22 sierpnia 2026

Od Minkiego cd. Lucille

Minki zdecydowanie nie rozumiał, dlaczego ludzie są tak bardzo zaaferowani magicznymi istotami. Nie rozumiał, dlaczego za wszelką cenę, próbują je złapać i zniewolić. Korzystanie z magicznych właściwości danej istoty nie zmienia faktu, że dalej miała swoje własne prawa i chęć przetrwania. Wykorzystywanie jej do własnych celów było dla niego nie do zrozumienia. Nie potrafił znaleźć odpowiednich argumentów, które mogłyby to jakkolwiek tłumaczyć. Prawda była taka, że nic nie wytłumaczy bestialstwa, jakie skrywało się w ludzkich sercach.
Jednak w tej sytuacji nie miał nic do gadania. Pomógł przyjaciółce pozbyć się cholernego znaku z twarzy. Jego amulet nie zadziałał na tyle czasu, na ile powinien. Prawdopodobnie było to spowodowane zbyt intensywnym zderzeniem z ilością magii na imprezie, na której byli. Amulet mógł tego nie wytrzymać. To jedna z możliwości, a druga? Ktoś mógł rzucić zaklęcie na amulet, niszcząc jego właściwości. Teraz to już teoretycznie nieważne, bo problem mieli z głowy i mogli wyrzucić przedmiot do śmieci. Co nadal nie zmieniało faktu, że coś musiało amulet zniszczyć. Pojedzie najwyżej do ojca zweryfikować, co się mogło wydarzyć. W końcu doskonale się na tym znał i znajdzie przyczynę bez większego problemu. Minki w tym temacie był totalnym amatorem, bo nie robił tego tak często i na taką skalę, jak jego ojciec.
Zleceniodawca Lucille odszedł, znikając w ciemnościach, zostawiając dwójkę samych. Jednak cały ten czas Minki wyczuwał cudzą obecność, odkąd szli na takowe spotkanie. Za każdym razem, jak zerkał przez ramię, to nikogo nie widział. Mógł to olać, ale wolał nie ryzykować. Zostawił za nimi niewidzialną, magiczną nić, która go poinformuje, gdy ktoś naruszy przestrzeń, w której się znajdowali. Dlatego też, gdy tylko do jego uszu dobiegło, że ktoś przekroczył jego mały alarm, wrzucił przyjaciółkę do śmietnika, samemu do niej dołączając. 
— Widziałem, jak tu idą z tym ptakiem — oznajmił niski męski głos. 
— Może ci się przewidziało i skręcili dalej? — pytanie z drugiej strony należało do kobiety. 
Nieznajomi przeszli obok śmietnika, a ich kroki były doskonale słyszalne dla przyjaciół ukrytych w śmietniku. 
— Nawet jeśli, to daleko nie mogli z tym ptaszyskiem uciec. Trzeba ich znaleźć. 
— Nie wiemy, jak się nazywają i po co tego ptaka złapali. Może oni tylko przyjęli zlecenie?
— Trzeba sprawdzić, czy przyjmują takie zlecenia i zasadzić na ich pułapkę. — oznajmił mężczyzna, po czym ciężko westchnął. — Cholerni łowcy. Nie wydaje mi się, żeby jakieś niedoświadczone dzieciaki miały tyle szczęścia i potrafiły to złapać. 
— Myślisz, że należą do łowców? — zapytała kobieta, opierając się o śmietnik, w którym siedział Minki z Lucille.
— Nie wiem. Nawet jeśli, to trzeba ich znaleźć. 
Jeszcze porozmawiali kilka minut, a następnie odeszli. Minki uniósł delikatnie pokrywę od śmietnika, zerkając, czy widzi tych, którzy ich śledzili. Niestety na marne. Zdążyli zniknąć za rogiem budynku, więc nawet nie był w stanie stwierdzić, czy była to policja, czy może jednak jakaś inna organizacja, czy mafia.
Minki popatrzył na przyjaciółkę, która wyglądała na zestresowaną. Czy jej się dziwił? Nie. Cała sytuacja nabrała nieoczekiwanego zwrotu. Musieli być dłuższy czas obserwowani, tylko problem był taki, że kitsune nie potrafił stwierdzić, od kiedy mieli niechciane towarzystwo. Może to jednorazowe, ale teraz musieli się pilnować. A raczej: Minki musiał pilnować Lucille, żeby nie przyjmowała żadnych zleceń dotyczących magicznych bestii. Jeśli znowu się czegoś złapią, to mogą trafić prosto w ręce tych, którzy ich śledzili. 
Fox wyskoczył pierwszy ze śmietnika, a następnie pomógł wyjść Lu, sprawdzając, czy na pewno nikogo obok nie ma. Postanowił wybrać bezpieczniejszą drogę, czyli przejście między budynkami, aby nie wychodzić na główną ulicę. Lepiej nie ryzykować. Dlatego przemierzali pomiędzy różnymi budynkami, aż w końcu dotarli do drogi. Skierowali się tym razem do mieszkania Lucille, gdzie każde z nich wzięło prysznic. Ubrania od razu wrzucili do prania, aby bardziej nie prześmiardły zapachem ze śmietnika. Minki nie miał za wiele ubrań u Lu, ale na szczęście miał chociaż bieliznę, więc tylko w tym chodził.
— Boże, ubrałbyś się — oznajmiła przyjaciółka, zasłaniając swoje oczy, aby nie patrzeć na Minkiego.
— Przykro mi, ale twoje koszulki są za małe i za krótkie. 
— Czy ty... zresztą, nieważne — odsłoniła oczy, zerkając na przyjaciela, który owinął się jednym z kocy i wygodnie rozłożył na kanapie. — Teraz mam chyba większy problem niż oglądanie cię na gaciach.
— Zawsze mogę chodzić bez, jeśli wolisz.
— Minki! — uderzyła przyjaciela w ramię, na co ten zaczął się śmiać, kręcąc w niedowierzaniu głową. 
— Przykro mi, ale w lisiej formie jest mi za gorąco. Musisz znieść taki widok, a nie inny — wytknął jej język, po czym poprawił się na swoim miejscu. — Teraz masz większe zmartwienie na głowie. Musisz bardzo ostrożnie przyjmować zlecenia i żadnego łapania magicznych istot. Żadnego. Rozumiesz? 
— Mhm... tylko dobrze wiesz, że to nie jest takie proste znaleźć kogoś, kto nie chciałby jakiegoś magicznego ptaka czy innego zwierzęcia. 
— Sama często podejmujesz ryzykowne zlecenia, Lu. Musisz naprawdę być teraz cholernie ostrożna. Jeden zły krok i cholera wie, co się może wydarzyć. Nie wiemy, czy to była policja, łowcy, mafia czy inna jakaś organizacja rządowa. To mógł być każdy — oznajmił czarnowłosy, opierając głowę o ramię przyjaciółki. — Wiesz, ja sobie poradzę. Nie takie osoby próbowały mnie złapać. A z tobą może być znacznie gorzej. Obiecaj mi, że nie będziesz sama chodziła na takie spotkania. Będziesz brała mnie albo Hyuka. Obiecaj — wystawił do niej mały palec, czekając, aż go uściśnie.
Zajęło to dobre kilka minut, ale w końcu to zrobiła. 

*

Oboje wrócili do swoich rutyn. Odkąd znak zniknął z twarzy Lu, to Minki nie musiał być obok za każdym razem. Na uczelnię nie przychodził, aby uniknąć niepotrzebnych pytań od koleżanki Lucille. Jednak w końcu musiał do niej przyjść, gdy został poproszony o bycie żywym modelem. 
Nie było to takie proste zadanie. Kobieta musiała się naprawdę nagłowić i naprosić nim Minki się w końcu zgodził. Minhyuk od razu odmówił. Cała sytuacja była naprawdę abstrakcyjna. 
— Minkiiiiiiii no proszę — zaczęła Lu, szarpiąc ramię przyjaciela na lewo i prawo, gdy ten stał w kuchni i przygotowywał dla nich herbatę.
— Nie. 
Kobieta odpuściła, a widząc Hyuka, który szedł do wyjścia, pędem rzuciła się do niego, łapiąc go w pasie.
— Hyuuuuk, a ty? Zostaniesz moim modelem pokazowym w szkole? 
— Ja? — spytał, wskazując na siebie palcem, jednocześnie rozglądając się na boki, jakby szukał, kto do niego mówi. — Sory, przerywa coś ts-ts nie słyszę!
— No weź! Nie bądź taki!
— Ty chyba kobieto na głowę upadłaś, że ja ci pomogę w szkole przy tych dzieciakach! Chyba gorączkę masz — oznajmił, przyłożył rękę do czoła przyjaciółki i pokiwał twierdząco głową, na potwierdzenie swojej tezy. — Zdecydowanie. Idź się leczyć! — nie czekając na kolejną reakcję i próbę zatrzymania, wziął nogi za pas i uciekł z mieszkania w zawrotnym tempie.
Dlatego znowu wróciła do Minkiego, zaczynając męczyć go o pomoc w szkole. Dokładnie tłumaczyła, czego potrzebuje i do jakiego celu. Starała się przedstawić, jak najbardziej racjonalne argumenty i co dzięki temu Minki może osiągnąć. Podsumowując: dla niego nie było tam żadnych korzyści. Nic ciekawego. Ziewnął głośno, zasłaniając swoje usta. Spojrzał znużonym spojrzeniem na jasnowłosą, która robiła szczenięce oczka.
— No proszę cię, chociaż raz mi pomóż!
Czarnowłosy uniósł pytająco brew.
— Chociaż raz? — powtórzył, na co mina kobiecie niemalże zrzedła, bo wiedziała, z czym to się wiąże. — Mam ci wszystko wyliczać po kolei? Każdą sytuację, w której uratowałem ci tyłek? Nawet twoje życie, kiedy byłaś na skraju przez Wiedźmę? 
— Oj... nie o to mi chodzi! Nie o taką pomoc! Tylko taką w szkole!
— Twoi studenci mnie przyzwali, jak brałem prysznic, tego też nie pamiętasz?
— No... no ale to nie ja zrobiłam! Tylko oni!
— Lucille. Grzecznie ci przypomnę jedną rzecz. Jestem twoim przyjacielem, więc mogę ci pomóc przy twoich najgłupszych pomysłach i sytuacjach, jak wpierdalasz się w największe gówno. Tylko zaznaczę, że jestem też kitsune i nie ma nic za darmo. W szkole nie pomogę ci za nic — oznajmił, dając jasno do zrozumienia przyjaciółce, że swoimi minami i oczami szczeniaka nic nie osiągnie. 
Ciężko westchnęła, odsuwając się do tyłu. Zaczęła krążyć wokół wyspy w kuchni Minkiego, szukając jakiejś propozycji, która zainteresuje mężczyznę. Mamrotała coś pod nosem, coś rodzaju przeklęty kitsune, czemu musi coś dostać w zamian, co niby wcześniej mu dawałam, że dalej siedzi i mi pomaga i wiele, wiele innych. W końcu jednak się poddała i przylazła do mężczyzny, aby przytulić się do jego pleców. Całkowicie zaskoczyło to kitsune, który spojrzał przez ramię na przyjaciółkę, która wtuliła policzek w jego plecy. 
— No proszę, Minki... — wymamrotała, całkowicie wyczerpana z możliwości zaproponowania czegoś w zamian. 
— No dobrze — westchnął, odwracając się przodem do Lu. — Mam jeden warunek. 
Jasnowłosa odchyliła głowę, nieszczególnie przejmując się tym, że właściwie przytulona była teraz do klatki piersiowej Minkiego. 
— Mogę cię przytulać tyle, ile mi się żywnie podoba. To mój warunek i działa od teraz. Inaczej się nie zgodzę, a raczej ciężko ci znaleźć inne kitsune w okolicy, które nie będą sprawiały ci problemów. 
Lucille spojrzała zaskoczona, zagryzła nerwowo policzki od środka, ale w końcu się zgodziła, nie mając lepszego pomysłu. Czarnowłosy posłał jej szeroki uśmiech i objął przyjaciółkę w pasie, przytulając ją do siebie.
— Jakbyś niby wcześniej tego nie robił — mruknęła, obejmując ciaśniej Minkiego w pasie. 
— No nie robiłem, bo zawsze szanowałem twoją przestrzeń osobistą.
— Co robiłeś? — spytała rozbawiona, zerkając na przyjaciela z dołu.
— Szanowałem twoją przestrzeń osobistą.
No i takim sposobem Minki przyszedł na uczelnię, gdzie obecnie wykładała Lucille, aby posłużyć jako jej model pokazowy. Wszedł do klasy, którą wskazała mu przyjaciółka. Obecnie siedziała tam sama, bez studentów. Pomachał jej na przywitanie, a następnie usiadł na skraju biurka, przy którym obecnie siedziała.
— Możesz się przemienić, nim przyjdą. Lubią być szybciej. 
— A powiesz mi, co dokładnie chcesz im wytłumaczyć? — spytał, przechylając głowę na bok.
— Kilka aspektów, którymi dysponują kitsune. Wiesz, przemiana, hipnoza, kwestia historyczna rasy i co oznacza ilość ogonów. I jakieś tam inne zagadnienia, jak będą mieć pytania. 
Przytaknął głową, odłożył telefon na biurko, a następnie przemienił się w lisa, wygodnie władowując się na ramiona przyjaciółki. Ogonami zamiótł po kartce, na której coś pisała, sprawiając, że wszystko się rozmazało.
— Paskuda — skomentowała, posyłając mordercze spojrzenie przyjacielowi. — I jeszcze ogon sobie uwaliłeś. 
— No i co? To mój ogon — stwierdził, a żeby potwierdzić swoje słowa, ponownie zamiótł ogonami, a na koniec jednym połaskotał jeszcze nos Lucille, przez co ta kichnęła. — Na zdrowie — zaśmiał się, nosem trącając ucho przyjaciółki. 
— Jak jesteś w swojej lisiej formie, to ciężko się na ciebie denerwować — przyznała, drapiąc przyjaciela za lewym uchem, przez co pysk Minkiego automatycznie przechylał się w tę stronę.
Jednak nie trwało to za długo, bo do pomieszczenia zaczęli przychodzić studenci. Min uniósł głowę do góry, dokładnie każdemu się przyglądając. A jego uszy poruszały się wraz z dźwiękami, które roznosiły się po sali. Zeskoczył z ramion Lu i usiadł na podłodze, tuż obok nogi przyjaciółki. Czasami zerkał w jej kierunku. Posłała mu delikatny uśmiech i pogłaskała po głowie, zapewniając, że wszystko w porządku i nie ma się niczym przejmować. Jasnowłosa w końcu wzięła Minkiego na ręce i usadziła na wolnej ławce, przy której nikt nie usiadł. Zaczęła dokładnie tłumaczyć studentom kwestię rasy kitsune. Jak coś pomyliła, to niemalże od razu obrywała za to ogonem w rękę, a jednoznaczne spojrzenie lisa mówiło wprost, że jest to zabobon. Sprawiało to, że niektórzy studenci parsknęli na relację między dwójką.
— Jak wiesz coś lepiej, to przecież możesz powiedzieć — oznajmiła Lu, patrząc na przyjaciela. 
— Oczywiście, że mogę, ale to twoje zajęcia, nie moje. Nie będę się wtrącać — odpowiedział, wygodnie rozkładając się na krześle, na którym wcześniej siedziała przyjaciółka, gdy postanowiła zrobić krótką przerwę na rozprostowanie kości i chwilę oddechu na przyswojenie informacji. 
— Nie udawaj, że jesteś taki grzeczny — zaśmiała się, tarmosząc sierść na tułowiu Minkiego, na co ten automatycznie obrócił się na plecy. Lu przewróciła oczami i zaczęła miziać przyjaciela po brzuchu. — Nie za dobrze ci?
— Coś za coś, pamiętasz?
Jednak nie trwało to za długo, ponieważ jedna ze studentek podeszła do biurka, przerywając całą sytuację. Minki zeskoczył z krzesła, pozwalając w ten sposób usiąść przyjaciółce, ale ta nie skorzystała. Dlatego też usiadł obok jej nogi, głową się ocierając o jej łydkę. 
— To prawda, że kitsune nie są bezinteresowne? — spytała studentka, spoglądając to na Lucille, to na Minkiego, który uniósł pysk do góry.
— W teorii nie. Jak zawiera się jakąś umowę z kitsune, to może on oczekiwać czegoś w zamian. 
— Coś konkretnego? — drążyła, dlatego też Minki postanowił przejąć pałeczkę, tym razem wracając do swojej ludzkiej postaci. 
— Zależy od kitsune, sytuacji i życzenia. Może to być wszystko, rzecz materialna, czyli pieniądze albo jakaś przysługa. Niektóre kitsune wysługują się ludźmi do osiągnięcia własnych celów. Jednak żaden dług nie jest prostolinijny. Każda ze stron musi się wywiązać ze swojej części.
— A jeśli nie?
— Spotka go kara. Czy to kitsune, czy tego, kto przyszedł po jakieś życzenie. — skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej. Zlustrował studentkę wzrokiem od góry do dołu. — Zawarłaś umowę z kitsune i nie potrafisz się z nią wywiązać, co? 
Brunetka spojrzała zaskoczona na Minkiego, szybko uciekając wzrokiem od intensywności jego spojrzenia. Zaśmiała się nerwowo, machając rękami, że to nieprawda.
— Co to jest za zadanie z twojej strony?
Jednak nie dowiedział się, co dokładnie miała dziewczyna zrobić, otrzymał wymijającą odpowiedź; studentka powiedziała, że nie zawarła żadnej umowy i chciała po prostu się dowiedzieć, czy coś może się wydarzyć, a następnie szybko uciekła od biurka, zajmując swoje miejsce w ławce. Minki rzucił jednoznaczne spojrzenie do Lucille, która ciężko westchnęła. 
— Dowiedz się, bo nie wiem, jakie warunki narzuciło tam to kitsune. Ja jestem taki, że życzenie przepada po niespełnieniu umowy przez drugą stronę. Tylko są też takie kitsune, co zagwarantują ci śmierć, chorobę albo jeszcze inne cholerstwo i mówią o tym dopiero po tym, jak mu się powie, co chciałabyś, żeby dla ciebie spełnił. 
— Min... nie wiem, czy jest sens się wtrącać, skoro ona nie chce — powiedziała Lucille, mimo że widać było po niej, że się martwi. — Spróbuję, ale nic nie obiecuję. Poza tym nie wiedziałam, że lubisz pomagać innym.
— Nie lubię — zauważył Minki. — Ty jesteś wyjątkiem. 
Jasnowłosa delikatnie się uśmiechnęła, ale nic nie odpowiedziała. Poprosiła Minkiego o powrót do jego lisiej formy. Zapewniła, że spróbuje się czegoś dowiedzieć, ale nie chciała się w to wtrącać. Problem był taki, że Minki podejrzewał, z kim mogła studentka zawrzeć umowę, ale wolał o tym głośno nie mówić, dopóki nie będzie miał pewności. 
Do końca dnia na uczelni Min pozostał w swojej lisiej formie. Studenci mieli możliwość go pogłaskać, zadać mu wiele pytań. Niektórzy pokusili się o dotknięcie jednego z ogonów. Kiedy już zajęcia dobiegały końca, mógł wrócić do swojej ludzkiej postaci, zwracając na siebie uwagę pozostałych studentek, a nawet i kilku studentów. Czy był tym zaskoczony? Nieszczególnie, ale nie narzekał, bo lubił być w centrum zainteresowania. Tylko jak został zapytany o numer telefonu, to spasował. 
— Raczej jestem dla was wszystkich za stary — stwierdził rozbawiony, odsuwając telefon jednej ze studentek, która liczyła na uzyskanie jego numeru. — Wiem, że wyglądam młodo i pięknie — na te słowa zyskał rozbawienie od grupki, która koło niego stała — ale nie zmienia to faktu, że nie podaje takich danych studentom. Jestem tylko modelem pokazowym Lucille. 
— Na pewno tylko modelem? — usłyszał pytanie jednego ze studentów. 
— Tylko modelem.
— Na pewno nie partnerem? — na to pytanie Lucille niemalże opluła się kawą, którą sobie zrobiła na jednej z przerw. 
— Na pewno. — odpowiedzieli obydwoje w tym samym momencie. 
Studenci wyszli z sali, zostawiając dwójkę przyjaciół samych. 
— Mówiłam, żebyś przemienił się, jak wyjdą.
— Nie wiedziałem, że się zaraz cofną! — oznajmił, pstrykając przyjaciółkę w czoło. — Poza tym, atrakcyjności sobie nie wybrałem, tylko ją otrzymałem. Phi!

Lucille?

2506 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz