31 sierpnia 2026

Od Lucille cd. Minkiego

Raz na wozie, raz pod wozem, jak to mówią...
Trudno mi było powiedzieć, co było bardziej zaskakujące w całej tej sytuacji, która się wydarzyła dzisiejszego popołudnia — to, że ktoś wynajął detektywa, żeby śledził moje poczynania, czy to, że dziwnym zbiegiem okoliczności ten detektyw okazał się być kitsune, a w dodatku byłym Minkiego, którego Hyuk ewidentnie uwielbiał...?! Gdy poszłam do salonu z herbatą i jakimiś ogarniętymi na szybko tartaletkami z hummusem, moim oczom ukazała się scena rodem z jakiejś telenoweli. Minki siedział na fotelu, patrząc z miną wyrażającą niedowierzanie na widok tego, jak Hyuk tarzał się na kolanach przedstawionego mi dopiero co trzeciego kitsune, ku uciesze tego ostatniego. Rodzinny zjazd po latach.
Czy ja wylądowałam w wariatkowie?
Odstawiłam wszystkie przyniesione rzeczy na stolik kawowy. Część naczyń nie zmieściłam w dłoniach i trochę demonstracyjnie, trochę bo nie chciałam im tu przeszkadzać w pogaduszkach, użyłam zaklęcia żeby reszta lewitowała za mną. Dawno nie używałam tyle magii w codziennych sprawach, zdążyłam się już odzwyczaić, a skupienie uwagi na każdej podążającej za mną rzeczy z osobna stało się nagle nie lada wyzwaniem. Zmarszczyłam brwi, gdy odstawiany przeze mnie kubek niemal od razu zachybotał się i przewróciłby się, ale Minki w ostatniej chwili go złapał i utrzymał w pionie, chroniąc się przed oblaniem wrzątkiem. Będę musiała wrócić do regularnych ćwiczeń, ostatnimi czasy ciągle nie wiedziałam, w co ręce włożyć, tyle roboty miałam, zdecydowanie ucierpiała na tym moja kondycja.
Niezadane pytanie wyczytane z intensywnego spojrzenia Minkiego — Zrobiłaś to celowo? — skwitowałam wzruszeniem ramion. Nie moja wina, że to akurat kubek najbliżej niego wymknął się mojej magii, a w dodatku zachybotał akurat w jego stronę. Czysty zbieg okoliczności.
— No więc... — przyjaciel odchrząknął, zerkając na Leviego i Hyuka, po czym przenosząc wzrok na mnie. Wciąż stałam, choć widziałam, że Minki sugestywnie przesunął się w fotelu, żebym wcisnęła się na miejsce koło niego. Siadanie koło odwalającego Hyuka mogłoby się skończyć przypadkowym oberwaniem z łapy albo jednego z jego ogonów w twarz i inne części ciała, ale samodzielnie ładować się tak blisko starszego z braci też mi się nie uśmiechało. Pozostało mi więc stanie po drugiej stronie stolika. — Sytuacja wygląda tak...
Streścił, co się dzisiaj wydarzyło. Levi co jakiś czas wtrącał mu się w zdanie, dopowiadając parę szczegółów. Słuchałam tego z założonymi na piersi ramionami. Im więcej się dowiadywałam, tym mocniej garbiłam ramiona. W tym monologu co prawda żaden nie powiedział nic, co mogłoby wskazywać, że mieli do mnie jakieś pretensje, mimo to czułam się jak totalny debil, bo w ogóle do tej sytuacji doszło. Tak naprawdę jak zleceniodawca dowie się, że Levi zrezygnował ze zlecenia, może dość szybko porzucić bierne przyglądanie się mi i przejść do działania. Pytanie tylko, kto zlecił śledzenie mnie... Podejrzewałam, że nie był to rząd, sądząc po tym, iż nie zajęli się tym własnoręcznie, tylko bazowali na zleceniu zadań innym. Nie byłam tylko pewna, czy to był dobry znak dla mnie, czy raczej niekoniecznie.
— Zleceniodawca zdradził więcej szczegółów, po co w zasadzie masz mnie śledzić, czy generalnie nie pytałeś? — spytałam, spoglądając w stronę różowowłosego, który wyciągnął się na kanapie, jakby był u siebie. Hyuk wrócił do swojej ludzkiej postaci i siedział obok niego, wciągając jedną tartaletkę za drugą, jakby jego żołądek nie miał dna.
— Nie pyta się zleceniodawcy o przyczynę wydania zlecenia, chyba że taka informacja miałaby być niezbędna do jego realizacji — słowa wypłynęły z ust detektywa wręcz melodyjnym strumieniem, jakby wypowiadał tę formułkę regularnie i znał ją na pamięć. Zabrał Hyukowi z ręki tartaletkę i sam władował ją sobie do buzi, ku głośnym protestom ograbionego.
— To chyba dość istotne, na co masz zwracać uwagę podczas obserwowania mnie? Bo przecież nie miałeś mnie obserwować stale... — urwałam, widząc uniesioną brew przeżuwającego kitsune. Ramiona jeszcze bardziej mi opadły, potarłam skroń przeczuwając nadchodzący ból głowy. — Mhm. Czyli miałeś mnie obserwować cały czas. I raportować o wszystkim?
— O co ciekawszych rzeczach — powiedział, gdy przełknął. Natychmiast zgarnął z talerza kolejną tartaletkę. — O ja, ale dobre!
— Dzięki. Mogę zrobić więcej, jak chcecie — czy wszystkie kitsune tyle jadły? Już dwójka moich stałych gości potrafiła wyżreć mi połowę zawartości lodówki na jednym posiedzeniu, teraz miałam wrażenie, że zawartość talerza niemal wyparowała. Nie wiem, czy siedzieli tu piętnaście minut...
— Nie musisz, Lu — Minki westchnął, pewnie dlatego, że na niego nie popatrzyłam. Nagle poczułam, że na moim nadgarstku zaciskają się czyjeś palce. Nim zdążyłam zaprotestować, zostałam przeciągnięta do fotela, który zajmował przyjaciel, i nagle bez ceregieli usadzona na jego kolanach. — Siadaj, stoisz nad nami jak kat nad dobrą duszą.
— Dobra, ale nie muszę chyba na twoich kolanach? — syknęłam, próbując wstać, ale złapał mnie za łokcie i przytrzymał, nie pozwalając na to.
— Nigdzie indziej nie ma miejsca, nie będziesz przecież siedzieć na podłodze?
— Czemu nie? Podłoga też jest wygodna.
— Bardziej niż ja?
— Zdecydowanie. PUSZCZAJ.
Nie puścił, więcej, jeszcze objął mnie w pasie i oparł brodę o moje ramię. Posłałam Hyukowi błagające spojrzenie, ale ten, wyjątkowo rozbawiony nie wiadomo czym, totalnie mnie zignorował i zamiast pomóc, sięgnął po ostatnią tartaletkę z talerza. I ty przeciwko mnie...?
— W każdym razie — Levi odchrząknął w pięść. Zdawało mi się, czy się właśnie uśmiechnął...? Teraz w każdym razie miał poważną minę i sięgnął do kieszeni, wyciągając lekko pomięty plik zdjęć. Rzucił je na stół, żebyśmy zobaczyli. — Ponieważ nie zlecono mi obserwowania jakiś konkretnych twoich działań zastanawiam się, czy sprawa na pewno ma związek z tym nielegalnym ptakiem, którego z niezrozumiałego dla mnie powodu postanowiłaś złapać i komuś opchnąć... Tak swoją drogą, czy ty przypadkiem nie pracujesz na AUMie? — popatrzył na mnie z miną wyrażającą chyba politowanie. Natychmiast poczułam nieodpartą potrzebę się przed tym, co powiedział, bronić.
— Wiem, z czym wiąże się robienie takich rzeczy, szczególnie w kontekście mojej pracy. I, żebyś sobie nie wiadomo czego nie pomyślał, nie miałam z tytułu tej wymiany korzyści finansowych — skubnęłam odstającą przy jednym z moich paznokci skórkę, za co natychmiast oberwałam po łapach od Minkiego. Spróbowałam wbić mu łokieć pod żebra, ale w tej pozycji, co mnie trzymał, nie było możliwym osiągnięcie odpowiedniego do tego kąta. — Poza tym ten facet już pewnie nie ma tego ptaka. Miałam go złapać, a nie zagwarantować, że mu nie ucieknie.
Zapadła chwila ciszy. Hyuk ogólnie nie wiedział chyba za bardzo, o co chodziło, wgapiał się w Leviego jak w obrazek. Detektyw z kolei patrzył na mnie z dziwnym wyrazem twarzy, a Minki za moimi plecami się spiął. Z napięcia chwili aż też na moment zaprzestałam prób wydostania się z uścisku przyjaciela, czułam na sobie przyszpilające spojrzenie zbyt wielu kitsune na raz.
— Czekaj moment — Minki nagle złapał mnie za brodę i odwrócił moją głowę tak, żeby móc widzieć moją twarz. Syknęłam, bo przy tym manewrze strzeliły mi kręgi. — Dlaczego ja o tym pierwsze słyszę?
— Wyglądałeś cały czas na wkurwionego, że w ogóle znalazłeś się w sytuacji, gdzie miałeś łapać jakieś stworzenie dla widzimisie człowieka. Raczej i tak byś mnie wtedy nie chciał słuchać, to po co miałam się zagłębiać w szczegóły? — złapałam go jedną ręką za nadgarstek, wbiłam paznokcie w skórę, bo zdecydowanie chwyt kitsune na mojej szczęce nie należał do najdelikatniejszych i chciałam jakoś go zmusić, żeby puścił. — To boli, Minki — wysyczałam w końcu, gdy nie zareagował.
— I nie uważasz, że powinienem wiedzieć, że tak naprawdę zrobiłaś faceta w konia? — spytał, w jego oczach widziałam irytację przemieszane z niedowierzaniem i... może odrobiną dumy? — Co, ta klatka, którą zrobiłaś przy pomocy magii... Była jakaś tymczasowa?
— Rozpadła się następnego dnia. I doskonale wiesz, że musiałam spełnić życzenie tego typa, chociaż też mi się to nie uśmiechało. Staram się jak mogę nie ładować w kłopoty, ale czasem się nie da inaczej. A teraz serio mnie puść.
Spełnił w końcu moją prośbę, przynajmniej częściowo. Puścił może moją brodę, ale wstać dalej mi nie pozwolił, ponownie obejmując mnie w pasie i wsadzając nos w moje włosy. Powoli, ale głęboko, wciągnął powietrze, zatrzymał je na moment w płucach i wypuścił. Moje włosy poruszyły się przy tym lekko, jakiś kosmyk załaskotał mnie w ucho. Chciałam je poprawić, ale Minki mnie ubiegł, zaczesując luźne kosmyki do tyłu.
— Czyli, podsumowując — Levi przeciągał sylaby, patrząc na mnie dalej z tym nieodgadnionym wyrazem twarzy. — Dlaczego w zasadzie zabrałaś się za łapanie go?
— Bo musiałam.
— Dosyć ogólna odpowiedź, nie sądzisz?
— Bardziej szczegółowej nie dostaniesz.
Prychnął, rozbawiony.
— To ja się fatyguję, żeby ci pomóc bezinteresownie, a ty tak niemiło mi odpowiadasz?
— Po pierwsze, to było stwierdzenie faktu, przyczyna moich działań nie powinna cię obchodzić, mimo że jestem naprawdę wdzięczna za zaoferowaną pomoc. Po drugie... — już chciałam powiedzieć swoją formułkę z początku mojej znajomości z rodziną Fox, że ,,kitsune nie robią nic za darmo, więc nie rób ze mnie idiotki", ale Minki chyba się domyślił, co planuję i zasłonił mi usta ręką, zanim zdążyłam dokończyć.
— Dobra, nieistotne — powiedział pospiesznie. Uciszona, przewróciłam tylko oczami. — Serio dziękujemy za to, że zareagowałeś. Teraz przynajmniej wiemy, że Lu musi się mieć na baczności przez jakiś czas.
— Nie uważacie, że to trochę pobożne życzenia? Mieć nadzieję, że ktoś, kto wydał kupę kasy na zlecenie obserwowania jej, nagle się wycofa? — wtrącił się Hyuk, sięgając po swój kubek z herbatą. — Jak dla mnie rozsądniej byłoby dotrzeć do zleceniodawcy i wyperswadować mu, by przestał pchać nos w nie swoje sprawy.
— Nie wszystko da się załatwić przemocą — ton Minkiego był ostry i nieznoszący sprzeciwu. — Lu musi po prostu przestać ładować się w tego typu akcje, a temat sam się rozejdzie po kościach, zobaczycie.
— Jakoś szczerze wątpię — Hyuk burknął w kubek. Levi oparł się wygodniej o kanapę, przerzucił ramię przez jej oparcie i zapatrzył się na mnie... To jego świdrujące spojrzenie stało się nagle na tyle nieprzyjemne, że musiałam się poprawić na kolanach Minkiego. Czułam się oceniana. Nie podobało mi się to.
— W każdym razie uważaj, co robisz — wzrok Leviego zawisnął ponad moim ramieniem, pewnie zatrzymując się na twarzy Minkiego, który opierał się teraz policzkiem o tył mojej głowy. — Minkiemu odwala z nerwów o ciebie.
— Wcale mi nie... — spróbował zaprotestować, ale zamilkł, nie kończąc zdania. — To nie są irracjonalne obawy, czego niby oczekujesz? Żebym miał to gdzieś?
— Będę uważać — przerwałam im, bo Levi już otwierał usta, żeby coś odpowiedzieć. — Dowiem się pewnie też przy okazji, o co w zasadzie chodzi. Czego ten ktoś ode mnie chce.
— Może lepiej się nie dowiaduj niczego — zasugerował różowowłosy. — Nie bierz żadnych podobnych zleceń w najbliższym czasie. Lepiej siedź cicho i nie rzucaj się w oczy, a my ogarniemy resztę — pstryknął palcami, jakby coś mu nagle wpadło do głowy, po czym poczęstował mnie promiennym uśmiechem niczym z okładki jakiegoś magazynu. — Ach, no i jak coś cię zaniepokoi, to możesz dzwonić o każdej porze dnia i nocy, chętnie pomogę.
— Nie mam twojego numeru — zauważyłam, bo mężczyzna nie wyglądał, jakby zamierzał mi go teraz podać.
— Masz — odezwał się Hyuk i pomachał wyciągniętą z zza siebie moją komórką. — Wpisał ci go wcześniej, jak robiłaś herbatę.
Aż korciło przewrócić oczami...

Minki?

1766 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz