29 lipca 2026

Wysmagany obcym wiatrem, opalony obcym słońcem

cathy le

Według aktu urodzenia — Sabar Bermejo. W przemytniczym półświatku działa jako Shams Ansari.

25 | Człowiek | Członek mafii portowej Al-Ansar | Reyana | 10.10 


Przemytnik średniego szczebla, szeregowy członek Al-Ansar. Dołączył do mafii portowej jako nastolatek, nie mając, ze względu na swoje pochodzenie, perspektyw na wykształcenie, uzyskanie dobrego zawodu czy zarabianie godnych pieniędzy w uczciwy sposób. Mógł wybierać między pozostaniem ulicznym włóczęgą-złodziejaszkiem albo życiem na cudzym utrzymaniu, może, gdyby dopisało mu szczęście, udałoby mu się kiedyś zaciągnąć na rybacki kuter albo zostać pomocą kuchenną w jednej z okolicznych, tanich tawern.
Nie jest dumny z faktu, że skończył jako portowy rzezimieszek. Nigdy nie marzył o byciu piratem, siłą wyparł z pamięci wiele czynów, które popełnił, działając w Al-Ansar, a które stały w sprzeczności z jego moralnością. Robi, co musi, nie wychyla się, czasem, jeśli może, trochę się obija, trzymając nieco na dystans, poza zasięgiem wzroku przełożonych. Przeważnie ogranicza się do wykonywania poleceń „góry”, a wtedy pokrętnie tłumaczy sobie swoje nieetyczne działania tak, że jest jedynie wykonawcą i to nie jego ręce popełniają przestępstwa, a cudze rozkazy i decyzje. Ma na koncie cztery listy gończe, półroczny pobyt w reyańskim więzieniu, podczas którego stracił dziesięć kilogramów i piątkę (jak na pirata przystało, wprawił sobie nową, złotą). Poza tym niedawno wydano na niego i kilku jego kolegów po fachu zaoczny wyrok śmierci za działalność w zorganizowanej grupie przestępczej, w tym napady i rozboje z użyciem broni, przemyt, handel ludźmi i pobicia ze skutkiem różnym, w tym śmiertelnym.

Pogodził się z myślą, że umrze jako mafioso. Hogan, głowa Al-Ansar, od początku patrzył mu na ręce, trzymał krótko, często przy sobie, jakby czuł, że Sabar trochę tu nie pasuje i może kiedyś spróbować zdezerterować, mimo że na razie nie ma na to dowodów. Sabar zresztą myślał o tym wielokrotnie, ale wiedział, że, jeśli to zrobi, nie będzie miał dokąd pójść, przypłaciłby to poza tym drugim już wyrokiem śmierci. Ansari nie okazywali litości zdrajcom, traktowali ich z demonstracyjnym okrucieństwem, jako przykład, co czeka każdego, kto spróbuje uciec z mafii. Sabar zastanawiał się czasem, czy jedyną ucieczką dla niego nie jest już w tym momencie spacer po burcie i krok w morskie fale. Hogan przecież nigdy nie wypuści go z rąk, Sabar zbyt wiele widział, za wiele wiedział, bywał zresztą przydatny, a po co szkolić od podstaw nowego przemytnika, gdy ma się starego, wielokrotnie sprawdzonego.

W mafii nie wychyla się przed szereg, robi swoje, tyle, ile musi i ile się od niego oczekuje. Przyjął pozycję użytecznego lenia, czasem udaje, że jest na niektóre rzeczy zbyt „delikatny”, żeby się ich podejmować. Nie lubi brudzić sobie rąk, stara się zawsze mieć u boku niegrzeszącego inteligencją, podatnego na sugestie i łatwego do sterowania osiłka od brudnej roboty. Przesłuchiwany uparcie nie chce gadać, a czas nagli i trzeba szybko rozwiązać mu język? Och, Hugo, zajmij się nim, każdy wie, że robisz to najlepiej. Patrolujący strażnik do uciszenia? Zdejmij go, Wiktor, tobie pójdzie szybciej, jesteś w tym niezawodny. Krew i organy do posprzątania z podłogi? Słyszałem, Nasir, że masz nerwy ze stali, że ciebie takie rzeczy absolutnie nie ruszają. Kawał doświadczenia, co? Może się za to weźmiesz? Ja chyba zwymiotuję od samego zapachu.

Nie spoufala się z przemytnikami, nie licząc garstki osób, które polubił i mógłby nazwać je dobrymi znajomymi. Znalazłoby się znacznie więcej osób, które omija szerokim łukiem. Części piratów i przemytników nie trawi, niektórzy są dla niego moralnie obrzydliwi, uważa ich za skończonych drani i najgorszy sort najbardziej odpychających przestępców, Sabar nie ma dla nich szacunku ze względu na zbrodnie, zdrady i nikczemności, których się dopuścili. Część morskich wilków traktuje Sabara z uśmieszkiem i lekceważeniem, niektórzy mówią do niego „chłopcze”, jeśli któryś jeszcze bardziej chce mu ująć, zawoła „panienko”. Zdarza się też „grajek” albo „śpiewak”, bo Sabar czasem, gdy ma dobry dzień, zagra coś na gitarze do kolacji po długim dniu ciężkiej pracy.

Czasem ma wrażenie, że, służąc w Al-Ansar dziesięć lat, przeżył pięćdziesiąt lat. Sprawdził i przetestował samego siebie w skrajnych sytuacjach, poznał ludzi z każdej warstwy społecznej, obcował z różnymi osobowościami, zdobył wachlarz umiejętności i cennych doświadczeń, a każde z nich coś w nim zmieniło i ukształtowało osobę, jaką teraz jest. Pozbył się wielu złudzeń, zrezygnował z kilku marzeń, stał się osobą, która spogląda na świat przez pryzmat chłodnego realizmu. Poznał się na ludziach i trochę na nich zawiódł, zobaczył świat w pełnej krasie, zrozumiał, jakie prawa nim żądzą i stwierdził, że to, co widzi i zna, jest szare i brzydkie. Postawił na muzykę i poezję, a potem stwierdził, że nic mu to nie daje i w ogóle nie pomaga, nie jest to w każdym razie prawdziwa ucieczka. Spróbował alkoholu, a po którymś cugu zrozumiał, że, żyjąc w ten sposób, stopniowo staje się osobą, którą nigdy nie chciał się stać. Czasem trudno mu pogodzić się z myślą, że doświadczenia z Al-Ansar w jakiś sposób wydrążyły go od środka, częściowo upodabniając do żywego manekina. 

Wśród piratów zachłysnął się łatwymi pieniędzmi, własną siłą, bezkarnością swoich działań. Dziwną satysfakcję daje mu widok ludzi, którzy, wiedząc, kim jest, wbijają wzrok w ziemię i schodzą mu z drogi. Czasem panoszy się po portach, szlaja po nadmorskich targach, łapie się, że kupuje rzeczy, nie pytając o cenę, bo i tak go stać. Lubi rywalizację, gry, hazard, pływając na przemytniczych statkach, z braku lepszych zajęć, tnie ze znajomymi w karty, łoi w kości, czasem poprzepycha się z kimś w przyjacielskim sparingu, by reszta mogła obstawiać zwycięzcę i porobić zakłady. Pije jak pirat. Zna sporo mniej lub bardziej pożytecznych sztuczek, które podłapał to tu, to tam. Żongluje butelkami, rozbraja zamki, zaśpiewa każdą popularniejszą portową piosenkę, poudaje, że potrafi grać na fortepianie (zna jeden niezbyt skomplikowany utwór, kolega kiedyś nauczył go na pamięć kolejności klawiszy, Sabar nie wie, co klika, i mimo że potrafi przekonująco sprzedać takie przedstawienie, to czasem ręka przesunie mu się o klawisz w prawo albo w lewo i wyjdzie trochę fałszywie). Ostatnio wymyślili sobie w Al-Ansar zabawę, w której najpierw zrzucają się na pulę, potem upijają, następnie strzelają do ustawionych w rzędzie puszek, a kto trafi najwięcej razy, zgarnia wszystkie fanty. Poza tym dokarmia po uliczkach portowe psy i koty (ma parę ulubionych), ale się nie przyznaje. 


Wysoki, dobrze zbudowany, przyzwyczajony do pracy fizycznej na statkach przemytniczych i przy przeładunkach transportowanego towaru. Zahartowany w trudnych warunkach, przywykł do upału, kaprysów morza, niepogody, tygodni na statku, twardego łóżka, parszywego jedzenia, nocnych wacht, wiecznie przemoczonych butów, rąk ciągle obtartych od lin, wiecznie pokłutych drzazgami wchodzącymi pod skórę przy dźwiganiu skrzyń z towarem. Skóra wiecznie opalona, włosy ciągle zmierzwione wiatrem, wypłowiałe od palącego słońca, zniszczone od słonej wody, zwykle po prostu spięte wysoko z tyłu głowy albo schowane pod kapeluszem, żeby nie przeszkadzały przy pracy.
W pracy i na statku ubiera się niepozornie, stawia na wygodę, w porcie, gdy ma przepustkę i czas dla siebie, rekompensuje to sobie typową dla piratów ekstrawagancją w ubiorze. Korzysta, że ma łatwy dostęp do drogich materiałów, dobrych butów, tkanin w egzotyczne zdobienia i wzory, sprowadzanych z różnych zakątków kontynentu. Lubi błyskotki, pióra, kapelusze, skórzane elementy, długie płaszcze, koszule z szerokimi rękawami. Ubiera się według własnych preferencji, nie przejmując, że niektóre połączenia mogą być dość oryginalne albo w złym guście.




Każdy oficjalny członek mafii portowej ma przydzielony własny, unikalny symbol związany z astronomią. Symbol ten służy między innymi jako podpis do oznaczania miejsc i towarów, jest ważnym elementem szyfru wykorzystywanego w Al-Ansar. Symbol Sabara to słońce (shams). Ma, jak wszyscy z dłuższym stażem w mafii, tatuaż na ramieniu (znak wieczystej przynależności do organizacji), w jego przypadku jest to płomieniste słońce z wpisanymi w tarczę literami „S” oraz „A”. Pseudonim, jakim się posługuje, to Shams Ansari.

Właściciel trzyletniego serwala. Kotka nazywa się Rukaya, pochodzi z przemytu egzotycznych zwierząt z wysp, które rozprowadzano potem do prywatnych kolekcji zamożnych ludzi, cyrków i nielegalnych hodowli na kontynencie. Zostawił ją sobie, bo mu się spodobała, ujęło go jej wesołe usposobienie, skłonność do psot i nieco niemądrych zabaw. Do tej pory daje jej obgryzać pióra ze swoich kapeluszy, polować na błyskotki, grzebać w skrzyniach z towarem czy nosić w pysku i memlać (delikatnie!) swoje buty.

Ma młodszą siostrę, Sabamirę, nie do końca świadomą, czym dokładnie trudni się jej brat. Sabar wysyła jej i reszcie rodziny pieniądze, wziął na siebie obowiązek utrzymywania swojej mamy i babci, płaci za studia i mieszkanie siostry, próbuje zapewnić jej normalne życie, dobrą młodość, chce, żeby nie musiała za szybko dorastać, a jej los nie miał żadnych punktów wspólnych z jego losem. Nie widział żadnego członka swojej rodziny od trzech lat z hakiem. Czasem wysyła listy, rzadziej, gdy w porcie albo na morzu jest zasięg, porozmawia przez telefon. Ogranicza kontakt, boi się narażać bliskich, trzyma ich na końcu świata, żeby carska żandarmeria, szukając go, pewnego dnia nie zapukała do ich drzwi. Poza tym nie potrafi kłamać rodzinie, a nie chce się tłumaczyć, meandrować między pytaniami, wymyślać na poczekaniu nowych historyjek, które powoli przestawały łączyć się w spójną i logiczną całość. Prawda z kolei nie przeszłaby mu przez gardło, za bardzo go zawstydza to, kim jest, tym bardziej, że rodzina jest z niego dumna, pojona pięknym kłamstwem, że świetnie sobie radzi, podróżuje, zwiedza świat i szalenie dobrze zarabia. Zdecydował, że zjawi się w domu, gdy będzie na to gotowy i wystarczająco dobry, żeby nikogo nie rozczarować. 

Aktualizacja: ---

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz