Nivan mnie pocałował.
NivanmniepocałowałNivanmniepocałowałNivanmniepocałowałNivanmniepocałowałNivanmniepocałowałNivanmniepocałowałNivanmniepocałowałNivanmniepocałował
— Cały dzień się szczerzysz jak głupi do sera, nie da się być już bardziej oczywistym.
Rzuciłem w Saga poduszką zgarniętą z kanapy. Nivan mnie pocałował.
Schowałem twarz w drugą z poduszek na kanapie i jęknąłem. Dlaczego? Dlaczego przeprosił?
Tyle czasu raczej skutecznie ukrywałem swoje uczucia względem przyjaciela... Nivan nic nie podejrzewał, prawda? Zrobił to dlatego, że chciał, nie dlatego, że było mu mnie szkoda...? Chociaż zważywszy na sytuację, w jakiej byliśmy, gdy to zrobił... Może jednak wynikało to z czystego współczucia? Dlatego przeprosił. Wszystko zaczynało składać się w całość...
Przewróciłem się z jękiem na plecy, wbijając niewidzący wzrok w sufit. No tak. Wszystko, co do tej pory dla mnie zrobił, wynikało przecież z tego, że było mu mnie żal. Sympatia? Też może w tym, była, tylko... Czy takiego rodzaju, jaką żywiłem wobec niego ja...?
***
Mimo wszystkich wątpliwości przelatujących przez moją głowę, ostatecznie nie potrafiłem się nie cieszyć. Napędzany tą durną nadzieją, bo przecież może jednak? Z resztą, ciągłe unikanie go na niezbyt dużej powierzchni mieszkania, które dzieliliśmy, również nie należało do zadań wykonalnych. Nie chciałem, żeby uznał, że zaczyna czuć się dziwnie we własnym domu i może trzeba by się pozbyć nadprogramowego lokatora z dziwnym towarzyszem, notorycznie trującym dupę o wszystko...
Zdecydowałem się więc przyjąć po prostu strategię ,,No przecież nic się nie stało", decydując za naszą dwójkę, że tak będzie najlepiej dla przyszłości naszej przyjaźni.
— Nie chcielibyście gdzieś jechać na weekend? — padło pytanie przerwy podczas meczu w siatkę, na który się umówiliśmy. Jay, który je zadał, patrzył ze szczególnym naciskiem na mnie i Nivana. Lucas wzruszył tylko ramionami, ktoś z przeciwnej drużyny z kolei od razu uświadomił pytającego, że niektórzy weekendy też mają pracujące i takie rzeczy się planuje z większym wyprzedzeniem. — Oj, przecież nie mówię, że koniecznie na ten weekend. Po prostu się zgadać, jak większość ma dwa dni albo więcej wolne pod rząd.
Losowo rzucona propozycja może i została z miejsca przyjęta raczej chłodno, ale ostatecznie, gdy wszyscy wrócili do domów i się z tematem chwilę oswoili, na grupie do umawiania się na granie zrobiło się spore poruszenie. Oparty tyłkiem o blat w kuchni, czytałem mniej więcej na bieżąco Nivanowi, co kto pisał, gdy on przygotowywał nam obiad.
— Nieźli są, że chcą w takie temperatury ładować się w góry — przyjaciel, sięgając do szafki nade mną, otarł się o moje ramię. Całe pokłady silnej woli kosztowało mnie ustanie w miejscu i udawanie, że mnie to nie ruszyło. Podrapałem się po karku, starając się jakoś zamaskować niezręczność sytuacji. Nivan chyba jednak nie zwrócił na to uwagi, bo po prostu kontynuował mieszanie w garnku, nie poświęcił mi ani jednego dodatkowego spojrzenia.
— Cóż, niektórzy lubią — wzruszyłem ramionami. — Ale ej, Lucas właśnie zasugerował, żebyśmy wynajęli łódkę.
— Jeszcze lepszy pomysł, ktoś w ogóle ma patent? — czerwonowłosy od niechcenia złapał Saga za koci kark, gdy ten spróbował podwędzić z deski do krojenia pokrojonego kurczaka. Ściągnął go z blatu w akompaniamencie głośnych protestów demona.
— Ponoć Lucas ma — starałem się nadążać za wiadomościami, które nagle zaczęły się tłumnie pojawiać na komunikatorze, bo wszyscy na wspomnienie mini rejsu bardzo się ożywili. — Tylko mówi, że na jedną noc to bez sensu i żebyśmy normalnie na tydzień pojechali. Ale większość na to odpisała, że nie ma już aż tyle dni urlopowych.
— Też, nie oszukujmy się, kto by chciał je wykorzystywać na możliwość utknięcia na tydzień z Jayem na kawałku pływającego plastiku — Nivan uśmiechnął się pod nosem, wrzucając uratowane mięso na patelnię.
— Cóż, my i tak chyba nie mamy planów na wykorzystanie naszych dni urlopowych, co? — osunąłem się plecami po szafkach, żeby przysiąść na podłodze z telefonem opartym o podciągnięte kolana.
— ,,My"?
— No... — spojrzałem w górę, na przyjaciela, ale zamiast na jego twarz mój wzrok trafił w pierwszej chwili na co innego i natychmiast odwróciłem twarz w drugą stronę. Szlag, blisko było... — No bo chyba... Nie planowałeś jechać nigdzie sam?
— Sam? Nie. Z Mag.
— A. A... No tak. Maggie — kurwa, jak mogłem zapomnieć? Przecież w przeciwieństwie do mnie Nivan miał rodzinę, z którą mógł chcieć spędzać wakacje... Szturchnął mnie kolanem w ramię, więc wróciłem do niego wzrokiem. Patrzył na mnie i się śmiał. — No co?!
— Nic, łatwo cię wkręcić — podrzucił mięso na patelni bez patrzenia. Wydąłem wargi w wyrazie niezadowolenia. Ja bym w taki sposób zawartość patelni sprowadził na podłogę. O ile nie w okolice sufitu... Ale chwila moment, CO? Widząc moją skonsternowaną minę Nivan zaśmiał się tylko i zmierzwił mi włosy wolną ręką. — Nie miałem żadnych planów na wakacje. Jak chcesz, to możemy jechać z chłopakami, ale równie dobrze możemy pojechać gdzieś po prostu we dwoje. Co wolisz.
Oczywiście, że wolałem jechać tylko we dwoje... Ale to by było cholernie niezręczne? Wbiłem wzrok w telefon, mając nadzieję, że przewijające się na ekranie wciąż przychodzące wiadomości natchną mnie do wymyślenia bezpiecznej odpowiedzi na sugestię przyjaciela.
Nie natchnęły. Za to uratowało mnie co innego.
— CZEŚĆ WAM — znajomy, rozradowany głos oraz towarzyszący mu huk drzwi, które przywaliły o ścianę, wyrwał nas z tej przybierającej coraz bardziej niezręczny kierunek rozmowy. W duchu odetchnąłem z ulgą. Maggie, kocham cię normalnie.
— Mag! — zerwałem się z podłogi i ruszyłem przywitać siostrę Nivana. — Co to za okazja?
— Ładnie to tak niszczyć mieszkanie brata? — dobiegło z kuchni. Mag, patrząc na mnie, przewróciła oczami i wystawiła język do Nivana, który nie mógł tego widzieć, bo nie wychynął ze swojego królestwa.
— Nie moja wina, że nie kupiłeś stopera do drzwi? — ale obróciła się, żeby sprawdzić, czy wyrządziła wielkie szkody. Na szczęście klamka nie wybiła jakiejś potężnej dziury w tynku. Udała, że ociera pot z czoła i zdjęła buty, przydeptując stopą tył najpierw jednego, potem drugiego.
— Kto normalny tak wchodzi do czyjegoś mieszkania? — padła odpowiedź z kuchni.
— Kto normlany zostawia drzwi niezakluczone? — szybka riposta sprawiła, że aż parsknąłem.
— A kto miałby niby w ciągu dnia chcieć się tu włamać, jak jesteśmy w środku?
— A ja. I teraz masz rozwaloną ścianę. Twoja wina!
— Że co? — ostatnie zdanie w końcu wyłowiło Nivana z kuchni. Trzymał w dłoni drewnianą szpatułkę, którą pogroził swojej siostrze, gdy zobaczył, jak ta demonstracyjnym ruchem wskazuje na ścianę za drzwiami, która była w rzeczywistości cała i zdrowa. Mężczyzna westchnął, załamany zachowaniem siostry, gdy ta ponownie wystawiła mu język.
— Tooo... — przeciągnąłem samogłoskę, szturchając Mag łokciem w bok — zostajesz na obiad?
Została. Nie miała jakiego konkretnego powodu odwiedzin, uznała po prostu, że dawno nie odwiedzała brata. Pogadaliśmy trochę o wszystkim i o niczym, poplotkowaliśmy na temat jednej z nauczycielek Maggie na AUM, która ostatnio coraz częściej pojawia się na uczelni z pewnym kitsune... Wymieniliśmy z Nivanem znaczące spojrzenia, bo wyglądało na to, że mieliśmy okazję ją poznać. Zgodnie, bez słowa, uzgodniliśmy jednak, że nie będziemy o tym wspominać. Nie nasz cyrk, nie nasze małpy, jak to mawiają...
Po obiedzie obejrzeliśmy jeszcze razem jakiś film. Nivan jak gdyby nigdy nic w którymś momencie położył mi głowę na ramieniu. Natychmiast oblał mnie zimny pot, gdy poczułem jego włosy łaskoczące mój policzek. Nie chciałem go zrzucać, przeciwnie, to było naprawdę miłe, tylko do jasnej ciasnej...
W tej sytuacji trudno było udawać, że nie miałem ochoty znowu poczuć jego ust na swoich...
Przeżyłem. Jakoś. Aż do końca filmu, którego wątek zgubiłem, gdy tylko Nivan znalazł się za blisko. Zamiast śledzić fabułę skupiłem się na tym, żeby oddychać równo, uspokoić serce i nie robić nic, co przyjaciel mógłby uznać za dziwne... W którymś momencie Mag siedząca na kanapie po mojej drugiej stronie także położyła na mnie głowę, jednak to nie przeszkadzało mi zupełnie. Jedynie poczułem się tym bardziej uwięziony...
Było przed północą, gdy Mag wyszła. Odprowadziliśmy ją do drzwi, żeby się pożegnać, a gdy te zamknęły się za nią, w mieszkaniu zapadła, nie wiem, w moim odczuciu niezręczna cisza. Podrapałem się po karku, odwracając na pięcie. Bąknąłem, że idę się kąpać i czym prędzej zniknąłem w łazience.
Nivan?
1282 słowa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz