Niby wiedziałem, że kłamstwo ma krótkie nogi, ale kurwa, bez przesady. Cała ta sytuacja była tak irracjonalna, że wręcz zacząłem się zastanawiać, czy powinienem się z tego śmiać, czy jednak płakać. Pierdolona podwójna randka, jeszcze czego.
Byłem w szoku, że Nivan w to poszedł bez zająknięcia.
— Tak szczerze, myślałem, że ściemniacie — rzucił nagle Caleb. Dobrze, że akurat był zajęty odrywaniem kawałka pizzy i przenoszeniem go na swój talerz, bo gdyby na nas patrzył, na pewno wyczytałby z mojego wyrazu twarzy, że trafił w dziesiątkę. Szkoda by było, po takim wysiłku włożonym w grę aktorską, żeby teraz wszystko się wydało. — Aiden twierdził, że nie ma szans, żebyś kiedykolwiek kogoś znalazł na stałe... — w końcu podniósł wzrok i wskazał mnie trzymanym kawałkiem ciasta. — Bez urazy.
Zmusiłem się do uśmiechu, zapychając sobie natychmiast usta pizzą, żeby nie musieć odpowiadać. Nie znałem tego człowieka. Chuj wie, skąd Aiden go wytrzasnął i po co w zasadzie. Czy faktycznie żywił względem niego jakieś uczucia? A może po prostu się nawinął? Chciał utrzeć mi nosa za to, że go tak nagle zacząłem olewać?
Chociaż tak naprawdę nie zaprzątałbym sobie tym zupełnie głowy, gdyby nie fakt, że wjebał teraz mnie i Nivana na minę z tym spotkaniem. Na chuj mu to? I dlaczego, do kurwy, dalej nie wrócił?
— Hm, a to dlaczego? — Nivan oparł brodę na zaciśniętej w pięść dłoni, patrząc pytająco na siedzącego naprzeciwko mężczyznę.
— Bo jest dziecinny, niestały i skrajnie dziwny.
Ej, kurwa, dlaczego powiedział to bez zająknięcia?
— Nawet cię, kurwa, nie znam — warknąłem, napinając się cały, gotowy w każdej chwili wstać, rzucić w niego talerzem i po prostu stąd wyjść. Nagle dłoń Nivana znowu znalazła się na moim udzie, a mnie zatkało na moment wystarczająco długi, by ostudzić potrzebę ucieczki z tej sytuacji. Szlag by to wszystko trafił.
— Cytuję, co Aiden powiedział! — Caleb uniósł ręce w geście kapitulacji.
— Gdzie on w zasadzie teraz jest? Miał zaraz wrócić — syknąłem, oglądając się przez ramię na salę. Nigdzie nie było go widać. Zostawianie swojego chłopaka na tak długo samego z ludźmi, których ten nawet nie znał, było co najmniej niegrzeczne. Ale w sumie... Czy on kiedyś wykazał się czymś takim, jak kultura osobista?
— Mówiłem, że musiał zadzwonić — siedzący naprzeciwko mężczyzna nie wydawał się w żadnym stopniu przejęty moją rosnącą irytacją. Sięgnął po kolejny kawałek pizzy. Nivan zacisnął palce na moim udzie, chyba żeby mnie uspokoić, ale troszkę nie wyszło. Czułem wyraźnie każde uderzenie serca, puls dudnił mi w uszach. Zrobiło mi się gorąco.
Coś tu, kurwa, nie grało.
— Wszystko w porządku? — Nivan zapytał cicho, nachylając się do mnie tak, żeby zajęty pochłanianiem pizzy Caleb go nie usłyszał. Zacisnąłem wargi, żeby nie wywalić z siebie całej tej narastającej irytacji. Niczym mi nie zawinił. Starał się pomóc, jak zawsze. Nie mógł przecież wiedzieć, że jego ciągły dotyk i drobne gesty, chociaż udawane, doprowadzały mnie do stanu rozmiękania mózgu. A bardzo potrzebowałem się teraz skupić na prowadzeniu tej zjebanej giereczki, w którą wciągnął nas Aiden.
— Daję radę, ale może to już ten moment, żeby przeprowadzić taktyczny odwrót... — burknąłem, równie cicho. Zanim przyjaciel zdążył mi odpowiedzieć, przerwało nam nagłe pojawienie się naszej zguby... w towarzystwie.
— Nie zgadniecie, kogo spotkałem przy wejściu! — Aiden brzmiał na niesamowicie zadowolonego z siebie. Prowadził za sobą osobę, do której zdecydowanie nie chciałem się przyznawać. Kurwa. Poczułem, jak zimny pot występuje mi na czoło. Kurwa kurwa kurwa...
— Hej, Eirik, dawno się nie odzywałeś — promienny uśmiech Leona, gościa, od którego swego czasu z Aidenem ogarnialiśmy towar, sprawił, że dopiero co zjedzony kawałek pizzy omal nie dostąpił okazji ponownego ujrzenia światła dziennego drogą, którą trafił do mojego żołądka. Nie mogąc już dłużej znieść dotyku Nivana, zrzuciłem jego dłoń z mojej nogi. Kurwa. Dlaczego on tu przylazł... To po niego Aiden dzwonił? Żeby mnie skompromitować przed Nivanem? Sprowadzić na ziemię, bo zdecydowanie za dobrze mi się ostatnio żyło? — Miło cię widzieć... trzeźwego. Rzadko się to zdarza, co?
Kurwa.
Bez zastanowienia zerwałem się z krzesła, zamierzając jebnąć tym wszystkim i po prostu stąd pójść. Nieszczęśliwie, wstając, trąciłem stolik. Gdy wszystko na nim niebezpiecznie się zatrzęsło, zdążyłem złapać jedną z naszych szklanek, zanim się wywróciła. Tylko jedną...
Druga wykopyrtnęła, a cała jej zawartość wylała się, zalewając stół i momentalnie lądując na spodniach Nivana. Wszyscy na moment zaniemówili, z różnymi emocjami wymalowanymi na twarzach. Siedzący koło mnie czerwonowłosy i Caleb naprzeciwko po prostu w szoku, Aiden z satysfakcją, a Leon z nieskrywanym rozbawieniem. Brakowało tylko Saga i jego wkurwiającego śmiechu do kompletu.
— Kurwa — natychmiast opadłem z powrotem na swoje miejsce, wyrywając chusteczki ze stojaka i próbując chociaż trochę osuszyć spodnie przyjaciela. Próbował mnie powstrzymać, mówiąc, że wszystko w porządku i sam może to zrobić, reszta ryknęła śmiechem i zaczęła coś gadać między sobą. Nie docierały do mnie jednak ich słowa. W głowie miałem istny chaos. Zawładnęła mną panika, z którą nie potrafiłem sobie poradzić. — Przepraszam, Niv.
Wszystko lepiło się od coli.
Przyjaciel złapał mnie za nadgarstek, zatrzymując siłą moje nerwowe próby ratowania jego spodni. Reszta rechotała w najlepsze, a ja miałem ochotę zapaść się pod ziemię.
— Spokojnie, nic się nie sta...
— Pójdę po więcej serwetek — nie dałem dokończyć Nivanowi. Ponownie zerwałem się gwałtownie z miejsca. Ponownie potrąciłem stolik, tym razem nie zdążyłem jednak uratować tej szklanki, która pozostała na stole. Z impetem wywróciła się, rozlewając kolejny słodki napój prosto na czerwonowłosego. — PRZEPRASZAM.
Jednak Nivan, zamiast się wkurzyć, po prostu się roześmiał.
— Hej, już, nic się nie stało — złapał mnie za nadgarstek, zatrzymując w miejscu, po czym sam wstał od stolika. Uśmiechnął się uprzejmie do reszty towarzystwa. — Przepraszamy na chwilę.
Pociągnął mnie za sobą na kuchnię.
— Hej, Roman, możemy? — uśmiechnął się do kucharza, który zamarł w połowie kręcenia ciastem na pizzę i dziwnym wyrazem twarzy, który zastąpił jednak promienny uśmiech, jak tylko załapał, kto wbił mu na kuchnię.
— Jasne! Co tam? — spytał przyjaźnie, lustrując nas wzrokiem. Nagle zobaczył mokre spodnie wyższego z nas. — Oho?
— Nic takiego, po prostu Eirik to niezdara — uśmiechnął się do mnie. Wiedziałem, że nie powiedział tego złośliwie, z jego spojrzenia biło ciepło podszyte zaniepokojeniem. Mimo to poczułem się jak skończony kretyn. — Ej. Ale urocza niezdara, tak? — mruknął, szturchając mnie lekko łokciem. Zgarbiłem się, poczułem gorąco uderzające w policzki. Kurwa.
— Przepraszam — zamknąłem oczy, próbując odzyskać rezon. Zabrałem rękę z uścisku Nivana. Już nikt nas nie widział, nie trzeba było udawać... Nie mogłem ze spokojem dalej znosić jego dotyku. — Odkupię ci...
— Hej, serio, luz — zmarszczył brwi, patrząc na mnie z góry. A ja nie potrafiłem spojrzeć mu w oczy. — Wypierze się.
— Przepraszam, że cię tu w ogóle ściągnąłem. Powinienem kazać mu się jebać. Ja... Przepraszam cię, Nivan — uciekałem. Jak totalny mięczak uciekałem przed tym wszystkim, co się tu dzisiaj wydarzyło. Tak naprawdę miałem ochotę wrócić do mieszkania Nivana, spakować się i szukać noclegu gdzie indziej. Nic nie zyskiwał na znajomości ze mną, tylko problemy. Powinienem się po prostu wziąć i usunąć z jego życia, póki jeszcze byłem w stanie podjąć na tyle trzeźwą decyzję...
Roman patrzył na nas z mieszaniną zaskoczenia i lekkim przebłyskiem zrozumienia. Westchnął, odkładając robotę na bok i otrzepując ręce z mąki.
— Ciężkie spotkanie towarzyskie? — zapytał.
— Tak jakby — Niv patrzył na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Nie mogąc znieść intensywności jego spojrzenia poszedłem do socjalnego po więcej ręczników papierowych, żeby chociaż trochę osuszyć spodnie przyjaciela. Co ja najlepszego wyczyniałem. — Możemy zapłacić naszą część przy okazji i ewakuować się zapleczem?
— Jasne, śmiało — teraz i Roman brzmiał na zmartwionego. Czułem na sobie ich spojrzenia, gdy wróciłem, żeby wręczyć rolkę ręczników papierowych czerwonowłosemu. — Wszystko dobrze, młody?
— Jak widać — burknąłem w odpowiedzi. Złapałem się za głowę i intensywnie poczochrałem włosy. Znajdź mózg, Eirik. Pozbieraj się do kupy. — Aaaaa szlag jasny by to...
Nivan podszedł do mnie i delikatnie, acz zdecydowanie, zacisnął palce na moich nadgarstkach, powstrzymując mnie przed dalszym szarpaniem kosmyków.
— Wystarczy — zbliżył twarz do mojej. Zamarłem, zaskoczony, bojąc się nawet drgnąć, mając go tak blisko siebie... — Zniszczysz sobie tak włosy. Przestań. Wracamy do domu. Już nie musisz się nimi przejmować.
Chciałbym, Nivan. Bardzo bym chciał móc się nimi nie przejmować. A jednak, coś czułem, że to nie ostatnie nasze spotkanie...
***
— Chyba nie mówisz poważnie.
— Mówię. Jestem śmiertelnie poważny.
Staliśmy naprzeciwko siebie w przedpokoju, mierząc się wzrokiem. Jego spojrzenie i cała sylwetka, szeroko rozstawione nogi i ramiona splecione na piersi, jasno mówiły, że jest zirytowany. Ja z kolei dopiero co przestałem wbijać wzrok w podłogę, starając się go unikać. Ale cóż, konfrontacja była nieunikniona.
Nawet Sag, wyczuwając narastające między nami napięcie, nie odważył się wyłonić z cieni. Trudno było powiedzieć, gdzie teraz się znajdował, ale na bank był gdzieś blisko. Nivan wypuścił go ze słoika zaraz po powrocie z pizzerii, zanim wyszedł do pracy. Nie miał z kim się zamienić i musiał pójść na zmianę, zostawiając mnie w mieszkaniu samego z całą tą papką niepoukładanych, panicznych myśli w głowie. Całe to spotkanie raz po raz przewijało mi się przed oczami, niczym zacięta, stara płyta, raz po raz odtwarzając wszystko, co się wydarzyło. Skompromitowałem nie tylko siebie, ale i Nivana. Przyjaciela, który tyle dla mnie zrobił, wciąż gotowy był na więcej, a ja...
Ja tylko sprawiałem mu problemy.
— I gdzie niby zamierzasz się podziać, co? — Nivan wręcz wywarczał to pytanie. Zgarbiłem się odruchowo. Nie widziałem go jeszcze nigdy tak wkurzonego. Szlag. Nie tak miało być. Miał poczuć ulgę, że w końcu zniknę z jego życia i przestanę robić problemy.
— Coś wymyślę...
— Po co? Źle ci tu?
— Nie — zacisnąłem zęby i zmusiłem się, żeby spojrzeć mu w oczy. Z całą pewnością, na jaką było mnie stać, wyrzuciłem z siebie: — Gdybym mógł bez konsekwencji zrobić to, na co mam ochotę, to zostałbym tu z tobą na zawsze, bo, kurwa, jeszcze nigdy nie czułem, że mam życie do tego stopnia pod kontrolą, co teraz, z tobą. Ale tu nie chodzi o to, czego chcę, a co będzie najlepsze dla ciebie, rozumiesz? — widziałem, że zamierza oponować, więc wyrzuciłem z siebie, zanim zdążył się odezwać. — Moje życie zawsze było popierdolone. Nieszczęścia podążają za mną wielkimi stadami. Nie zamierzam cię narażać na nic przez to tylko, że z tobą mieszkam. To nie są twoje problemy i nie powinieneś musieć się w nie w ogóle angażować — wszystko to wyrzuciłem z siebie na jednym wydechu. Nabrałem gwałtownie powietrza, którego nagle mi zabrakło. Czułem, jak łzy cisną mi się do oczu, ale zmusiłem się do zachowania rezonu. Jeszcze chwilę udawania, że wszystko w porządku. Tak będzie najlepiej dla wszystkich. — Jesteś za dobry, żeby wywalić mnie stąd na zbity pysk. Ułatwię ci to i po prostu... — zająknąłem się. Kurwa. Odwróciłem wzrok, żeby nie widział, jak moje oczy się zaszkliły. — Po prostu zniknę. Przepraszam, że narobiłem ci tyle problemów.
Nivan? :c
1733 słowa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz