— O proszę, piesek już wiernie broni swojej pani, urocze, ale jakże zbyteczne. Kuweciarz was zdradził — mój wzrok padł na kota, który właśnie bawił się jedną ze zmiętych kartek w rogu pomieszczenia — Wezwana przeze mnie prywatna ochrona dociera tutaj w niecałe pięć minut, wam zostały niecałe dwie, aby mnie przekonać, abym was im nie wydała. Włamanie, rozbój, usiłowanie zabójstwa, chyba nie myślicie, że tak łatwo się wywiniecie — wesoła jak i wyjątkowo denerwująca gromadka po raz kolejny wpakowała się do miejsca mojego pobytu gwałtownie niczym hiszpańska inkwizycja, tym razem jednak zdecydowanie przeciągnęli strunę. Początkowo mnie tylko irytowali, więc w zdecydowanej mierze ich ignorowałam. Teraz jednak zamierzałam się ich najzwyczajniej w świecie pozbyć. Jak śmieci, którymi są.