22 sierpnia 2026

Od Minkiego — Wystarczy słowo I

Minki leżał rozwalony na kanapie w domu Lucille, kiedy ta ciężko pracowała nad swoim nowym wymysłem. Postanowiła zrobić jakieś nowe ciasto, które dostała od jednej z sąsiadek. Oczywiście, to bliźniaki Fox padły ofiarą tego eksperymentu, bo mieli próbować wypieku. Raz wyszedł zakalec, innym razem nie dorobiło się w środku, a kolejnym razem spaliło się ciasto. Tak, zdecydowanie był to pierwszy wypiek, który nie udawał się jasnowłosej. Tym samym sprawiło, że uparcie dalej próbowała dokończyć dzieło. No, bo Lu wychodziła z założenia, że jak ona tego nie zrobi, to kto?!; zaparcie twierdząc, że pewnie jakiś krok źle wykonuje. A dostała dokładny przepis. I nie wychodziło jej. 
Fox głośno ziewnął, słysząc, jak garnki w kuchni lądują ponownie tego dnia na podłodze, tłukąc się o siebie, a jednocześnie huk uderzenia o kafle rozniósł się po całym mieszkaniu. Obrócił się na kanapie tak, aby leżeć z głową do dołu, a nogi oparte miał na zagłówku kanapy. 
— Pomógłbyś mi, a nie się wylegiwujesz na nieswojej kanapie — rzuciła zirytowana Lucille.
— A słyszałaś, że z okresem nie powinno się gotować?
— Nie mam okresu! — odpowiedziała, jeszcze bardziej zdenerwowana głupią zaczepką ze strony przyjaciela. 
Minki głośno westchnął, odkładając telefon na klatkę piersiową, blokując ekran, aby dalej nie przewijały się rolki w tle. Patrzył na przyjaciółkę z dołu, a tak właściwie do góry nogami.
— Boże, weź usiądź, jak człowiek, zaraz krew ci do mózgu spłynie — zganiła go Lu, podchodząc i próbując na siłę usadzić go normalnie.
— Do czego?
— Do tego, czego nie masz.
— Czyli nie trzeba się martwić — zauważył trafnie kitsune, wyszczerzając swoje śnieżnobiałe zęby w uśmiechu.
— Litości. 
Usiadł po dłuższej chwili normalnie, z lekkim zawrotem głowy, ale nieszczególnie się tym przejął. Spojrzał na torby, które leżały na środku pokoju i czekały, aż w końcu zostaną spakowane. Ze względu na Wielką Loterię, w której brali udział wszyscy obywatele, niezależnie, czy chcieli brać w tym udział, czy też nie, oboje musieli wykorzystać swoje nagrody. Minki otrzymał coś, czego oboje potrzebowali, czyli wyjazd na tydzień w góry. 
Rzecz jasna Hyuk musiał się doczepić do dwójki, również chcąc skorzystać z wolnego. Czy odmówili mu? Nie. Czemu? Żadne z nich nie miało serca powiedzieć mężczyźnie, że ma zostać sam. 
Lucille miała już zapakowane swoje wszystkie książki, które otrzymała w ramach losowania. Minki nieszczególnie się zainteresował, co tam jego przyjaciółka dostała. Dowie się przy okazji. Teraz to najmniejsze zmartwienie, co tam za dziwadła kobieta otrzymała. No nieważne. 
Minki wstał z kanapy i poszedł posprzątać to, co narobiła Lucille w kuchni, a był tam potężny rozpierdol, czego się nie spodziewał. Uniósł pytająco brew, zastanawiając, co to za tornado tu przeszło. Jednak zachował to dla siebie, szybko sprzątając przed wyjazdem. Schował przepis do kieszeni spodni, aby przypadkiem go nie wywalić, a całą resztę wysprzątał na błysk. Zajęło mu to dobre dwadzieścia minut, ale miał jeszcze zapas, bo do wyjścia zostało im niespełna dziesięć minut. Musieli jechać pociągiem, a później pozostała im tułaczka. Dlatego każdy wziął tylko tyle, ile potrzebował. Wszystko miało być na miejscu w razie czego, w tym jedzenie. Oni musieli jeszcze sami swoje pozabierać, bo nigdy nie wiadomo, tak? Lepiej mieć więcej niż za mało, szczególnie że Hyuk i Minki jedli naprawdę sporo. Mieli mniej więcej wymyślone obiady na najbliższy tydzień, ale w razie czego, jak będzie potrzeba, to mogą skorzystać ze schroniska, które znajdowało się nieopodal. A jak coś, to Minhyuka wyśle się do miasta na zakupy. Będzie miał baaaardzo długą wycieczkę. No nic.
A jak już o młodszym kitsune mowa, to siedział już w samochodzie i czekał na pozostałą dwójkę, która właśnie jechała windą. Młodszego mężczyzny zadaniem było zakupienie wszystkiego z listy stworzonej przez Lucille, nie mogąc pominąć ani jednego produktu. Wyjdzie w praniu, czy na pewno wszystko kupił. 
Kiedy już zjechali na dół, wsiedli do auta i pojechali na dworzec, gdzie Hyuk zaparkował na ostatnim, wolnym miejscu na darmowym parkingu. Jakby coś nad nimi czuwało, bo kiedy już wysiedli, tuż obok przejechał inny samochód w poszukiwaniu wolnego miejsca. Minki dumnie się uśmiechnął, że to im się udało znaleźć właśnie ostatnie. Nie tracąc czasu, wszystko zabrali z samochodu i poszli na dworzec, oczekując na pociąg, który miał być za dwadzieścia minut. Na ten moment: bez opóźnień. Oby tak pozostało, bo czekały ich dobre dwie godziny pociągiem i potem drugie tyle wycieczka w górę. Jednak wszyscy mieli pozytywne nastawienie ze względu na to, że w końcu odpoczną od tego wszystkiego. 

*

Dotarcie na miejsce zajęło im łącznie pięć godzin, bo musieli robić sporo postojów po drodze. Szczególnie na Lucille, która miała na tyle ciężką torbę, że w pewnym momencie oddała ją Minkiemu i szła bez bagażu, choć ciągle powtarzała, że ona coś może wziąć i pomoże! Jednak jej próby kończyły się fiaskiem. No ale! W końcu dotarli! Uradowani na widok domku, rozejrzeli się po okolicy i skupili na tym, co było tutaj najbardziej magiczne: czyli rześkie powietrze, cisza, spokój i piękny zachód słońca. Cała trójka weszła do domku, aby się rozgościć. 
W środku znajdowała się kuchnia połączona z salonem, a oddzielał te dwa pomieszczenia piękny, masywny kominek, który idealnie oddawał klimat miejsca. Hyuk zabrał się od razu za rozpalanie, bo było dzisiaj dość chłodno. W salonie była ogromna kanapa ustawiona przodem do szklanych drzwi tarasowych, gdzie rozciągał się piękny, górzysty obraz. Drzewa pięły się w górę, łącząc niemalże z niebem. Na tarasie była ławka, cztery krzesła i stolik.
Na parterze domku również znajdowała się duża, przestronna łazienka, w której był do wyboru prysznic oraz wanna, a tuż obok jedna z sypialni. Oczywiście był też kantorek, gdzie były przechowywane różne rzeczy; od żarówek, śrubek po odkurzacz. W salonie umiejscowione były kręte, drewniane schody, również z barierką, ale już metalową. Na piętrze znajdowała się mała łazienka, gdzie był prysznic, a także 3 sypialnie. Jedna z nich miała oczywiście balkon, tuż nad tarasem i to była sypialnia Minkiego, bo pierwszy ją zaklepał. Hyuk i Lucille prychnęli i poszli zająć pozostałe pokoje. Każdy się rozgościł, wypakowując ubrania, aby nie leżały ściśnięte w torbach. 
Kiedy już każdy się zaadaptował, wszyscy zeszli do wspólnej części, czyli do salonu. Lucille położyła jedną z książek na stoliku kawowym, a Hyuk poszedł przeglądać planszówki, które były położone na komodzie. Natomiast Minki udał się do kuchni, aby rozpakować ich zapasy i sprawdzając to, co było w lodówce przygotowane już przez właściciela domku. Było tego wszystkiego od cholery, a jeszcze ich zapasy... cóż, ciężko było, ale udało się wszystko rozpakować. Ba, nawet toster tutaj był! Minki rozłożył się na całej kanapie, spoglądając w kierunku tarasu, oglądając chowające się za górami słońce. 
— Suń się — oznajmiła Lucille, nie czekając na reakcję przyjaciela, tylko usiadła praktycznie mu na brzuchu, ale w ostatniej chwili mężczyzna podniósł się do siadu. 
Kobieta wygodnie oparła się o kanapę, a następnie otworzyła książkę tam, gdzie skończyła. Już czytała w pociągu, więc teraz tylko kontynuuje. Minki za to zaczął marudzić, że jest głodny, co uaktywniło również Minhyuka. Lucille rzuciła mordercze spojrzenie bliźniakom, zirytowana zamykając książkę po zaznaczeniu strony, gdzie obecnie jest i poszła do kuchni, aby zacząć przygotowywać coś do jedzenia. Nawet nie pytała, co ma zrobić, bo wcześniej umówili się, co będzie do jedzenia na obiady i kolacje. 
— Kanapki mogliście zjeść.
— Zjadłem wszystkie, które były — oznajmił Hyuk, siadając na miejscu Lucille. 
Lu ciężko westchnęła, kręcąc w niedowierzaniu głową. 
— Co wy byście beze mnie zrobili — mruknęła sama do siebie, ale odpowiedzi nie otrzymała.

*

Pierwsze trzy dni minęły im bardzo spokojnie. Każdy zdołał się przyzwyczaić, że nie było tutaj zasięgu, o internecie całkowicie zapominając. Lucille czytała swoje książki, a Minki i Hyuk szukali dla siebie zajęć. Większość czasu odpoczywali, ganiali się po całym domku albo wychodzili na spacery. Czasami Lu dołączała do małego zwiedzania, ale nie oddali się za daleko, aby się nie zgubić. Korzystali z ciszy i spokoju, któremu wszystkim brakowało. To miejsce idealnie pozwalało się wyciszyć. Jednak w końcu Minkiemu zaczęło się nudzić. 
Dlatego też zaczepiał na każdym możliwym kroku Lucille, chodził za nią krok w krok, kładł jej się na nogach w swojej lisiej formie albo domagał się atencji. 
— Co tam czytasz? — zapytał, wsuwając głowę pod ramię przyjaciółki, która wygodnie siedziała na kanapie. 
— Jakieś romanse — odpowiedziała, przerzucając stronę. Minki zaczął wczytywać się w treść, a następnie rzucił pytające spojrzenie przyjaciółce. 
— Ty takie rzeczy czytasz? — zapytał, jakby nie dowierzając. 
— Mhm. 
Mężczyzna wycofał się do tyłu, wstając z kanapy. Poszedł do kuchni, aby wstawić wodę na herbatę. Hyuk wyszedł na dłuższy spacer do schroniska, bo stwierdził, że chce zobaczyć, co tam ciekawego mają. 
— A chcesz może to odtworzyć? — zapytał po dłuższej chwili, zwracając na siebie uwagę Lucille.
— Ty normalny jesteś? — odpowiedziała pytaniem na pytanie.
— Ja tylko grzecznie pytam! — odparł, unosząc ręce w geście kapitulacji. — Ale wiesz, jakbyś chciała... 
Lucille rzuciła w Minkiego książką, którą właśnie czytała, na szczęście cela to ona nie miała i trafiła w szafkę zamiast w przyjaciela. Ten podniósł książkę z podłogi, czytając stronę, na której właśnie się zatrzymała strona.
Głośno westchnęła, spoglądając na Marcina z dołu, gdy ten próbował — zaczął czytać na głos, za co był gromiony spojrzeniem. Gdyby Lu mogła zabijać spojrzeniem, to on już dawno by nie żył.
— Nie czytaj tego na głos, boże!
Lu rzuciła się na Minkiego, kiedy ten kontynuował zabawę w lektora. Próbowała uciszyć go na wszelkie sposoby, ale ten skutecznie uciekał od jej rąk, za każdym razem zostawiając po sobie pustkę wokół ramion, gdy ta myślała, że już go dorwała. Aż w końcu udało jej się go przewrócić na kanapę, gdzie unieruchomiła przyjaciela własnym ciałem, co uniemożliwiało mu dalszą ucieczkę. Sam ją tego nauczył, żeby stosowała do samoobrony, a teraz wykorzystała to przeciwko niemu samemu. Nie tak to miało działać, tak?
Wyrwała książkę z rąk przyjaciela, nachyliła się nad nim i zasłoniła mu usta dłońmi, mając nadzieję, że w ten sposób uda jej się go uciszyć.
W międzyczasie do domku wrócił Hyuk, który widząc, jak Lucille siedzi na Minkim, szybko się wycofał ze słowami wrócę, jak skończycie, paaaa i tyle go było. Kobieta próbowała szybko wyjaśnić sytuację, jak doszło do tego, że siedziała na Foxie, ale cóż. Nawet nie zdołała, bo już drugiego mężczyzny nie była. Spojrzała na czarnowłosego zirytowana, uderzając go pięścią w ramię. 
— Nie patrz na mnie tak, jakbyś chciała mnie zabić. A wiesz, że w tej książce była właśnie opisana scena seksu w tej pozycji, jak teraz jesteśmy? 
Czy on lubił chodzić po cienkim lodzie? Czy życie było mu niemiłe? Cóż, na pewno powie, że było warto, bo zirytowanie Lucille tylko rosło, a jednocześnie jej policzki były całe czerwone od tego, co powiedział Minki. Już miała go zacząć dusić, ale zamiast tego zeszła z przyjaciela, siadając na drugim końcu kanapy, odwróciła głowę w drugą stronę, udając, że wcale go tu nie ma. 
Minki zaśmiał się perliście, podnosząc się do pozycji siedzącej, rozsunął nogi na bok, a następnie przysunął się do przyjaciółki. Objął blondynkę w pasie i przyciągnął do siebie, zamykając ją w szczelnym uścisku swoich ramion. Oparł swoje czoło o jej głowę, przymykając oczy.
— No już, już. Nie gniewaj się na mnie — powiedział, nosem delikatnie trącając ucho przyjaciółki, które ukryte było pod jasnymi kosmykami. — Przecież wiesz, że ja żartuję. No aleee... jakby coś cię naszło, to wiesz, gdzie mnie szukać.
— Nienawidzę cię, wiesz? — burknęła, przechylając się bardziej w stronę Minkiego, który delikatnie się uśmiechnął.
— Też cię kocham — odpowiedział, gładząc ramię przyjaciółki. 

1839 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz