Praca w barze była przyjemna dla Nivana. Robił to, co tak naprawdę uwielbiał. Mógł przygotowywać drinki wszelakiej maści. Od tych bardziej wyrazistych po podstawowe z menu. Jednak mu to nie przeszkadzało. Problemy zaczynały się, gdy w barze robił się coraz to większy natłok związany z akcjami promocyjnymi. Wszelkiego rodzaju slogany reklamowe rozwieszone po całym mieście, że przez najbliższy tydzień będzie 50% zniżki. Należy złożyć zamówienie za minimum 200 koron, a każde kolejne będzie automatycznie rabatowane o 50%. Brzmi dobrze dla osób lubiących alkohol i dla stałych klientów baru. Jednak było to największe utrapienie dla pracowników. Jeśli chodzi o samą promocję — to nikt nie został o niej poinformowany. Nivan całkiem przypadkiem zauważył ją, gdy jechał do pracy na jednym z przystanków autobusowych i na bilbordzie rozwieszonym na kolejnym budynku.
Alkohol wręcz się kończył w oczach, gdy po raz kolejny z butelki po wódce zostało zaledwie kilka kropel i Minhyuk musiał biegać do magazynu, który znajdował się na drugim końcu lokalu. Zawsze wszystko mają poustawiane w małym przedsionku — łączył on bar z pokojem socjalnym. Było wręcz idealnym schowkiem, gdyby czegoś brakło. Problem był jednak taki, że nawet dobrze nie otworzyli lokalu — a alkohol z ich małego zaplecza wręcz wyparował. Nawet beczki z piwami musiały być przynoszone, co nie zdarza się za często.
Gdy Nivan usłyszał przezwisko, które stosowała jego siostra, a od niedawna i Eirik, cóż za przekleństwo... podniósł zaskoczony głowę do góry, w poszukiwaniu tego, kto chciał mieć wyrwane nogi z dupy. Szybko dostrzegł łapy przyjaciela, który przeciskał się między klientami. Ciężko westchnął, nieszczególnie wiedząc, co mężczyzna tutaj robił. Nie przeszkadzała mu jego obecność, bardziej martwił się, że ten znowu nie spał. Doskonale jednak wiedział, że nie było sensu poruszać tematu.
Słysząc propozycję ze strony Eirika, w końcu zgodził się, aby poszli jutro do kina. Czarnowłosy miał coś zarezerwować na wieczór, aby Nivan mógł się wyspać i ogarnąć. Dostał jedynie upomnienie od przyjaciela, aby sobie to zanotował, co zrobił niemalże od razu.
*
Nivan, czując wibrujący telefon w swojej kieszeni, wyjął urządzenie, spoglądając na wyświetlacz. Eirik.
— Gdzie jesteś? — usłyszał w słuchawce.
— Eee... w pracy? — odpowiedział niepewnie, rozglądając się po barze, jakby szukał przyjaciela.
— PRZECIEŻ UMAWIALIŚMY SIĘ DZISIAJ DO KINA!! — krzyknął do słuchawki, powodując, że Nivan odruchowo odsunął urządzenie od ucha, chcąc chronić swój narząd słuchu.
— Oh... przepraszam... — podrapał się nerwowo po karku. — Za chwilę będę!
Dixon wyjaśnił sytuację Vanessie, która niemalże od razu go ochrzaniła za jego pamięć złotej rybki, a następne siłą wypchnęła z baru. Mówiąc na odchodne, że ma się nie pojawiać jutro w barze. I życzyła mu udanej randki, ale nie zdołał odpowiedzieć, bo zamknęła mu drzwi przed nosem.
— Skąd ona miała tyle siły??? — spytał sam siebie, udając się do samochodu, który zaparkował niedaleko lokalu.
Dojechał do kina i zgodnie ze wskazówkami przyjaciela: odszukał sali numer 7, pokazał bilet w telefonie, który wysłał mu Eirik i został wpuszczony do środka. Szybko odnalazł miejsce, które zaklepał przyjaciel. Jak to w kinie, mimo że godzina seansu zaczęła się dwadzieścia minut temu, to nadal grały reklamy, więc nic go nie ominęło. Czarnowłosy siedział obrażony, wcisnął w ręce wyższego nachosy, które dla niego kupił oraz picie.
Jak się okazało, Eirik zabrał ich na jakiś nowy film z kategorii dramat. Nie był jakiś szczególnie wybitny, co oboje stwierdzili po seansie, ale nie był też najgorszy. Oglądało się gorsze filmy. Nivan przerzucił ramię przez szyję przyjaciela, przyciągając go do siebie, opierając swoją głowę o tę niższego.
— No przepraszam, naprawdę zapomniałem... ostrzegałem, że mam pamięć złotej rybki!
Eirik na to jedynie prychnął i zadarł brodę do góry, całkowicie odsuwając się od przyjaciela, nie pozwalając mu na przytrzymanie. Skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej i przyśpieszył swój chód, chcąc uciec od czerwonowłosego. Jednak nie przewidział, że Dixon złapie go w pasie i podniesie do góry, powodując, że nie mógł już swobodnie iść.
— HUUUH? PUŚĆ MNIE!! — krzyknął, nerwowo wierzgając nogami, próbując się wyrwać z uścisku Nivana.
— Nie, dopóki się nie od obrazisz — oznajmił Niv, podrzucając nieco Eirika do góry, po czym zdecydował się go odstawić na ziemię. Już czarnowłosy miał ruszyć dalej, gdy nagle znalazł się przerzucony przez ramię Dixona, który trzymał rękę u dołu jego pleców.
— Czy ty jesteś poważny?!
— Nie. — odpowiedział, szeroko się uśmiechając, mimo że przyjaciel tego nie widział.
Eirik na wszelkie sposoby próbował się uwolnić z uścisku Nivana, ale nic nie działało, więc w końcu odpuścił, pozwalając się tak zanieść do samochodu. Jednak mimo wszystko Skugge nadal był obrażony na Dixona i tego nie ukrywał. Siedział ze skrzyżowanymi nogami, które miał skierowane w kierunku drzwi, ręce również postanowił skrzyżować i siedział wpatrzony w boczną szybę auta. Nie odpowiadał na zaczepki przyjaciela, tylko prychał i przewracał oczami, co Niv widział w odbiciu szyby.
W mieszkaniu Eirk zamknął się w łazience na dobre dwadzieścia minut, a jak wyszedł, to czmychnął do swojego pokoju. Niv ciężko westchnął, po czym sam poszedł wziąć szybki prysznic. Po wszystkim udał się do kuchni, aby przygotować coś na kolację. Nie miał jednak pomysłu, co mógłby zjeść. Raczej nachosy z kina nie były wystarczające. Ostatecznie postawił na prostotę, czyli tosty. W teorii coś podstawowego i prostego, ale nie. On musiał zrobić to po swojemu. Czyli pomidory, ser, cebula, szynka i jeszcze jakaś przyprawa. Po co robić prosto, skoro można wymyślić coś bardziej skomplikowanego, tak?
Nie trzeba było długo czekać, aby Skugge przyszedł do kuchni po zapachu niosącym się po mieszkaniu. Wepchnął głowę między rękę Nivana, a żebra, obserwując, jak ten wszystko idealnie kroi do kolejnego tosta.
— Głodny?
— Mhm — mruknął, zerkając na czerwonowłosego spod byka.
— No już się nie gniewaj... przecież wiesz, że nie zrobiłem tego celowo — wydął w akcie smutku dolną wargę, chcąc w ten sposób okazać skruchę.
Eirik ciężko westchnął.
— Niech ci będzie. Wybaczam w zamian za tosta.
— Jesteś taki przekupny — skomentował Maksiu, który usiadł na blacie kuchennym, obserwując dwójkę. — Gorzej niż dzi- — szybko jednak ugryzł się w język, czując na sobie mordercze spojrzenie Nivana.
— Żal mi niszczyć kuchni — stwierdził Dixon, bawiąc się nożem, jakby to nie było nic takiego, szybko wracając do krojenia kolejnych składników. — Zjedz moją, ja sobie zrobię. — zwrócił się do przyjaciela, wciskając mu talerz ze zrobioną kanapką. — Jeszcze ciepłe, więc zjedz.
— Na pewno?
— Na pewno — uśmiechnął się do przyjaciela, który wziął talerz i usiadł przy stole, dmuchając na swoją kolację, chcąc ją jak najszybciej schłodzić i zjeść. — A ty spierdalaj z blatu, nie wiem, gdzie łaziłeś tymi brudnymi łapskami.
Demon szybko zeskoczył z blatu, unikając dalszego kontaktu z Nivanem. Dzięki czemu mężczyźni mieli więcej swobody i spokoju od kota. Dlatego też czerwonowłosy w końcu usiadł naprzeciw przyjaciela, chcąc również zjeść swoją porcję.
— Jutro masz wolne? — spytał Dixon, spoglądając na Eirika, który ubrudził koszulkę serem. Parsknął rozbawiony, kręcąc w niedowierzaniu głową. Wstał od stołu i sięgnął po papier, podając go przyjacielowi.
— Cholera no, to nowa koszulka...
— Wygląda jak moja — zauważył Nivan, przechylając delikatnie głowę na bok. Przyglądając się koszulce, którą miał ubraną Eirik. Na te słowa czarnowłosy niemalże zrobił się cały czerwony.
— Co? Nie... niemożliwe... — zaczął agresywnie wycierać koszulkę, chcąc się pozbyć sera, ale wyszło to gorzej, niż chciał. — Nieee.. to moja koszulka...
— Ah, jasne. Szkoda tylko, że to koszulka z logiem baru, w którym pracuję. Chyba że Minhyuk ci dał. Chociaż macie raczej rozmiar S albo M, nie L — zauważył, rozbawiony.
— No dobra! Wziąłem no! — burknął, rzucając w Nivana zużytą chusteczką. — Nie miałem, co ubrać. Zadowolony?
— Jeśli masz potrzebę, to możesz brać moje koszulki. Nie przeszkadza mi to, tylko po prostu powiedz. Nie obrażę się — oznajmił, czochrając ciemne kosmyki przyjaciela. — A teraz jedz, bo w brzuchu ci burczy.
Oboje zjedli swoje porcje już w ciszy. Po wszystkim Nivan zabrał się za sprzątanie, a Eirik poszedł do łazienki, aby domyć plamę po serze. Czy się udało? No niezbyt. Dlatego zrozpaczony wrzucił koszulkę do prania. Przyszedł do kuchni, aby dźgnąć czerwonowłosego w żebra w ramach zaczepki.
— Jutro mam wolne. Może... pojechalibyśmy na jakieś zakupy? Nie chce ci kraść wiecznie koszulek...
— Masz na to budżet? — spytał, spoglądając na niższego, który spiął się na te słowa. Ciężko westchnął, wycierając ręce w ręcznik. — Nie musisz mi za nic płacić, nie chcę twoich pieniędzy. Mogę ci coś kupić, a ty sobie odkładaj na to, co potrzebujesz.
— Ale...
— Eirik. Nie mam problemu, żeby ci pomóc. Wydam jakieś pieniądze na kilka ubrań dla ciebie, coś sobie kupię. Coś mi doradzisz i będziemy kwita — zaśmiał się, kładąc rękę na ramieniu przyjaciela. — Nie masz myśleć o niepotrzebnych wydatkach. Widziałem, że już niektóre z twoich ubrań nadają się do śmieci... więc pojedziemy na zakupy. Ja stawiam.
— Ale nie chcę, żebyś był moim sponsorem...
— A może chcę nim być? — odpowiedział, nachylając się nad Eirikiem, który cały zdębiał. Szeroko się uśmiechnął i przyłożył swoje czoło do tego jego. — O pieniądze się nie martw. To moja działka. A teraz idź umyć zęby i spróbuj pójść spać.
Czarnowłosy nie odpowiedział, a grzecznie wykonał polecenie. W tym czasie pojawił się Sag w kuchni, który próbował dobrać się do tego, co leżało na blacie, ale dość szybko został przyłapany przez Nivana, który złapał go za ogon i podniósł do góry, aby mieć pysk demona naprzeciw swojej twarzy.
— Utrudniasz życie Eirikowi, to ja tobie będę je utrudniać. Nie panosz się, nie obrażaj, to może inaczej pogadamy, Maksiu. A jutro nie kombinuj, bo skończysz w swoim ulubionym słoiku.
Puścił demona, który spadł na cztery łapy. Najeżył się na Nivana i szybko uciekł z kuchni, zostawiając mężczyznę samego. Dixon ciężko westchnął i odgarnął czerwone kosmyki do tyłu.
*
Kolejnego dnia mężczyźni udali się do największej galerii handlowej w mieście. Nivan niemalże od razu zaciągnął Eirika do swoich ulubionych sklepów. Należały do drogich, prestiżowych i dobrze znanych w Deiranie. Czerwonowłosy brał wszystko, co mu wpadło w oko, ciągnąc za sobą przyjaciela, który bardzo niepewnie rozglądał się po lokalu. Kiedy tylko wziął coś do rąk, szybko odkładał po zobaczeniu metki.
— Niv... nie sądzisz, że to... lekka przesada? Nie chcę, żebyś na mnie aż tyle wydawał... — mruknął, gdy ubrał spodnie wybrane przez Nivana. Idealnie na nim leżały, był to wręcz strzał w dziesiątkę.
— Nie podobają ci się te ubrania? — spytał, przechylając głowę na bok.
— Nie o to chodzi. Bardzo mi się podobają, ale... to jest kurewsko drogie — odpowiedział, spuszczając głowę.
— Musisz mieć coś dobrego i na lata, a nie na chwilę. Naprawdę, nie patrz na ceny, to nie problem.
— Ale... — Nivan położył swoje dłonie na policzkach przyjaciela, pochylając się nad nim.
— Wczoraj powiedziałem, że mogę być twoim sponsorem. Nie żartowałem. Nie krępuj się i bierz to, co ci się podoba. Zrozumiano?
Eirik? <3
1710 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz