Atmosfera w mieszkaniu sprawiała wrażenie spokojnej, ale była to tylko obłuda dla napięcia, które powoli i nieubłagalnie nadchodziło. Minki w końcu wypuścił Lucille ze swojego uścisku, pozwalając jej wstać i pójść do kuchni, skąd po chwili wróciła z pozostałą resztką tartaletek, bo te, które przyniosła wcześniej, zostały zjedzone w ciągu kilku minut. Dlatego ani ona, ani Minki nie zdołali się załapać. Fox wziął jedną tartaletkę z tacki, którą przyniosła Lu, za co oberwało mu się w tył głowy. Gdyby wziął wytrawną przekąskę do ust, zapewne by się nią zakrztusił, a kobieta jedynie wzruszyłaby na to cierpko ramionami.
— To dla gości — oznajmiła, odkładając resztę przekąsek na tacę, która już od jakiegoś czasu była pusta.
— Ja też jestem gościem! — zaprotestował, zjadając w końcu jedną z przekąsek, którą udało mu się zabrać. — Chyba że traktujesz mnie jak swojego współlokatora.
— Ty tu praktycznie mieszkasz — zauważyła Lucille, patrząc na przyjaciela z niedowierzaniem. Przytuliła do swojej klatki piersiowej tacę, na której jeszcze przed chwilą miała przekąski. Patrzyła na Minkiego, a jej mina nic nie zdradzała. Było kilka możliwości: a) mogła go z tej tacy uderzyć, b) mogła przejść obok, c) będzie stosowała to jako narzędzie do obrony pozostałych przekąsek na stole. — Więc nie musisz zjadać wszystkiego.
— Hyuk więcej tego zeżarł niż ja!
— Mówi się zjadł — poprawiła go jasnowłosa, kręcąc głową z dezaprobatą.
— Nie traktujesz nas równo, a Hyuk siedzi tu częściej ode mnie.
— Czepiasz się — prychnęła Lu, ponownie wychodząc z salonu, aby odnieść tackę do kuchni.
Minki miał się na baczności, czy za chwilę nie oberwie od przyjaciółki. Na szczęście tak się nie stało. Jego głowa pozostała cała, bez żadnej niespodzianki. Levi podziękował za gościnę i pożegnał się z całym towarzystwem, tłumacząc się kolejnymi spotkaniami. Kazał Lu nie pakować się w żadne kłopoty. Obiecała, że nic nie zrobi głupiego, ale Minki i tak doskonale wiedział, że to tylko pic na wodę. Pewnie prędzej czy później znajdzie się w sytuacji, gdzie, nawet jeśli bardzo nie będzie chciała, to ktoś ją może przymusić do zawarcia umowy.
Fox niedługo po wyjściu Leviego również postanowił się zebrać do wyjścia. Jasnowłosa spojrzała na przyjaciela z widocznym zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
— Nie za wcześnie? — spytała, patrząc na godzinę w telefonie. Mężczyzna wzruszył na to ramionami, ubierając buty. — Obrażony jesteś?
— To nie ja ignorowałem jedną osobę, a drugiej odpisywałem — zauważył, poprawiając bluzę, którą założył.
— Nie moja wina, że ostatnio... — zaczęła, ale szybko zamilkła, patrząc na Minkiego. — Nie zrobiłam sobie z kogoś tematu do żartu.
— Tylko — Minki nachylił się nad Lu, łapiąc ją za szczękę, zmuszając, żeby uniosła głowę do góry — ja nie żartowałem.
Puścił Lucille, po czym się wyprostował i obrócił na pięcie, ruszając do wyjścia z mieszkania, życząc wszystkim miłego wieczoru.
*
Minki przez kolejny tydzień miał urwanie głowy w pracy. Ciągłe sesje zdjęciowe w plenerze były wycieńczające, gdy pogoda na zewnątrz już nie była aż tak przyjazna. Obudziły się wszystkie jesieniary, a jeszcze dobrze jesień się nie zaczęła. A promocja miesiąca przyciągnęła, więc każdy chciał się załapać. Jednak, jak to mówi klasy, klient nasz pan. Nie miał na kogo zepchnąć tych sesji, bo wszyscy mieli swoje zajęcia do ogarnięcia. Minki kochał robić zdjęcia, ale jak codziennie miał jakieś sesje w plenerze, to zaczęło go to męczyć. Jakby chociaż mógł się zamienić z Felixem... no ale nie, miał urlop. Szef ani myślał o wychodzenie w taką pizgawicę na zdjęcia, a kolejny pracownik robił zdjęcia w studiu.
Wrócił do mieszkania koło dwudziestej trzeciej, zmęczony całym dniem, nawet nie zabrał się za obróbkę zdjęć, więc jutro pewnie spędzi przy tym dobre kilka godzin. Na szczęście jutro nie miał żadnej sesji na mieście czy okolicach, więc trochę odpocznie. W mieszkaniu był sam, więc obiadu również nie było. Jednak mężczyzna był na tyle wycieńczony, że poszedł wziąć jedynie szybki prysznic i udał się do sypialni, gdzie, jak tylko przytulił się do miękkiej poduszki, niemalże od razu zasnął.
Rano obudzony przez budzik w telefonie, przewrócił się na bok, zirytowany faktem, że znowu musi iść do studia. Całkowicie mu się to nie widziało. Miał obolały kark i całe ciało. W ostatnim czasie odpuścił chodzenie na siłownię, a w domu nawet nie ćwiczył. Ciężko westchnął, podnosząc się do siadu. Przetarł twarz, zatrzymując dłonie na swoich włosach, które zaczesywał do tyłu. Dopiero po chwili zerknął na telefon, dostrzegając, że dzisiaj jest sobota i miał wolne. Głęboko odetchnął, opadając na materac. Zasłonił oczy przedramieniem, kręcąc głową.
Zebrał się po dobrych dziesięciu minutach, jak przejrzał całe social media, odpisał na zaległe wiadomości. Skoro ostatnio nie miał czasu dla siebie, to teraz musiał go znaleźć. Dlatego zaczął od porannego prysznica oraz skincare, o tym akurat nigdy nie zapominał. Po wszystkim wrócił do sypialni, aby wyciągnąć torbę z szafy. Wrzucił ubrania, które zawsze nosił na siłowni, przeglądając, czy ma wszystko, zapiął zamek i sam poszedł się przebrać. Na siłownię postanowił pójść na piechotę, a przynajmniej taki był plan, bo zaczepił go Asher, przez co go zagadał i ostatecznie zaproponował, że go podwiezie.
— Długo cię nie widziałem — stwierdził Minki, spoglądając na przyjaciela.
— Byłem na wakacjach — odparł rozbawiony. — Mówiłem ci, sklerozę masz?
— Oh... no tak, dzieciaki — Fox podrapał się po karku.
— Możesz wpaść, stęskniły się za wujkiem.
— Dobrze wiesz, że nie jestem fanem dzieci.
— Ale one mają swojego ulubionego wujka, tego nie przeskoczę — oznajmił Asher, szturchając przyjaciela w ramię. — Przyjdź z Lucille i Hyukiem.
— Pomyślę, nic nie obiecuje, jasne?
— Młoda ma urodziny w przyszły piątek. Pamiętasz?
Minki ponownie zbił piątkę ze swoją twarzą, całkowicie o tym zapominając. No i co? Miał się nie zgodzić? Trudno było odmówić, więc się zgodził, zaznaczając, że nie wie, czy pozostała dwójka przyjdzie. Lee jednak stwierdził, że na pewno przyjdą, więc są dla niego pewnymi gośćmi. Minki przewrócił oczami i wysiadł z auta, kierując się do wejścia na siłownię.
Na siłowni spędził dobre dwie godziny, wszystkie mięśnie przypomniały mu o swoim istnieniu. Pierwsze koty za płoty, jak to się mówi. Szkoda tylko, że teraz ma zakwasy na całym ciele. Jednak sam zaniedbał regularność, więc teraz musi pocierpieć przez kilka dni. Później wszystko wróci do normy. Poszedł wziąć prysznic w szatni, a przynajmniej taki był plan, bo nie było ciepłej wody, więc skapitulował. Najbliżej stąd miał do mieszkania Lucille, dlatego sprawdził, czy ma klucze od jej mieszkania. No i jakżeby inaczej, jakby ich nie miał. Dlatego nawet nie przebrał się, bo nie chciał, aby jego czyste ubrania przesiąkły potem, którego z siebie nie zmył. Założył jedynie bluzę i dresy, które wziął ze sobą, po czym wyszedł z budynku i ruszył do mieszkania przyjaciółki.
Ze względu na to, że rozkruszył wszystkie mięśnie po tak długim czasie, spacer zajął mu znacznie dłużej niż standardowo. Czuł, jak mięśnie nieprzyjemnie pulsują, a ciepło, jakie emanowało z nich, sprawiało tylko większy dyskomfort. Na szczęście w końcu dotarł do bloku Lu. Już chciał wsiąść do windy, kiedy zobaczył kartkę z napisem AWARIA.
— No kurwa, żarty jakieś — powiedział sam do siebie, uderzając pięścią w ścianę obok drzwi windy. Spojrzał na schody, po czym ciężko westchnął. — Cardio, czy coś.
Zaczął powoli wchodzić po schodach, aż w końcu dotarł na odpowiednie piętro. Ciężko westchnął, opierając się o swoje uda, kręcąc w niedowierzaniu głową. Wyprostował się, biorąc głęboki wdech i ruszył do drzwi od mieszkania Lu. Chciał już wyciągnąć klucze, kiedy nagle otworzyły się drzwi, w których stanął Hyuk, który patrzył na brata z rozbawieniem.
— Patrz, naprawdę się nabrał na tę kartkę na windzie — oznajmił czarnowłosy, szczerząc się, jak głupi do sera.
Minki w tamtej chwili myślał, że zamorduje brata, ale na tyle bolało go całe ciało, że zignorował to i przepchnął brata w drzwiach, kierując się do łazienki.
— Hola, hola, co to za włażenie bez zapowiedzi? — zapytał Hyuk, odwracając się za bratem, który poszedł do łazienki.
— Spierdalaj.
Nie tracąc ani chwili, rozebrał się z przepoconych ubrań i wszedł pod prysznic. Cóż, jak można było się spodziewać, nie było tutaj męskich kosmetyków. Nie, żeby mu to przeszkadzało, absolutnie. Wolał pachnieć truskawkowym snem niż jakimś dzikusem z lasu. Siedział w łazience dobre dziesięć minut, korzystając z ciepłego strumienia, które rozluźniało ciało mężczyzny. Jednak w końcu wyszedł, co prawda w samym ręczniku owiniętym wokół bioder, ale wyszedł, tak? Zabrał swoją torbę z łazienki i zaniósł do sypialni Lucille, gdzie wyciągnął czyste ubrania i położył na jej łóżku, natomiast przepocone wrzucił do torby.
— Na siłowni byłeś? — usłyszał za sobą, przez co spojrzał przez ramię w kierunku przyjaciółki.
— Ta — odpowiedział, zamykając torbę.
— Jak chcesz, to daj i tak muszę pranie zrobić — oznajmiła, podchodząc do przyjaciela, aby zabrać mu torbę, którą ponownie otworzyła i wyjęła z niej ubrania mężczyzny.
— Nie potrzebuje... a zresztą, rób, jak uważasz.
Hyuk w międzyczasie się ewakuował, mówiąc, że ma jakieś spotkanie na mieście. Minki ciężko westchnął, przeczesując mokre kosmyki włosów do tyłu.
— Pachniesz moim żelem pod prysznic — rzuciła Lu, spoglądając na Minkiego z delikatnym uśmiechem i cieniem rozbawienia w ustach.
— Prawdziwy mężczyzna pachnie truskawkowym snem, a nie jakimiś dzikusami z lasu — oznajmił, dumnie wypinając pierś, wywołując rozbawienie u przyjaciółki. — Dobra, sio, muszę się przebrać.
— Nie uważasz, że to niegrzeczne wyganiać gospodarza z jego własnego mieszkania?
— Wyganiam cię tylko z sypialni, bo chce się ubrać — zauważył. — Jak chcesz, to zostań. Tylko nie podglądaj.
— Dobra, dobra, już się ewakuuje — Lucille szybko zmieniła strategię i wyszła z sypialni, zamykając za sobą drzwi.
Fox przebrał się w czyste ubrania, aby po chwili wyjść z pokoju i udać się do kuchni, żeby zrobić coś sobie do jedzenia. Ewentualnie zjeść coś, co przygotowała Lucille. Jak się okazało, trafił wręcz idealnie na obiad. Makaron z pesto. Może i fanem wielkim nie jest, ale lepszy rydz niż nic, tak?
— To moje — oznajmiła przyjaciółka, zabierając garnek. — Tam jest spaghetti.
— Po co przygotowujesz dwa obiady?
— Bo zawsze przyłazisz ty albo Hyuk. A wy lubicie mięso, pesto nie lubisz — zauważyła, włączając płytę, aby podgrzać sos dla Minkiego.
Czarnowłosy zaśmiał się, przerzucając ramię przez szyję przyjaciółki, żeby przyciągnąć ją i przytulić do swojego boku.
— Jesteś najlepsza, wiesz? — spytał, nie oczekując na odpowiedź, puścił Lu, pozwalając jej na podgrzanie obiadu.
— Wiem — wytknęła język w kierunku przyjaciela, co nie umknęło jego uwadze.
Minki poczochrał jasne kosmyki Lucille, po czym odsunął się i sięgnął do jednej z szafki, aby wyjąć z niej talerze. Położył je na blacie, nakładając dla każdego makaron.
— Mam nadzieję, że nie wpakowałaś się przez ten tydzień w żadne kłopoty pod moją nieobecność.
— Nie, nikt się nie napatoczył. Hyuk dużo mnie pilnował, bo mówił, że masz dużo pracy — odpowiedziała, tym razem nakładając sos spaghetti czystą chochlą. — Levi też mnie pilnował. Nie wiem po co, no ale...
— Przyszedł tu?
— Nie — odpowiedziała, spoglądając na przyjaciela. — Zazdrosny jesteś czy co?
— Nie — burknął, zadzierając głowę do góry. — Nawet nie o to chodzi.
— To o co?
— O nic. Chodź jeść, tylko weź widelce — szybko zmienił temat, zabierając talerze, aby zjeść obiad przy stole. — Poza tym, masz jakieś plany na przyszły piątek?
— Nie, chyba.
— To świetnie, idziemy na urodziny do córki Ashera — postawił ją przed faktem, nie oczekując na żadne protesty. Posłał jej szeroki uśmiech. — Smacznego!
Lucille?
1785 słów

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz