24 sierpnia 2026

Od Lucille — Wystarczy słowo II

Jednak zamknięcie Minkiego na bity tydzień w domku w górach bez zasięgu to był od podszewki bardzo zły pomysł. Z każdym kolejnym upływającym dniem przekonywałam się o tym coraz bardziej. Piątego dnia przykleił się już do mnie, zdaje się, nierozerwalnie, dalej ciągnąc to czytanie książek, które wygrałam na Wielkiej Loterii. Swoją drogą, gdy do moich drzwi zapukał kurier z paczką, której nie zamawiałam, zdziwiłam się lekko. Przez chwilę przez myśl mi przeszło, że może nie powinnam tego otwierać, bo nigdy nie wiadomo, co ktoś mógłby mi wysłać, może nadawca wcale nie miał dobrych zamiarów? Jednak gdy moim oczom ukazała się informacja, że paczka jest nadana z ramienia Caratu, przypomniałam sobie o tej loterii, w której każdy z mieszkańców odgórnie brał udział. Mają rozmach, trzeba im przyznać.
Nie czytałam na co dzień za dużo książek dedykowanych stricte rozrywce. Większość tomów na mojej półce była raczej rozprawami naukowymi, niż niewiele do życia wnoszącymi opowieściami. Nie wynikało to jednak z jakiejś mojej niechęci, bardziej braku czasu. Po otwarciu kartonu moim oczom ukazał się komplet książek, o tytułach, które kojarzyłam z opowieści Mel, że ,,są niesamowite, prawdziwe klasyki gatunku". Ja ich nie czytałam co prawda, ale znałam ten typ literatury. I, nie ukrywam, kiedyś, gdy miałam więcej wolnego czasu, zdarzało się, że w podobnych pozycjach się zaczytywałam. Postanowiłam więc skorzystać z tego, że mój przyjaciel wygrał na tej samej loterii wyjazd w góry i zaproponował postawił przed faktem dokonanym, żebyśmy razem się na niego udali. Tydzień w leśnej głuszy, bez internetu — idealne warunki na to, żeby oddać się lekturze czegoś zupełnie luźnego.
Nie spodziewałam się natomiast, że Minki będzie miał dzięki tej mojej wygranej używane.
— Ej, Lu — usłyszałam z okolic kanapy, gdy poszłam na chwilę nalać sobie mrożonej herbaty miętowej, którą zaparzyłam rano. Podniosłam wzrok ze szklanki na przyjaciela, który właśnie oparł łokcie o tylne oparcie kanapy i patrzył na mnie, cały zadowolony z siebie. W rękach trzymał otwartą książkę, którą przed chwilą odłożyłam na stolik. Chwilę patrzył na mnie, aż nie otworzyłam ust, żeby zapytać, czego chce. Wtedy się zaczęło. Odkaszlnął dramatycznie, przeniósł wzrok na zapisane strony otwartej książki i wyrecytował: — Pokaż, jak się dotykasz, gdy o mnie myślisz...
Podniósł na mnie z powrotem wzrok i wyszczerzył zęby w uśmiechu, cały z siebie zadowolony. Zasłużył sobie tym na kolejne mordercze spojrzenie z mojej strony. Odstawiłam dzbanek z herbatą na blat.
— Ej, serio pytam! — mrugnął do mnie, a ja, z ciężkim westchnięciem, patrząc na niego znacząco, podniosłam dłonie do twarzy i przejechałam nimi od oczu w dół po policzkach, w wyrazie totalnego załamania zachowaniem przyjaciela. Wywołało to u Minkiego wybuch śmiechu, w wyniku którego książka, z której tak się od kilku dni naśmiewał, upadła na podłogę. Znalazłam się na szczęście przy niej szybciej od niego, dzięki czemu nie mógł już przeczytać kolejnych jej fragmentów. Przynajmniej w tamtej chwili. — Oj no, psujesz całą zabawę! — nadąsał się natychmiast, gdy schowałam książkę za plecami.
— Nie wiem, co cię napadło, ale weź się uspokój — pokręciłam głową, odsuwając się krok w tył, bo kitsune już wyciągał rękę, żeby jednak odzyskać utracony tom. — I nie żebym ci podrzucała pomysły, ale są jeszcze cztery inne.
— Ale w tym są najlepsze teksty! — zaprotestował.
— Ale ja ich nie chcę słuchać z twoich ust — wystawiłam mu język i ruszyłam w stronę schodów na górę, żeby schować książkę w swoim pokoju.
— Aha, a z ust kogoś innego już tak?! — krzyknął za mną, a ja posłałam mu kolejne mordercze spojrzenie przez ramię.
— W ogóle nie chcę ich słuchać, są żenujące.
— A jednak to czytasz.
— Bo mnie bawi.
— Tak? Tylko bawi?
Tylko bawi.
Odpuścił dalsze drążenie tematu, widziałam tylko jeszcze wchodząc na górę, jak idzie do kuchni i bezczelnie upija łyka herbaty z mojej szklanki. Masakra.
Nim wróciłam, schowawszy “69 twarzy Johna” głęboko w szafie, żeby przyjaciel na pewno nie uznał, że ją sobie wyciągnie, Minhyuk wrócił już ze swojej dzisiejszej wycieczki do pobliskiego schroniska. Bracia siedzieli w kuchni, przeglądając rozsypaną zawartość jakiejś torby, którą młodszy przytaszczył ze sobą. Zatrzymałam się obok Hyuka przy blacie, żeby zobaczyć, co robią.
— O matko — wyrwało mi się na widok całego stosu kolorowych cukierków. Papierki mieniły się chyba wszystkimi kolorami tęczy, tyle smaków się w nim przewijało. — Skąd żeś tyle tego wytrzasnął?
— Dostałem od właścicielki schroniska za pomoc z wniesieniem koszy z dostawą z samochodu na górę — wypiął dumnie pierś, zadzierając brodę. — Całą torbę mi dała! — pomachał wspomnianą pustą, papierową torbą prezentową, z której przed chwilą musiał wysypać to wszystko, co teraz szczelnie pokrywało blat. Minki już jakiegoś jednego cukierka przeżuwał. Tylko zamiast się cieszyć dodatkową dawką cukru, to z nietęgą miną patrzył na papierek, który rozprostował między palcami.
— Jesteś pewny, że nie dała ci jakiś resztek, co nikt ich kupić nie chciał? — zapytał. Pomachał bratu papierkiem przed nosem. — Serio, kto wpadł na pomysł produkować cukierki o smaku żółtego sera?
— Co? — Hyuk przejął podstawiony mu papierek i przyjrzał się uważnie napisanemu drobnym maczkiem tekstowi. — O szlag... Faktycznie.
— Znaczy nie, że są jakieś zupełnie tragiczne, po prostu... — zamilkł, przesunął okrągłego cukierka w buzi, policzek z jednej strony mu się lekko wybrzuszył przez dociśniętą do niego bryłkę smakowego cukru. — Niecodzienne.
Także sięgnęłam z ciekawości po pierwszy lepszy cukierek ze sterty. Odczytałam smak z papierka. Ostra papryka. Zmarszczyłam brwi, odrzuciłam go i wyłowiłam kolejny. Winogrono.
— Ale normalne też tu są — pomachałam cukierkiem, żeby zwrócić uwagę mężczyzn. Hyuk natychmiast przejął go ode mnie, niby tylko żeby przeczytać, czy faktycznie to normalny smak, ale ostatecznie słodycz skończył odpakowany z papierka w jego buzi.
— Ej, mam pomysł — odezwał się nagle Minki, który ostatecznie rozgryzł słodką kulkę i po prostu połknął. Pewnie żeby jak najszybciej pozbyć się ohydnego smaku. — Każdy musi wziąć losowego cukierka i zgadywać smak, jaki trafił. Mamy tego tyle, że można nawet z tego zrobić zakłady — popatrzył na mnie, wypowiadając zakłady i uśmiechnął się podejrzanie zbyt wesoło. — Albo jakieś wyzwania, co chcecie.
— Wyzwaniem to będzie w ogóle zjeść niektóre z nich — Hyuk się skrzywił, czytając opis z kolejnego papierka. Podstawił mi go pod nos, żeby udowodnić swoje stanowisko. Kiszona kapusta. No nieźle, coraz ciekawsze te opcje.
— No weeeeeźcie — Minki nie wiadomo skąd znalazł się nagle za mną i objął mnie w pasie, opierając swoją brodę o czubek mojej głowy. Natychmiast spróbowałam odkleić jego ręce od siebie, ale się zaparł i nie było opcji, żebym ruszyła je choć na milimetr. Westchnęłam ciężko, dźgając go bez przekonania łokciem pod żebra. Nic a nic go to nie obeszło, jeszcze zaczął się ze mną kołysać na boki. — Mała gra, nic strasznego!
— Nie zamierzam się z tobą o nic zakładać, szczególnie jak masz taki humor — bąknęłam, raz jeszcze intensywniej próbując się wyswobodzić z jego uścisku. Osiągnęłam jednak wyłącznie to, że jeszcze przycisnął mnie do blatu, żebym się tym bardziej obrócić nie mogła.
— Nie no, w sumie może być zabawnie — posłałam Hyukowi ciężkie spojrzenie, gdy tylko to powiedział. Podniósł ręce w geście kapitulacji, odsuwając się na wszelki wypadek na bezpieczną odległość ode mnie. — No co? Przecież jakie zadania można niby dla nas wymyślić? Najwyżej skończysz z koniecznością gotowania nam do końca wyjazdu. To nic strasznego.
— Widzisz? — Minki nachylił się tak, żebym widziała jego twarz. Była zdecydowanie za blisko mojej. — Przegłosowane! Gramy!
Puścił mnie, ale zamiast wrócić na swoje miejsce z drugiej strony swojego brata, z dala ode mnie, to przepchnął Hyuka, żeby zrobił mu miejsce koło mnie. Zagraliśmy w kamień-papier-nożyce o to, kto zaczyna i wyszło, że Minki. Wyłowił więc losowego cukierka i, bez patrzenia, otworzył i władował sobie do buzi.
— Hmmm... — cmoknął parę razy, jakby degustował prawdziwie wspaniałe danie. Zaraz jednak cukierek chrupnął mu pod zębami i połknął drobne okruchy. — To znowu był ser — wszyscy popatrzyliśmy komisyjnie na papierek i miał rację. — No dobra, to teraz...
— Ja! — Hyuk wyrwał się przed szereg, chociaż Minki chyba chciał wskazać mnie, bo już się do mnie odwracał. Wzruszył jednak tylko ramionami i odpuścił. W zasadzie nie miało to większego znaczenia, jaką kolejność przyjmiemy, i tak na każdego w końcu przyjdzie pora.
Młodszy z bliźniaków wylosował bez patrzenia jakiegoś cukierka, odpakował i włożył do buzi. Nie zdążył jednak jeszcze dobrze się zastanowić, co wylosował, a już wykrzywił się okropnie. Widać było, jak przestaje na moment przesuwać cukierka w ustach, jakby miał nadzieję, że to sprawi, że smak przestanie się uwalniać ze słodkości. Cóż, niestety, próżne nadzieje.
— No, co tam masz? — zapytał zaczepnie Minki, ewidentnie uradowany cierpieniem brata.
— Kurwa, chyba jakieś mydło — jęknął, spojrzał na papierek i wytrzeszczył oczy ze zdziwienia. — Ja pierdolę, to serio mydło.
Niestety znaczyło to, że nadeszła moja kolej. Wylosowałam coś z brzegu kupki, szybko odpakowałam i wzięłam do ust. Smak był hmm... Na pewno nie spodziewałabym się go jedząc cukierka. Przesunęłam go językiem z jednej strony buzi na drugą, umieszczając ostatecznie pod policzkiem. Słony, morski smak przeplatał się ze słodyczą cukru.
— Wodorosty? — strzeliłam, zanim spojrzałam na papierek. Miałam rację. Wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia. — Czy to są jakieś cukierki wszystkich smaków? Kto, do cholery, wymyślił cukierka o smaku wodorostów?
Kolejny cukierek Minkiego był o smaku maślanego popcornu, Hyuka natomiast...
— Wasabi?! — wyglądał, jakby oczy miały mu wyjść z orbit. — OSTRE.
— Ej, nie ma wypluwania! — zaprotestował Minki, gdy jego brat już szukał chusteczki, żeby pozbyć się niefartownego cukierka.
— Ty trafiasz normalne smaki, to nie fair!
— Nie moja wina, że masz pecha. Jedz to dzielnie, a nie!
Hyuk musiał to rozchodzić. Odwrócił się do nas plecami, zaczął grzebać po szafkach w poszukiwaniu czystej szklanki, pewnie żeby zapić to natychmiast wodą. Gdy on się rzucał po kuchni, ja wylosowałam kolejny smak. Skrzywiłam się, gdy poczułam na języku znajomy, znienawidzony smak.
— Lukrecja — burknęłam, pokazując Minkiemu papierek. Spróbowałam docisnąć słodką kulkę do policzka, w nadziei, że to nieco złagodzi odczuwanie przeze mnie tego okropnego, korzenno-ziołowego aromatu, jednak niewiele to pomogło.
— Czemu się tak krzywisz, jak to tylko lukrecja? — spytał przyjaciel, odbierając ode mnie papierek, zwijając go w kulkę i rzucając na kupkę pozostałych pustych papierków na blacie.
— Bo nienawidzę lukrecji — serio żałowałam, że przyjęliśmy, iż mamy zjeść wylosowanego cukierka w całości. Z wszystkich dostępnych smaków trafiłam chyba najgor...
Poczułam zaciskające się na moim przedramieniu palce Minkiego. Podniosłam na niego wzrok, zaskoczona, dając się obrócić nieco w jego stronę. Nie zdążyłam przetrawić tego, co się dzieje — że jego twarz niebezpiecznie zbliża się do mojej — a już jego usta znalazły się na moich, a język bezczelnie władował do moich ust. Wybałuszyłam oczy w jak najbardziej szczerym szoku, chciałam się odsunąć, ale nagle zdałam sobie sprawę, że jakimś cudem znalazłam się między Minkim a blatem, nie mając zupełnie gdzie uciec. Zamroczyło mnie, nie wiem, co się działo, wręcz odruchowo rozchyliłam usta, pozwalając mu na pogłębienie pocałunku...
Odsunął się ode mnie, gdy usłyszeliśmy trzask zamykanej z impetem szafki. Patrzyłam na górującego nade mną mężczyznę, a moja mina musiała być bezcenna, bo ten zaśmiał się cicho, robiąc krok w tył, nim Hyuk do nas wrócił.
— Co... Czemu... — bełkotałam, nie mogąc zebrać myśli. Wciąż tkwiłam w tym pocałunku, nie potrafiłam pojąć, jak... — Zabrałeś mi cukierka.
Minki parsknął śmiechem, ewidentnie już nie mogąc się dłużej powstrzymać. Hyuk z kolei, ze szklanką wody w ręce, patrzył na nas jakbyśmy postradali rozum.
— Moment, chwilę na was nie patrzyłem, co tu się... — zaczął, ale Minki nie dał mu dokończyć. Złapał go za ramiona, obrócił do siebie tyłem i wypchnął z kuchni, nie zważając na to, że część zawartości trzymanej przez jego brata szklanki się przy tym manewrze rozlała.
— Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. Chodź, idziemy grać w jakąś planszówkę, znudziły mi się te zawody w odgadywanie smaków, za dobrzy w to jesteście — spojrzał na mnie ponad ramieniem i mrugnął zaczepnie. — To też było w jednej z tych twoich książek. Widzę, że się podobało. Nie ma za co, polecam się na przyszłość! — wystawił do mnie przekornie język, czarny od lukrecji.
Nigdy, kurwa, więcej nie wezmę na wycieczkę z tym lisem żadnych książek, a już na pewno romansów, przysięgam.

1934 słowa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz