Luther nie spodziewał się, że sytuacja może aż tak dramatycznie się obrócić przeciwko niemu. Wizyta siostry z dziećmi poprowadziła całą rozmowę w negatywnym kierunku. Jednak nie zmieniało to faktu, że nie widział nadal konkretnego powodu, aby powiedzieć Yassinowi, czym tak naprawdę się zajmuje. To nie brało się z niepewności Luthera, a wszelakiej maści bezpieczeństwa. Nie chciał dodatkowo zniechęcić do siebie mężczyzny. Doskonale wiedział, że łowcy nie są najlepiej postrzeganą grupą wśród mieszkańców. Mimo że niektóre sytuacje nie są przez nich kontrolowane, to nadal starają się zagwarantować bezpieczeństwo dla społeczności lokalnej. Przedarcie się niebezpiecznej bestii do centrum miasta jest jednym z najgorszych możliwych scenariuszy. Choć 95% udaje się odpędzić od miasta lub złapać nim do niego dotrą, to niestety te nieszczęsne 5% jest bardziej sprytne i lepiej sobie radzi z adaptacją.
Jeśli ma powiedzieć Yassinowi prawdę, to musi mieć pewność, że nie jest on po pierwsze: z żadnej grupy działającej przeciwko łowcom, w tym przeciw Vipers; po drugie: nie ma on negatywnego zdania na temat łowców. Dzikie bestie są tematem tabu i często ludzie nie rozumieją, że ich wyłapywanie jest dla bezpieczeństwa ludzi, ale również dla innych, przyjaznych i oswojonych bestii, których roi się w mieście na każdym kroku. A po trzecie: nadal nie wie, czy nie jest jakimś agentem specjalnym. Choć jakby miał być, to raczej wszystkiego zdołałby się domyślić, a nie prowadzi listę, kim może być Luther. Chociaż było to zabawne i ciekawie się na to patrzyło.
Luther nie znał Yassina na tyle, żeby otworzyć się przed nim i wyśpiewać wszystko na zawołanie. Potrzebował czasu, pewności i stabilności. A po dzisiejszej sytuacji wszystko runęło niczym domek z kart przez małe niedopowiedzenie. Nie lubił się dzielić swoim życiem prywatnym, ciężko mu to idzie. Nie, nie, idzie mu to topornie i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. W taki sposób relacji nie zbuduje.
— Już ci mówiłem, że pracuję w sektorze, który zajmuje się ochroną. Aż tak bardzo musisz mieć pewność i świadomość, gdzie dokładnie pracuję? — zapytał Luther, kątem oka zerkając na siostrę, która postanowiła się ewakuować, zabierając córki ze sobą. — Poza tym, nie powiedziałem, że nie dążę do szczerej relacji. Gdyby mi nie zależało na czymś szczerym, to nawet nie zaprosiłbym cię do siebie. A tak to proszę. Przywiozłem cię, zagrałem nawet na pianinie. Nie chcę, żebyś wyciągał tak tragiczne wnioski.
— Wystarczyło wprost powiedzieć, czym się zajmujesz, a nie — gestem ręki chciał podkreślić całą sytuację, nadal uparcie trzymając się swojego zdania. — Sam wiesz o co mi chodzi.
Firebane ciężko westchnął, spoglądając na mężczyznę z politowaniem. Sam już nie miał pomysłu, jak jeszcze ma mu wytłumaczyć, że nie może wprost mu powiedzieć, kim jest i czym się zajmuje. A raczej; mógłby mu powiedzieć i mieć święty spokój. No ale cóż, po co ułatwiać sobie życie, skoro można je bardziej skomplikować.
— A co sądzisz o Vipersach? — postanowił zmienić temat, jednocześnie weryfikując zdanie Yassina na ich temat.
— Nic — odpowiedział czarnowłosy, beztrosko wzruszając ramionami. — Robią to, co muszą. Nieszczególnie się przyglądam ich działaniom. Są i tyle.
— Nie uważasz, że są... jakby to ująć — zaczął Lu, chcąc naprowadzić rozmowę w bardziej negatywnym kierunku.
— Źli? Nie mnie to oceniać.
Teraz pytanie brzmiało: powiedział to celowo, że nie ma na ich temat zdania, czy realnie się tym nie interesuje. To jedna z dwóch możliwości. Przytaknął na odpowiedź Yassina, wskazując, że rozumie i nie dopytywał o kolejne szczegóły, które Lutherowi mogłyby ułatwić decyzję, aby powiedzieć o swojej pracy. Czarnowłosy dopił herbatę, a następnie wyszedł z mieszkania, tłumacząc się, że ma jeszcze kilka spraw do ogarnięcia na mieście. Nie kupił tym Lu, ale domyślał się, że nieszczególnie chciało mu się siedzieć tutaj po całej tej sytuacji. Cóż, naciskać nie mógł, bo jeszcze posądziłby go o bezprawne przetrzymywanie.
*
Yassin nie odezwał się do Luthera przez tydzień. Wszystkie wiadomości, które Lu wysłał, pozostały bez odpowiedzi, nieodczytane mimo tego, że czarnowłosy był dostępny na portalu. Wyglądało to na karanie ciszą, a jednocześnie okazanie, że jasnowłosy nie miał co liczyć na szybkie przebaczenie. Nie chciał naciskać, ale... nie lubił, kiedy ostatnie spotkanie z kimś pozostawiało pewnego rodzaju niesmak i gorycz. A tak się czuł po tym, jak Yassin od niego wyszedł i się nie odezwał. Nie powinien być zły na mężczyznę, bo sam do tego doprowadził. Jednak nie chciał też wprost pokazywać, kim jest, bo nie na tym polegało życie. Chciał znaleźć kogoś, kto nie będzie patrzył na jego pozycję w społeczeństwie, czy na majątek. Co w tych czasach bywa cholernie ciężkie.
No ale na kłamstwie i tajemnicy relacji nie zbuduje, o czym doskonale wiedział, a nadal nie potrafił odpowiedniego zareagować i się przyznać. Napisał nawet wiadomość z wyjaśnieniami dla Yassina, nadal wymijając pewne aspekty związane z życiem zawodowym Luthera, ale przed samym wysłaniem wszystko usunął, stwierdzając, że to i tak nic nie zmieni.
Wyszedł na spacer z Delicją do pobliskiego parku, żeby zaczerpnąć trochę świeżego powietrza i móc zapewnić chociaż trochę ruchu dla suni. Ostatnim czasem doba była dla niego za krótka, brakowało mu tak dwóch, może trzech godzin, żeby dopiąć wszystko. No ale, doby sobie nie wydłuży. Niestety.
Rzucił frisbee Delicji, która radośnie za nim pobiegła, odbijając się od ziemi, żeby w ostatniej sekundzie złapać dysk, nim upadnie. Dumna wróciła do Luthera, podając zabawkę właścicielowi, czekając na kolejną rundę. Nie musiała długo czekać na reakcję, bo dysk ponownie został wyrzucony w powietrze, a ona za nim ruszyła.
W pewnym momencie Luther poczuł wibrujący telefon w kieszeni spodni. Domyślając się, że to pewnie Dan lub Vi z pracy, niechętnie wyjął urządzenie. Na wyświetlaczu pojawiło się powiadomienie z aplikacji randkowej. Już się ucieszył, że odezwał się Yassin, ale... to była informacja o jakimś sparowaniu. Przewrócił oczami, chowając telefon ponownie do spodni.
Chwilę się zastanowił i zawołał Delicję, która usilnie próbowała odzyskać swoją zabawkę. Jak się okazało, cudzy pies sobie ją przywłaszczył i ani śnił oddać ją prawdziwej właścicielce. Opiekun psa wyglądał na skonsternowanego, gdy jego pupil się nie słuchał. Lu spojrzał wymownie na cudzego psa, wystawiając rękę w jego kierunku.
— Oddaj — oznajmił, a stanowczość przebiła się przez głos mężczyzny. Był zdenerwowany ostatnią sytuacją z Yassinem, a teraz cudzy pies kradnie zabawkę Delicji. Czego jeszcze brakowało?
Zwierzę oddało dysk, a Lu posłał uśmiech w jego kierunku i właściciela, po czym zapiął Delicję i zabrał ją w kierunku miejsca zamieszkania Yassina. Co on się będzie bawić w podchody? Spacer zajął mu dobre dziesięć minut, po drodze wstąpił do kwiaciarni, prosząc o bukiet przeprosinowy. Zapłacił za kwiaty, zabrał je i ruszył dalej z Delicją u boku, która dumnie szła z zabawką w pysku.
Miał nadzieję, że zastanie Yassina w domu. Drzwi od klatki były otwarte, więc skorzystał i wszedł do środka, przymykając je. Wszedł po schodach na odpowiednie piętro, a następnie zapukał do drzwi. Trwało to kilka minut, ale drzwi otworzył Yassin, na którego twarzy wymalowało się zdziwienie, gdy zobaczył Luthera i Delicję.
— Nie byłem gotowy na gości — oznajmił, drapiąc się po tyle głowy. — A tym bardziej na Delicję! Żabuś chyba nie jest gotowy na spotkanie z psem... — dodał lekko załamany, głaszcząc suczkę po głowie. — Taką zabawkę masz, co? — złapał za frisbee, delikatnie je ciągnąc, co spowodowało, że psina uznała to za zabawę, radośnie merdając ogonem i cicho powarkując podczas przeciągania.
— Chciałem po prostu przeprosić — zaczął Luther, zwracając na siebie uwagę Yassina, bo ten skupiony był na Delicji. — Obiecuję, że ci wszystko wytłumaczę, ale nie dzisiaj.
— A kiedy niby?
— Jak będzie odpowiedni czas.
— Tak się relacji nie buduje. Jesteś tajemniczy i zamknięty w sobie. To zachęca, fakt, ale na początku, a nie... jak już któryś raz się widzimy — wytknął, prostując się, aby spojrzeć w oczy Luthera. — Przeprosiny nie zadziałają ani kwiatki.
— Domyślam się, ale... naprawdę Yassin, nie chcę, żebyś później...
— Co później?
— Tłumaczył się z tego, kto do ciebie przyjeżdża i z kim się spotykasz — mruknął Lu, odwracając głowę w bok.
— Boże, ty naprawdę nie potrafisz w relacje. Twoja siostra miała rację.
Luther rzucił zirytowane spojrzenie na tę uwagę, przez co Yassin szybko schował się w mieszkaniu, gestem ręki zapraszając dwójkę do środka.
— Tylko mnie nie pogryź.
— Ha ha ha, aleś ty zabawny — rzucił sarkastycznie w stronę gospodarza, wchodząc do środka. Zamknął za sobą drzwi, a następnie ściągnął buty.
Postanowił nie spuszczać Delicji ze smyczy, aby przypadkiem nie zdemolowała mieszkania Yassina. Bardziej martwił się Lu o Żabusia, bo nie wiedział, gdzie się schował.
— Herbata? — zapytał, gdy Firebane wszedł do kuchni.
— Poproszę.
— Miałem co prawda wychodzić, ale... innym razem to wszystko załatwię.
— Czemu mi nie odpisujesz? — zapytał wprost, przez co Yassin niemalże się oblał wodą z czajnika, którą dopiero wlał.
— Boooo... głupia sprawa, ale zgubiłem ładowarkę do telefonu.
— Jesteś często dostępny.
— Jak włączam laptopa, ale nie wchodzę na to, naprawdę. Przysięgam! — powiedział, odkładając czajnik na miejsce, po czym położył rękę na sercu, jakby od tego zależało jego życie.
— Niech ci będzie.
— Akurat kłamca w tym domu jest tylko jeden!
Luther puścił to mimo uszu i poszedł do salonu, aby się rozgościć. Żabusia nadal nie widział, ale za to za nim przyszedł Yassin, siadając na kanapie. Przełączał kanały w telewizji, aż w końcu zostawił na wiadomościach.
— Czyli nie ignorujesz mnie celowo?
— Nie — odpowiedział czarnowłosy, tarmosząc ciało Delicji, która była zadowolona z tego, że była w centrum zainteresowania. — Kwiaty możesz wstawić do wody, tam jest wazon — wskazał gestem głowy, więc Luther wykonał polecenie.
Woda w kuchni zdołała się zagotować, więc od razu poszedł zalać herbaty, z którymi wrócił i postawił na stoliku kawowym. Yassin zaczął dmuchać na swoją, nadal oczywiście głaszcząc Delicję, aby jego napój szybciej wystygł. Nie czekał za długo i zaczął powoli sączyć gorący napój, czego szybko pożałował i zaczął wachlować sobie język rękoma, jakby miało mu to pomóc. A jak można się domyślić, to nie pomogło.
Kiedy Lu chciał coś powiedzieć, Yassin pogłośnił telewizję i powiedział do niego csiii, żeby go uciszyć. Nie skomentował tego, tylko prychnął, spoglądając w kierunku wiadomości. Obecnie mówił coś Dan, to był wywiad chyba sprzed kilku dni, ale... cóż. Wspomniał, że wszystko zawdzięcza jednemu pracownikowi, bo ma najlepszego łowcę, czyli Luthera Firebane'a i po chwili pojawił się wywiad, którego Lu udzielał jakiś czas temu.
Nie, nie chciał w taki sposób, żeby Yassin się dowiedział. Cóż, Yassin właśnie pił herbatę i niemalże się nią zakrztusił, więc Firebane zaczął szybko klepać go po plecach.
— Skoro już wiesz, jaką mam profesję, to chyba jesteśmy pogodzeni? — spytał, przechylając głowę na bok, posyłając mu słaby uśmiech. — Tylko bez agresji, dobrze? Agresja nie jest rozwiązaniem na wszystko!
Yassin? c:
1700 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz