31 lipca 2026

Od Nivana cd. Eirika

Nivan zdecydował się nie komentować słów przyjaciela, który jojczył, że ma być delikatniejszy dla jego spalonych pleców. Gdyby się posłuchał mądrzejszego, to przecież teraz by tutaj nie siedzieli, prawda? Prawda. Prychnął oburzony, zadzierając głowę do góry. Wiedział, że Eirik jest uparty, ale nie sądził, że aż tak! 
W końcu jednak się zlitował nad spalonymi plecami Skugge, delikatnie wmasowując aloes. Oczywiście, nie obyło się bez kolejnych przedrzeźnień przyjaciela czy marudzenia na jego zachowanie. Dixon stwierdził, że jego współlokator jest dużym dzieckiem, na które trzeba wiecznie uważać, bo chwila nieuwagi i katastrofa. Na koniec pstryknął młodszego w tył głowy i poszedł umyć ręce, każąc mężczyźnie nie wstawać, żeby cały aloes się wchłonął. Przy takiej temperaturze to nie będzie problem, ale Nivan nie chciał mieć ani poklejonej pościeli, ani ubrudzonych mebli. Szczególnie że Sag doskonale się bawił i wyglądał, jakby coś knuł. 
Kiedy wrócił do sypialni, gdzie nadal leżał Eirik, zauważył, że mężczyzna zasnął przytulony do poduszki czerwonowłosego. Pokręcił rozbawiony głową, zmniejszając jedynie moc klimatyzacji, żeby przypadkiem go nie przewiało. Teoretycznie nie powinno, ale nigdy nie wiadomo, szczególnie kiedy na plecach miał aloes, który nadal się nie wchłonął. Nie chcąc przeszkadzać przyjacielowi w drzemce, wyszedł po cichu z pokoju, nie zamykając za sobą drzwi, aby go nie obudzić dodatkowym hałasem. 

*

— Dalej bolą mnie plecy — stęknął Eirik, rozkładając się na kanapie, praktycznie wchodząc na Nivana, który siedział na drugim końcu. — Boliiiiii — spojrzał na przyjaciela, który bezradnie rozłożył ręce. 
— Nie mam żadnych umiejętności leczniczych, które ci pomogą, więc złaź ze mnie — zepchnął na czarnowłosego nogi ze swoich ud, gromiąc go spojrzeniem. — Jak ci aloes nie pomaga, to przecież mówiłem, że mam krem chłodzący po opalaniu. 
— To nie pomaga! Gówno to jest! — odpowiedział, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej, patrząc na wyższego z oburzeniem. 
Dixon jedynie przewrócił oczami, poprawiając koc, który Eirik zepchnął na ziemię. Cała kanapa była wyłożona kocem, żeby nie odczuwał aż takiego dyskomfortu, gdy się kładzie. Oczywiście najlepiej, jakby spał na brzuchu, ale znowu skończyło się marudzeniem, że on tak nie lubi i nie potrafi. Koc był przyjemny w dotyku i delikatny, więc idealnie nadawał się dla Eirika. Wiadomo, że pierwszy kontakt zawsze kończył się tak samo, czyli syczeniem, przeklinaniem i przewracaniem się na brzuch, ale końcowo udawało mu się położyć na plecach. Po wielu próbach, ale to już mało istotne. 
Pogoda na dworze nadal dawała się we znaki i nieszczególnie pomagała w spaniu. W takich chwilach Nivan marzył, żeby siedzieć na basenie w chłodnej wodzie. Problem był taki, że nie miał na to czasu, bo codziennie praktycznie chodził do pracy. Vanessa skręciła kostkę i nie mieli zastępstwa, więc Niv przejął wszystkie jej zmiany na najbliższe trzy tygodnie. Co będzie potem? Kto wie. Jedyny plus był taki, że większość zmian dziewczyny były po pięć, czasem sześć godzin. Niektóre nawet zaczynały się od otwarcia lokalu aż do dwudziestej trzeciej, więc nie wracał aż taki wykończony. 
Natomiast Eirik ze swoimi plecami dobrze nie funkcjonował i musiał wziąć przymusowe wolne. On nawet dobrze nie znosił mycia się, a co dopiero, jakby miał biegać z tacami i to ubrany. Od spalenia pleców minęły zaledwie cztery dni, a mężczyzna dalej umierał. Czy to dziwne? Nie, bo był praktycznie biały, a teraz jest czerwony. Z deszczu pod rynnę. 
— Idziesz do pracy znowu? — głowa Eirika wyłoniła się zza futryny drzwi, spoglądając na przyjaciela, który się przygotowywał do wyjścia.
— Nie, na randkę idę, wiesz? — odpowiedział, kręcąc w niedowierzaniu głową. 
— O! A z kim?
— Sam ze sobą. 
— Pfff nudziarz! — rzucił czarnowłosy, wracając do salonu. 
— I kto to powiedział — odparł Nivan sam do siebie, przewracając oczami. 

*

Czerwonowłosy skończył pracę wcześniej, więc pierwsze co, to udał się do sklepu, który jest otwarty całodobowo. Dzięki czemu uniknął kolejek, ale wybór w produktach był ograniczony w porównaniu do tego, co można dostać rano. Niektóre owoce wyglądały, jakby przeszły niejedno załamanie nerwowe, co zniechęcało do zakupu. Ostatecznie kupił kilka rzeczy na jutrzejszy obiad, żeby mieli co jeść. 
Kiedy wrócił do domu, zastał Eirika przeciągającego klimatyzację z sypialni Nivana do salonu. Czarnowłosy nie zorientował się, że mężczyzna wrócił, więc ciągnął sprzęt dalej, aż w końcu uderzył plecami w czerwonowłosego. Skugge podskoczył przestraszony, wydając z siebie dziwny pisk. Wyglądał, jakby zaraz miał zejść na zawał.
—Ty...! — wskazał palcem na Nivana. — Tak się nie robi! Prawie serce mi stanęło! — tym razem uderzył przyjaciela z pięści w ramię, na co ten teatralnie zareagował, że bardzo go zabolało to uderzenie, trzymając rękę. 
— A ty kradniesz moją klimatyzację i jesteś niezakluczony. Ciebie można okraść, a się nawet nie zorientujesz — odpowiedział, pstrykając przyjaciela w czoło, po czym odwrócił się do niego plecami i poszedł do kuchni rozpakować zakupy. 
Wszystko pochował po szafkach, żeby nie leżało luzem na blacie. Jutro wyciągnie produkty do przygotowania, na dzisiaj miał zdecydowanie dość. Jedyne, o czym teraz myślał, to prysznic i łóżko. 
— Nie kradnę klimatyzacji, ja... ja ją pożyczam! — rzucił Eirik, który wpadł do kuchni, aby sprawdzić, co robi Nivan. 
— Mogłeś zawsze pójść położyć się do mojej sypialni, wiesz? 
— Nie — pokręcił głową, siadając na krześle przy stole. — Nie będę ci się kładł do twojego łóżka.
— Czemu nie? — zaciekawiony Nivan odwrócił się przodem do przyjaciela. Oparł się dolnym odcinkiem pleców o blat za sobą, przyglądając się przyjacielowi.
— Boooooo... — zaczął, ale szybko ucichł, szukając konkretnego powodu. — Bo to niehigieniczne! 
— Pijesz ze mną z jednej butelki na treningach, potrafisz się wytrzeć moim ręcznikiem, bo mylisz swój z moim, kilka razy wziąłeś ode mnie bokserki, bo twoje się rozpruły i nie miałeś czystych... — zaczął wyliczać Nivan na palcach jednej ręki.
— Dobra, dobra! — zaprotestował Eirik, machając rękami, aby Nivan przestał. — Po prostu nie chcę ci się pchać do łóżka, tak?
— Wiesz, jak to brzmi, prawda?
Skugge policzki niemalże od razu zrobiły się całe czerwone. Mężczyzna zakrył twarz, kręcąc z dezaprobatą głową. Dopiero teraz dotarł do niego, co powiedział i jak to zabrzmiało. 
— Jak masz potrzebę, to możesz ze mną spać. Możesz też spać w ciągu dnia, jak mnie nie ma albo po prostu tam siedzieć, żeby nie targać klimatyzacji lewo-prawo. Serio, nie mam z tym problemu — oznajmił czerwonowłosy, posyłając szeroki uśmiech do Eirika. — Czym ty się przejmujesz? Mieszkasz tu już drugi miesiąc, nadal się nie przyzwyczaiłeś? 
— To nie o to chodzi — mruknął Skugge, przesuwając palcami po swojej twarzy w akcie załamania (zapewne psychicznego). — Po prostu nie jestem przyzwyczajony. Widziałeś, jak żyłem i z kim... to... dziwne dla mnie.
— A pamiętasz, że powiedziałeś, że jesteśmy razem? — uniósł pytająco brew do góry. — Z tego, co wiem, to pary śpią razem, nie osobno. 
— Nivan, boże jedyny... ty jesteś jakiś... no taki! 
— Już, już — zaśmiał się Nivan, podchodząc do Eirika, aby poczochrać mu włosy. — Ale nadal nie zmienia to faktu, że to, co powiedziałem, to nadal jest aktualne. — mruknął wprost do ucha czarnowłosego. 
Nie czekając na reakcję przyjaciela, udał się do łazienki, gdzie postanowił wziąć długi, letni prysznic, aby w końcu odetchnąć po całym dniu pracy. Dokładnie umył całe ciało, poświęcając również czas na swoje włosy, który wręcz prosiły o pomstę do nieba od tego upału. 
Po wszystkim wyszedł z łazienki z ręcznikiem owiniętym wokół bioder, a czerwone kosmyki upięte miał w luźnego koka. Ze względu na to, że nie wysuszył włosów, a jedynie osuszył je ręcznikiem, kilka kropel zdołało spłynąć po karku mężczyzny. Udał się do swojej sypialni, gdzie założył bokserki do spania, nie zwracając uwagi na to, co robi jego przyjaciel. Odniósł ręcznik do łazienki, a następnie ponownie wrócił do siebie. Zgarnął jedną z książek z regału, po czym wygodnie ułożył się na łóżku. Pod plecy wsadził sobie poduszkę, aby wygodnie się oprzeć i zacząć czytać. W pokoju było ciepło, a otwarte okno nie pomagało, ale nieszczególnie chciało mu się iść po klimatyzację. Może później, jak już będzie szedł suszyć włosy. Obecnie musiał poczekać, aż maska się wchłonie w czerwone kosmyki, więc dobre piętnaście, jak nie dwadzieścia minut mógł poświęcić na czytanie. 

Eirik? :3

1277 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz