28 sierpnia 2026

Od Lucille cd. Minkiego

Zajęcia przebiegły płynniej, niż się spodziewałam. Zazwyczaj nie prowadziłam tego przedmiotu, ale znajomy poprosił mnie o zastępstwo. W swoim monologu, jaki przy tym wygłosił, wspominał coś, że ma od dawna umówionego na ten dzień lekarza, do którego czekał pięć lat (choć potem była mowa o dwóch latach? roku?), potem napomknął, iż tematem przewodnim tego tygodnia są kitsune, patrząc na mnie z jakimś takim dziwnym błyskiem w oku, którego genezy nie potrafiłam wyłapać. Na koniec, ponieważ wciąż nie rozumiałam, dlaczego w zasadzie to ja mam wziąć zastępstwo, a nie ktoś z jego katedry, kto faktycznie studiuje rasy magicznych stworzeń, popisowo załamał ręce, popatrzył na Mel, w tym czasie siedzącą przy swoim biurku obok, z każdą chwilą zdawało się, że z coraz większym trudem powstrzymuje się od śmiechu.
— Lucille, nie znasz przypadkiem jakiegoś kitsune? — zapytała w końcu, odpowiadając na spojrzenie czarodzieja. — Wydaje mi się, że prawie tydzień przychodził tu z tobą taki jeden... Jakby się zastanowić, to dość często go z tobą widuję. Wiesz, ten, co mówisz, że to tylko przyjaciel.

24 sierpnia 2026

Od Liama cd. Sabara

Ach, naprawdę, dawno nie spotkałem równie zabawnego człowieka jak ten, co właśnie prowadził mnie po schodach na górę, na piętro z pokojami do wynajęcia. Fascynującym było, jak gładko łyknął tę całą moją ściemę, że niby tak mnie proszek, którym doprawili z córką właściciela drinka drobny szczegół, że nie tego, co trzeba, sieknął. Zdecydowanie porwał się z motyką na słońce, nie zrobił żadnego rekonesansu w zakresie tego, jak najlepiej osłabić drakonidy, skorzystał z najgorszej z możliwych metod zatrucia i to jeszcze proszkiem, który tak łatwo dało się wywąchać. Moja siostra w pięć sekund byłaby w stanie wyrecytować dokładny skład tej mieszanki, ja niestety mogłem powiedzieć na jej temat wyłącznie tyle, że była zbyt słaba, by wyrządzić mi realną krzywdę. Nawet po wypiciu całej zawartości szklanki na raz, tylko na moment straciłem ostrość widzenia. Tymczasem facet ewidentnie wierzył, że jego plan jednak się powiódł, cały zadowolony parł właśnie niestrudzenie przed siebie, nawet mimo tego, że z każdym krokiem opierałem się na nim coraz bardziej, w połowie schodów już w zasadzie na nim wisząc.

Od Lucille — Wystarczy słowo II

Jednak zamknięcie Minkiego na bity tydzień w domku w górach bez zasięgu to był od podszewki bardzo zły pomysł. Z każdym kolejnym upływającym dniem przekonywałam się o tym coraz bardziej. Piątego dnia przykleił się już do mnie, zdaje się, nierozerwalnie, dalej ciągnąc to czytanie książek, które wygrałam na Wielkiej Loterii. Swoją drogą, gdy do moich drzwi zapukał kurier z paczką, której nie zamawiałam, zdziwiłam się lekko. Przez chwilę przez myśl mi przeszło, że może nie powinnam tego otwierać, bo nigdy nie wiadomo, co ktoś mógłby mi wysłać, może nadawca wcale nie miał dobrych zamiarów? Jednak gdy moim oczom ukazała się informacja, że paczka jest nadana z ramienia Caratu, przypomniałam sobie o tej loterii, w której każdy z mieszkańców odgórnie brał udział. Mają rozmach, trzeba im przyznać.

23 sierpnia 2026

Od Sabara cd. Liama

Zachowałem kamienną twarz, dopilnowałem, żeby nawet nie drgnęła mi powieka, gdy dotarło do mnie, że poniosłem jedno wielkie fiasko. Poczułem nieodpartą chęć, żeby jęknąć i uderzyć czołem w stół, ale, cóż, musiałem ciągnąć przedstawienie, nie mogłem wypaść z roli i dać po sobie poznać, że byłem w tarapatach i misterny plan A diabli wzięli. Smok nie wypił alkoholu z proszkiem od Tamera, choć Zahra, zgodnie z dobitym wcześniej targiem, zaserwowała mu go pod nos (aczkolwiek sztuczne łaszenie się i świecenie mu biustem przed oczami mogła sobie darować, niepotrzebna, zbytecznie zwracająca na nas uwagę szopka, takie zachowanie zupełnie nie leżało w jej naturze i na co dzień raczej łypała na piratów, niż słała im czarujące uśmiechy i spojrzenia spod rzęs). 

Od Ardala cd. Luci

Stłumił westchnienie, nieprzekonany, jak powinien się zachować, co powiedzieć. Idąc z Lucą do „Caballero Cigar”, nie spodziewał się, że zwykła rozmowa przy drinku przybierze taki obrót. Znając Lucę (krótko i powierzchownie, ale zawsze) nie pomyślałby, że mężczyzna mógłby być skory do dzielenia się swoją trudną przeszłością, przykrymi wydarzeniami z dzieciństwa, tymczasem opowiedział mu o swoich traumach, o przemocowym ojcu uzależnionym od alkoholu.
Przeszło mu przez głowę, że... chyba dostąpił swego rodzaju wyróżnienia. A przynajmniej nie sądził, żeby Luca rzucał ciekawostkami o swojej patologicznej rodzinie na prawo, lewo w towarzystwie pierwszej lepszej napotkanej osoby. Zresztą... dlaczego podzielił się tym akurat z nim? Nie znali się długo i chyba nawet niezupełnie się lubili, a przynajmniej przez większość czasu traktowali się nawzajem półżartem, z dystansem albo szorstko. Może ocenił Lucę pochopnie? Trochę zbyt surowo? Mężczyzna miał nieciekawą przeszłość, może to wszystko, jego charakter i sposób bycia, skrywało jakieś drugie dno? Luca nie miał w życiu lekko, swoje przeszedł, może Ardal powinien być wobec niego... nieco bardziej wyrozumiały?

Od Luthera — Droższe nie znaczy lepsze

Dzień rozpoczął się od porannego spaceru z Delicją, na którym spędzili dobre trzydzieści minut. Ulice Deiranu były o tej porze puste, a poranna rosa pozostawała na butach i łapach. Delikatny powiew chłodnawego powietrza, przyjemnie łaskotał nos. Ułożone włosy zostały rozmierzwione przez te lekkie powiewy wiatru. Uliczne kawiarenki były pozamykane, wszystkie krzesła ułożone na stołach budowały wrażenie, jakby były to szkolne sale. Wyglądały na, delikatnie mówiąc, opuszczone. Gdyby nie to, że budynki są nowoczesne i w centrum miasta, to mogłyby posłużyć dla osób, które lubią zwiedzać opuszczone miejsca, poznając ich całą historię. Na szczęście, to, że lokale wyglądają na opuszczone, jest tylko w momencie, gdy nie są dobrze oświetlone i w środku panuje półmrok, potem wszystko wraca do codzienności. Choć zapewne na Halloween może to niektórych przyprawić o zawał, gdy w środku będą znajdowały się różnego upiorne ozdoby. A jeszcze trochę i w sklepach na półkach pojawią się takowe dekoracje.

22 sierpnia 2026

Od Minkiego — Wystarczy słowo I

Minki leżał rozwalony na kanapie w domu Lucille, kiedy ta ciężko pracowała nad swoim nowym wymysłem. Postanowiła zrobić jakieś nowe ciasto, które dostała od jednej z sąsiadek. Oczywiście, to bliźniaki Fox padły ofiarą tego eksperymentu, bo mieli próbować wypieku. Raz wyszedł zakalec, innym razem nie dorobiło się w środku, a kolejnym razem spaliło się ciasto. Tak, zdecydowanie był to pierwszy wypiek, który nie udawał się jasnowłosej. Tym samym sprawiło, że uparcie dalej próbowała dokończyć dzieło. No, bo Lu wychodziła z założenia, że jak ona tego nie zrobi, to kto?!; zaparcie twierdząc, że pewnie jakiś krok źle wykonuje. A dostała dokładny przepis. I nie wychodziło jej. 

Od Luthera cd. Yassina

Luther nie spodziewał się, że sytuacja może aż tak dramatycznie się obrócić przeciwko niemu. Wizyta siostry z dziećmi poprowadziła całą rozmowę w negatywnym kierunku. Jednak nie zmieniało to faktu, że nie widział nadal konkretnego powodu, aby powiedzieć Yassinowi, czym tak naprawdę się zajmuje. To nie brało się z niepewności Luthera, a wszelakiej maści bezpieczeństwa. Nie chciał dodatkowo zniechęcić do siebie mężczyzny. Doskonale wiedział, że łowcy nie są najlepiej postrzeganą grupą wśród mieszkańców. Mimo że niektóre sytuacje nie są przez nich kontrolowane, to nadal starają się zagwarantować bezpieczeństwo dla społeczności lokalnej. Przedarcie się niebezpiecznej bestii do centrum miasta jest jednym z najgorszych możliwych scenariuszy. Choć 95% udaje się odpędzić od miasta lub złapać nim do niego dotrą, to niestety te nieszczęsne 5% jest bardziej sprytne i lepiej sobie radzi z adaptacją. 

Od Minkiego cd. Lucille

Minki zdecydowanie nie rozumiał, dlaczego ludzie są tak bardzo zaaferowani magicznymi istotami. Nie rozumiał, dlaczego za wszelką cenę, próbują je złapać i zniewolić. Korzystanie z magicznych właściwości danej istoty nie zmienia faktu, że dalej miała swoje własne prawa i chęć przetrwania. Wykorzystywanie jej do własnych celów było dla niego nie do zrozumienia. Nie potrafił znaleźć odpowiednich argumentów, które mogłyby to jakkolwiek tłumaczyć. Prawda była taka, że nic nie wytłumaczy bestialstwa, jakie skrywało się w ludzkich sercach.

Od Nivana cd. Eirika

Nivan postanowił odwiedzić Eirika w pracy, nim skończy swoją zmianę. Dlatego wszedł do lokalu tak, jak zawsze, czyli wejściem przeznaczonym dla pracowników. Czuł się tutaj jak u siebie. Przywitał się z Romanem, zamienił z nim kilka zdań, a następnie ruszył na salę w poszukiwaniu swojej zguby. Nie potrzebował dużo czasu, żeby odnaleźć ten charakterystyczny czarny łeb na sali. Jednak na twarzy czerwonowłosego wymalowało się zdziwienie, gdy zauważył, że Skugge stał obok stolika, gdzie siedziała Vanessa. Z tego, co kojarzył, to jego koleżanka z pracy siedziała ciągle na chorobowym po skręceniu kostki. To było najmniejsze zaskoczenie, bardziej zdziwiony był całą scenką, która odbyła się przy stoliku.

20 sierpnia 2026

Od Liama cd. Sabara

Nudziłem się jak mops.
To było wręcz niepojęte, jak można było tak niefartownie władować się do odizolowanego portu dokładnie wtedy, gdy ktoś w końcu uznał za zasadne zrobić coś z kwitnącym w tym miejscu przemytem. Niestety, tak się złożyło, że miałem w Talarze interesy. Tylko głupi by nie skorzystał z przedstawionej nam kilka dni wcześniej oferty — przypłynąłem więc tu razem z kilkoma członkami naszej wspaniałej organizacji, którzy akurat nie mieli nic do roboty, żeby odebrać przeszmuglowane przez inną ekipę Szepczące Wazy, sprzedawane za bezcen w Madkiwe, z potencjałem do otrzymania za nie pokaźnej sumki u kolekcjonera, z którym od lat współpracowaliśmy. Tanio, szybko, bezproblemowo.

Od Yassina cd. Luthera

— Kłamca — powtórzył Yassin, jaśniepańsko przymykając powieki, zadzierając nos i krzyżując ręce na piersi. — Nawet nie jesteś człowiekiem, świetnie, Luther. Mogę w ogóle cię tak nazywać, czy to kolejna ściema?
— Mam na imię Luther — uspokoił mężczyzna trochę skonsternowany sytuacją z siostrą i dzieciakami, trochę rozbawiony zachowaniem Yassina i jego Pozą Świętej Obrazy.
— O, proszę, chociaż coś — kontynuował Yassin swoją śpiewkę. — A reszta? A może Lucy wcale nie jest twoją starszą siostrą? A dzieciaki? Całkiem do ciebie podobne, nie uważasz?
— Bo jesteśmy spokrewnieni? Poza tym myślisz, że Lucy zareagowałaby tak entuzjastycznie na twój widok, gdyby naprawdę coś nas łączyło?

18 sierpnia 2026

Od Eirika cd. Nivana

Szczerze mówiąc zupełnie straciłem poczucie czasu, odkąd mogłem w końcu korzystać z chwili wytchnienia od tych chorych temperatur w towarzystwie zbawiennego urządzenia zwanego klimatyzacją. Scrollowałem bez celu jakieś losowe rzeczy w telefonie, zastanawiając się, jaki serial tym razem obejrzeć, jednak wciąż nie mogłem trafić na nic godnego uwagi, czego bym jeszcze nie widział. Skądinąd irytująca sytuacja — gdy bardzo masz ochotę obejrzeć coś takiego, co wyrwie cię z kapci, ale jednocześnie jesteś niemal pewny, że nie znajdziesz nic lepszego od tego, co właśnie niedawno obejrzałeś. Zaczynałem się coraz bardziej nudzić, nie będąc w stanie wyjść nawet z domu przez te zakichane, poparzone plecy.
Robiło się coraz później, a Nivan dalej nie upomniał się o klimatyzację, którą podwędziłem z jego sypialni. Spojrzałem z niejakim zaciekawieniem w kierunku wspomnianego pomieszczenia. Zza przymkniętych tylko drzwi docierała do salonu cienka wiązka światła, ale nie słychać było żadnych dźwięków świadczących o tym, że ktoś tam przebywa.

Od Ardala — Pięć urzędniczych pensji

W przeciwieństwie do Luci, pracował na etacie (jeszcze. Czasem się zastanawiał, jak to możliwe, że nadal nie wręczono mu wypowiedzenia). Funkcjonował według stałego rytmu dnia, od rana był na nogach, czy akurat miał wolne, czy nie. Luca spał, do której chciał, czasem wstawał późno, bo, jak dzisiaj, odsypiał walkę. W takie dni czasem wstawał nie w humorze, niewyspany i obolały. Ardal nawet mu się nie dziwił.

12 sierpnia 2026

Od Lucille cd. Minkiego

— W każdym razie dam radę, bez szpilek nawet w za dużych butach idzie się znacznie łatwiej — burknęłam tylko, unikając wzroku przyjaciela. Wyraźnie czułam dotyk jego palców na swojej dłoni. Choć nie było to w zasadzie nic niezwykłego w jego wykonaniu, nagle stałam się wyjątkowo świadoma jego bliskości. Może przez to, że usłyszałam dzisiejszego wieczoru te wszystkie komentarze osób, które w zasadzie nas nie znały, a jednak po samym naszym zachowaniu wyciągały wnioski niemające nic wspólnego z prawdą. Choć przyznaję, ze statystycznego punktu widzenia mało prawdopodobne, żeby aż tyle osób się pomyliło nie mając ku temu żadnego konkretnego powodu...
Czułam się źle z tym, że nagle czuję się w jego towarzystwie lekko niekomfortowo, a jednak nie potrafiłam do końca odsunąć od siebie myśli powtarzającej mi w kółko w głowie ,,na zbyt wiele sobie przy nim pozwalasz".

11 sierpnia 2026

Od Sabara do Liama

Ziewnąłem w pięść. Obowiązkowe zebrania Ansarich często mi się dłużyły, miewałem momentami problemy ze skupianiem się i zapamiętywaniem informacji. Przepraszam, ale wszystko było ciekawsze od ględzenia Fadiego, łącznie z bujaniem się na krzywym krześle, ćmą obijającą się o lampę i dziurą w stole, nie wspominając o zabawie w skanowanie wzrokiem min równie znudzonych piratów i wybieraniu tej najzabawniej nieobecnej (dla mnie wygrywał Jasar, przełożył opaskę na zdrowe oko, wyłupione zakrył włosami, skrzyżował ręce na piersi i bezczelnie spał na siedząco). Oczywiście, z całym szacunkiem dla pana kapitana, ale przemawiał najmniej charyzmatycznie pod słońcem, jego głos poza tym wykazywał się wręcz niesamowitą zdolnością do usypiania słuchaczy. Sądząc po subtelnym pochrapywaniu w tle gdzieś za mną, nie tylko ja i Jasar tak sądziliśmy. 

7 sierpnia 2026

Od Waltera cd. Aliny

Gdy na rozgrzane ciało inspektora spadły pierwsze krople deszczu, dokładnie pochował rzeczy pod tropik, który sięgał idealnie do ziemi, a te istotniejsze wsadził do środka namiotu, wciskając je w jego kąt. Sam wszedł po chwili, od razu się kładąc, gdyż z siedzeniem nie było żadnych szans. Zdjął buty, żeby nie brudzić wnętrza i podciągnął nogi bliżej siebie, zginając je w kolanach. Przez chwilę siedzieli w ciszy, wsłuchując się w dźwięk opadających kropel deszczu, lecz gdy brunet wyczuł charakterystyczny zapach burzy, wiedział, że zaraz pogoda pokaże, na co ją stać.

1 sierpnia 2026

Podsumowanie nr 13

Dzień dobry!

Lipcopad już za nami, pogoda była istnym połączeniem dwóch miesięcy w jedno, mimo że obecnie mamy podobno lato. Pogoda nieszczególnie się tym przejęła, przynosząc nam różne warunki atmosferyczne, przypominając, że to ona tutaj rządzi i dyktuje warunki. 

31 lipca 2026

Od Nivana cd. Eirika

Nivan zdecydował się nie komentować słów przyjaciela, który jojczył, że ma być delikatniejszy dla jego spalonych pleców. Gdyby się posłuchał mądrzejszego, to przecież teraz by tutaj nie siedzieli, prawda? Prawda. Prychnął oburzony, zadzierając głowę do góry. Wiedział, że Eirik jest uparty, ale nie sądził, że aż tak! 

29 lipca 2026

Underestimate me, that'll be fun

Liam Everglade

23 lata || 10.06 || mężczyzna || biseksualny || drakonid || Deiran ||
członek mafii przemycającej nielegalne, magiczne przedmioty

Wysmagany obcym wiatrem, opalony obcym słońcem

cathy le

Według aktu urodzenia — Sabar Bermejo. W przemytniczym półświatku działa jako Shams Ansari.

25 | Człowiek | Członek mafii portowej Al-Ansar | Reyana | 10.10 

27 lipca 2026

Od Eirika cd. Nivana

— Awww, jesteś najlepszy — uśmiechnąłem się promiennie do mężczyzny, uwieszając się na moment na jego szyi. Dostałem za to wymownie uniesione brwi wyższego i chrząknięcie Saga, więc puściłem przyjaciela, odsuwając się od niego na odległość ramienia. — Ale czekaj... Gdzie ją w sumie wstawimy? Chyba nie ma takich, co będą działać w całym mieszkaniu...
— Do mojego pokoju oczywiście — zdążył otworzyć szafkę z kubkami, którą zasłonił swoją twarz, nie mogłem więc dostrzec jego miny. Wydąłem usta, by wyrazić swój zawód tą informacją.

21 lipca 2026

Od Aliny cd. Waltera

W głowie szukała słów, które w prosty, ale dobitny sposób wyjaśniłyby to, co pokazał jej w głowie Shade. Przypominała sobie, że Mercer miał podstawowe wykształcenie medyczne, postanowiła uderzyć więc 
w tę strunę, jako że ten język sama rozumiała lepiej, niż magię i energię świata. 
– To nie jest zjawisko naturalne, lecz zsynchronizowany układ patogenny. Ktoś przeprowadził sztuczną rekombinację najgroźniejszych szczepów, projektując czynnik o bezwzględnej ekspansji. Brak mutacji kompensacyjnych, brak czułości na znane inhibitory. Powstała struktura o niemal nieograniczonym potencjale litycznym, pozbawiona jakichkolwiek znanych punktów wrażliwości. Stal wygasza działanie patogenu, ale to jak czekanie na wybuch wulkanu. Jednakże... – przerwała i spojrzała na nie-kota, który przekręcił łepek i przyjrzał się jej z zaciekawieniem, a po chwili podszedł do jednej z ksiąg i znów dotknął jej łapą. Wielkie tomisko zadrżało, a wtedy strony zaczęły się przewracać jakby dmuchał na nie potężny wiatr... i zatrzymały się na stronie 213.

12 lipca 2026

Od Minkiego cd. Lucille

Czy kiedykolwiek Lucille nie weszła w jakieś bagno ze względu na swoją nieodpowiedzialność? Pewnie odpowiedź brzmi nie. Jednym z plusów jest fakt, że Minki może zawsze pomóc jej się wykaraskać z tego, w co sama się wplątała. Czasami powoduje to pewne zgrzyty i wyładowania między przyjaciółmi, ale to najmniej istotna informacja. Grunt, że koniec końców problem zostaje rozwiązany.

11 lipca 2026

Od Violet cd. Marche

Śnieg pchał mi się do oczu i generalnie wszędzie, gdy szłam wzdłuż ulicy, mając nadzieję natrafić w końcu na wolną taksówkę. Cholerny Liam, niepotrafiący trzymać łap przy sobie. Miał mi ogarnąć u znajomego podwózkę do domu, jak skończymy pić w pobliskim klubie, i co? Taki chuj, spierdzielił gdzieś z jakąś laską, zanim zdążył po niego zadzwonić, nie zostawiając mi żadnego kontaktu do niego, nic! Nie ma to jak — zrobić mu przysługę, w ogóle się w tym miejscu pojawiając, bo olaboga, kumpel chciał mnie poznać, a potem skończyć stercząc nie wiadomo ile czasu na dworze w środku nocy, bo żadna taksówka w mieście nie chciała ruszyć w tę śnieżną zawieję z parkingu.

10 lipca 2026

Od Nivana cd. Eirika

Czerwonowłosy całkowicie nie spodziewał się sytuacji, która miała przed chwilą miejsce. Był na tyle zaskoczony, że potrzebował kilka minut, żeby dotarło do niego, co się właśnie wydarzyło. Jednak odwet dość szybko przyszedł, przez co Eirik zdecydował się pójść do kuchni po herbatę. Zostawiając Nivana w towarzystwie Saga.

9 lipca 2026

Od Waltera cd. Aliny

W laboratorium na moment zapadła cisza. Alina odłożyła igłotrzymacz na metalową tackę, a cichy brzęk stali odbił się od ścian pomieszczenia. Shade siedział zwinięty w kłębek na końcu stołu zabiegowego i obserwował ich oboje z nietypową dla siebie powagą.
— Ale to nie koniec. — powiedziała w końcu Starson, zdejmując zakrwawione rękawice. — Zatrzymaliśmy to coś, ale nie usunęliśmy. — dodała z ciężkim westchnięciem.
— Wiem. — mruknął krótko, powoli sprawdzając czucie w swoich mięśniach.

1 lipca 2026

Podsumowanie nr 12

Dzień dobry!

Czerwcowy gorąc upłynął, może i w mękach, gdy na dworze panowało prawie czterdzieści stopni, ale to za nami... a przynajmniej na chwilę! Na Deiranie mimo wszystko pojawiło się kilka opowiadań. Pisanych w pocie czoła, gdyż temperatura zdecydowanie nie była sprzymierzeńcem. Logiczne myślenie, a w zasadzie ogólnie myślenie, w takich temperaturach nie należy do najłatwiejszych. Wszystko się gotuje, a z mózgu zostaje przysłowiowa papka. Mimo to nasi autorzy nie wymiękli! Pokonali w pełni skoncentrowaną moc Słońca i stworzyli cudowny kontent.

30 czerwca 2026

Od Marche — Na temat Trevelyanów I

Zastanawiałam się czasem, czy moje opuszczenie (bardzo grzeczne określenie, swoją drogą) domu Trevelyanów i odcięcie się od rodziny, było dobrą decyzją. Czy to jest tak, że nie żałuję, bo naprawdę nie żałuję, czy nie żałuję, bo wmówiłam sobie, że nie żałuję i sama przekonałam siebie, że tak jest. Bo dumna nie pozwoliłaby mi przyznać, że to było koszmarnie głupie posunięcie, że zrobiłam wszystkim na złość, a najbardziej sobie, i że wszyscy wyszli na tym źle, a najbardziej ja.

Od Cahira — Drobne anse I

 jesień 2022, Rezydencja Trevelyanów

Złapał w powietrzu żółty liść. Zakręcił nim w palcach, patrząc wzrokiem trochę nieobecnym. Jesień? Kiedy? Nie zauważył, gdy lato się skończyło. To było tak, jakby usiadł na ławce w kwitnącym ogrodzie, zamknął powieki, opalając twarz, a gdy wstał, rośliny wokół umarły, a niebo przesłoniły chmury.
Za dużo pracy, za dużo listów, za dużo myśli, powiedział do siebie. Nie dostrzegam prostych rzeczy.
Żwir chrzęścił pod butami. Trochę drażniło Cahira, że jego kroki są w uśpionym ogrodzie doskonale słyszalne. Miał brzydki nawyk, żeby przemykać chyłkiem, chodzić jak kot, najlepiej, by w ogóle nie dało się go dostrzec.

29 czerwca 2026

Od Lucille — Gadatliwi studenci

Minki po raz kolejny machnął ogonem, omal nie rozsypując ułożonych w równy stosik papierów, spoczywających na biurku koło niego. Widziałam, jak spod zmrużonych powiek intensywnie przygląda się młodym adeptom sztuki magicznej zajmujących ostatnie rzędy miejsc w sali, skąd niemal od początku zajęć — a konkretniej od momentu, gdy kitsune tu wparował i bez słowa zajął miejsce na moim biurku — szeptali intensywnie między sobą. Przerwałam w pół zdania tłumaczenie, jak można szerzej wykorzystywać magię żywiołów, łącząc poszczególne między sobą, próbując usilnie przedstawić to w jak najbardziej przystępny sposób i jednocześnie zachęcić studentów do samodzielnego eksperymentowania. Wszak ograniczała ich w zasadzie ich wyobraźnia. Na koniec zajęć czekała ich część praktyczna, zadanie do wykonania na zaliczenie tych ćwiczeń, bazujące na przedstawionych im zagadnieniach. Nie mieli zbyt czasu się przygotować wcześniej i mogli bazować tylko na tym, co dzisiaj usłyszą. Tymczasem... cóż. Plotki o tym, że zaczęłam przychodzić do pracy z ,,niezwykle przystojnym kitsune" stały się wśród moich grup ostatnio gorącym tematem. Może nawet nie miałam im tego za złe — Minki zdecydowanie przykuwał wzrok. Tylko że...

28 czerwca 2026

Od Azury — Czarno-białe fotografie

Ciepły oddech na płatku ucha wyrwał mnie z zamyślenia. Drgnęłam, zaskoczona, jednak gdy tylko otoczył mnie znajomy zapach, moje ciało samo się rozluźniło. Kilian objął mnie ramionami za szyję i położył brodę na czubku mojej głowy. Uśmiechnęłam się lekko, odrywając wzrok od ekranu ściągniętego jakiś czas temu z Felsbach komputera, zakupionego wraz z najnowszym modelem aparatu fotograficznego.
— Co tam tworzysz? — spytał, składając na moich włosach delikatny pocałunek. Mimowolnie uniosłam dłoń, by przejechać palcami po jego przedramieniu.
— Sprawdzam możliwości obróbki zdjęć — drugą ręką poruszyłam myszką, przeklikując parę rzeczy na monitorze.

Od Eirika cd. Nivana

Chyba nigdy w całym swoim życiu nie byłem w sklepach tego typu, do których teraz zabrał mnie Nivan. Nie, żebym ubierał się jak wieśniak, zawsze lubiłem dobrze wyglądać, po prostu... można taki efekt osiągnąć nie aż tak dużym kosztem. Głupio mi było do tego stopnia wykorzystywać uprzejmość przyjaciela, jednak jeden rzut oka na jego twarz, gdy wychodziłem zademonstrować kolejną stylizację, wystarczył, bym uznał, że z jakiegoś powodu mężczyzna wydaje się niezwykle szczęśliwy. Westchnąłem, gdy po raz kolejny schowałem się w przymierzalni. Przejechałem dłonią po włosach, próbując zebrać myśli. Skoro z jakiegoś powodu tak go cieszy kupowanie mi ubrań...
Narzekanie chyba byłoby nie na miejscu... prawda?

26 czerwca 2026

Od Aliny cd. Waltera

sygn. akt III Nsm 456/10

Szczegółowe badania porównawcze: analityczna ocena organoleptyczna wykazała, że substancja charakteryzuje się całkowitą absorpcją promieniowania elektromagnetycznego w spektrum światła widzialnego. Materiał wykazuje cechy doskonałego ciała czarnego – pochłania 99% fotonów, nie generując przy tym mierzalnego albeda. [...] Eksperyment z użyciem krwi o podwyższonej homeostazie termicznej i sygnaturze nie-ludzkiej (próbka J.J.) wykazał hiperreaktywność katalityczną. Substancja zachowuje się jak egzogenny pasożyt organiczny – dąży do agresywnej dominacji nad komórkami gospodarza. Gwałtowna eskalacja temperatury doprowadziła do wrzenia i przekroczenia wytrzymałości naprężeniowej naczynia laboratoryjnego (eksplozja barometryczna probówki). [...] Reakcja wykazuje wrażliwość na kontakt z podłożem metalicznym. Kontakt cieczy z powierzchnią stopu metalu powoduje natychmiastową inhibicję (stłumienie) procesów egzotermicznych i przejście substancji w stan anabiozy.
 
Gdy tak stał przed nią, całkowicie obnażony, bez iluzji wykańczającej już jego magię – Alina poczuła, jak uderza w nią fala tłumionej przez dwa tygodnie frustracji. Przez tygodnie, w których Mercer ograniczał ich kontakty do sporadycznych telefonów, czuła się niczym nastolatka po zerwaniu. Oczywiście, że nigdy nie zadzwoniła do niego pierwsza. Otrzymała od niego dystans i, jak lustro, odbijała dystans w drugą stronę, chociaż telefon stał się najważniejszym przedmiotem w jej laboratorium. Nie raz łapała się na tym, że zamiast słuchać analizy praktykantki, analizowała jego głos z ostatniej rozmowy. Dlaczego był taki zachrypnięty? Czy rozłączył się pierwszy, bo palnęła coś głupiego podczas ich ostatniego połączenia? Raz zganiła się w myślach, gdy skalpel omsknął się jej przy nacinaniu skóry denata, bo nagle przypomniała sobie, jak Mercer trzymał rękę na jej udzie. Czasem zastanawiała się, czy on też o tym myśli, czy może dla niego to była tylko zabawa. 

18 czerwca 2026

Od Lucille cd. Minkiego

— Trochę — przyznałam, starając się skupić na wyczesywaniu zimowej sierści z Hyuka, zamiast na temacie, którego samo wspomnienie sprawiało, że czułam irytację. Jeszcze chyba nigdy nie miałam sytuacji takiej jak ta. Ile to już minęło? Na pewno dobrych kilka tygodni. Felix dalej uparcie próbował zagajać rozmowy, pisał, okazjonalnie dzwonił, zapraszał na spotkania poza domem. Nie miałabym pewnie nic przeciwko, tylko że... Widziałam, że nie chodzi mu w tym wszystkim o czysto przyjacielską relację. Nie potrafiłam stwierdzić, co sprawiło, że tak się zawziął, żeby zaskarbić sobie mojej sympatii. Traktowałam go przecież jak każdego innego znajomego...
Minki westchnął, blokując telefon i odkładając go sobie na uda. Odchylił głowę na zagłówek fotela i wbił zamyślony wzrok w sufit.

Pierwsze urodziny bloga i discordowe RP!

Serdecznie witamy Was w podsumowaniu z okazji pierwszych urodzin bloga! ♥ 

16 czerwca 2026

Od Luci cd. Ardala

 tw! przemoc domowa, alkoholizm, trauma z dzieciństwa, śmierć

        Oparłem się wygodnie o krzesło i zmrużyłem oczy patrząc na Ardala z rozbawieniem. Uniosłem leniwie szklankę i bez pośpiechu wziąłem łyk bezalkoholowego drinka. Ardal poruszył się niecierpliwie na swoim miejscu i powtórzył pytanie. Ja natomiast zamieszałem słomką w swoim napoju.

15 czerwca 2026

Od Marche cd. Tsakani

Marche zaśmiała się całkiem zdumiona. Skąd się ta mała urwała? Raz, że Tsakani udało się ją przegadać i zasypać pytaniami (co nie było wcale oczywiste, bo Marche bardzo lubiła słuchać brzmienia własnego głosu), dwa, że uznała drinka „wódka martini” za słabego. To co było dla niej mocne, przepraszam? Czysty spirytus? Poza tym gdzie się nauczyła tak pić? Takie drobniutkie dziewczę i wybrzydza, bo wódka? Marche wódka wychodziła nosem, a wcale nie uważała się za niedoświadczoną w piciu. Zresztą prawie wszystkie elfki, które poznała, miały podobny gust, one zawsze tylko słodki alkohol, kolorowe drinki owocowe, ewentualnie droższe wino. Marche pierwszy raz trafił się taki oryginalny egzemplarz.

12 czerwca 2026

Event letni 2026 — Urodziny cara i Wielka Loteria!

Serdecznie witamy Was w evencie letnim 2026! ♥

Podsumowanie eventu walentynkowego 2026

Serdecznie witamy Was w podsumowaniu eventu walentynkowego 2026! ♥

Od Yassina — Walentynki i to ja płacę I

Yassin zakradł się do kuchni na palcach, chowając za plecami Coś. Starał się poruszać bezszelestnie, ale cały wysiłek poszedł na marne, bo zaciekawiona Delicja podążała za nim krok w krok, bezrefleksyjnie stukając o podłogę pazurami.
— Bu! 
Luther stał przy płycie indukcyjnej, trzymał w ręce patelnię, akurat mieszał coś na niej bez używania łopatki do smażenia, po prostu podrzucał to niedbałym, odpowiednio wyćwiczonym ruchem ręki. Yassin podniósł brwi, co to za czary. Nie wątpił, że na jego miejscu wyjebałby połowę ich obiadu na blat, podłogę i siebie. Delicja zresztą byłaby zachwycona.

Od Sahiba — Walentynki, alkohol i knucie II

tw: 16+ (nagość)

Położył Alkowi rękę na ramieniu, delikatnie na nie nacisnął, bezgłośnie poprosił, żeby go puścić, bo chce wstać. Podniósł się, nie patrząc w oczy, trochę zawstydzony faktem, że znowu się rozkleił. To, że Alkowi nie zdarzało się to prawie w ogóle, a jemu dość regularnie, było w tym wszystkim jeszcze gorsze. Sahib był z ich dwójki bardziej temperamentny, ale i bardziej emocjonalny, wrażliwszy na wiele rzeczy, czasem pękał przy przeciągających się sprzeczkach, szczególnie gdy zaczynało padać jedno-dwa słowa za dużo (nawet, a tym bardziej, jeśli to on je wypowiadał), łatwiej też, jak teraz, wzruszał się w miłych chwilach, gdy czuł ciepło na sercu, będąc szczęśliwszym i bardziej kochanym, niż potrafił sobie z tym poradzić.

Od Ardala cd. Luci

Ardal spróbował opanować oddech i odsunąć od siebie emocje, stać się kwiatem lotosu na nieruchomej tafli mętnego, błotnistego jeziora. Nie udało mu się, strzelił na Lucę wzrokiem tak samo jak wcześniej wkurwionym.
— Ty jesteś pojebany — powiedział poważnie.
Luca wywrócił oczami. 
— Ty jesteś pojebany — przedrzeźnił go śmiesznym głosem, co tylko dodatkowo podgrzało krew w żyłach Ardala. — Czemu tak ostro od razu? Powiedz, że jestem...
Ardal zabębnił palcami niecierpliwie.
— No? 

1 czerwca 2026

Podsumowanie nr 11

Dzień dobry!

Majówkowy weekend przeminął tak szybko, jak cały miesiąc. Coraz to większymi krokami zbliżamy się do sezonu na komary. Choć ptaszki ćwierkają, że już powoli te krwiopijne owady pojawiły się na horyzoncie. Także trzeba mieć się na baczności i OFF'a! wrzucić do torebki czy plecaka, aby zawsze był obok, gdyby te bestie pojawiły się przed nami! 

31 maja 2026

30 maja 2026

Od Apolonie cd. Ruby

— O proszę, piesek już wiernie broni swojej pani, urocze, ale jakże zbyteczne. Kuweciarz was zdradził — mój wzrok padł na kota, który właśnie bawił się jedną ze zmiętych kartek w rogu pomieszczenia — Wezwana przeze mnie prywatna ochrona dociera tutaj w niecałe pięć minut, wam zostały niecałe dwie, aby mnie przekonać, abym was im nie wydała. Włamanie, rozbój, usiłowanie zabójstwa, chyba nie myślicie, że tak łatwo się wywiniecie — wesoła jak i wyjątkowo denerwująca gromadka po raz kolejny wpakowała się do miejsca mojego pobytu gwałtownie niczym hiszpańska inkwizycja, tym razem jednak zdecydowanie przeciągnęli strunę. Początkowo mnie tylko irytowali, więc w zdecydowanej mierze ich ignorowałam. Teraz jednak zamierzałam się ich najzwyczajniej w świecie pozbyć. Jak śmieci, którymi są.

24 maja 2026

Od Violet — Tropem szakala I

Mój świat zawsze w dużej mierze składał się z zapachów. Dużo uwagi poświęcałam analizowaniu molekuł, których różne kombinacje składały się na wonie opisujące otaczającą mnie rzeczywistość. Były czymś, bez czego świat wydawał się płaski, niepełny, pozbawiony ważnej części pozwalającej mi doświadczać go w pełni. Każde zjawisko pogodowe, miejsce w sąsiedztwie, pomieszczenie w domu... każda osoba, którą znałam i istota, jaką spotkałam — wszystko miało swoją indywidualną woń. Gdyby wyprowadzić mnie z domu z zasłoniętymi oczami i zatkanymi uszami, bez problemu potrafiłabym znaleźć drogę powrotną. Więcej — o ile w danym miejscu kiedykolwiek wcześniej byłam, doskonale byłabym w stanie ocenić, gdzie mnie przyprowadzono.

23 maja 2026

Od Nivana cd. Eirika

Praca w barze była przyjemna dla Nivana. Robił to, co tak naprawdę uwielbiał. Mógł przygotowywać drinki wszelakiej maści. Od tych bardziej wyrazistych po podstawowe z menu. Jednak mu to nie przeszkadzało. Problemy zaczynały się, gdy w barze robił się coraz to większy natłok związany z akcjami promocyjnymi. Wszelkiego rodzaju slogany reklamowe rozwieszone po całym mieście, że przez najbliższy tydzień będzie 50% zniżki. Należy złożyć zamówienie za minimum 200 koron, a każde kolejne będzie automatycznie rabatowane o 50%. Brzmi dobrze dla osób lubiących alkohol i dla stałych klientów baru. Jednak było to największe utrapienie dla pracowników. Jeśli chodzi o samą promocję — to nikt nie został o niej poinformowany. Nivan całkiem przypadkiem zauważył ją, gdy jechał do pracy na jednym z przystanków autobusowych i na bilbordzie rozwieszonym na kolejnym budynku. 
Alkohol wręcz się kończył w oczach, gdy po raz kolejny z butelki po wódce zostało zaledwie kilka kropel i Minhyuk musiał biegać do magazynu, który znajdował się na drugim końcu lokalu. Zawsze wszystko mają poustawiane w małym przedsionku — łączył on bar z pokojem socjalnym. Było wręcz idealnym schowkiem, gdyby czegoś brakło. Problem był jednak taki, że nawet dobrze nie otworzyli lokalu — a alkohol z ich małego zaplecza wręcz wyparował. Nawet beczki z piwami musiały być przynoszone, co nie zdarza się za często. 

12 maja 2026

Od Waltera cd. Aliny

— Bardzo dziękuję, inspektorze. Ale obawiam się, że moje DOCHODZENIE wymaga narzędzi, które nie są w pańskim zasięgu. — dodała, na co Walterowi mimowolnie uniósł się kącik ust, nie odbierając mu przy tym powagi oraz profesjonalizmu.
— W takim razie mam przyjemność pracować z bardzo dobrze wyuczoną panią doktor lub, jak prawie każdy, posiada Pani asa w rękawie, o którym lepiej nie mówić na prawo i lewo. — odparł spokojnym tonem, bardziej przyjaznym niż poważnym, zerkając w jej stronę. Ich spojrzenia na chwilę się spotkały, lecz Alina szybko wróciła wzrokiem na swoje notatki.

6 maja 2026

Od Violet cd. Eliasa

Zadawanie się z tym człowiekiem było prawdziwym wrzodem na tyłku. Mimo to...
Dość często zerkałam z niepokojem w lusterko, starając się pochwycić wzrokiem Eliasa. Potrzebowałam się upewniać, czy na pewno dalej oddycha, a Vantar zrobił wszystko, żeby się nie wykrwawił. Z jednej strony nie wierzyłam, żeby coś mogło tego mężczyznę zabić, z drugiej... cholernie się tego bałam. Tym bardziej, im częściej bezmyślnie doprowadzał się do tak krytycznego stanu. I to wcale nie dlatego, że gdyby w końcu coś nie poszło po jego myśli, to ja musiałabym potem kombinować, co zrobić z ciałem i jak udowodnić, że to nie ja go kropnęłam...

1 maja 2026

Od Tsakani cd. Marche

Pokiwała energicznie głową na znak, że zrozumiała i wręcz biegiem, od razu ruszyła za kobietą. Jej zapał do słuchania „poleceń” Marche działał tak… przez może najbliższe kilka metrów. Dopóki nie rzuciły jej się w oczy pęknięcia w drodze, z których wyrastały skrawki trawy i pojedyncze roślinki. Jakim cudem były w stanie przetrwać w takich warunek? To było pytanie na inny dzień. Elfka momentalnie zaparła się stopami, zatrzymując w miejscu i niemalże wywalając przy tym zarówno siebie, jak i Marche.
— Nosz! Co znowu? — spojrzała na starszą, jakby miała nadzieję, że ta wyczyta jej intencje przez samo spojrzenie i bez słowa wyrwała szybko rękę z jej uścisku. — Halo!
— Czekaj chwilkę — przykucnęła i położyła dłonie na ziemi.

Podsumowanie nr 10

 Dzień dobry!

Ptaszki na dworze ćwierkają, gdy tylko na horyzoncie pojawia się słońce. Coraz szybciej robi się widno, a przez to, że nastała wiosna: w końcu można odetchnąć od zimowych poranków. No, prawie, jeszcze gdzieś ta zima się przeplata. W końcu kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy trochę lata. Jednak oficjalnie rozpoczynamy sezon grillowy! Mamy ogromną nadzieję, że dalej będziecie tak aktywnie wymyślać coraz to ciekawsze historie!

30 kwietnia 2026

Od Luci - Nie ufaj przestępcy

Przez chwilę nie wiedziałem co się właściwie stało. Jeszcze przed momentem stałem przy krawędzi basenu. Pozowałem do jakiegoś idiotycznego zdjęcia Ardala, a teraz wszystko wokół mnie było rozmyte i mokre. Spojrzałem w górę, nad taflą widniała tylko zniekształcona sylwetka mężczyzny. Opadłem niżej niemal dotykając dna basenu i znieruchomiałem. Cierpliwie czekałem by zobaczyć czy ten krasnal wpadnie w panikę. Z dołu widziałem, jak podchodzi bliżej i próbuje ocenić czy już się utopiłem. Miałem ochotę prychnąć, ale wtedy naprawdę bym się utopił.

Od Ruby cd. Apolonie

Teraz to mnie najmniej obchodzi. Posiedzę tu przy Chrystianie. Jakby coś było, na przykład przypadkiem nadziałabyś na bardzo ostry przedmiot, to krzycz. Chętnie popatrzę.
Ruby piorunowała mistrza nietaktu wzrokiem. Rozumie jego emocje i nadpobudliwość, ale będąc w przeszłości, muszą myśleć, by jak najszybciej z niej wrócić. I do tego niestety potrzebowali Apolonii. Muszą być dla niej mili.

Od Apolonie cd. Ruby

– Jeśli teraz wyjedziesz, możesz już nie wracać i przy okazji powiedzieć ojcu, żeby następnym razem wysłał do szpiclowania kogoś bardziej kompetentnego – dziewczyna natychmiast się zatrzymała, do tej pory nie było potrzeby, aby jej zdradzać tej słodkiej tajemnicy, po raz pierwszy postawiłam sprawę jasno, dałam wprost znać, że wiem, kim jest i dlaczego tak wiernie, jak piesek, towarzyszy mi na każdym kroku. Ellie nie jest moim współpracownikiem i nigdy nim nie była, nic nie słyszy, nie powie ani nie zrobi. Nie zareaguje, nawet jeśli kogoś bym właśnie obdzierała na żywca ze skóry. Ma tylko jedno zadanie i słucha się tylko jednej osoby, mojego ojca. A on kazał zrobić jej dosłownie wszystko, żeby utrzymać się blisko mnie. Ma pilnować, abym nie narobiła głupstw, które odbija się na jego nazwisku lub – co gorsza – na jego interesach, obserwować i donosić, żeby zawczasu mógł zareagować. Toleruje ją, dopóki jest przydatna i wywiązuje się ze swoich obowiązków asystentki, sekretarki, można nazywać to, jak się chce, dla mnie jest zwykłym pasożytem, którego skoro już jest, należy wykorzystać, by jak najwięcej z jego obecności wynieść. 

22 kwietnia 2026

Od Aliny cd. Waltera

Wszystko, co wydarzyło się po tańcu na podwyższeniu, było w jej pamięci wielką czarną dziurą. Obudziła się z paskudnym bólem głowy i zgadywała, że reszta tego dnia też będzie paskudna. Co więcej, była w szpitalu – czyli w miejscu, w którym absolutnie nie chciała się nigdy znaleźć. Nie w swoim stanie zombifikacji. Będzie potem musiała poprosić znajomego ordynatora o zafałszowanie dokumentacji, w której z pewnością figuruje opis zgniłej tkanki, ponieważ leżała na łóżku w szpitalnej koszuli (która nie pozostawiała wiele wyobraźni). To, że wiedziano o jej przypadłości (o ile tak to można nazwać) to pikuś, ale wolałaby nie być zmuszona do kolejnych badań, które wykażą pogarszanie się jej stanu oraz, nie daj bogowie, związaną z tym przeklętą moc.

18 kwietnia 2026

Od Minkiego cd. Lucille

Minki nie wiedział, co powinien myśleć o całej sytuacji w mieszkaniu przyjaciółki. Jednak zdecydowanie nie podobało mu się to, że zobaczył tutaj Felixa. Nie powinien się wtrącać w nieswoje sprawy, ale... nie chciał, żeby kolega z pracy skrzywdził Lucille. Martwił się o nią. Dlaczego w ogóle Felix pofatygował się i przyszedł aż do mieszkania? To mu się zdecydowanie nie podobało. 
Poszedł usiąść do salonu na kanapie, włączył telewizję i zabrał się za przeskakiwanie po kanałach. Nie zarejestrował momentu, jak Lu wyszła ze swojej sypialni. Dołączyła do oglądania wspólnie telewizji (a raczej przeskakiwania po kanałach). Minki zdecydował się już nie poruszać tematu Felixa. Chwilowo ugryzł się w język, ale wiadomo, że i tak długo to nie potrwa. 

13 kwietnia 2026

Od Sahiba — Goblinowi tym bardziej

Sahib zaczaił się na Alka jak snajper, schował za ścianą, zamaskował doniczką z kwiatkiem, cierpliwie siedział w absolutnym bezruchu. Starał się oddychać jak najciszej, prawie wtopić w ścianę. Bezgłośnie zgonił z siebie Jogho, która przycupnęła mu na ramieniu, rozkazująco wyciągniętym palcem nakazał Atlasowi iść precz (pudel chciał polizać go po twarzy, chyba nie rozumiał, że prawie popsuł Sahibowi zasadzkę).
Gdy Alek pojawił się w polu widzenia, Sahib zamknął jedno oko, odmierzył cel z zegarmistrzowską precyzją, poczekał, aż czarnoksiężnik zbliży się dostatecznie. Gdy Alek znalazł się kilka kroków od niego, Sahib nacisnął spust, trafił go z pistoletu na wodę prosto w twarz.
— PHAHAHAHA, MAM CIĘ, ŚMIGUS DYNGUS. 

106 słów

Od Ardala — Nie ufaj komornikowi

Ardal, po paru drinkach na hotelowym patio, miał humor śpiewająco dobry. Krawat, jeden ze swoich nieodłącznych atrybutów, dawno zdjął i schował do marynarki (Luca potem mu go ukradł i zawiązał sobie, żeby trochę się z nim podroczyć i go poprzedrzeźniać), koszulę rozpiął pod szyją nonszalancko, wywinął rękawy. Świetnie bawił się z Lucą i nowo poznanymi dziewczynami, które zaczepiły ich, żeby pożyczyć papierosa, a które okazały się parą sympatycznych, i całkiem zabawnych, lesbijek.

Od Yassina — Zdrajca i oszust

Yassin przeciągnął się mocno, rozprostowując ramiona nad głową. Byłby się przewrócił na drugi bok, ale zdjęto z niego kołdrę i, na dodatek, śmiano go podnieść, tak po prostu i jakby nigdy nic. Zareagowałby na to zuchwałe posunięcie odpowiednio, raz, że Pewna Osoba tak bezceremonialnie sobie z nim poczyna, dwa, że przerywa mu się Bardzo Ważny Sen, ale... zmienił zdanie, bo ramiona, które go obejmowały, były przyjemnie ciepłe, znajome w miły sposób, poza tym naturalnie budziły zaufanie, więc Yassin, instynktownie, złapał Luthera za szyję. Nie otwierając oczu, oparł o niego policzek, uprzejmie godząc się ze swoim losem.
— Niesiesz mnie na świąteczne śniadanie? — domyślił się głosem lekko zachrypniętym od snu. — Och, jesteś cudowny, uwielbiam cię.

12 kwietnia 2026

Od Waltera cd. Aliny

Gdy włamywacz dotarł na komisariat, od razu został przekazany lekarzom ze względu na odniesione obrażenia. Nie wyglądał najlepiej, a z minuty na minutę było coraz gorzej. Jego ciało stopniowo zaczęło się rozkładać, umysł przestał odbierać bodźce z zewnątrz, choć mózg sam w sobie działał prawidłowo. Walter w tym czasie siedział już w swoim biurze, sącząc wcześniej przygotowaną kawę, okna natomiast miał lekko zasłonięte, gdyż poranne słońce za bardzo drażniło jego wrażliwy wzrok. W tle leciała jego ulubiona muzyka, przy której mógł się bardziej skupić i choć przed oczami miał akta sprawy, z tyłu głowy miał widok delikatnego ciała Aliny... Pani patolog zdecydowanie namieszała mu w głowie.
Po kilkunastu minutach do biura weszła prawa ręka Waltera - pani inspektor Margaret Callahan, która znała go od każdej strony. Położyła świeże akta na jego biurka, zajmując miejsce siedzące naprzeciwko bruneta.

10 kwietnia 2026

Podsumowanie Grudniowych Przebojów 2025

Dzień dobry!

Świąteczno-noworoczny czas już tak naprawdę za nami. Na blogu pojawił się event Grudniowe Przeboje 2025, w którym Wasze postacie mogły wczuć się w klimat świąt i obchodzenia Sylwestra! Mamy nadzieję, że miło Wam się pisało te opowiadania, choć widząc po niektórych historiach, to musieliście naprawdę dobrze się bawić! Dlatego przychodzimy do Was z podsumowaniem eventu!

Od Aliny cd. Waltera

9 kwietnia 2026

Od Waltera cd. Aliny

        Spodobała mu się relacja z Aliną, choć jeszcze wczoraj zwracali się do siebie "per pan/pani" używając swoich stopni służbowych. Dzisiaj natomiast wszystko nabrało tempa - poczynając od przekopania ogródka przez Waltera, kończąc na niestety samotnej kąpieli w jej łazience. Jednak pojawił się jeden problem, gdy wyszedł już z wanny i stanął nagi na dywaniku - nie dostał ręcznika, a jedyny, jaki widział, był ręcznik do rąk przy umywalce. Będąc facetem, a nie świnią, pozwolił sobie na ostrożne zaglądnięcie do szafek, żeby zlokalizować świeży ręcznik, nie zwracając uwagi na inne znajdujące się tam rzeczy. Gdy zajrzał do trzeciej szuflady, zlokalizował potrzebną mu rzecz, wytarł się, przetarł wilgotne włosy, po czym powiesił ręcznik na suszarce, podłogę natomiast przetarł mopem, który stał w kącie łazienki. Zostawiając po sobie porządek, ubrany skierował do salonu, gdzie zastał Alinę siedzącą na kanapie, która nadal przeglądała akta w laptopie. Stanął za nią, opierając się o kanapę i na chwilę wstrzymał oddech... Znalazła to, czego znaleźć nie powinna. Westchnął cicho, chcąc choć trochę rozładował napięcie, które powoli zaczęło się w nim budować, lecz niewiele to pomogło.

7 kwietnia 2026

Od Eirika cd. Nivana

Zjedliśmy obiad przygotowany przez Nivana już ostatecznie pogodzeni po tej drobnej ,,kłótni". Chyba można śmiało powiedzieć, że w zaistniałej sytuacji byłem coś winny siostrze Nivana. Zdecydowanie znalazła się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Ostatecznie uciekanie było z mojej strony tchórzostwem, ale jeszcze chwilę temu nie myślałem jasno. Albo może wręcz przeciwnie, to teraz umysł zmąciły mi dobre intencje rodzeństwa... Co by nie było, postanowiłem zrobić, co w mojej mocy, żeby Nivan mimo wszystko nie żałował decyzji przyjęcia mnie pod swój dach.
Ponieważ Nivan gotował, ja posprzątałem naczynia, gdy już skończyliśmy posiłek. Gdy wróciłem do kuchni, zobaczyłem cienisty ogon wystający z garnka, gdzie została reszta sosu. Westchnąłem. Wrzuciłem talerze do zlewu i natychmiast wytargałem Saga z garnka za ten wystający ogon, przerywając rozchodzące się po kuchni odgłosy mlaskania.

6 kwietnia 2026

Od Aliny cd. Waltera

Gdy tylko inspektor się rozłączył, dopadła do swojego stacjonarnego komputera i zaczęła wpisywać nazwiska z kartki. Vargas. Nic. Barrett. Nic. Marca i Huntera zostawiła sobie na sam koniec, bo kojarzyła te nazwiska. Hunter (a przynajmniej jego mafijne wpływy) jest obecny na terenie Vannidoru od niedawna. Drobne kradzieże, wyścigi samochodowe. Na terenie tego kraju jest całkiem grzeczny jak na mafiosa, ale podejrzewa się, że pochodzi z Dalmorii, a tam ma już więcej na sumieniu.

Dalmoria

4 kwietnia 2026

Od Nivana cd. Eirika

Dla czerwonowłosego nieakceptowalne było pozostawienie bliskich na lodzie. Dlatego cała ta sytuacja z podwójną randką, gdzie realnie został w nią wrobiony jako rzekomy chłopak Eirika... nie sprawiło, że zaczął na mężczyznę inaczej patrzeć. Skoro już obu ich wkopał, to teraz trzeba mu pomóc się z tego wykaraskać, tak? 
Trochę rozbawiła go cała sytuacja, jaka miała miejsce w pizzerii. Samo wylanie napoju, i to podwójnie, nie sprawiło, że był zły. Znacznie bardziej denerwowało go całe towarzystwo, które wydawało się świetnie bawić przy nieporadności czarnowłosego. Jednak wiedząc, jak bardzo ludzie bywają podli, to wcale go nie zdziwiło, że mężczyźni mieli świetny ubaw. Dlatego też chciał wesprzeć Eirika i pokazać mu, że może na niego liczyć. Wymyślił tak też plan z ucieczką poprzez wyjście z tyłu lokalu. 

Od Eirika cd. Nivana

Niby wiedziałem, że kłamstwo ma krótkie nogi, ale kurwa, bez przesady. Cała ta sytuacja była tak irracjonalna, że wręcz zacząłem się zastanawiać, czy powinienem się z tego śmiać, czy jednak płakać. Pierdolona podwójna randka, jeszcze czego.
Byłem w szoku, że Nivan w to poszedł bez zająknięcia.
— Tak szczerze, myślałem, że ściemniacie — rzucił nagle Caleb. Dobrze, że akurat był zajęty odrywaniem kawałka pizzy i przenoszeniem go na swój talerz, bo gdyby na nas patrzył, na pewno wyczytałby z mojego wyrazu twarzy, że trafił w dziesiątkę. Szkoda by było, po takim wysiłku włożonym w grę aktorską, żeby teraz wszystko się wydało. — Aiden twierdził, że nie ma szans, żebyś kiedykolwiek kogoś znalazł na stałe... — w końcu podniósł wzrok i wskazał mnie trzymanym kawałkiem ciasta. — Bez urazy.

2 kwietnia 2026

Od Nivana cd. Eirika

Dla Nivana rzeczy materialne nie miały większego znaczenia. Nie oceniał ludzi po tym, jak się ubierali bądź gdzie i jak mieszkali. Jednak widząc mieszkanie znajomego, poczuł ogromny żal. Nie wiedział, że Eirik tak żył. Wydawało się nawet, że nie pierwszy raz mieszka w takiej klitce, bo inaczej tego nazwać nie można było. Jeszcze bardziej mu się zrobiło żal, gdy zobaczył, że dwie torby wystarczyły, aby spakować cały dobytek mężczyzny. Dixon nie należał do biednej rodziny, wręcz przeciwnie. Niby były tego plusy, ale w większości sprawiało mu to problemy. Nawiązywanie znajomości bez żadnych korzyści materialnych? Kradzieże limitowanych figurek? To był tylko wierzchołek góry lodowej. 

Od Eirika cd. Nivana

— Dobra, już, koniec żartów. Dziękuję za propozycję, ale muszę... zdecydowanie dam sobie radę ogarnąć jakieś alternatywne mieszkanie — widząc powątpiewające spojrzenie Nivana, zgarbiłem nieco ramiona, próbując uciec z uścisku czerwonowłosego, tracąc ostatnie resztki pewności siebie, które jeszcze we mnie pozostały. — Naprawdę, dziękuję, ale coś ogarniemy. Nie pierwszy raz...
— Zamknij się i korzystaj z dobrodziejstw tego wielkoluda — zamrugałem, przenosząc natychmiast spojrzenie na kręcącego się pod naszymi nogami Saga. — Po co ta fałszywa skromność? Jaki niby masz lepszy pomysł? Jak siedzisz upalony z tym chujem, to jest nudno, lepiej...

1 kwietnia 2026

Oficjalne zamknięcie



Z wielką przykrością informujemy, że z powodu decyzji administracji, niskiej aktywności i oficjalnej PROPOZYCJI Banshee, podjęliśmy decyzję o zamknięciu bloga. Posty publikować można do 31.04, 21:37, następnie status bloga zostanie zmieniony na prywatny*. Dziękujemy Wam za wspólny czas!

~ Administracja

*(decyzja może zostać anulowana, jeśli thatswhyy opublikuje w wyznaczonym terminie liczbę postów nie mniejszą niż 15, a Rys nie mniejszą niż 6)

Podsumowanie nr 9

 Dzień dobry!

Rozpoczęcie wiosny za nami! Jednocześnie na dworze jest coraz dłużej widno, słońce przyjemnie dogrzewa i powoli chowamy odzież zimową na dno szafy. Czuć, jak wszystko zaczyna powracać do życia. Mamy nadzieję, że również dzięki wiośnie zakwitną w Was nowe, ciekawe pomysły na wątki, a może i postacie!

31 marca 2026

Od Minkiego — To nie jest walentynkowa randka II

Minki od zawsze (i na zawsze) pozostanie wiernym fanem parków rozrywki, szczególnie tych z rollecoasterami. Uwielbia czuć adrenalinę, gdy pracownicy kolejki zapinają mu pasy, aby po chwili usłyszeć komunikat: „prosimy o niewystawianie rąk, nóg lub innych kończyn poza kolejkę, grozi ich utratą”. Wjazd kolejki na 50 metrów w górę, co umożliwia spojrzenie na cały park rozrywki i pobliską okolicę, mogąc dostrzec wiele. O ile miało się dobry wzrok. Kiedy kolejka zjeżdżała w dół, przeciążając całe ciało, aby po chwili znowu wzbić się w górę, nie pozwalając organizmowi przyzwyczaić się do przeciążeń. Kilka spirali, następnie ostry zakręt w lewo i był koniec. 

Od Violet — WALentynki

Nigdy nie należałam do osób dających się porwać ogólnej ekscytacji, jaka towarzyszyła Walentynkom. Te wszystkie kwiatki, misie, kupidynki... Tani kicz i nic więcej. Okazja do spędzenia czasu z drugą połówką? Czy nie każdy dzień powinien być celebracją najlepszej relacji w naszym życiu? Ta jedna data w kalendarzu zawsze zawracała wszystkim w głowach, na miasto wybywały prawdziwe tłumy, znacznie liczniejsze, niż na co dzień, nawet jeśli święto to wypadało w środku tygodnia. Wszystkie warte uwagi lokale z przepysznym jedzeniem były okupowane, stoliki porezerwowane już kilka tygodni wcześniej, w takich warunkach nie dało się wykazać ni gramem spontaniczności.

Od Sahiba — Walentynki, alkohol i knucie I

Alek poszedł do pracy, ale Sahib, z ich mieszkania, miał go na oku. To znaczy, Jogho miała go na oku i, przez łączącą ich translokacyjną więź, ćwierkała mu na ucho o każdym kroku mężczyzny na AUMie. Wcale go nie szpieguję, wytłumaczył Sahib swojemu odbiciu w lustrze, zapinając wiszący kolczyk, sam oburzony na siebie, że takie stwierdzenia w ogóle przyszło mu na myśl. Po prostu muszę dzisiaj dokładnie wiedzieć, gdzie jest, czym się zajmuje, o której planuje wyjść z AUMu i czy zamierza się zwolnić albo skrócić zajęcia... Jeśli wróci zbyt szybko, mogę nie zdążyć przygotować wszystkiego na czas. Jeszcze popsuje nam całą niespodziankę. 

29 marca 2026

Od Luci cd. Ardala

Przez chwilę oglądałem swój nos w lustrze, przechyliłem głowę w jedną stronę, a potem w drugą. Krew dalej spływała na moje usta a grzbiet nosa był wyraźnie przekrzywiony.

Od Ruby cd. Apolonie

Mikołaj wysłuchiwał notariusza z małym zainteresowaniem. Podobnych procedur wysłuchał się w poprzednim tygodniu w salonach motoryzacyjnych, szukając prezentu dla brata. Wie, bo Ruby musiała przy tym wszystkim być. Niby to był jedyny pretekst szukania za autami, ale bądźmy szczerzy, kto kupowałby czterośladowca komuś, kto może przenieść się wszędzie, gdzie chce? Choć nie chciał się przyznać, to myślała, że raczej szukał czegoś dla siebie. Coś się stało z jego autem, zwolniło mu się jedno miejsce na parkingu.
Gdyby była taka możliwość, zapłaciłby za obraz jak za zakupy; szybko, spakowałby do torby i pojechałby do domku. Rozumiała go, ponieważ z początku przyszli tu z tylko jednym celem na oku. Nieważne było co i za ile kupimy. Jednak gdy zobaczyła dzieło na liście, przekonała go, by zapłacił w legalnych ratach. Z szacunku do podmiotów, o których rozprowadziło się mnóstwo nieprawdziwych plotek.

26 marca 2026

Od Lucille cd. Minkiego

— Co za durne pytanie, Hyuk — warknęłam, odprowadzając wzrokiem krztuszącego się Minkiego. — Dlaczego w ogóle mam ich porównywać?
Popatrzył na mnie znacząco, natomiast nie miałam bladego pojęcia, co chciał mi tym spojrzeniem przekazać. Zmarszczyłam brwi w konsternacji. Cała ta sytuacja zaczynała się robić coraz bardziej dziwna, a przy okazji irytująca. Kitsune westchnął, teatralnie załamując ręce. Zszedł w końcu ze mnie, oferując nawet rękę, żeby pomóc mi wstać, ale rzuciłam mu tylko mordercze spojrzenie i pozbierałam się z podłogi o własnych siłach. Teraz to może mnie cmoknąć.

18 marca 2026

Od Nivana cd. Eirika

Wrócił do mieszkania po treningu, więc nie chcąc tracić czasu, wziął szybki prysznic. Miał teraz trzy dni wolne, więc nieszczególnie chciało mu się planować, co zje jutro na obiad. Bardziej go zastanawiało, dlaczego widział na sali gimnastycznej tamtą kobietę lub cokolwiek to było. Może mu się to przewidziało? Sam nie wiedział. Eirik niczego nie zauważył albo udawał. Ciężko było mu stwierdzić, ale nie chciał drążyć tematu. Jednak sam fakt, że Nivan to dostrzegł, budziło w nim pewnego rodzaju zmartwienie, a może i zdenerwowanie? Nie potrzebował widzieć duchów, było to uciążliwe, szczególnie gdy mowa o ludzkich duchach. Preferował swoją obecną moc związaną bezpośrednio z kontaktem z duszami zwierząt. Były mniej problematyczne. 

17 marca 2026

Od Lucille — To nie jest walentynkowa randka I

— Robisz coś w sobotę? Nie? Tak myślałem. Ale już robisz. Niespodzianka! Jedziemy do parku rozrywki!
Wszystkie te słowa opuściły usta niezdrowo podekscytowanego Minkiego jednym ciągiem. Wręcz, mogłabym przysiąc, wyrzucił je z siebie na jednym wydechu. Aż z wrażenia przestałam kontrolować  samopiszące pióro, które maznęło tuszem przez kartkę i upadło z głuchym stuknięciem na drewniany blat. Nad swoim wyrazem twarzy też już nie panowałam. Musiałam wyglądać doprawdy komicznie, bo siedząca przy biurku naprzeciwko Mel opluła się z wrażenia kawą, którą właśnie piła. A może cała ta scenka tak ją rozbawiła, w każdym razie...

Od Luthera — Walentynkowa randka

Luther stał w kuchni, przygotowując obiad dla siebie i Yassina. Dzisiaj popisowym daniem miał być jakiś nowy przepis z internetu, który podsunął mu partner, zapewniając, że na pewno będzie smaczne. Co z tego, że żaden z nich tego nie jadł. To mało istotne, tak?
— Gdzie chcesz spędzić walentynki? — usłyszał pytanie Herreiry, przez co odwrócił się do niego. Przechylił głowę na bok, a gestem dłoni wskazał, aby kontynuował swoje pytanie. — Nie chce siedzieć w domu, to nudne. Może gdzieś pójdziemy? Jakaś fajna randeczka? Co ty na to?

13 marca 2026

Od Waltera cd. Aliny

Gdy z ust Aliny wybrzmiało to jedno konkretne imię, którego tak bardzo chciałby się wyrzec lub wymazać z pamięci, poczuł nieprzyjemny dreszcz na kręgosłupie, który jednocześnie odebrał mu mowę. Czuł się sparaliżowany, choć przeważnie kontroluje siebie i swoje emocje, tak teraz było mu z tym ciężko. Jedno imię, które pobudza tyle wspomnień i myśli.
— Na ten moment nikt nie przychodzi mi do głowy. — odpowiedział, zachowując swój neutralny ton głosu.
— Szkoda... Bo udało mi się rozgryźć tę zagadkę z kartką i to właśnie na niej było zapisane to imię. — wyjaśniła, a im więcej o tym mówiła, tym gorzej się czuł, lecz nie fizycznie, a psychicznie.
— Rozumiem i cieszy mnie to, że coś już mamy. W wolnej chwili mogę przeszukać akta, które zawierają to imię. — powiedział, poprawiając się w fotelu.

5 marca 2026

Od Eirika cd. Nivana

— To twoja wina — warknąłem, naciągając kaptur bluzy na głowę. Był pierwszy od kilku tygodni cieplejszy dzień w Deiranie, przez co uznałem, że pierdolę ubieranie się jak człowiek i po prostu wyszedłem w crocsach oraz bluzie, przerzucając przez ramię torbę ze strojem i butami na zmianę na trening. — Przestań w końcu, kurwa, gadać, bo cię przywiążę do autobusu i będziesz tak się za nim ciągnął przez cały dzień.
— Żebyś kiedyś zrobił coś poza czczymi pogróżkami — byłem pewny, że gdyby się teraz pokazał, na pewno wystawiłby mi język. Że niby taki chojrak z niego. Splunąłem na chodnik, celując w miejsce, gdzie podejrzewałem, że może być. Chyba trafiłem, bo syknął przeciągle i w końcu łaskawie zamilkł.

3 marca 2026

Podsumowanie Tłustego Czwartku 2026

Dzień dobry!

Pączkowy czas już za nami. Na blogu pojawił się mini event Tłusty Czwartek 2026, w którym Wasze postacie mogły wczuć się w pączkowe nastroje! Mamy nadzieję, że miło Wam się pisało historie związane z Tłustym Czwartkiem! Dlatego przychodzimy do Was z podsumowaniem mini eventu!
Tematycznych opowiadań pojawiło się na blogu łącznie 8! Łączna liczba słów z Waszych opowiadań wyniosła 9443!

1 marca 2026

Od Apolonie cd. Ruby

- Nie muszę się z tobą spotykać ani tym bardziej nie chcę, nawet jakbym musiała, to i tak  bym tego nie zrobiła. - nie próbowałam wyminąć mężczyzny, cierpliwość jest cnotą, która wykorzystana w odpowiednim momencie, prędzej czy później zostanie w odpowiedni sposób nagrodzona, w końcu czas gra według moich reguł - Nie jesteś nikim, kto mógłby stawiać jakiekolwiek warunki, nie uważam cię za równego sobie, ja cię nawet w minimalnym stopniu nie szanuję. A nauczenie kilku wyszukanych gestów czy słodkich słówek i ubranie pajaca w pawie fatałaszki nie sprawi, że wskioch nagle stanie się jaśnie panem - nie łudziłam się, że burek zrozumie jakąkolwiek aluzję. Tacy jak on niewiele pojmują. 
- Chcąc nie chcąc, widzę, że będziesz miała taki przymus ze strony swojej niefortunnej sytuacji. Oboje mamy ciekawe karty w rękach, o ile się nimi wymienimy. Ty masz coś, co ja chcę, ja mam coś, co tobie pomoże - Nie mogłam się powstrzymać i parsknęłam głośno śmiechem. 

Podsumowanie nr 8

 Dzień dobry!

Skończył się luty, zima dalej utrzymuje się na drogach, nieszczególnie odpuszczając kierowcom, a jeszcze bardziej pieszym. Robi się powoli ciepło, a za chwilę znowu bucha minusową temperaturą, niczym na Antarktydzie! Jednak już kończymy ten miesiąc i wchodzimy (w końcu) w cieplejsze, wiosenne klimaty!

28 lutego 2026

Od Quinlan — Tłusty Czwartek

Powolny spacer ulicami Deiranu to było to, czego akurat potrzebowała. Po wielu dniach ciężkiej pracy nastał czas na odpoczynek. W Silents było wszystko dopięte na ostatni guzik. Wszystko, co wymagało jej obecności, zostało załatwione, a do reszty zadań wyznaczyła zaufane osoby. Jeżeli chodziłoby o jej małe studiu tatuażu, to specjalnie nikogo nie zapisywała na ten dzień. To był jej czas na relaks. W sumie to jej i Siriusa, który wesoło merdając ogonem, biegał wokół dziewczyny, co chwilę gdzieś znikając, bo tu poczuł jakiś zapach, tu zobaczył coś ciekawego, tu po prostu musiał przywitać się z osobą przechodzącą obok. Typowy Sirius. Ale za to go kochała. Nie wyobrażała sobie lepszego pupila.

Od Quinlan — Powiew wolności

Szum wiatru. Delikatny stukot kopyt. Miękkie parsknięcia. A pośród tego wszystkiego ona. Czarnowłosa dziewczyna. Osoba, która raczej na co dzień nie okazuje za dużo emocji. Wiecznie zapracowana. W końcu bycie tatuatorką, a w tym samym czasie prawą ręką głowy mafii nie jest łatwym zadaniem. Wymaga dużo poświęcenia. Jednak w tym konkretnym momencie nic z tego nie było ważne. W jej głowie nie było żadnych zmartwień. Była tylko ona, siwa piękność i to wspaniałe poczucie wolności. Poczucie, że nic więcej się nie liczy. Że żadne problemy nie istnieją. Dłonie miała lekko wplątane w grzywę GrayRose. Wiatr we włosach. Zaczerwienione policzki od zimna. Ale też i szeroki uśmiech na twarzy. Nieczęsty widok. W oddali można było zobaczyć piękne lekko czerwone, gdzieniegdzie pomarańczowe, ale i z przebłyskami różu niebo, a na samym środku, słońce powoli chowające się za horyzont. Patrząc na to, pozwoliła klaczy rozpędzić się jeszcze bardziej, a sama rozłożyła ramiona na boki. Z jej ust uciekł delikatny, ledwo słyszalny śmiech. Stanowczo jazda konna była jej definicją wolności.

166 słów

Od Luci — Tłusty Czwartek

     Nigdy nie ulegałem presji społeczeństwa, więc zamiast iść po jednego pączka, zamierzałem kupić całą paletkę. Wszedłem do sklepu, rozglądając się na boki. Cały budynek wyglądał jak pobojowisko, na podłodze i półkach walał się rozbryzgany lukier i pączki. Jakaś starsza kobieta prawie poślizgnęła się na leżącym pączku, nadzienie wystrzeliło z pączka jak… Uśmiechnąłem się lekko pod nosem na samo skojarzenie.

Od Eirika — Pączkowa wpadka

Patrzyłem ze sporą dozą poczucia winy na trzymane w dłoni pudełko. Był Tłusty Czwartek, święto wszystkich miłośników wysokokalorycznych słodkości. Dostałem tego pączka od jakiejś dziewczyny, której przytaszczyłem pięć sporych paczek na piąte piętro. Po schodach, bo akurat tego dnia zepsuła się im winda. Westchnąłem, patrząc na ekran telefonu, sprawdzając, czy na pewno Nivan nie odczytał wiadomości ode mnie. Miał dzisiaj wolne więc mimo, że była dwunasta, całkiem prawdopodobnym było, iż dalej nie wstał. Przeniosłem wzrok z powrotem na pudełko. Dziewczyna chyba sama go zrobiła, z resztą z tych wszystkich pudeł trzy oznaczone były logo jakiejś hurtowni cukierniczej. Pewnie zajmowała się zawodowo robieniem takich rzeczy. Czułem przez cienki karton, że wypiek wciąż jeszcze był ciepły. Akurat rozwoziłem paczki w okolicy naszego mieszkania, mógłbym teoretycznie w ramach przerwy wejść na górę i zostawić pół Nivanowi...

26 lutego 2026

Od Luthera — Pączkowe obietnice

Przebudzony piszczeniem Delicji, niechętnie uchylił powieki, aby spojrzeć zaspanym spojrzeniem na swoją psinę. Sunia stała przy Lutherze z pączkiem-pluszakiem w pysku. Ciężko westchnął, sięgając ręką do nowej zabawki, której wcześniej nie miała. Ręką leniwie i powoli poruszał zabawką na lewo i prawo, jakby chciał ją zabrać. Delicja od razu podłapała jego chęć zabawy, używając większej siły, przez co szybko wyrywała swoją zabawkę z rąk Luthera. Nie była z tego powodu zadowolona, wręcz przeciwnie. W akcie zemsty uderzyła Luthera mokrą zabawką w głowę i wyszła z sypialni. 
— Oj Lutek, kompletnie się nie nadajesz do zabawy — usłyszał rozbawiony głos Yassina, który, jak się okazało, stał w progu drzwi i obserwował całą sytuację. — Jeszcze fakt, że jest już dziewiąta, a ty dalej śpisz. 

25 lutego 2026

Od Nivana — Pączkowe lądowanie

Nivan obudzony rano przez swój budzik, przewrócił się na bok, ciężko wzdychając. Niechętnie uchylił powieki, spoglądając na ekran swojego telefonu. Czwartek. Kolejny dzień do odhaczenia. Tak przynajmniej mu się zdawało.
Dostał wiadomość od Eirika, więc od razu ją nacisnął, aby przeczytać, co tym razem mężczyzna do niego pisał. Przetarł zaspane oczy, jakby niedowierzając, co wysłał mu chłopak. Już miał odpisywać, ale jeszcze raz przetarł oczy. Nie no, ślepy nie jest. Dobrze widzi. 

24 lutego 2026

Od Eliasa cd. Violet +18

Tw.: Przemoc, wulgaryzmy, seks [ale bez dokładnego opisu].
Gdy wybiła godzina domówki, oczywiście zorganizowaną przez Liama, lecz przygotowaną przez Violet, zaczęli zbierać się pierwsi zaproszeni goście. Część z nich Elias zdążyła poznać przy poprzednich imprezach, innych natomiast widział pierwszy raz. Z tymi pierwszymi przywitał się bez żadnego problemu, natomiast ci drudzy zostali mu przestawieni, głównie z imion lub przezwisk.
— Eliaaas, przygotujesz jakieś drinki? — zapytała Vi, dotykając dłonią jego pleców.
— Jasne. — odpowiedział, zerkając w jej stronę. — Dla wszystkich? — dopytał, na co przytaknęła.

Od Aliny cd. Waltera

Wspomnienie to proces, w którym nasze zmysły rejestrują informacje – skupiska neuronów organizują się wtedy w mózgu i zastygają w jakiś wzór. Potem mózg wytwarza substancję chemiczną, która staje się emocją, która zostawia trwały ślad w substancji szarej mózgu. Tak właśnie tworzy się wspomnienie... tym sposobem w mózgu oraz ciele istnieje przeszłość. Dane wspomnienie mózg może odtwarzać w kółko, jak film. Im silniejsza emocja, tym silniejsze i łatwiejsze do wywołania wspomnienie.
A najbardziej traumatycznym wspomnieniem każdej istoty jest śmierć.

23 lutego 2026

Od Violet — Święto pączków

Idąc przez miasto z zamiarem znalezienia jakiejś kawiarni, gdzie ostały się jeszcze dobrej jakości pączki, których nie trzeba było zamówić tydzień wcześniej, co i rusz mijałam roztrajkotane pary czy jakiś znajomych gadających ciągle tylko o jednym. Walentynki. W pewnym momencie usłyszałam rozmowę przechodzących trzech dziewczyn lat może szesnaście. Rozważały zażarcie, co jedna z nich dostanie od swojego chłopaka z okazji tego święta. Bukiet dwunastu róż? Domowe czekoladki? Wielki pluszowy miś? A może wyjście do kina? Do parku rozrywki?
Popatrzyłam na nie z góry z politowaniem. Dzieciaczki. Zero świadomości, co w życiu jest naprawdę ważne. Miłość przyjdzie i zaraz przeminie, natomiast dobre jedzenie? Cieszy zawsze tak samo, nie zawodzi, do tego pozwala dostąpić prawdziwie szerokiej gamy przyjemności...

Od Eirika — Walentynkowe zakłady

Mogłem się tylko domyślać, co wyciągnęło Nivana z łóżka tak wcześnie rano, do tego od razu w pełni rozbudzonego i z paniką w oczach. Czy był to smród spalenizny, czy drący się wniebogłosy Sag nad jego uchem? Zdaje się, że walcząc z palącą się zawartością patelni usłyszałem dochodzące z sypialni: Wstawaj i zrób coś, bo wszyscy tu zginiemy!!! Dzięki, Maxiu, twa wiara we mnie zawsze wzrusza... Naprawdę, nie zasłużyłem sobie na takie zaufanie z twojej strony!
Ale zacznijmy może od początku.

22 lutego 2026

Od Minkiego — Pączkowe love by kitsune II

Tłusty Czwartek to dla Minkiego nic innego jak dzień jedzenia pączków. W swoim życiu jadł ich naprawdę wiele, ale nigdy nie próbował ich zrobić. Nikt wokół również nieszczególnie uwielbiał je robić, a samemu nie uśmiechało mu się robić. Dlatego zawsze kupował je w marketach lub w piekarniach. Tym razem miał zrobić własne pączki razem z Lucille, która się zaoferowała. 
Kitsune zdecydował się pójść jeszcze do kilku miejsc, aby dokupić kilka pączków, jakby im nie wystarczyło tyle, ile zrobią. Jednak ze względu na to, że dzisiaj było święto pączków, to cóż. Kolejka do jego ulubionej piekarni ciągnęła się aż do rynku. Ciężko westchnął, decydując się odpuścić tam zakup. Następnym przystankiem był market.

Od Lucille — Pączkowe love by kitsune I

— Rozumiem, że raczysz sobie żartować, przynosząc mi to do mieszkania.
Mina Minkiego wyrażała konsternację. Spojrzał zdziwiony na trzymany przez siebie karton pełen pączków z marketu, który właśnie bezrefleksyjnie postanowił nam sprezentować. Nie, żebym nie doceniała gestu, po prostu...
Założyłam ramiona na piersi i westchnęłam ciężko.

20 lutego 2026

Od Nivana — Walentynkowe wyzwanie

Nivan rano obudzony został przez dzwoniący telefon, który ukryty był pod poduszką. Mruknął niezadowolony, po omacku szukając urządzenia, bez otwierania oczu. Święcie przekonany, że wyłącza budzik, po chwili usłyszał w telefonie głos. Kogo? Eirika.
— Wstawaaaaaaaaaaaaaaaj! — niemalże wydarł się do słuchawki, przez co telefon wypadł z ręki Nivana i spadł, na szczęście, na poduszkę. 

Od Nivana cd. Eirika

Udał, że cała sytuacja nie miała miejsca. Przewrócił oczami, usiadł na stołku, ciężko wzdychając. Vanessa podsunęła kawałek pizzy pod nos kolegi, który niechętnie wziął jedzenie do ręki. Nawet nie wspominał, że na zapleczu miał obiado-kolację, której zrobił trochę (bardzo) za dużo. Jednak widząc, że temat pizzy podłapała jedna i druga strona, to nie pozostało mu nic innego, jak tylko przystać i zjeść późną kolację.
Eirik sam zjadł całe opakowanie i jeszcze próbował śmignąć coś od Vanessy, która uderzyła go po rękach. Kobieta w końcu jednak się zirytowała i zabrała swój karton na zaplecze, wytykając język czarnowłosemu. Natomiast przyniosła jeszcze jeden kawałek dla Nivana, mówiąc, że ma zjeść, bo marnie wygląda. Siłą wręcz wcisnęła mu pizzę do buzi. A Eirik jedynie się temu przyglądał i na bieżąco wszystko komentował. 

19 lutego 2026

Od Ardala cd. Luci

Odebrał teczkę, przebiegł wzrokiem po umowie. Sprzedający z ciekawym nazwiskiem, tu literówka, tam następna... Ardal zmarszczył brew, spojrzał najpierw na właściciela samochodu, potem znowu na papier, coś go tknęło, z ciekawości obejrzał dokument pod światło. Fałszywka? Mniejsza, pomyślał wzruszywszy ramieniem, chowając teczkę do akt. Nie mam czasu, skieruję to do kancelarii, niech oni to prześwietlą, a jak puszczą sfabrykowany dokument, to, cóż, konsekwencje nie spadną na mnie.

18 lutego 2026

Od Aleistera — Walentynkowe Podróże I

18+... I guess?

Aleister prawie w ostatniej chwili uniknął lecącego w jego kierunku talerza. Porcelanowego, z ręcznie malowanymi kwiatami; z gatunku tych, które wyciąga się tylko na specjalne okazje. Teraz? Pozostały jedynie okruchy, które uderzyły o podłogę z bolesnym grzechotem. Mężczyzna westchnął cicho, uniósł dłoń w uspokajającym geście.
— Kochanie. Posłuchaj mnie — zaczął, ale prawie od razu zamilkł na widok surowej twarzy Sahiba. Czarodziej nie miał zamiaru wysłuchiwać kolejnych tłumaczeń ze strony Crowley’a, nie. Nie tym razem. Sam wycelował oskarżycielsko profesorsko-rodzicielski palec w kierunku drugiego z nich.

17 lutego 2026

Od Azury cd. Nesima

Biłam się z myślami, co powinnam zrobić z ofertą mężczyzny. Czym się kierować, którego swojego wewnętrznego głosu posłuchać. Tego, który kazał trzymać się jak najdalej od wszystkiego, co zwraca na mnie przesadną uwagę otoczenia? Nie... Odkąd tylko mężczyzna wspomniał, że jego pokaz ma charakter charytatywny, wiedziałam, iż nie będę już potrafiła postawić na pierwszym miejscu tego, czego sama chcę. Wszak w życiu są sprawy ważniejsze od panicznego tkwienia w obrębie własnej strefy komfortu. Czymże jest chwila męczenia się w jakimś nietypowym dla mnie stroju, bycia obserwowaną przez dziesiątki ludzi, jeśli zestawimy to z możliwością realnej pomocy osobom, które tej pomocy potrzebują.

16 lutego 2026

Od Eirika cd. Nivana

Czy miałem generalnie dość wszystkiego po kolejnym zjebanym dniu w pracy, który zakończył się znacznie później, niż planowałem? Do tego zaraz po powrocie do mieszkania przywitały mnie opętańcze jęki duchów okupujących moją chałupę? A Sag miał wyjątkowo cięty humor, co skłoniło go do rzucania co rusz jakiś pojebanych i mało śmiesznych żartów? Na dokładkę moje próby zaśnięcia zaraz po wejściu do mieszkania zostały brutalnie przerwane przez jakąś parę gołąbeczków, wyjątkowo głośno dającą wszystkim znać, że właśnie się całkiem dobrze bawią?

12 lutego 2026

Tłusty Czwartek 2026

Smacznych pączków!

Podczas gdy większość ludzi żyje walentynkami, garstka śmiałków, prawdziwych smakoszy lubujących się w słodkich wytworach, z niesłabnącym od lat entuzjazmem i zapartym tchem czeka na... tłusty czwartek! Tak więc przedstawiamy mini event.

8 lutego 2026

Od Nivana cd. Eirika

Cała sytuacja w barze wywołała nieprzyjemną atmosferę między mężczyznami. Vanessa nie była zadowolona z faktu, że koto-podobne stworzenie zostało jej odebrane, ale zdenerwowała się w momencie, gdy zwierzę ugryzło czerwonowłosego w rękę. Dokładnie ją obejrzała z kilku stron, upewniając się, że nie było w ranie żadnego jadu lub czegoś podobnego. Jednak nie miała czasu, aby zająć się ugryzieniem, bo Nivan wyszedł z baru, podążając tuż za Eirikiem. Mężczyzna nie odszedł za daleko, wydawał się zdenerwowany, ale nic nie powiedział. Jedynie próbował zmienić temat i podjął się próby przejścia obok znajomego, bez żadnego słowa o całej tej sytuacji. Jakby nic się nie wydarzyło. 
Po tym, jak ostatnim razem się pokłócili, nawet Dixonowi odechciało się tłumaczyć znajomemu, że czasami powinien zastanowić się nad sobą. Jednak nie był jego rodzicem i nie będzie dbać o to, jak ten się zachowuje. To nie jemu sprawia problemy, a jedynie sobie samemu. Nie będzie mu ojcować i wydawać rozkazów, bo od tego nie był. 

Od Ruby cd. Apolonie

Nie było tak, iż Anioł oczekiwał, że nagle stanie się cud, dziewczyna zmieni zdanie i zahipnotyzowana, niczym publiczność podczas przedstawienia magika, odda to, co skradła. Nie oczekiwał nic, ponieważ znał ten typ. Typ dorosłego dziecka, a gdyby był bardziej obeznany z psychologii, zapewne znalazłby na to już istniejący termin. Widział już wiele takich przypadków u swoich małych pacjentów, w większości tych wychowanych w obrzydliwym bogactwie.
- Zabawne, że o śmieciach wspominasz... - lekko się uśmiechnął, wciąż patrząc jej w oczy - To, co sobie przywłaszczyłaś, jest właśnie śmieciem. Ma wartość czysto sentymentalną, jako pamiątka rodzinna. Tak jest nawet zapieczętowana. Stąd nie rozumiem - przeciągnął się, wyprostowany - czemu masz takie zainteresowanie tym przedmiotem. Chciałbym zrozumieć, do czego dążysz swoimi czynami - mówił, zachowując stoicki spokój - Znam cię od...

6 lutego 2026

Od Eirika cd. Nivana

Zaśmiałem się bez zbytniej wesołości na tę ostatnią uwagę. Czułem, jak warga mi pulsuje po tym, jak Aiden ją ugryzł. W sumie dobrze, że tylko to, a nie jeszcze przywalił w twarz z pięści na dokładkę. Przesunąłem powoli językiem po dolnej wardze, zlizując zbierającą się na rance kroplę krwi, zanim podniosłem głowę, składając ręce na blacie i uśmiechając się rozbrajająco do czerwonowłosego.
— Myślisz, że zechcieliby mnie na prostytutkę? — powiedziałem w końcu, odchylając się razem z krzesłem, balansując na dwóch jego nogach. — Może to nie taki zły kierunek zawo...
Vanessa gwałtownie postawiła przede mną kolejną szklankę z alkoholem, a Nivan ponad jej ramieniem mordował mnie wzrokiem. Ups. Wziąłem darowany alkohol i wypiłem całość na raz. Szkło stuknęło o blat, a ja oparłem czoło obok.

4 lutego 2026

Od Nivana cd. Eirika

Dzisiaj oprócz wspólnej rozgrywki miał jeszcze wieczorną zmianę w pracy. Nie za bardzo mu się uśmiechało, ale nic na to poradzić nie mógł. To się nazywała dorosłość. Prychnął na tę myśl. Wolałby spędzić czas ze znajomymi, ale niestety, nie był milionerem, to musiał jakkolwiek zarabiać na swoje przyjemności. A wystarczyło się urodzić w bogatej rodzinie... chociaż... nieważne. 
Zastanawiała go sytuacja na sali, kiedy piłka niemal spadła mu na twarz. Nie wydawało mu się, aby był to zwykły przypadek lub ingerencja zwykłego ducha. Jednak nie chciał zaprzątać sobie tym głowy, może kiedyś rozwiąże zagadkę z tą sytuacją. 

3 lutego 2026

Od Eirika cd. Nivana

Przewróciłem oczami na ten przejaw jawnej nadopiekuńczości ze strony Nivana i generalnie wszystkich dookoła. Wyrwałem rękę z uścisku, z promiennym uśmiechem zapewniając, że nic mi nie jest i jeszcze klepiąc czerwonowłosego po ramieniu. Tak po prawdzie bardziej zabolał mnie upadek na pośladki, skąd jeszcze nie do końca zniknęły siniaki po popisowej wywrotce na lodzie sprzed kilku dni. Nie zamierzałem jednak o tym wspominać.
Jakiś czas później skończyliśmy mecz. Kierując się do wyjścia z sali, minąłem siedzącego na ławce Jay'a i pstryknąłem go w czoło. Spojrzał na mnie zaskoczony, ale nie zatrzymałem się przy nim. Rzuciłem tylko przez ramię, zabierając bidon Nivana, który zostawiłem tam, gdzie usiadł:

2 lutego 2026

Od Akiry — Zimowe Tradycje

Ciekawostkowe słowo wstępu:
W latach siedemdziesiątych w Japonii, aby zwiększyć przychody, lokalny oddział znanej sieci fast-foodów - KFC wypuścił serię reklam. W nich, podczas świąt Bożego Narodzenia, które w kulturze japońskiej jest bardziej luźnym, rodzinnym i zabawowym świętem niż religijnym doznaniem, rodziny śmiały się i mile spędzały czas podczas spożywania produktów z tej restauracji. Po czasie zaczęto społecznie łączyć smażonego kurczaka, jak i ogólnie ten fast-food ze świętami i rodzinną atmosferą, przez co do teraz jest on głównym punktem japońskich wigilii.

Pierwsze święta z dala od domu zawsze są nieprzyjemne. Nawet jeśli atmosfera w domu Akiry odbiegała znacząco od rodzinnej, celebracyjnej, a przynajmniej ciepłej, mimo wszystko, było to moment, gdy cały klan Miyoshi spotykał się przy stole na te kilka godzin. Nawet jeśli udawali, że siebie tolerują to w pamięci młodego mężczyzny zapisało się to jako jeden z bardziej specjalnych dni w roku.

1 lutego 2026

Podsumowanie nr 7

 Dzień dobry!

Pierwszy miesiąc w tym nowym roku już za nami. W telewizji dalej pojawiają się jeszcze zaległe świąteczne filmy, a na sklepowych półkach widnieją resztki świątecznych słodyczy w atrakcyjnych cenach. Jednak mimo tego spokoju, niektórzy przygotowują się do sesji na studiach — życzymy wszystkim studentom powodzenia i trzymamy za Was mocno kciuki! 

31 stycznia 2026

Od Nivana cd. Eirika

Nivan dwa dni temu zamówił kilka rzeczy, których potrzebował do domu, a nieszczególnie chciało mu się chodzić po sklepach w poszukiwaniu produktów. Nie miał na to ani czasu, ani chęci. Wystarczyło mu, że ludzie w sklepie zachowywali się jak bydło świeżo wypuszczone na pastwisko. No bo promocja, to grzech nie skorzystać i trzeba wykupić cały asortyment. Nie można zostawić innym, przecież jest promocja! Nikt inny na pewno nie używa tego! Co z tego, że później wystawią to na różnych portalach, aby sprzedać drożej.
Często też danych produktów nie ma na sklepowych półkach. Wygodniej jest zamówić przez internet i nie trzeba się martwić, że ktoś to wyrwie mu sprzed nosa. No, chyba że są ostatnie sztuki do kupienia; wtedy decyduje kolejność. To już najmniejszy szczegół tego wszystkiego, przynajmniej nie musi się denerwować.