzeganą grupą wśród mieszkańców. Mimo że niektóre sytuacje nie są przez nich kontrolowane, to nadal starają się zagwarantować bezpieczeństwo dla społeczności lokalnej. Przedarcie się niebezpiecznej bestii do centrum miasta jest jednym z najgorszych możliwych scenariuszy. Choć 95% udaje się odpędzić od miasta lub złapać nim do niego dotrą, to niestety te nieszczęsne 5% jest bardziej sprytne i lepiej sobie radzi z adaptacją. 

Od Minkiego cd. Lucille

Minki zdecydowanie nie rozumiał, dlaczego ludzie są tak bardzo zaaferowani magicznymi istotami. Nie rozumiał, dlaczego za wszelką cenę, próbują je złapać i zniewolić. Korzystanie z magicznych właściwości danej istoty nie zmienia faktu, że dalej miała swoje własne prawa i chęć przetrwania. Wykorzystywanie jej do własnych celów było dla niego nie do zrozumienia. Nie potrafił znaleźć odpowiednich argumentów, które mogłyby to jakkolwiek tłumaczyć. Prawda była taka, że nic nie wytłumaczy bestialstwa, jakie skrywało się w ludzkich sercach.

Od Nivana cd. Eirika

Nivan postanowił odwiedzić Eirika w pracy, nim skończy swoją zmianę. Dlatego wszedł do lokalu tak, jak zawsze, czyli wejściem przeznaczonym dla pracowników. Czuł się tutaj jak u siebie. Przywitał się z Romanem, zamienił z nim kilka zdań, a następnie ruszył na salę w poszukiwaniu swojej zguby. Nie potrzebował dużo czasu, żeby odnaleźć ten charakterystyczny czarny łeb na sali. Jednak na twarzy czerwonowłosego wymalowało się zdziwienie, gdy zauważył, że Skugge stał obok stolika, gdzie siedziała Vanessa. Z tego, co kojarzył, to jego koleżanka z pracy siedziała ciągle na chorobowym po skręceniu kostki. To było najmniejsze zaskoczenie, bardziej zdziwiony był całą scenką, która odbyła się przy stoliku.

20 sierpnia 2026

Od Liama cd. Sabara

Nudziłem się jak mops.
To było wręcz niepojęte, jak można było tak niefartownie władować się do odizolowanego portu dokładnie wtedy, gdy ktoś w końcu uznał za zasadne zrobić coś z kwitnącym w tym miejscu przemytem. Niestety, tak się złożyło, że miałem w Talarze interesy. Tylko głupi by nie skorzystał z przedstawionej nam kilka dni wcześniej oferty — przypłynąłem więc tu razem z kilkoma członkami naszej wspaniałej organizacji, którzy akurat nie mieli nic do roboty, żeby odebrać przeszmuglowane przez inną ekipę Szepczące Wazy, sprzedawane za bezcen w Madkiwe, z potencjałem do otrzymania za nie pokaźnej sumki u kolekcjonera, z którym od lat współpracowaliśmy. Tanio, szybko, bezproblemowo.

Od Yassina cd. Luthera

— Kłamca — powtórzył Yassin, jaśniepańsko przymykając powieki, zadzierając nos i krzyżując ręce na piersi. — Nawet nie jesteś człowiekiem, świetnie, Luther. Mogę w ogóle cię tak nazywać, czy to kolejna ściema?
— Mam na imię Luther — uspokoił mężczyzna trochę skonsternowany sytuacją z siostrą i dzieciakami, trochę rozbawiony zachowaniem Yassina i jego Pozą Świętej Obrazy.
— O, proszę, chociaż coś — kontynuował Yassin swoją śpiewkę. — A reszta? A może Lucy wcale nie jest twoją starszą siostrą? A dzieciaki? Całkiem do ciebie podobne, nie uważasz?
— Bo jesteśmy spokrewnieni? Poza tym myślisz, że Lucy zareagowałaby tak entuzjastycznie na twój widok, gdyby naprawdę coś nas łączyło?

18 sierpnia 2026

Od Eirika cd. Nivana

Szczerze mówiąc zupełnie straciłem poczucie czasu, odkąd mogłem w końcu korzystać z chwili wytchnienia od tych chorych temperatur w towarzystwie zbawiennego urządzenia zwanego klimatyzacją. Scrollowałem bez celu jakieś losowe rzeczy w telefonie, zastanawiając się, jaki serial tym razem obejrzeć, jednak wciąż nie mogłem trafić na nic godnego uwagi, czego bym jeszcze nie widział. Skądinąd irytująca sytuacja — gdy bardzo masz ochotę obejrzeć coś takiego, co wyrwie cię z kapci, ale jednocześnie jesteś niemal pewny, że nie znajdziesz nic lepszego od tego, co właśnie niedawno obejrzałeś. Zaczynałem się coraz bardziej nudzić, nie będąc w stanie wyjść nawet z domu przez te zakichane, poparzone plecy.
Robiło się coraz później, a Nivan dalej nie upomniał się o klimatyzację, którą podwędziłem z jego sypialni. Spojrzałem z niejakim zaciekawieniem w kierunku wspomnianego pomieszczenia. Zza przymkniętych tylko drzwi docierała do salonu cienka wiązka światła, ale nie słychać było żadnych dźwięków świadczących o tym, że ktoś tam przebywa.

Od Ardala — Pięć urzędniczych pensji

W przeciwieństwie do Luci, pracował na etacie (jeszcze. Czasem się zastanawiał, jak to możliwe, że nadal nie wręczono mu wypowiedzenia). Funkcjonował według stałego rytmu dnia, od rana był na nogach, czy akurat miał wolne, czy nie. Luca spał, do której chciał, czasem wstawał późno, bo, jak dzisiaj, odsypiał walkę. W takie dni czasem wstawał nie w humorze, niewyspany i obolały. Ardal nawet mu się nie dziwił.

12 sierpnia 2026

Od Lucille cd. Minkiego

— W każdym razie dam radę, bez szpilek nawet w za dużych butach idzie się znacznie łatwiej — burknęłam tylko, unikając wzroku przyjaciela. Wyraźnie czułam dotyk jego palców na swojej dłoni. Choć nie było to w zasadzie nic niezwykłego w jego wykonaniu, nagle stałam się wyjątkowo świadoma jego bliskości. Może przez to, że usłyszałam dzisiejszego wieczoru te wszystkie komentarze osób, które w zasadzie nas nie znały, a jednak po samym naszym zachowaniu wyciągały wnioski niemające nic wspólnego z prawdą. Choć przyznaję, ze statystycznego punktu widzenia mało prawdopodobne, żeby aż tyle osób się pomyliło nie mając ku temu żadnego konkretnego powodu...
Czułam się źle z tym, że nagle czuję się w jego towarzystwie lekko niekomfortowo, a jednak nie potrafiłam do końca odsunąć od siebie myśli powtarzającej mi w kółko w głowie ,,na zbyt wiele sobie przy nim pozwalasz".

11 sierpnia 2026

Od Sabara do Liama

Ziewnąłem w pięść. Obowiązkowe zebrania Ansarich często mi się dłużyły, miewałem momentami problemy ze skupianiem się i zapamiętywaniem informacji. Przepraszam, ale wszystko było ciekawsze od ględzenia Fadiego, łącznie z bujaniem się na krzywym krześle, ćmą obijającą się o lampę i dziurą w stole, nie wspominając o zabawie w skanowanie wzrokiem min równie znudzonych piratów i wybieraniu tej najzabawniej nieobecnej (dla mnie wygrywał Jasar, przełożył opaskę na zdrowe oko, wyłupione zakrył włosami, skrzyżował ręce na piersi i bezczelnie spał na siedząco). Oczywiście, z całym szacunkiem dla pana kapitana, ale przemawiał najmniej charyzmatycznie pod słońcem, jego głos poza tym wykazywał się wręcz niesamowitą zdolnością do usypiania słuchaczy. Sądząc po subtelnym pochrapywaniu w tle gdzieś za mną, nie tylko ja i Jasar tak sądziliśmy. 

7 sierpnia 2026

Od Waltera cd. Aliny

Gdy na rozgrzane ciało inspektora spadły pierwsze krople deszczu, dokładnie pochował rzeczy pod tropik, który sięgał idealnie do ziemi, a te istotniejsze wsadził do środka namiotu, wciskając je w jego kąt. Sam wszedł po chwili, od razu się kładąc, gdyż z siedzeniem nie było żadnych szans. Zdjął buty, żeby nie brudzić wnętrza i podciągnął nogi bliżej siebie, zginając je w kolanach. Przez chwilę siedzieli w ciszy, wsłuchując się w dźwięk opadających kropel deszczu, lecz gdy brunet wyczuł charakterystyczny zapach burzy, wiedział, że zaraz pogoda pokaże, na co ją stać.

1 sierpnia 2026

Podsumowanie nr 13

Dzień dobry!

Lipcopad już za nami, pogoda była istnym połączeniem dwóch miesięcy w jedno, mimo że obecnie mamy podobno lato. Pogoda nieszczególnie się tym przejęła, przynosząc nam różne warunki atmosferyczne, przypominając, że to ona tutaj rządzi i dyktuje warunki.