Dla Nivana rzeczy materialne nie miały większego znaczenia. Nie oceniał ludzi po tym, jak się ubierali bądź gdzie i jak mieszkali. Jednak widząc mieszkanie znajomego, poczuł ogromny żal. Nie wiedział, że Eirik tak żył. Wydawało się nawet, że nie pierwszy raz mieszka w takiej klitce, bo inaczej tego nazwać nie można było. Jeszcze bardziej mu się zrobiło żal, gdy zobaczył, że dwie torby wystarczyły, aby spakować cały dobytek mężczyzny. Dixon nie należał do biednej rodziny, wręcz przeciwnie. Niby były tego plusy, ale w większości sprawiało mu to problemy. Nawiązywanie znajomości bez żadnych korzyści materialnych? Kradzieże limitowanych figurek? To był tylko wierzchołek góry lodowej.
Mimo swojego statusu nie poczuwał się w żaden sposób lepszy od innych. Nie jemu było oceniać innych. Zawsze był wyrozumiały, bo wiedział, że nie każdemu w życiu może się poszczęścić. A w tej sytuacji odczuł, jak bardzo życie bywa niesprawiedliwe. Dlatego nie skomentował tego, jak żył Eirik. Domyślał się, że życie tutaj nie należało do najłatwiejszych, więc po co miałby dodawać swoje trzy grosze? Miał jedynie nadzieję, że przez czas, jak będą razem mieszkać, to czarnowłosy się zaaklimatyzuje i nie będzie musiał się martwić o to, czy wystarczy mu pieniędzy na kolejny miesiąc.
*
Czerwonowłosy przyzwyczaił się do tego, że w domu po powrocie z pracy zawsze ktoś jest. Nie wieje już tutaj pustką. Z większą chęcią wracał do swoich czterech ścian niż wcześniej. Starał się być dobrym gospodarzem. Przygotowywał dla Eirika obiady i kolacje przed wyjściem do pracy. Zawsze coś zostawiał, aby mężczyzna nie musiał się głowić, co chciałby zjeść. Jednocześnie wolał samemu gotować, gdy znajomy spalił garnek przy gotowaniu wody na ryż. Samo szukanie pracy nie szło Eirikowi najlepiej, ale Niv nie naciskał na niego. Nie chciał, żeby się śpieszył ze znalezieniem czegoś na wczoraj. Wiedział, jak wyglądał obecny rynek pracy. Próbował coś mu zapewnić u siebie, nawet na pół etatu. Jednak skończyło się fiaskiem, ponieważ wszystko mieli zapełnione i nie zapowiadało się, aby to się zmieniło.
Na szczęście Skugge znalazł pracę w pobliskiej pizzerii. Brzmiało to dobrze, szczególnie wiedząc, jakie problemy sprawiał Sag. Przez ten czas wspólnego mieszkania razem, zdołał zauważyć, jak ogromnym utrapieniem bywał demon. Nivan zastanawiał się, jak znajomy wytrzymywał to od lat. Dla niego to było zdecydowanie za dużo. Sag pozwalał sobie na naprawdę dużo, ale udawało się go uciszyć, szczególnie słoikiem. Działało? Działało. Czy było humanitarne? Działało.
Nivana charakter pozwalał mu na szybkie nawiązywanie pozytywnych relacji. Dlatego w pracy Eirika był zawsze mile widziany. Sam sobie załatwił wchodzenie tylnym wejściem dla personelu. Składał zamówienia poza kolejką i w czasie, jak czekał, aż znajomy skończy pracę, zajadał się pizzą, ewentualnie paluchami. Nie uprzedzał czarnowłosego o swojej wizycie, bo zawsze przyjeżdżał o tej samej porze, nigdy później. Był punktualny.
Zdziwił się, gdy zauważył, jak mężczyzna siedzi przed wejściem z papierosem w ręce. Nie był największym fanem nikotyny, ale bardziej brzydził go zapach. Gdyby palił lub miał towarzystwo palące, to byłby do tego zapachu przyzwyczajony. Jednak od tego stronił, więc zapach go odpychał. Nie mówił tego otwarcie, a jego twarz miała napisy. Wszedł do środka, niemalże podchodząc do Romana, aby zamówić pizzę. Wzrokiem odprowadził jeszcze Eirika, który poszedł na salę. Ciężko westchnął, kręcąc głową.
— Ciężki dzień? — zagadał kucharza, opierając się o ścianę.
— Nieszczególnie — odparł mężczyzna, przygotowując ciasto na pizzę dla Nivana. — Dość spokoj- — przerwał swoją wypowiedź, gdy z sali dotarł dźwięk tłuczonego szkła. Popatrzyli po sobie, Roman chciał pójść sprawdzić, co się stało, ale zatrzymał go Dixon.
— Ja sprawdzę. Przygotuj nam pizzę — posłał ciepły uśmiech w kierunku niższego mężczyzny, po czym ruszył na salę.
Nie mogło odbyć się od awantury, przecież było za pięknie. Eirik zbierał potłuczony talerz z podłogi, gdy mężczyzna, zapewne klient, stał nad nim i wyzywał go.
— Ale co ty robisz!? Chcę moją pizzę! Na koszt firmy! — pochylał się nad Eirikiem, wrzeszcząc mu praktycznie do ucha. — Przez ciebie mam rękę całą w sosie! Powinieneś to zlizywać!
Dixon podszedł do znajomego, delikatnie stukając go palcem w ramię, przez co ich spojrzenia się spotkały. Posłał mu pokrzepiający uśmiech, mówiący, że to nic takiego. Nie wiedział, co się wydarzyło, ale nie będzie przecież dolewać teraz oliwy do ognia. Wyprostował się, spoglądając na twarz wydzierającego się klienta.
Dopiero wtedy zrozumiał, że skądś znał ten głos. Widząc jego twarz, tylko się w tym utwierdził, że to nikt inny, jak Aiden. Odchrząknął, spoglądając na mężczyznę z uśmiechem. Grunt to dobra mina do złej gry, prawda?
— Nie trzeba się unosić na kelnera — zaczął, kątem oka sprawdzając, czy Eirik skończył zbierać talerz. — Jak coś się stało, to zweryfikujemy na monitoringu, jak doszło do tej sytuacji.
Aiden nerwowo przełknął ślinę, wzrokiem uciekając od oczu Nivana, który dalej zachowywał powagę, dobijając to wszystko profesjonalnym, wyuczonym uśmiechem.
— To jak? Sprawdzić?
— Nie trzeba — burknął, wracając do stolika. — Ale i tak chcę pizzę na koszt firmy za całą tę sytuację!
— Zobaczę, co da się zrobić.
Ruszył na zaplecze, gdzie Eirik wyrzucił resztki po talerzu i pizzy.
— Wszystko w porządku? — spytał, kładąc rękę na ramieniu czarnowłosego.
— Ta. Nic mi nie jest. Nie musiałeś ingerować.
— Co za różnica? W porównaniu do ciebie, to mam częściej styczność z klientami. Tylko u mnie to pijacy, agresywni — zaśmiał się, delikatnie pocierając ramię Eirika. — Roman, zrobisz temu palantowi pizzę? Zapłacę za to.
— Nie ma problemu!
— Nivan, proszę, nie wtrącaj się...
— Nie wtrącam. Grzecznie spełniam warunki palanta, który potrafi się jedynie drzeć. Niech po prostu weźmie to na wynos i spieprza.
— Jak zawsze to samo — burknął, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej. — Obiecałeś, że nie będziesz wtykać nosa w nieswoje sprawy.
— Wolisz, żeby Sag powiedział o trzy słowa za dużo i znowu chcesz być bez pracy?
Na to pytanie Eirik spuścił głowę, nie odpowiadając na pytanie. Dixon ciężko westchnął, wiedząc, że nie był to najlepszy pomysł, aby poruszać temat. Doskonale wiedział, że przesadził.
— Przepraszam — mruknął, drapiąc się po tyle głowy. — Nie chciałem.
— Mhm...
Pizza była gotowa dla Aidena, dlatego też Eirik ją zabrał i poszedł zanieść. Dzięki temu pozbyli się z lokalu ostatnich klientów. Pozostało im jedynie posprzątać i zabrać własną pizzę do domu. Żaden się nie odezwał i kolację zjedli w akompaniamencie jakiegoś filmiku na YouTube. Sag w tym czasie bawił się w najlepsze piłką, którą kupił mu Nivan. Niby gardził tym, ale kiedy się naprawdę nudził i nie chciał wchodzić w dyskusję z czerwonowłosym, to, o dziwo, bawił się tym. Jeszcze w kociej formie. Wyglądał przez to, jak prawdziwy pupil. Szkoda, że to tylko obłuda.
*
Mężczyźni nie rozmawiali ze sobą od dwóch dni. Jednak mimo to, Nivan robił dla Eirika obiady i kolacje, a nawet i posiłek do pracy. Wiedział, że ten sobie nic nie ugotuje, bo spali dom. No ale, nie o to chodziło. Dixon miał nadzieję, że jego współlokator zje coś. Nie chciał, żeby chodził głodny. Choć czarnowłosy nic nie mówił, to posiłki znikały. Pytanie brzmiało: w jego żołądku czy w śmietniku.
Nivan przebywał na kolejnej zmianie w pracy. Tym razem w towarzystwie Vanessy i Minhyuka. Powodowało to, że za barem był, delikatnie mówiąc, rozpierdol. Hyuk coś rozlał, dziewczyna się poślizgnęła i jeszcze ścięła przy tym poślizgu nogi Nivana. Nie zdołał zachować równowagi, gdy właśnie przygotowywał drinka dla klienta, więc skończył na podłodze.
— Minhyuk! — krzyknął, spoglądając na mężczyznę, który szybko schował się na zapleczu. — Nosz kurwa mać. Posprzątajcie to.
Vanessa spojrzała na mężczyznę. Wyglądała na zmartwioną.
— Wszystko dobrze? Jesteś ostatnio... nie w sosie. Coś się stało? — spytała, zbierając się z podłogi. Przytrzymała się blatu, aby przypadkiem nie stracić ponownie równowagi.
Dixon jedynie wzruszył ramionami, samemu podnosząc się z podłogi. Przeprosił klienta, który powstrzymywał się, żeby nie roześmiać się przez zaistniałą sytuację. Mężczyzna odchrząknął, odebrał swojego w końcu zrobionego drinka i zostawił napiwek jeszcze dla barmanów.
— Nic mi nie jest.
— Marny z ciebie kłamca — przytknęła palec do policzka kolegi, wbijając wręcz swój paznokieć. — Pokłóciłeś się z Eirikiem, co?
— Słucham?
— Faceci — prychnęła, odwracając się plecami do Nivana i ruszyła na drugi koniec baru. — Nie potraficie rozmawiać. A kluczem jest rozmowa. Czaisz?
— Nie.
Kobieta z frustracji tupnęła nogą i pokręciła głową, załamując ręce na odpowiedź mężczyzny. Nic nie powiedziała, a jedynie zabrała się za sprzątanie.
Do baru weszła grupka klientów, nieszczególnie zwracając na siebie uwagę pracowników. Nivan skupił się na pomywaniu naczyń, Vanessa zmyła podłogę, a Hyuk rozpakowywał alkohol, uzupełniając braki. Kiedy ktoś stanął przed barem, uderzył w blat kilka razy, zwracając na siebie uwagę całej trójki. Kobieta radośnie doskoczyła do baru w celu obsługi. Dlatego mężczyźni mogli dokończyć swoje zadania.
— Jagier bombę proszę — usłyszał Nivan, przez co spojrzał w kierunku dobiegającego głosu.
— Co tu robisz? — spytał, spoglądając na Eirika, który bezradnie wzruszył ramionami.
— Nudziło mi się.
— Jest druga, powinieneś spać.
— Nie mogę. Poza tym to nie jesteś moją matką — burknął. — Zrób mi tę bombę.
Nivan nie był chętny, aby zrobić Eirikowi drinka. Jednak ostatecznie przygotował go, ostrzegając, że to jedyne, co dostanie i nic więcej. Ten jedynie machnął ręką, upijając alkohol, niemalże od razu się krzywiąc.
— Gorzej niż z dzieckiem — westchnął Nivan, opierając się łokciami o blat baru, pochylając w kierunku Eirika, który automatycznie odchylił się na stołku do tyłu. Unikając w ten sposób bliskiego kontaktu z długowłosym. Czarnowłosy chciał już coś odpowiedzieć, ale przerwał mu dobrze znajomy głos.
— Ale sobie słodzicie, gołąbeczki.
Aiden. Znowu. On tu w ogóle wszedł? Kiedy? Nivan nie mógł sobie przypomnieć tego momentu, ale stwierdził, że już nie będzie rozmyślać. Jest to jest. Nie wymaże go. Chyba.
Moment. Gołąbeczki?
Eirik niemalże zachłysnął się alkoholem, zaczynając kaszleć, jednocześnie próbując załapać oddech. Czerwonowłosy przechylił głowę na bok, patrząc na mężczyznę, który dopiero po kilku sekundach się uspokoił. Aiden poklepał go po plecach z uśmiechem.
— Odwiedzasz swojego chłopaka w pracy, co? Taki chłopak to złoto, co nie? — zwrócił się do Nivana, który nie do końca rozumiał całą sytuację. O co mu do cholery jasnej chodziło.
— Już, już — Eirik nerwowo machnął ręką na słowa Aidena. — Nie przesadzajmy.
— No co nie przesadzajmy! Już nie bądź taki skromny! Może pójdziemy na podwójną randkę, co? — zaproponował, co całkowicie zaskoczyło mężczyzn.
Jaką podwójną randkę?
Aiden się rozgadał o swoim nowym chłopaku, jaki nie był wspaniały i zajebisty. Eirik i Nivan nieszczególnie go słuchali, zajmując się tym, co wcześniej robili.
— No to co, może spotkamy się w pizzerii na podwójną randkę? Pasuje wam jutro?
— Pracuję — odpowiedzieli w tym samym momencie.
— Hmm — Aiden udał zamyślenie. — To w piątek o czternastej w pizzerii, gdzie pracuje Eirik. Co wy na to? — nie słysząc żadnego sprzeciwu, uznał to za zgodę, rzucając im na odchodne do zobaczenia.
Nivan patrzył na swojego współlokatora wymownie. Mieli zdecydowanie dużo do przegadania.
*
— Czemu powiedziałeś, że jesteśmy razem? — zapytał Nivan, siadając na kanapie. Spojrzał na swojego współlokatora, który nerwowo krążył po salonie.
— Nie wiem kurwa! — wypalił. — Po prostu... wkurwił mnie w tej pizzerii! Chciałem utrzeć mu nosa i pokazać...
— Co pokazać?
— Sam nie wiem! No kurwa! Nie zadawaj trudnych pytań!
Sag siedział w kącie i obserwował mężczyzn, zajadając się popcornem. Wyglądało na to, że dobrze się bawił podczas tego spektaklu.
— Jak bardzo mamy przejebane? Bardzo — stwierdził Nivan, zasłaniając twarz swoimi dłońmi. — Mamy dwa dni, żeby coś wymyślić, aby kupił to, że serio ze sobą jesteśmy.
— Co masz na myśli?
— No nie wiem, trzeba przyaktorzyć?
— Tak jak wtedy, gdy byłeś w pizzerii? — zapytał Eirik z nutą irytacji w głosie.
— Miałeś już tego nie poruszać! Poza tym nie wiem, jak spłacisz tę podwójną randkę. Masz potężny dług u mnie, wiesz?
Eirik burknął coś pod nosem, po czym usiadł obok Nivana. Cóż. Dwa dni to sporo czasu, prawda? Prawda???
Nie było to sporo czasu. Przyzwyczajenie się do dotyku drugiej osoby było dla nich trudne. Szczególnie kiedy musiało to być udawane. To wcale nie było takie proste, jak mogłoby się wydawać. Demon komentował, że wyglądają, jak dwie pokraczne dziewice, przez co skończył w słoiku. Musieli zdać się na swoje umiejętności aktorskie. Aiden nie należał do najbardziej bystrych osób, więc może im się udać. Nadzieja umiera ostatnia.
W pizzerii byli przed czasem. Siedzieli już przy jednym ze stolików, dyskutując, że może Aiden zapomni i będą mogli wrócić do domu. Problem był taki, że nie zapomniał i przyszedł idealnie w czasie razem ze swoim chłopakiem. Mężczyzna od razu objął Caleba i przyciągnął do siebie, nieszczególnie przejmując się, że byli w miejscu publicznym. Nivan zerknął na Eirika, który również na niego spoglądał. Ich spojrzenia mówiło jedno: mamy problem.
— To ile już jesteście razem? — zagadał Caleb, upijając trochę coli, którą przyniosła kelnerka.
— Dwa miesiące — odparł Nivan, kładąc dłoń na udzie Eirika. Czarnowłosy położył swoją rękę na tę czerwonowłosego. Jakby chciał kontrolować dotyk.
— O, to tyle, co my! — zaśmiał się, szeroko się uśmiechając do pary. Poklepał Aidena po udzie, który odwzajemnił jego uśmiech.
Było cholernie niezręcznie.
— Życie bywa przewrotne, co? — mruknął Skugge, nerwowo zaciskając palce na dłoni Nivana. — Kto by się spodziewał.
— Fakt — przyznał Caleb, opierając się łokciami o stolik, nachylając w kierunku pary. Eirik mocniej zacisnął palce. Dixon sięgnął drugą dłonią do ręki mężczyzny, delikatnie ją pocierając. Nie chciał, żeby się tym tak bardzo denerwował. Musieli się sprzedać, żeby mieć spokój od tamtej dwójki. — A już... no wiesz? — poruszył znacząco brwiami.
Twarz Eirika momentalnie zrobiła się cała czerwona, a Nivan nie potrafił powstrzymać prychnięcia. Rozbawiła go reakcja przyjaciela. Zwrócił przez to na siebie uwagę całej trójki. Odwrócił głowę w bok, próbując się uspokoić.
— Przepraszam, rozbawił mnie — odchrząknął, spoglądając na całe towarzystwo. — Sprawy łóżkowe pozostają łóżkowe. Im mniej wiecie, tym lepiej śpicie.
Zabrał rękę z uda Eirika, po czym złapał za krzesło, na którym siedział mężczyzna i przyciągnął go bliżej siebie. Następnie przerzucił ramię przez szyję przyjaciela.
— A wy co? Nic nie mówicie. Możecie się podzielić swoimi sprawami, jak tak bardzo chcecie — oznajmił Nivan, przykładając czoło do skroni Eirika.
— Nieee, nie ma co — stwierdził Aiden, spoglądając na dwójkę. — Masz rację. Pewnie sprawy lepiej, żeby pozostały tam, gdzie ich miejsce.
Nivan wewnętrznie odetchnął. Nie chciał słuchać tego, co tamci robią w łóżku. Skugge położył dłoń na udzie czerwonowłosego, delikatnie zaciskając swoje palce. W akcie odpowiedzi na tę zaczepkę Dixon napiął mięsień, przez co Eirik zmrużył oczy i jeszcze mocniej zacisnął palce na udzie. Kiedy już miał się zamachnąć, aby uderzyć w udo wyższego mężczyzny, to Nivan złożył krótki pocałunek na skroni czarnowłosego, odsuwając się do tyłu. Tym samym sprawiając, że Eirik zamrugał zaskoczony i szybko schował dłoń, udając, że wcale nie chciał uderzyć swojego chłopaka w udo. Na stoliku pojawiły się zamówione wcześniej pizze. Cóż, szkoda, że był to dopiero początek tego spotkania. A mogło już się skończyć.
Przyjaciele zostali na chwilę sami, gdy para poszła na chwilę do łazienki. Dzięki temu mogli na chwilę odetchnąć i puścili swoje dłonie, za które się trzymali.
— Dobrze, że zamknęliśmy Saga w słoiku — przyznał Eirik, przeczesując swoje włosy.
— Zdecydowanie — odparł Nivan, poprawiając opadający kosmyk z czoła przyjaciela. — Powinieneś je przyciąć, wiesz?
— Zapuszczam!
— Chcesz mieć tak długie, jak ja? — zaśmiał się Dixon, celowo zarzucając swoimi czerwonymi kosmykami, uderzając nimi Eirika w twarz.
— Pf! Będę miał dłuższe, zobaczysz!
— No nie wiem. Patrząc na twoją pielęgnację...
— Ej! Jest już lepiej, niż było! — zaprotestował Eirik, krzyżując ręce na klatce piersiowej, patrząc z oburzeniem na przyjaciela. — Okłamałeś mnie, że mam ładne włosy? — nadął policzki.
— Nie, nie. Masz ładne, bo używasz moich kosmetyków.
— To są nasze kosmetyki — podkreślił czarnowłosy, na co Dixon przewrócił oczami i pstryknął niższego mężczyznę w czoło.
— Oh? Widzę, że gołąbeczki mają się dobrze — zacmokał Caleb, który nagle usiadł przy stoliku. — Już się Aiden przestraszył, że się pokłóciliście przed podwójną randką.
— Nie każdy lubi okazywać uczucia w miejscu publicznym — mruknął Eirik, poprawiając się na krześle. — Poza tym, gdzie Aiden?
— Za chwile przyjdzie. Miał jakiś ważny telefon — przyznał Caleb, wzruszając ramionami.
Przyjaciele spojrzeli po sobie, wiedząc, że teatrzyk jeszcze się nie skończył.
Eirik?
2542 słowa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz