Rozwalony na fotelu, marzył już tylko, żeby ten dzień się skończył. Co tu się, myślał z ponurą miną, marszcząc brwi, opierając skroń na pięści, do kurwy nędzy wyprawia? Kiedy to się stało? Jak do tego wszystkiego doszło?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą For the Last Time. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą For the Last Time. Pokaż wszystkie posty
28 listopada 2025
9 lipca 2025
Od Akiry cd. Cahira
W środku sali bankietowej już zaczynało się powoli Akirze kręcić w głowie stąd tak szybko przystanął na propozycję wyjścia na papierosa. Dodać tylko do tego Jirōbō, który, jak gończy pies, momentalnie przerwał swoje obserwacje iluzorycznych ptaków, by to skupić się na rozmawiających mężczyznach. Przeskoczył ponad stołem, aby znaleźć się tuż przy ich dwójce. Podążył za nimi jak wygłodzony cień.
— Obiecałeś, że pójdziemy potem zapalić. Obiecałeś — podkreślił cichym, sykliwym tonem — Ani się waż odmawiać.
To była akurat prawda. Ze względu na te całe wydarzenie Aki musiał przesunąć swój codzienny harmonogram o kilka godzin, tym samym odmawiając duchowi jego dawki nikotyny o standardowej szesnastej na rzecz bliżej nieokreślonego "później". A, że już zaczynało go trochę drapać w gardle, a palce już szukały jakiegokolwiek zajęcia, mógł w sumie skorzystać z zaproszenia. Szkoda tylko, że nie wziął ani perfum, ani gumy do żucia.
6 lipca 2025
Od Cahira cd. Akiry
Stary bajerant, pomyślał Cahir, uśmiechając się pod nosem, patrząc na popisy czarodzieja z nutą uprzejmego krytycyzmu.
Sahib uznał widocznie, że czarodziejskie bańki mydlane to za mało, by pozostawić w zebranych przy stole osobach odpowiednie wrażenie na temat swoich magicznych umiejętności. Przymknął powieki, wymruczał zaklęcie, wykonał falująco-zwiewny gest dłonią, sprawił, że pod sufitem przepłynęły w locie iluzoryczne żurawie. Niektórzy zaklaskali, inni ochnęli, dzieci pokazały palcami. Sahib, ciesząc się powszechną uwagą, skłonił się płytko, jak domyślał się Cahir, na tyle, na ile pozwalało mu ego, tytuły i stopnie naukowe. Ksander, który lubił przyjaźnie z czarodzieja podrwiwać, tym razem, jak poprzednio, nie zaklaskał z komicznym przejęciem. Złapał się za głowę, zrobił krzyż rękami, pokazał, że ma dość, że proszę, kurwa, przestać, bo zjawisko, które właśnie ukazało się jego oczom, to już wspaniałość zupełnie nie na jego nerwy, i że to wszystko bardzo ładne i sprytne, Sahib, ale daruj nam już kolejne czary-mary i siadaj na dupie, bo rosół stygnie.
21 czerwca 2025
Od Akiry cd. Cahira
Powiedzieć, że dom Trevelyanów to chaos wcielony to jakby nic nie powiedzieć. Do takiego wniosku doszedł Akira (chociaż pewnie jego zdanie było pod wpływem narastającej z każdym krzykiem, wybuchem, śmiechem czy nutą antypatii Jirōbō do całego wydarzenia) zaledwie po kilku minutach w ścianach sali bankietowej. Co chwilę tak jakoś przeskakiwał bezwiednie spojrzeniem z jednej twarzy na drugą, studiując je z może nieco za bardzo nietęgą miną, gdyż jedna z kobiet przy stole odwzajemniła wzrok Akiry z pewną dozą nerwowości w miękkich rysach. Uznał to za znak, że powinien po prostu pokręcić głową w niemym uspokojeniu, że wszystko jest w porządku i skupić się na czymś bardziej rzeczywistym niż stresy w jego pustej, ptasiej głowie.
Na samym początku było znośniej, bo wtedy było mniej osób, przez co harmider był łatwiejszy do zignorowania, zwłaszcza, że Akira zjawił się w posiadłości pana Aleksandra Trevalyana nawet nieco przed wyznaczonym czasem. Nie była to może godzina czy pół, chyba bliżej dziesięciu minut, ale ręki by sobie za to uciąć nie dał. Cóż by rzec, mógł uciekać od swojego wychowania i kultury jak tylko się dało, mógł nawet wyjechać do innego kraju, odrzucić kontakt z rodziną, ale wychowanie i wpojone zasady? Te zostały w młodzieńcu. Jedną z nich była dbałość o dotrzymywanie czasu i ustalonych zasad towarzyskich spotkań.
18 czerwca 2025
Od Cahira cd. Akiry
Cahir siedział w fotelu. Przysypiał.
— Nie śpię — pogniewał się, gdy ktoś wyłączył mu radio.
— To dobrze — odparł niski, kobiecy głos przy dźwięku obcasów na posadzce. — Bo ja bym na twoim miejscu nie miała czasu, by teraz spać. Widelce nam kradną na restauracji, trzeba dokupić, ja nie wiem, u kogo ty tamte ładne zamawiałeś, ale domów, ze stosownym zapasem. Lustro też mamy zbite od piątku, jest zdjęte i pusto na ścianie, a ja bym przy okazji jeszcze żyrandol odświeżyła. Przypilnuj tę nową małą, kręci przy kasie, podobno coś się nie zgadza w rachunkach za dostawy, może źle liczy. Trzeba zadzwonić do kowala, Ksantos rano chodził w bryczce i podobno zgubił podkowę. Zamówiłam krawca dla siebie, ale ciebie też każę zmierzyć, będzie za godzinę. Wiesz, że przydałby ci się nowy garnitur, prawda? Bo nie zapomniałeś o weselu u Konstantego? I mam nadzieję, że określiłeś się już, z kim idziesz? Ksenia zaprosiła nas na herbatkę z Pankracym, chyba nie odmówimy kolejny raz? Leonis wieczorem jedzie do banku, powiedział, że chce, żebyś się z nim zabrał, podobno ważne. Jutro prowadzimy rekrutację na nowego ogrodnika, mam nadzieję, że zapoznałeś się już ze wszystkimi aplikacjami?
Od Akiry do Cahira
Ciemne chmury kotłowały się nad ośnieżonymi szczytami już od wczesnego południa. Przykryły słońce grubym całunem, przez co na leśne poszycie padło jedynie kilka bladych cętek, zagubionych w pełnym obłędu tańcu. Wiatr przyniósł ze sobą zapach wilgoci. Błotnistej, podszytej tym znajomym zapachem słodyczy. Słodyczy, aczkolwiek nie takiej jak sok soczystego jabłka na języku. Słodkiej jak nasiona, które w za dużych ilościach przesiąkają cię cyjankiem. Słodkiej, lecz - niebezpiecznej.
Jak burza. Instynkt mówił mu, że nierozsądnym było trzymanie się wysokich gałęzi i skał. Wszystkie pozostałe ptaki już uciekły na niższe wysokości, jeszcze wyłapując ostatnie owady przed nieuniknionym poszukiwaniem schronienia. Więc tak jak one, skierował wzrok w dół. Ku krzewinom i miękkim poszyciu lasu, bo tam znajdował się jego cel; obiekt jego polowania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)