22 sierpnia 2026

Od Nivana cd. Eirika

Nivan postanowił odwiedzić Eirika w pracy, nim skończy swoją zmianę. Dlatego wszedł do lokalu tak, jak zawsze, czyli wejściem przeznaczonym dla pracowników. Czuł się tutaj jak u siebie. Przywitał się z Romanem, zamienił z nim kilka zdań, a następnie ruszył na salę w poszukiwaniu swojej zguby. Nie potrzebował dużo czasu, żeby odnaleźć ten charakterystyczny czarny łeb na sali. Jednak na twarzy czerwonowłosego wymalowało się zdziwienie, gdy zauważył, że Skugge stał obok stolika, gdzie siedziała Vanessa. Z tego, co kojarzył, to jego koleżanka z pracy siedziała ciągle na chorobowym po skręceniu kostki. To było najmniejsze zaskoczenie, bardziej zdziwiony był całą scenką, która odbyła się przy stoliku.
Vanessa próbowała opłacić Eirikowi za posiłek, ale ten usilnie jej to uniemożliwiał, aż w końcu zrzucił jej kartę na ziemię i przygniótł butem. Nastroszył się dumnie, jak paw, osiągając swój cel, a nieznajomy mężczyzna, który siedział obok kobiety, wyjął ze swojej torby w końcu portfel i przyłożył kartę do terminala. 
Dixon stał zaledwie kilka kroków od stolika, dokładnie się wszystkiemu przyglądając. Nawet nie wiedział, jak powinien to skomentować. Eirik wpadł na Nivana, dopiero wtedy orientując się, że ten cały czas tutaj stał. Czerwonowłosy przerzucił ramię przez szyję przyjaciela, zawracając z nim na zaplecze. Jeszcze zerknął przez ramię, machając do Vanessy z delikatnym uśmiechem. Kobieta odmachała lekko zaskoczona, ale nie poświęcił jej więcej uwagi, tylko zaciągnął Eirika do kuchni. 
— Jesteś z siebie dumny, co? — zaczął, mijając kilku klientów, mocniej przyciągając Eirika do siebie, gdy ktoś próbował ich staranować. — Jesteście oboje niemożliwi — dodał, zerkając kątem oka na czarnowłosego.
— Pfff nie wiem, o co ci chodzi — odpowiedział, próbując uciec z uścisku Nivana, co jednak nie skończyło się zgodnie z jego myślą, bo za to został tylko bardziej przyciśnięty do drugiego działa.
— Te-te-te, nie uciekaj, mamy problem — oznajmił Dixon, w końcu puszczając Eirika, który wyprostował się i strzepnął z siebie niewidzialny kurz.— Aiden przyszedł dzisiaj do baru. 
— No i? Nie obchodzi mnie on i jego zgraja ćpunów. 
Mimo tego, co powiedział Eirik, to jego mowa ciała zdradzała, że wcale nie ma tego w dupie. Spiął się na samo imię Aidena, czemu się Nivan nawet nie dziwił. Mężczyzna był nieprzewidywalny i miał różne... dziwne wymysły. O czym przekonał się podczas pracy. Czy chciał dokładać przyjacielowi nerwów? Nie; oczywiście, że nie. Jednak skoro powiedział a, to musi powiedzieć b. Ciężko westchnął, zaczesując swoje czerwone kosmyki do tyłu.
— Nie wiem, skąd to ma, ale przyszedł do baru w nocy i zostawił mi to — podał przyjacielowi kopertę, w której znajdowały się zdjęcia. — Nie przejrzałem ich, tylko jedno widziałem, bo chciałem sprawdzić, co tym razem wymyślił. 
Eirik nerwowo wyrwał z rąk Nivana kopertę, wyciągając z niej wszystkie zdjęcia. Nawet nie czekał na to, co chciał powiedzieć przyjaciel, nerwowo przeglądając zdjęcia. 
— On nas śledzi — dokończył czarnowłosy, zaciskając palce na fotografiach. — Pierdolony psychopata. 
— Jeszcze do zapłaty za swoje zamówienie dorzucił mi to — zaczął Nivan, wyciągając z kieszeni spodni zdjęcie wywołane z polaroida. Nim jednak Eirik mu to wyrwał z ręki, czerwonowłosy podniósł rękę do góry, uniemożliwiając mu odebranie tego. — Mam tylko jedno ale — wolną ręką złapał za nadgarstek przyjaciela — nie denerwuj się, że to widziałem. Musiałem to wziąć i sprawdzić. Nie chciałem tego zostawiać luzem na blacie. 
— Mhm, pokaż mi to — odpowiedział Eirik, nieszczególnie przysłuchując się temu, co do niego mówiono. — No pokaż! — zirytował się, widząc, że Nivan nie reaguje. — Nie? Sam sobie to wezmę!
Bez zbędnego pierdolenia, Eirik rzucił się na przyjaciela, co całkowicie zaskoczyło czerwonowłosego. Na szczęście zdołał utrzymać równowagę, nim obydwoje wylądowaliby na ziemi. Skugge trzymał jedną ręką ramię Nivana, a drugą próbował dosięgnąć do dłoni, w której Dixon trzymał fotografię. Jednak widząc, że to nie przynosi żadnego skutku, wskoczył na przyjaciela, owijając nogi wokół jego bioder, umożliwiając sobie łatwiejszy dostęp do zdjęcia. 
— Ty normalny jesteś? — spytał Nivan, ciągle starając się uniemożliwić odebranie zdjęcia. 
— Spierdalaj, oddawaj mi to! 
— Nie ma opcji! Spadniesz zaraz.
— To mnie przytrzymaj? — zasugerował Eirik, usilnie dalej sięgając do drugiej ręki Nivana. 
Dixon uniósł zaskoczony brew na słowa przyjaciela, bo chyba nie przemyślał tego, co powiedział. Jeśli czerwonowłosy go miałby przytrzymać, to przecież musi podłożyć dłoń pod tyłek Eirika. To nie tak, że byłby to dla niego jakiś większy problem... raczej chodziło o komfort Skugge, który od dotyku sam uciekał. Tym samym Nivan chwilowo się zamyślił, czy powinien to robić, a przyjaciel zdobył zdjęcie i zeskoczył, zadowolony z siebie, szeroko się uśmiechnął, puszczając oczko do Nivana, Jednak mina szybko mu zrzedła, gdy zobaczył, co się kryło pod tym zdjęciem. Przeklął, a następnie kopnął w kanapę, chodząc zirytowany w kółko. 
— I ty to widziałeś? — spytał, spoglądając w kierunku przyjaciela, który przytaknął głową. — Świetnie! Jeszcze tego mi brakowało, żeb- — jednak nie dokończył zdania, bo Nivan zamknął jego usta własnymi.
Nie wiedział, czy był to dobry pomysł, ale zamknięcie jadaczki Eirika w inny sposób mogło nie przynieść zamierzonego efektu. Dlatego wykorzystał do tego własne usta. Przymknął powieki z ulgą, gdy efekt przyniósł skutek. Ułożył dłonie na policzkach czarnowłosego, delikatnie je gładząc opuszkami palców. Jednak po dłuższej chwili odsunął się do tyłu, delikatnie zasysając się na dolnej wardze przyjaciela. Nie chciał pogłębiać pocałunku, bo to, co zrobił... cóż. Czy powinien był się pchnąć do tego stopnia? Nie. Jednak coś z tyłu głowy mu podpowiedziało, że był to dobry krok. 
— To tylko zdjęcie, Eirik. To nie wpłynie jakkolwiek na to, jak cię postrzegam — zaczął czerwonowłosy, posyłając delikatny uśmiech w kierunku przyjaciela. — Wplątałeś się kiedyś w takie towarzystwo, trudno. Z takiego gówna ciężko się wygrzebać, bo może dalej cię prześladować. A to? — zabrał polaroida od Eirika. — Błędy młodości, tak to możemy nazwać, nie sądzisz? — schował fotografię do tylnej kieszeni spodni.
Skugge ciężko westchnął, przytaknął głową, a następnie poszedł się przebrać, bo jego zmiana już dawno się skończyła. Nivan chciał dać mu trochę przestrzeni, dlatego wyszedł z pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi. Zaczepił go Roman, który spytał, czy wszystko na pewno jest w porządku. 
— Tak, to nic takiego — zapewnił Dixon, posyłając uspokajający uśmiech do właściciela lokalu. 
— Jak coś, to mi powiedz. To nie problem, że Eirik dostał wolne. Wiesz... poradzimy sobie. 
— Roman, przestań. Jest w porządku. Gdy będzie gorzej, to Eirik sam ci o tym powie. A jak nie on, to ja — puścił oczko do mężczyzny, który pokręcił rozbawiony głową. 
Eirik wyszedł już przebrany, pożegnał się z Romanem i swoją współpracowniczką, która właśnie przyszła po kolejne zamówienie. Nivan jej pomachał na pożegnanie, a następnie wyszedł pierwszy. Wsiadł do samochodu, aby go odpalić, a w międzyczasie do środka wsiadł Skugge. 
— Przepraszam, nie chciałem cię denerwować w pracy tym... wszystkim.
— To nie ty jesteś psychopatą, tylko Aiden i spółka — zauważył, delikatnie się uśmiechając. 
Widział, że Eirik nie jest skory do rozmów, więc postanowił zostawić to na inną okazję. Wyjechał spod lokalu, kierując się do domu. Całą drogę nie rozmawiali, jedynie ciszę przerywał dźwięk silnika lub muzyka lecąca z radia. Kiedy tylko zaparkował, Skugge wysiadł pierwszy, aby wezwać windę, na co Nivan przytaknął jedynie głową. Wysiadł chwilę po nim, zamykając samochód i poszedł do przyjaciela, który pisał coś w telefonie. 
— Jesteś głodny? — zapytał, zwracając na siebie uwagę.
—W sumie... zjadłbym coś dobrego — odpowiedział czarnowłosy, spoglądając na przyjaciela. — Zdam się na ciebie.
Dlatego jak tylko weszli do domu, to Nivan poszedł najpierw umyć ręce, a potem udał się do kuchni, aby coś przygotować. Tym razem postawił na domową zapiekankę, dlatego co jakiś czas pytał Eirika, czy coś lubi bądź nie, aby uniknąć tego w domowej zapiekance. Dodał jedynie to, co chciał czarnowłosy. Kiedy danie było gotowe, zjedli razem, ale w ciszy. Żaden z nich nie wyrywał się do rozmowy. 
— Przepraszam, Eirik — zaczął Dixon, zwracając na siebie uwagę. Wspomniany przechylił głowę na bok, jednocześnie ciągnąc ser od zapiekanki. — Nie powinienem był cię pocałować. 
Skugge zakrztusił się jedzeniem, uderzając siebie w klatkę piersiową. Nivan wstał z miejsca i podszedł do niego, aby poklepać przyjaciela po plecach. Chwilę mu to zajęło, ale w końcu wszystko przełknął już spokojnie i popił colą, którą sobie przyniósł z pracy. 
— To... nic, serio. Luz, Niv — odpowiedział z delikatnym uśmiechem. — Naprawdę. To nic w porównaniu do tego, co zrobił mi Aiden z tymi pierdolonymi zdjęciami.
— Ale i tak przepraszam. 
Eirik ciężko westchnął, odkładając zapiekankę na talerz. Spojrzał wymownie na Nivana, kręcąc w niedowierzaniu głową. 
— Mogłeś zrobić zawsze coś gorszego niż tylko zamknąć mi usta swoimi, wiesz? — uniósł pytająco brew, jakby oczekiwał, że otrzyma odpowiedź. — Serioooo, nic się nie stało. Nie przejmuj się tym. 
— Udajesz, jakby nic się nie wydarzyło — stwierdził Nivan. 
To nie tak, że miał do niego o to pretensje, że w taki sposób potraktował to, co się wydarzyło. Tylko bardziej martwił się, że taka głupota może zniszczyć ich przyjaźń. A tego by nie chciał. Nadal było mu cholernie głupio, że się posunął do czegoś tak radykalnego. Jednak w tamtej chwili nie miał lepszego pomysłu, zrobił tak, jak podpowiadało mu coś z tyłu głowy. Dojedli zapiekanki w ciszy, nie wchodząc ze sobą w dalszą dyskusję. 
Nivan oddał fotografię, którą wcześniej mu zabrał, nie chcąc, aby ten obawiał się, że ktoś niepowołany to zobaczy. Raczej lepiej dla Eirika, żeby takie coś nie ujrzało światła dziennego. Leżał tam całkowicie roznegliżowany, już pomijając resztę szczegółów. 

*

Mężczyźni ze sobą normalnie zaczęli rozmawiać, jak wszystkie emocje opadły. Zajęło im to dobre kilka dni, gdzie każdy wrócił na swoje tory. Nivan nadal pracował więcej, niż powinien przez brak ludzi do pracy. Dzisiejszego wieczoru siedział sam w barze, bo Minhyuk na tyle źle się czuł, że musiał szybciej wyjść do domu. A zastępstwo, czyli dwójka nowych pracowników nie przyszła do pracy, więc siedział sam. Na szczęście pogoda na dworze nie dopisywała i też nie było praktycznie ruchu w lokalu. Lepiej dla niego. 
Stał oparty o blat za barem, czyszcząc szklanki, jako zajęcie swoich rąk. Nie miał, co robić, a czas niemiłosiernie mu się dłużył. Ciężko westchnął, odkładając już i tak dawno wyczyszczoną szklankę na swoje miejsce. Nagle poczuł wibrację w kieszeni. Wyjął telefon, aby sprawdzić, kto do niego pisał. Eirik. 

E: Idę do ciebieeeeeeeeeeeeee
N: Po co? Leje. Nie wyłaź z domu.

Przyglądał się konwersacji, a widząc, że Eirik coś odpisuje, postanowił zostawić uruchomioną rozmowę. Po dłuższej chwili w końcu doczekał się odpowiedzi.

E: Przygotuj mi mojego ulubionego drinka i nie pierdziel. Gdzie jest parasol w tym domu?
N: W szafie na przedpokoju.
E: dzięki, zaraz będę ;D

Nivan pokręcił rozbawiony głową, blokując ekran w telefonie, schował urządzenie do spodni. Nie musiał długo czekać na Eirika, bo pojawił się niespełna dziesięć minut po swojej zapowiedzi, a drink już na niego czekał. 
— Ooo, mój ulubiony barman i mój ulubiony drink! — zaśmiał się, siadając na krześle barowym, opierając się łokciami o blat. 
— Brałeś coś? — spytał Nivan, nachylając się nad przyjacielem, który niemalże od razu się odchylił do tyłu na stołku. 
— Jestem czysty, już nie przesadzaj — burknął. — To już nie można komplementów mówić swojemu przyjacielowi? Nudziarz! 
—  Gdzie masz swoją przylepę? 
— Jestem tutaj i mam się dobrze — odpowiedział Sag, pojawiając się w swojej kociej formie. Zaczął lizać swoją łapkę. — I tak, jest czysty. Ma dobry humor.
— Oh? A to dlaczego? — zainteresował się Nivan.
— Bo taki czerwonowłosy facet go po- — jednak nie dokończył swojej myśli, bo Eirik się na niego rzucił, aby się zamknął. Dlatego szybko się schował w cieniu, zostawiając dwójkę samą. 
— Pierdoli głupoty. Nie słuchaj go.
— Sam pierdolisz głupoty — odpowiedział Sag. — Po prostu pizda jesteś i tyle. 
— Jutro wolne? — Nivan postanowił zmienić temat, nie mając za bardzo siły na przepychanki dwójki. 
— Tak! Pisałem do chłopaków, bo widziałem, że też masz wolne. Jutro idziemy zagrać mały mecz. Długo nie graliśmy — oznajmił z szerokim uśmiechem. — Także, jak miałeś jakieś plany na jutro, to musisz je zmienić. 
Nivan pokręcił rozbawiony głową, zgadzając się na propozycję przyjaciela. Ze względu na mały ruch w barze, Dixon zdecydował się zamknąć lokal wcześniej. Wszystko było już wysprzątane od kilku godzin, a nikt nie przychodził. Nie miało to najmniejszego sensu, aby tu siedzieć. Dlatego napisał jeszcze krótką wiadomość do szefa, że zamyka bar szybciej. 
Wrócił z Eirikiem do domu, gdzie każdy poszedł zająć się sobą. Na czternastą mieli umówione spotkanie z chłopakami. Dlatego nie pozostało im nic innego niż iść spać, a przynajmniej Nivanowi, bo był zmęczony dzisiejszym dniem.

Eirik? c:

1975 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz