12 kwietnia 2026

Od Waltera cd. Aliny

Gdy włamywacz dotarł na komisariat, od razu został przekazany lekarzom ze względu na odniesione obrażenia. Nie wyglądał najlepiej, a z minuty na minutę było coraz gorzej. Jego ciało stopniowo zaczęło się rozkładać, umysł przestał odbierać bodźce z zewnątrz, choć mózg sam w sobie działał prawidłowo. Walter w tym czasie siedział już w swoim biurze, sącząc wcześniej przygotowaną kawę, okna natomiast miał lekko zasłonięte, gdyż poranne słońce za bardzo drażniło jego wrażliwy wzrok. W tle leciała jego ulubiona muzyka, przy której mógł się bardziej skupić i choć przed oczami miał akta sprawy, z tyłu głowy miał widok delikatnego ciała Aliny... Pani patolog zdecydowanie namieszała mu w głowie.
Po kilkunastu minutach do biura weszła prawa ręka Waltera - pani inspektor Margaret Callahan, która znała go od każdej strony. Położyła świeże akta na jego biurka, zajmując miejsce siedzące naprzeciwko bruneta.
— Wiesz, kto jest w to zamieszany? — zapytała, zakładając nogę na nogę, delikatnie stukając paznokciami o blat biurka. Walter podniósł na nią pytające spojrzenie. — Twój stary znajomy - Hunter.
Gdy usłyszał jego pseudonim, oparł się bardziej w fotelu i ciężko westchnął.
— Wszystko robi się jeszcze bardziej skomplikowane. — mruknął, przymykając zmęczone oczy.
— Ale... Nie jest on naszym zagrożeniem, jeśli nikt się o niego nie wypytuje. — dodała spokojnie, lecz powieki inspektora nagle się otworzyły.
— W takim razie możemy mieć problem. — spojrzał na kobietę, która tylko lekko zmarszczyła brwi. — Pewna osoba z naszego grona ostatnio miała włamanie. Gościu właśnie umiera w sali, ale gdy go obezwładniłem, trzymał w dłoni kartkę z imieniem "Nathan". Gdy zapytałem się osoby poszkodowanej, czy zna kogoś o tym imieniu, ewidentnie się tym przejęła i podejrzewam... że jest wplątana w całą tą sprawę. — wyjaśnił.
— I rozumiem, że była to nasza Pani patolog, bo tylko ona ostatnio miała taką sytuację. — oznajmiła, unosząc kącik ust. — Ciekawe to nasz inspektor robił u niej w środku nocy. — dodała z rozbawieniem w głosie.
— Pełniłem służbę w postaci ochrony, gdyż zostałem o to poproszony. — odpowiedział z pełną powagą, co jeszcze bardziej rozbawiło panią inspektor.
— Dobra, dobra... kobiety się za Tobą oglądają, nie da się tego ukryć, a Ty sobie wybierasz tą odpowiednią....
— Czy nadal jest to istotne w naszej sprawie? — przerwał jej, lekko się tym irytujące. Kobieta krótko odchrząknęła i poprawiła się na fotelu.
— W każdym razie.... Czy Alina może być w niebezpieczeństwie? — zapytała.
— Tak. Wyślij patrol pod jej dom, zapewnij jej ochronę i obserwacje, ale Ona nie może się o tym dowiedzieć. — powiedział, sięgając po wszystkie akta sprawy. — Ja zajmę się analizą wszystkiego, co udało się nam zebrać. — dodał, na co kobieta przytaknęła i zabrała się za robotę.
Gdy uruchomił swój służbowy laptop, nadal widniały tam informacje na jego temat, które być może Alina zdążyła przeczytać. Nie wiedział, do którego momentu dotarła, ale czy miał jej za złe? Niekoniecznie, lecz zdecydowanie nie podobał mu się fakt, że rozsypała proszek na klawisze, żeby zgadnąć jego hasło... teraz musiał je ponownie zmienić.
Po kilku godzinach pracy, robiąc sobie w międzyczasie przerwy na posiłek oraz siłownię, do jego biura wbiegła Margaret z nowymi informacjami. Pytające spojrzenie Waltera od razu spotkało ze wzrokiem inspektorki. Tak, oby dwoje są pracoholikami i często siedzą po nocach w biurze.
— Alina pojechała do klubu Pandemonium.. — zaczęła, ostrożnie zamykając za sobą drzwi. — I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że właśnie tam może przebywać Hunter. — dodała, podchodząc bliżej bruneta.
— Myślisz, że jest świadoma tego, co właśnie robi? — zapytał, zdecydowanie nie mając odpowiedzi na to pytanie. — Bo jeśli tak, to skąd by o nim wiedziała?
— Najwidoczniej nasza Pani patolog potrafi coś, o czym nie wiemy i skądś się o nim dowiedziała. — powiedziała, podchodząc bliżej inspektora. — Albo to zwykły zbieg okoliczności.
— Ciężko uwierzyć mi w taki zbieg okoliczności. — mruknął, wstając od biurka. — Wyślij tam patrol. Jeśli nasze podejrzenia się sprawdzą, zawiadom o tym antyterrorystów. Teraz osobiście pojadę tam na zwiad. — wyjaśnił, ubierając na tors uprząż z kaburą.
— Jesteś pewny, że chcesz tam jechać sam? — zapytała, uważnie przyglądając się inspektorowi.
— Tak, poradzę sobie. — odpowiedział, zachowując swoją pewność siebie. Nie mając żadnego wyboru, kobieta przytaknęła i opuściła biuro.
Gdy dotarł na miejsce, wcisnął ochroniarzowi kilka banknotów w kieszeń, po czym bez problemu minął go i wszedł do środka, uważnie obserwując otaczających go ludzi. Starał się nie zwracać na siebie uwagi, lecz z trudem odgonił od siebie kilka pijanych kobiet, które oczywiście zwyzywały go od dupków czy egoistów. Po kilku minutach dotarł tam, gdzie w sumie nie powinno go być, gdyż nie został tutaj przyprowadzony przez ochronę, lecz jakimś cudem, udało mu się wniknąć w tłum. Jego oczom ukazała się duża sala klubowa, na środku znajdowało się kilka podestów z rurami oraz obecnymi już tam tancerkami, natomiast wokół śliniło się wielu pijany i pewnie naćpanych mężczyzn. Typowy klub ze striptizem i kurestwem. Mercer lekko się skrzywił, gdy do jego uszu dobiegła ta głośna dudniąca muzyka, natomiast na zapachy wolał nie zwracać uwagi. Nie dziwne, że go to drażniło, bo przecież był w pracy i do tego trzeźwy. Nagle poczuł, jak jakaś kobieta dotyka go po torsie, stopniowo zjeżdżając dłonią coraz niżej, a że nie miał zamiaru się zabawiać tym bardziej z paniami lekkich obyczajów, chwycił za jej nadgarstek i odsunął od siebie, kompletnie ignorując wyzwiska kierowane w jego stronę. Wtem dostrzegł tą, której szukał - stała z jakąś wysoką kobietą, być może z burdelmamą, która nie chciała jej wypuścić z klubu, odpychając Alinę w stronę podestu z rurą. Gdy Mercer zaczął się do niej zbliżać, nagle obcy mężczyzna chwycił rudowłosą w talii i pociągnął za sobą, kierując się w stronę odosobnionego pokoju. Przyspieszył więc kroku, a gdy był obok, chwycił Alinę za rękę, zatrzymując tym mężczyznę, który nie wyglądał na zadowolonego.
— To moja kurwa! — wybełkotał, luzując tym uścisk w talii, przez to rudowłosa mogła wyswobodzić się z jego objęcia.
— Ona nie jest żadną kurwą. — warknął, wymierzając prawy prosty w twarz mężczyzny. Na szczęście nikt nie zauważył, jak upada na podłogę z rozwalonym nosem.
— Nie tak agresywnie, misiu. — odezwała się nagle Alina, która ewidentnie musiała być albo bardzo pijana albo naćpana. — Oszczędzaj się, bo nas są dwie. — dodała, chwytając obcą kobietę za rękę, lekko się przy tym śmiejąc.
Mercer milczał, odciągając kobiety od zbiorowiska obcych mężczyzn, wiedząc, że gdzieś tutaj może być Hunter... a jeśli ktoś go szuka, może być już uznany za martwego.
— To on zabiera kurwy! — usłyszał nagle krzyk mężczyzny, który chwilę wcześniej dostał prosty cios w twarz. Jak widać, szybko się otrząsnął.
Muzyka nagle trochę ucichła, światła bardziej się rozjaśniły, a ochrona, której wcześniej nie było widać, właśnie celowała z broni prosto w stronę inspektora. Sam również wyjął pistolet, lecz nawet nie był pewny, do kogo celować.
— Oj... chyba jesteśmy w centrum uwagi. — zachichotała rudowłosa, chowając się za plecy bruneta. — Chodź Ruby, dajmy szanse naszej gwieździe — dodała ciszej, ponownie się śmiejąc. Zdecydowanie była naćpana.
— Opuść broń. — warknęła gruba baba, która wyszła zza pleców ochrony. — One są już nasze. — dodała, ciężko wzdychając.
— Mhm... naćpane, gotowe na gwałt... — mruknął inspektor, celując w stronę kobiety.
Nagle jeden z ochroniarzy oddał strzał w jego stronę, trafiając go w lewy bark i choć ma znacznie grubszą skórę, niż zwykły człowiek, pocisk bez problemu przebił się do poziomu kości. Gdy zaś Walter chciał oddać strzał, na salę wbiegła grupa antyterrorystów, rzucając od razy granaty hukowe, na co był już przygotowany. Szybko schował broń, chwycił obie kobiety i zakrył je swoim ciałem, skupiając się głównie na ich głowach - granaty hukowe mogłyby przebić im bębenki w uszach.
— Na ziemię! Wszyscy!
Rozkazy zbrojnych niosły się po całym pomieszczeniu i choć był obecny tutaj kartel narkotykowy oraz mafia, każdy grzecznie się słuchał i wykonywał polecenia.
Gdy Mercer mógł już się podnieść, poczuł, że ciało Aliny jest zbyt wiotkie, jak na osobę przytomną, natomiast jej oddech zdecydowanie zwolnił. Okazało się, że straciła przytomność, kobieta natomiast, która jej towarzyszyła, zdążyła już chyba trochę wytrzeźwieć, lecz również nie wyglądała za dobrze.
— Inspektorze, wszystko w porządku? — usłyszał jednego z antyterrorystów, który oparł dłoń na jego ramieniu.
— Weź tą drugą kobietę, to cywile, nie powinno ich tutaj być. — odpowiedział, nie zwracając większej uwagi na jego pytanie. — I prowadź do wyjścia. — dodał.
Postawny mężczyzna w pełnym mundurze przerzucił karabin na bok, kucnął przy czarnowłosej i sprawnie ją podniósł, co chyba się jej spodobało, gdyż wydała z siebie cichy zalotny śmiech.
— Wyprowadzamy dwóch cywilów, jedna nieprzytomna, druga w stanie skrajnego upojenia. Nie widać żadnych obrażeń. — powiedział przez radio, dotrzymując kroku Mercerowi. — No i inspektor z raną postrzałową.. — dodał, gdy zauważył krew na jego ręku. Brunet tylko krótko spojrzał w jego stronę.
— Nie musiałeś o mnie wspominać, poradziłbym sobie. — mruknął, delikatnie poprawiając Alinę na rękach.
— Takie mamy zasady. — wzruszył ramionami
Gdy przemierzali ciemne korytarze klubu, Walter nagle dostrzegł sylwetkę jakiejś postaci, a energia, jaka biła od niego, zmusiła go do zatrzymania się i zwrócenia na niego większej uwagi. Zrobił krok w tył, zerkając w boczny korytarz, a gdy jego wzrok bardziej się wyostrzył, rozpoznał go. Szeroki uśmiech na jego twarzy przypomniał inspektorowi całą przeszłość, jakby właśnie wniknął w jego umysł, by wybudzić to, co było uśpione od wielu lat.
Jeszcze się zobaczymy... — głos w głowie Waltera rozbrzmiał na tyle realnie, że poczuł się trochę zaniepokojony obecnością Huntera. Miał już więcej nie widzieć tego człowieka na oczy, choć ich drogi rozeszły się w zgodzie.
— Inspektorze? — zawołał policjant, wybudzając tym bruneta z dziwnego transu, z którego nie mógł sam wyjść.
— Idę, idę...
Gdy wyszli na zewnątrz, od razu podeszli do ratowników oddając im nieprzytomne kobiety, a gdy jeden z nich dostrzegł ranę postrzałową u inspektora, zaprowadził go do trzeciej karetki, by móc go opatrzeć.
Niestety, przez jego samolubną akcję, Walter został zmuszony do wzięcia kilka dni wolnego.

***

Następnego dnia, gdzieś w okolicy południa, Walter dostał informację od Margaret, że stan Aliny jest już na tyle stabilny, że można ją odwiedzić. Nie zwlekając dłużej, ogarnął się i pojechał do szpitala, w którym się znajdowała.
Przed jej salą znajdował się jeden policjant, który miał pełnić funkcję ochroniarza. Pokazał mu swoją odznakę i bez problemu wszedł do środka. Zastał tam nie tylko rudowłosą, ale także tą drugą kobietę, która leżała w swoim łóżku i przeglądała coś w telefonie.
— Dzień dobry. — przywitał się, od razu zwracając tym na siebie uwagę.
— Oo.. dzień dobry. — odparła spokojnie, zerkając w jego stronę. — Kim pan jest? — zapytała, ostrożnie poprawiając się w łóżku.
— Inspektor policji, Walter Mercer. — przedstawił się. — Wczoraj wyciągnąłem was z klubu.. — dodał, co od razu wywołało rumieńce na jej twarzy.
— Jeju... chyba wolałabym zapomnieć o tym dniu. — mruknęła, ciężko wzdychając.
Walter tylko lekko uniósł kącik ust, po czym spojrzał w stronę Aliny, która powoli zaczęła się wybudzać. Z jednej strony cieszyło go to, bo jednak bardzo polubił się z panią patolog, lecz z drugiej strony zaczął tracić do niej zaufanie... Bo jeśli faktycznie wie coś więcej w ich sprawie, ale nikomu o tym nie powiedziała oraz nie zapisała tego w aktach, może mieć z tego poważne problemy. Pomimo tego, dał jej trochę czasu na oswojenie się z rzeczywistością, spokojnie wyjaśnił, co się wydarzyło i dlaczego znajduje się w szpitalu, pomijając temat Huntera. Obecnie wolał jej nie denerwować.
— A Tobie co się stało? — zapytała, gdy dostrzegła temblak na lewej ręce inspektora.
— Wypadek przy pracy. — odpowiedział zgodnie z prawdą.
— Ale że w klubie?
— Owszem. Takie rzeczy się zdarzają, gdy wszystko analizuje się szybciej, niż przeciętny policjant. — dodał, lekko przy tym wzdychając. — Ale... bardzo zainteresowały mnie słowa, które wczoraj w klubie padły z Twoich ust. — dodał, zerkając znacznie w stronę kobiety.
— Nawet nic nie mów! — odezwała się nagle Ruby, której głos nie brzmiał na poważny, a raczej na rozbawiony i trochę zażenowany.
— Co niby takiego powiedziałam? — zmarszczyła brwi. Walter spojrzał w stronę czarnowłosej, która tylko skryła twarz dłońmi, wydając przy tym cichy jęk.
— Cytując: "Nie tak agresywnie, misiu." w momencie, gdy wyrwałem Cię z rąk jakiegoś naćpanego zboczeńca. — odpowiedział, wypowiadając dokładne każde ze słów. — Albo, że mam się oszczędzać, bo was są dwie... — dodał, obserwując reakcję Aliny. Wiedział, że jej słowa były mówione pod wpływem alkoholu oraz narkotyków, nie brał ich na poważnie, lecz aktualnie nawet trochę go to bawiło.

Halinko buraczku? c:
1959 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz