9 lipca 2026

Od Waltera cd. Aliny

W laboratorium na moment zapadła cisza. Alina odłożyła igłotrzymacz na metalową tackę, a cichy brzęk stali odbił się od ścian pomieszczenia. Shade siedział zwinięty w kłębek na końcu stołu zabiegowego i obserwował ich oboje z nietypową dla siebie powagą.
— Ale to nie koniec. — powiedziała w końcu Starson, zdejmując zakrwawione rękawice. — Zatrzymaliśmy to coś, ale nie usunęliśmy. — dodała z ciężkim westchnięciem.
— Wiem. — mruknął krótko, powoli sprawdzając czucie w swoich mięśniach.
— Wiem, że powinnam o tym myśleć, ale... jeśli ta klątwa znajdzie sposób, żeby obejść metal...
— Oby dwoje dojdziemy do tego szybciej, niż ona. — przerwał jej spokojnie. Ich spojrzenia ponownie się spotkały i choć oboje są dorosłymi ludźmi, kąciki ich ust znacznie się uniosły. Shade tylko cicho mruknął z nutką zażenowania.
Alina zdjęła ostatnią parę rękawic i wrzuciła je do pojemnika na odpady medyczne. Gumowy materiał uderzył o dno z głuchym szelestem. Przez krótką chwilę stała nieruchomo, obserwując linię świeżych szwów na ciele inspektora. Brzegi rany przylegały do siebie równo, nie było oznak krwawienia ani ponownej aktywności czarnej substancji. Metalowe płytki spełniły swoje zadanie, przynajmniej na razie.
Walter ostrożnie usiadł na brzegu stołu zabiegowego. Widać było, że nawet tak prosty ruch kosztował go więcej wysiłku, niż powinno. Czuł się po prostu zmęczony tym wszystkim, ale z tyłu głowy miał myśl: "Dobrze, że to samo nie dopadło Jej..."
— Jak się czujesz? Masz jakieś zawroty? Nudności? Drętwienie kończyn? — zapytała, stojąc naprzeciw bruneta. Poruszył zdrową dłonią, potem zgiął palce tej, na której infekcja była najbardziej zaawansowana.
— Bez zmian. Brak zawrotów czy nudności, a jeśli chodzi o drętwienie... — zerknął na kobietę, po czym opuścił wzrok na zainfekowaną rękę. — Jest znośnie. — odpowiedział spokojnie.
— Każdy wie, co miałeś na myśli. — rzekł nagle Shade, który pojawił się obok uda bruneta. — Ale nie ważne! — dodał szybko, po czym zniknął.
Starson skrzyżowała ręce na piersi, patrząc się na Mercera z uniesioną brwią, oczekując, hmm, odpowiedzi? Wyjaśnienia? A może po prostu mu się przyglądała?
— Nie zwracaj uwagi na niego, tak dla własnego dobra. — powiedział, schodząc sprawnie z metalowego stołu.
— Czasami mówi bardzo ciekawe rzeczy. — odparła, robiąc mu miejsce, żeby na siebie nie wpadli... niepotrzebnie.
Walter poprawił kosmyk ciemnych włosów opadający mu na czoło i ostrożnie sięgnął po leżącą obok koszulkę. Kiedy tylko podniósł ręce wyżej, zatrzymał się z cichym syknięciem, opuszczając je bezsilnie wzdłuż ciała. Ból, który przeszył go całego, przypomniał mu, jak bardzo jest wykończony i... słaby. Warknął cicho, używając do tego smoczego głosu, który rozszedł się po całej sali... Nie chciał tego, lecz w takim stanie często tracił nad sobą kontrole i tego się obawiał.
— Poczekaj jeszcze chwilę, usiądź. — powiedziała, wskazując na mało wygodne krzesło. — Chciałabym jeszcze chwilę poobserwować Twoją rękę. — dodała, mówiąc delikatny, a zarazem rozkazującym tonem.
— Dobrze. — odpowiedział po dłuższej chwili, siadając w wyznaczonym miejscu.
Prawą dłoń oparł sobie na udzie, lewą natomiast położył na blacie obok, gdyż inaczej miałby problem ze zmieszczeniem się, głowę natomiast oparł o ścianę za sobą, zamykając przy tym oczy. Musiał się uspokoić i.. odpocząć.
Po prawie pół godzinie, gdy Starson ogarnęła sale po zabiegu, podeszła bliżej bruneta i pochyliła się nad miejscem, gdzie kończyły się łuski, a zaczynała zdrowa skóra. Przez dłuższą chwilę obserwowała czarną substancję, która jeszcze przed godziną przesuwała się nieubłaganie ku karkowi, teraz natomiast pozostawała nieruchoma. Sięgnęła po cienką, stalową sondę i delikatnie dotknęła nią jednej z ciemnych smug - brak jakiejkolwiek reakcji, jakby coś ją wyciszyło lub pozbawiło energii.
— Dziwne... — mruknęła bardziej sama do siebie, lecz to zwróciło uwagę inspektora.
— Co jest? — zapytał, powoli unosząc zmęczone powieki.
— Walter... Wiem, że nie powinnam Cię o to prosić, ale użyj jakiejkolwiek swojej mocy, nie zakrywając ręki oczywiście. — powiedziała, nawiązując z nim kontakt wzrokowy.
Mężczyzna znowu przymknął oczy, zgadzając się na prośbę Aliny, tworząc na blacie iluzję metronomu - pierwsze, co przyszło mu na myśl. Jednocześnie poczuł, jak jego lewa ręka znowu zaczyna palić żywym ogniem.
— Już, już.. Nie rozgrzewaj mi się tutaj bardziej. — powiedziała, kładąc swoją chłodną dłoń na jego zdrowym ramieniu.
— Powiesz mi, co się dzieje? — zapytał, uważnie ją obserwując. — Na razie czuje się jak królik doświadczalny. — dodał, poprawiając się na krześle.
— Chyba zaczynam rozumieć, dlaczego infekcja postępowała tak szybko.. — mówiła, nadal unikając odpowiedzi.
— Alina...
— Substancja nie żywi się wyłącznie tkanką. — zaczęła, zatrzymując się naprzeciw bruneta. — Ona reaguje na magię. Możliwe, że to właśnie ona jest dla niej głównym źródłem energii. Tkanki są tylko drogą, którą dociera coraz głębiej. — wyjaśniła. — Przez to, że chowałeś rękę pod iluzją, substancja miała stały dostęp do energii, czyli magii, a że teraz odpoczywasz bez tego, ona tak jakby... wycisza się. — dodała, cały czas przyglądając się jego ręce.
W laboratorium ponownie zrobiło się cicho. Tym razem żadne z nich nie miało ochoty tej ciszy przerywać. Wszystko wskazywało na to, że właśnie znaleźli odpowiedź na jedno pytanie i jednocześnie stworzyli kilka następnych, dając sobie kolejne powody do przemyśleń i analizowania.

***

Od samego zabiegu minęło kilka dni, a dzięki "blaszkom" w jego skórze mógł, choć na chwilę zapomnieć o swoim "schorzeniu", ale zdecydowanie nie mógł zapomnieć o pracy oraz o tym człowieku, który go tym czymś zaraził. Cały czas miał przed oczami jego maskę, jego sylwetkę oraz sposób poruszania, w głowie natomiast słyszał jego głos, ton oraz akcent. Wszystko to pamiętał, jakby to było wczoraj, a przecież minął już prawie miesiąc od ich spotkania. Pomiędzy tymi myślami przeplatały się myśli o Niej, jej chłodnych dłoniach na jego rozgrzanym ciele, jej rude włosy, które opadały jej na twarz oraz zapach jej skóry, który czuł już z kilku metrów... Cholera, chyba faktycznie namieszała mu w głowie, ale czy to złe? Każdy zasługuje na odrobinę szczęścia w życiu.
Było chwilę popołudniu, pogoda oczywiście nie pozwalała na z domu, głównie przez fakt, że było szaro, buro i ponuro, więc Walter pozwolił sobie na porządne porządki w domu - zaczynając od zwykłego ścierania kurzy, kończąc na przestawianiu mebli, przesadzaniu kwiatów do większych donic oraz układaniu ciuchów w garderobie. Zrobił to wszystko na tyle sprawnie, że wieczorem miał jeszcze czas posiedzieć na tarasie z kubkiem swojej ulubionej kawy. Oczywiście wcześniej korzystając z relaksującej kąpieli, ubierając po tym na siebie szare spodnie dresowe.
— Rozmawiałeś z nią dzisiaj? — zapytał nagle Shade, który pojawił się na stoliku.
— Z kim? — zerknął w stronę kota.
— Nie rób ze mnie idioty, Walter. — westchnął, machając swoim ogonem. — Obecnie jest tylko jedna kobieta, która tak bardzo namieszała Ci w głowie. — dodał, patrząc w stronę mężczyzny.
— Nie miałem kiedy, a teraz może już nawet spać.
Nagle jego telefon wydał z siebie charakterystyczny dźwięk przychodzącego połączenia, a gdy zerknął na ekran, ujrzał Jej imię. Wtem spojrzał na Shade, który jakby mógł, wzruszyłby ramionami i dodał "Ja nic nie wiem, ja nic nie zrobiłem"... Nie zwlekając, chwycił urządzenie i odebrał połączenie.
— Cześć Walter. Mam nadzieje, że nie przeszkadzam. — zaczęła spokojnie.
— Hej. Dla Ciebie zawsze znajdę czas, Alina. — powiedział, w odpowiedzi usłyszał ciche westchnięcie i moment, jakby się uśmiechnęła. — Jestem Twoim dłużnikiem. Jakby nie patrzeć, wydłużyłaś moje życie o kolejne kilka lat. — dodał z tym charakterystycznym pomrukiem w głosie.
— I właśnie w tej sprawie dzwonię, bo chyba coś udało mi się znaleźć, co mogłoby Ci pomóc. — wyjaśniła. — Jesteś w domu, prawda? — zapytała, choć bardziej brzmiało to jak twierdzenie.
— Owszem i przez najbliższy czas nigdzie się nie wybieram.
— W takim razie za chwilę będę, bo tak akurat przypadkiem jestem w Twojej okolicy.
— Przypadkiem powiadasz? — uśmiechnął się delikatnie.
— Noo... tak wyszło. To zaraz jestem, pa!
Tak jak powiedziała, tak też się stało i już po chwili na podjeździe zaparkował jej samochód. Mercer założył na siebie koszulkę, co by nie paradować z gołą klatą przed panią patolog, choć pewnie ona nie miałaby nic przeciwko, lecz jednak wolał takie widoki zachować na później. Wyszedł z domku i podszedł do kobiety, która próbowała coś wyciągnąć z bagażnika, a gdy stanął obok niej, zauważyła trzy grube księgi, których zdecydowanie nie powinna sama nosić.
— Pozwól, że pomogę. — powiedział, delikatnie odsuwając ją od tego durnego pomysłu.
— Ostrzegam, mogą być cięż... — zaczęła, lecz gdy zauważyła, że dla Mercera te księgi były jak piórko, nic już nie mówił. — A nie ważne. — dodała ciszej, na co brunet przyjaźnie się zaśmiał.
Odłożył księgi na drewnianym stole, który zdecydowanie wytrzyma ich ciężar, rozłożył jedną obok drugiej i chwilę im się przyjrzał. Niby zwykłe książki, a jednak coś od nich biło... Wyczuwał coś, co czuł w obecności tamtego zamaskowanego mężczyzny - magię, bardzo silną magię.
— Czy Ty mnie słuchasz w ogóle? — zapytała nagle Alina, która chyba zauważyła, że nie ma z nim kontaktu.
— Przepraszam, nie słuchałem. — odpowiedział spokojnie. — Po prostu te księgi biją taką magią, że chwilę się zawiesiłem. — dodał, odwracając się w stronę rudowłosej.
— Rozumiem. — cicho westchnęła, delikatnie unosząc kąciki ust. — W każdym razie znalazłam coś, co może pomóc, ale dla pewności raz jeszcze sprawdźmy ich treść. Wiesz, co dwie głowy to nie jedna. — dodała, stając obok bruneta.
— Z przyjemnością.
Mercer przygotował ich ulubione napoje, które podał na drugim stoliku obok, żeby przypadkiem nie zalać książek, które już po chwili oby dwoje wertowali strona po stronie. Widać było, że oby dwoje czynią to z czystą przyjemnością, szczególnie będąc tak blisko siebie. W międzyczasie pojawiał się Shade, który również spoglądał na treści magiczne.
— Od kiedy koty potrafią czytać? — zapytała spokojnie Alina, która spokojnie zerknęła w jego stronę.
— A kto powiedział, że jestem kotem? — odpowiedział pytaniem na pytanie. — Może jestem papugą? — dodał, przyjmując wygląd cienistej papugi, co kobietę rozbawiło, jednocześnie wybijając Waltera ze stanu skupienia.
— To możesz być sobie papugą gdzie indziej, Shade. — powiedział, spoglądając w jego stronę. — Albo przydaj się do czegoś i pomóż w szukaniu. — dodał.
— Mogłeś mówić wcześniej. — mruknął Shade, wracając do kociej wersji siebie. Usiadł naprzeciw jednej z ksiąg, dotknął ją łapą, a w jego oczach, które przypominały nocny nieboskłon, "gwiazdy" zaczęły się przemieszczać. Po chwili podszedł do dwóch kolejnych i uczynił to samo, co z pierwszą, po czym usiadł naprzeciw Aliny, spokojnie patrząc się w jej oczy. Mercer nie wiedział, co się dzieje, ale sądząc po skupionej minie kobiety, coś jej przekazywał w myślach.
— To wszystko ma sens.. — powiedziała po chwili. — Czemu wcześniej nie mówiłeś, że tak potrafisz? — zapytała, krzyżując ręce na piersi.
— Nikt nie pytał, a też nie chciałem się wtrącać. — odpowiedział, szczerząc się, ukazując swoje jasne kły.
— Więc... czego się dowiedziałaś? — zapytał po chwili Walter, spoglądając w stronę kobiety.

Alinko? ♥

1663 słowa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz