Teraz to mnie najmniej obchodzi. Posiedzę tu przy Chrystianie. Jakby coś było, na przykład przypadkiem nadziałabyś na bardzo ostry przedmiot, to krzycz. Chętnie popatrzę.
Ruby piorunowała mistrza nietaktu wzrokiem. Rozumie jego emocje i nadpobudliwość, ale będąc w przeszłości, muszą myśleć, by jak najszybciej z niej wrócić. I do tego niestety potrzebowali Apolonii. Muszą być dla niej mili.
- Zawołamy was jak będziecie potrzebni... I zdolni.
Mikołaj nie odpowiedział. Wstał i wyszedł szukać czegoś, co być może pomogłoby Chrystianowi. Ru z Lamią podeszły do stołu sekcyjnego. I tak w sumie chyba z braku laku palnęła jakimś pytaniem, by przerwać ciszę między nimi.
- Próbowałaś kiedykolwiek przenieść się w czasie, by zobaczyć siebie, bądź porozmawiać ze sobą? Jest to w sumie możliwe?
- Nie widzę powodu, dla którego miałabym odpowiadać na jakiekolwiek pytanie niezwiązane z naszą nieprzyjemną sytuacją.
- To tylko zwykłe pytanie, z ciekawości. To nie tak, że wypytuję cię, by obmyślić plan, jak zabrać ci moce na zawsze. Prędzej bym je pożyczyła...
... gdyby mogła. Mogłaby, gdyby nie była taka oporna, a Rubinka zapomniałaby na parę minut jak bardzo zalazła jej za skórę. Jej moc nie działa na nią, ponieważ Lamia jest bólem w jej oku. Ta nienawiść blokuje ją przed wytworzeniem feromonów od przemiany. Może to i dobrze, bo podejrzewała, że zamieniłabym się w nią.
- Więc skoro nie jest to ci do niczego potrzebne, zacznij w końcu grzebać w tych truchłach, bo coraz bardziej jestem zmęczona waszą obecnością, a nie zamierzam tu spędzać wieczności.
Tak jest, jaśnie pani...
- Spędzimy tu tyle czasu, ile będzie trzeba. Nie będzie mnie nikt pośpieszał - powiedziała, szukając w międzyczasie fartucha względnie nieużywanego. Nie znalazła.
Rozglądała się za grubymi, gumowymi rękawicami. W żargonie zawodowym zwane są kaloszami na ręce, ponieważ nieważne jak wielką masz grabę, zawsze znajdzie się rozmiar, w którym ręka dosłownie tonie. Kiedy znalazła jedną parę, rękawy sięgały jej do ramienia i były cholernie niewygodne. To był rozmiar S.
- Tak się pechowo składa, że w obecnej sytuacji jesteście ode mnie całkowicie zależni, na dodatek na własne życzenie, wy sami nie wrócicie, ja kiedy tylko będę chciała, a w prezencie otrzymam życie bez waszej jakże uroczej trójki
- Ty też jesteś słodziutka. Wróciłabyś po nas zaraz po kolejnym zabójstwie. A teraz, jeśli łaska, cofnij się od stołu.
Bycie małym ma swoje zalety, ale w tym przypadku wad jest więcej. Nie mogąc, ze swojego mikrusowego wzrostu, dokładnie obejrzeć zwłok, podstawiła krzesło i wspięła się na stół. Stanęła w rozkroku nad trupem i przyjrzała się bliźnie na brzuchu.
- Ja was do niczego nie potrzebowałam, nie potrzebuję i zdecydowanie potrzebować nie będę, to wy wparowaliście do mnie do biura jak inkwizycja z krzykiem, pomówieniami. Ja tylko spełniłam waszą prośbę i zdecydowałam pomóc - dziewczyna odsunęła się.
Parsknęła.
- Nawet dobre żarty ci wychodzą. - chciała rzec, lecz brakło jej siły przebicia. Zauważyła bowiem coś, co wcześniej nie było widoczne.
Przykucnęła nad ciałem. Z brzucha ofiary, w wypalonym miejscu, odstawał kawałek plastiku. Wyglądał jakby dosłownie z niego wyrastał. Próbowała go chwycić, lecz wyślizgiwał jej się z rękawic. Chwyciła za pęsetę leżącą na stoliku i zastosowała ją do pociągnięcia za plastik. Ku jej zaskoczeniu, z brzucha ofiary wyciągnęła całą kartkę opakowaną w woreczku. Wycięcie było tak perfekcyjne, że od razu się sklepiło i stało niewidoczne. Od razu, zamiast zastanawiać się nad tym, zaczęła przestudiowywać obrazek. Zauważyła podobieństwo między rysunkiem a blizną na brzuchu zmarłego ochroniarza.
- Giermek kielichów - rzekłam to, co było napisane - To wygląda jak z tarota.
Zeszła ze stołu, by przejść do drugich zwłok. Zanim je zdążyła sprawdzić, do sali wbiegł Mikołaj (nie zauważyła, kiedy wyszedł) i zadyszany złapał Ruby i Lamię, i przyciągnął do siebie. Nagle Chrystian też wyrosnął obok, nie wiadomo jak.
- Musimy wracać. Zrobiłem coś głupiego i teraz mnie gonią. Zaraz tu będzie ochrona.
- Już raz ci mówiłam co się stanie gdy mnie dotkniesz, nie będę się powtarzać - syknęła zła - jak wrócimy do teraźniejszości, to dzięki światłym pomysłom niektórych tutaj, mogą na nas czekać. Ty musisz nas przenieść - zwróciła się do Christiana.
Mikołaj jak oparzony oddalił się od Apolonii, jakby dopiero teraz do niego doszło, że ją dotknął.
- Spróbuję... - wymamrotał Chrystian.
Dłonie, którymi ściskał krwawe chusteczki, wystawił przed siebie, by każdy mógł się go chwycić.
- Do domu - powiedział i zanim dokończył, staliśmy na jego tarasie.
Stali wśród sadzonek kociej trawy. Ru chciała ocenić czy Chrystian będzie w stanie zostać przeniesionym w czasie jeszcze raz.
- Może przyniosę z apteczki... - zaproponowała, lecz jej przerwano.
- Nie wchodź tam - Mikołaj - Tego dnia pisaliśmy nową piosenkę. Jak my z przeszłości cię zobaczymy, nie wiadomo co się może stać. Musimy stąd teraz spadać.
- O, wreszcie zacząłeś myśleć - sarkastyczny komentarz, po którym poczuła się jakbym wyręczyła Lamię - Więc wracajmy do naszych czasów.
- Najpierw przeniesiemy się do mnie, później wezmę was do teraźniejszości - Apolonie zlustrowała każdego z osobna - nie mam do waszej hołoty za grosz zaufania.
- Najpierw przeniesiesz nas do teraźniejszości, potem przeniosę cię sam... Mamy sprawę do ogadania w cztery oczy.
Chrystian był nieugięty i tego się obawiała. Oboje nie dadzą za wygraną, póki nie staniemy w kryzysowej sytuacji, w której, przebolawszy załamanie męskiej dumy, będzie zmuszony się ukłonić.
- Nie jesteś w pozycji do stawiania jakichkolwiek żądań - spojrzała na niego, a nas ignorowała jak koń z klepkami - albo zrobimy po mojemu i później ewentualnie porozmawiamy o czym tam chcesz, albo śmiesznie upierasz się przy swoim i tkwicie tu na dobre.
- Po twojemu nie będzie, albo rozwiązujemy umowę. Nie piszę się na taki wyzysk! - wrzasnął.
- Wiesz gdzie mnie znaleźć, czekam do wieczora - dyskretnie musnęła jego ramię.
Można by to odebrać jako flirciarski akt, gdyby nie jej okrutne spojrzenie. Powiedziała to beznamiętnie i bez wahania... resztę zostawiła. Wyparowała, jak w swoim stylu już im pokazała. W tym samym momencie otworzyły się za nimi drzwi balkonowe... Oczywiście, krzyk Chrystiana obudziłby umarłego ze snu. Obrócili się. Przed grupką stanęła kobieta. Talia osy, długie nogi, jasne blond (naturalne, prawie jak platynowe) włosy sięgające do pupy opiętej i podkreślonej dżinsami. I szare oczy jak puszek jagniątka. Innymi słowy, cudo, które uciekło z boskiego kotła. Metr siedemdziesiąt czystej kobiecości, która emanowała. Ruby poczuła miłe ciepło w podbrzuszu.
- No i fajnie, no i cześć - rozłożył ręce Mikołaj, spojrzał w niebo - To ta część w której spotykamy siebie w przeszłości i powodujemy wielki wybuch, ponieważ osoby z dwóch różnych czasów nie mogą się poznać?
- Oj, Mikuś, ty to naprawdę kocopoły wygadujesz - rzekła kobieta - Wejdźcie.
W tym momencie ich wszystkich zamurowało. Ta nieoczekiwana reakcja kobiety sprawiła, że wybuchły im mózgi.
***
- Czyli, o ile dobrze rozumiem - powiedziała Ruby z przeszłości - Pracowaliście z Lamią nad sprawą zamachu na Mikołaja. Ta wam pokazała dowody, że ją też ktoś prześladuje. Postanowiliście razem z nią poszukać poszlak. Znaleźliście to i pojawiliście się tu. A teraz Lamia was wystawiła do wiatru i musicie czekać do wieczora.
Siedzieli naprzeciwko siebie, ci z przeszłości na kanapie, a ci z teraźniejszości na krzesłach. Między nimi był stolik z drobnym poczęstunkiem.
- Zgadza się! - przytaknęła teraźniejsza Ru - Mielibyśmy więcej, gdyby nie pewien pan z talentem do wpadania w tarapaty.
- Hola hola! - zaprotestował nasz Mikołaj - Wszystko poszłoby gładko, gdyby Apolonie współpracowała od początku po dobremu. A tak to wszystko przeciągnęła, w dodatku skrzywdziła Chrystiana - wskazał wymownie na brata.
Chrystian siedział zamyślony, opierając głowę o zaciśnięte pięści. Drugi Chrystian dotknął jego kolana.
- Lamia to rasowa żmija - rzekł Miki po chwili.
- Nie rób mojego błędu i nie idź z nią tak łatwo na umowę - wymamrotała nasza Krysia - Do spotkania z nią musisz się przygotować o wiedzę.
- O wiedzy wspominając - Ru wtrąciłam się - Musicie wrócić i znaleźć drugą kartę. A jeśli się da, zacząć szukanie informacji od dzisiaj. Wtedy myślę, że będziemy w pewnym stopniu na plusie.
- Mmmm, macie na razie jakieś podejrzenia co mogą oznaczać te karty? Lub jak to może doprowadzić do zdemaskowania sprawcy? - spytała Lina.
Coraline Caro, pseudonim Lina, bo tak nazywała się nowa skryta sympatia Mikołaja (oba Mikołajki mogą zaprzeczać, ale to widać jak oni na nią patrzą). Poprawiła niebieski crop top. Siedziała jak orchidea na rogu kanapy i się przysłuchiwała. Od teraz była kolejną wtajemniczoną, oby ostatnią, bo im więcej osób będzie wiedzieć, tym gorsze będą rezultaty ich śledztwa. Oraz tym gorzej dla ich bezpieczeństwa.
- Nie jestem pewna. W tym może chodzić o wszystko. Na razie mamy za mało, żeby móc spekulować - wzruszyła ramionami.
***
- Myślicie, że go zjadła? - zagadnął Mikołaj.
- Spróbowałaby tylko - odparła Ru - a dostałaby z ogłuszacza.
Staliśmy na tarasie. Ja, dwa Mikołajki i Lina. Teraz wszystkie trzy pary oczu były skierowane na mnie.
- No co? Mówię to, co myślę, a myślę, że Chrystian nie dałby się tak daleko ciągnąć za ogon. Musi mieć swoje granice... Gdybym wiedziała o tej propozycji wcześniej...
Gadali już bitą godzinę, odkąd Chrystian zniknął na rozmowę z Lamią. Zaczęli od interesujących teorii na temat czasu i podróży w czasie. Lina dużo opowiadała i wyglądało, jakby wiele wiedziała na ten temat. Dowiedzieli się od niej, że gdyby dłużej zostali w przeszłości, to wkrótce by zniknęliby. Po prostu wyparowaliby. Tutaj skończyłoby się ich istnienie, ponieważ dwie wersje tej samej osoby nie mogą żyć razem w jednym czasie. Lamia z pewnością o tym wie, i bawi się tym atutem wiedzy jak chce.
Skończyli na spekulacjach Mikołajów nad tekstem do nowej piosenki. Po tym nastała cisza. Stali jakiś czas nic nie mówiąc, słychać było tylko jak Lina miesza drinka. Ich tematy się wypaliły. Potem wrócił wilk, o którym była mowa. U boku miał dziewczynę, która bawiła się ich kosztem. Chłopak bez owijania przygarnął nas do siebie.
- Do zobaczenia w przyszłości - uśmiechnęła się blondyna.
Po momencie byli już w domu Chrystiana. Tym domu z naszego czasu, a nie z przeszłości. A tam od razu dostał ataku. Nie zdążył dobiec do toalety. Zapaskudził całkiem fajny dywan. Brat podszedł do niego. Dyskretnie, jak na nich przystało w towarzystwie, nie skarżyli się na głos, a zaczęli telepatyczną rozmowę.
- Czemu to zrobiłeś? Nie mogłeś dać sobie chwili i zrobić to w jej biurze? Najlepiej na jej biurko bądź ubranie?
- Nie... Im szybciej - kha-ah! - mam ją z głowy... Tym lepiej.
W miarę jak doprowadził się do stanu względnie normalnego, acz bardzo niezdrowego, wstał i wymył twarz. Apolonie już na niego czekała.
- Gdzie się wybierasz? Nie za wcześnie?
- Muszę ostatnią rzecz zrobić.
I zniknęli.
- Jasne... Leć, my tu sobie poradzimy. Tylko troszkę pomartwimy się, że leżysz gdzieś w rynsztoku - to akurat rzekł na głos.
***
Wymacała kieszenie kurtki, lecz nic, oprócz starych rachunków, w nich nie znalazła. Wyrzuciła stare papierki i przysiadła się na kanapie.
- Wygląda na to, że to wszystko.
Na stoliku naprzeciwko leżała znaleziona karta tarota plus karta, która później została znaleziona przez wersje z przeszłości. Do tego wokół leżały różne rzeczy, które znaleźli, a które nie kojarzą jakoby wcześniej byłyby w ich posiadaniu. Ruby ich sobie również nie przypominała, zwłaszcza religijnych wisiorków z podobiznami bóstw i świętych. Nikt z nich nie jest aż tak religijny, więc dorzucili je do możliwych poszlak. Do najnowszych materiałów dodali list, który Mikołaj przed chwilą wygrzebał ze skrzynki. Był zapieczętowany i, o ile można w to uwierzyć, Chrystian zeznał, że wosk był jeszcze ciepły jak go znalazł. Nikogo nie było w pobliżu.
Planowali go otworzyć w całym gronie, lecz Mikołaj nie odbierał. Chrystian chciał się po niego teleportować, lecz nie było od niego słuchu gdzie obecnie się znajdował. Odkąd wrócili, minęło parę godzin. Dziewczyny siedziały jak na szpilkach, a Chris chodził w tę i we w tę jak podminowany, ciągle wybierając numer brata. Wreszcie stanął, ponieważ telefon złapał sygnał. Po piątym odebrano.
- Na reszcie! Gdzie się podziewasz? - nastała bardzo długa cisza, po której Krysia niespodziewanie zapytał - Ale że co się pali? Czekaj, zaraz będę po ciebie.
I tak jak to miał w stylu, zniknął bez słowa wyjaśnienia.
***
Gdy Mikołaj się wreszcie uspokoił, wytłumaczył, co się stało. Pod ich nieobecność ktoś podpalił jego dom, na szczęście tylko ten, w którym sypiał. Nikt nie ucierpiał, ale cały tamtejszy dobytek zamienił się w popiół. Na szczęście był niewiele wart, a to, co było bardzo ważne dla Mikołaja, strażacy zdążyli uratować. Jego kotkom włos z głowy nie spadł.
Jednak nie mogli tego pozostawić bez odzewu. Tu już zaczynały się poważne pogróżki (nie żeby przedtem nie było groźnie). Nie zważając na późną godzinę, zaczeli skreślać z naszej listy podejrzanych. Zaczęli od dziewczyny panującej nad czasem, która potrafi również zrzucać skórkę, dzięki swej gadziej naturze. Dzięki Chrystianowi znaleźliśmy się u niej, lecz tylko w salonie. Zaczęli jej szukać po pomieszczeniach. Musieli być bardzo ostrożni, by nie zbudzić podejrzeń ochrony i samej zainteresowanej. Sprawdzali wszystkie pomieszczenia po kolei i tłamsili Mikołaja, by nie robił jakichś głośnych przedmów (nie wiecie, jaki to trud przymknąć niespełnionego poetę). Puścił swoje dwa koty, by biegały po jej mieszkaniu, a trzeciego kulawego trzymał w ramionach. Och, tak, zapomniałam wspomnieć. Wziął swoje sierściuchy, nie wiem po co, ze sobą. Zostały odratowane z płonącego mieszkania.
Patrzyli w każdym pomieszczeniu, aż usłyszeli głośne westchnienie. Lina stała jak zamurowana w progu pokoju. Natychmiast podeszli, oczekując, iż zobaczyła iście krwawą scenę rodem z malowideł Caravaggia. Spodziewali się najgorszego, a tak naprawdę Lamia była w trakcie tworzenia całkiem nienajgorszego obrazu. Pejzaż burzliwych chmur rzeczywiście mógł zabierać dech w piersiach.
Nim ta zdążyła się obrócić, Chrystian stał już za nią.
- Dobry wieczór Lamio - rzekł donośnie Mikołaj - Zapewne zastanawiasz się, dlaczego odwiedzamy cię znów, tego samego dnia....
Czarnowłosa z białowłosą stały na uboczu. Jej dłoń przesuwała się powoli wzdłuż nadgarstka Ruby. Kiedy złapała ją za dłoń, przeszły ją prądy. Czuła lekkie podenerwowanie z jej strony, lecz jej podniecenie dominowało. Całe zdarzenie miało w sobie potencjał do nakręcenia. Młoda, lekko dziarnięta artystka, która zadarła z nieodpowiednimi osobnikami. A może to oni za niedługo będą w tarapatach...?
- Podejrzewam, że znowu zaczniecie żałośnie rzucać bezsensownymi oskarżeniami, więc możemy ominąć wstęp do momentu, w którym każę wam spierdalać - warknęła zła.
Och.
Pochylił się i spojrzał jej w oczy. Podszedł na tyle blisko, ile pozwalał mu mur z brata.
- Ty sobie możesz pobiegać, najlepiej na stos, wiedźmo z piekła! Nie pozbyłaś się nas w przeszłości, to podłożyłaś ogień i chciałaś nas po kolei sfajczyć. Nie taki był twój plan, zatruta piromanko?
Apolonie znowu przeniosła się w czasie i stanąwszy dwa kroki obok, rzekła podirytowana:
- Zamknijcie to coś w końcu, bo jeszcze moment i rzeczywiście zrobię mu krzywdę.
Och, och.
Coraline uniosła wolną dłoń i skierowała ją na Apolonię. Jednak od razu ją opuściła, gdyż Chris zaczął krzyczeć, by się opanowali. Z rękoma uniesionymi ku górze stanął tak, że zasłaniał sobą dziewczynę.
- Przestańcie, wszyscy wyluzujcie! Lamia, jakakolwiek by nie była, jest niewinna.
- Skąd to wiesz? - niedowierzał Mikołaj.
- Bo to widziałem. W sensie, że w jej umyśle. Nie podpaliła twojego domu. Nie zamordowała też twoich ochroniarzy. Ona nic nie zrobiła.
Lamia - jest-niewinna: zdanie, które jest świetnym przykładem oksymoronu, ponieważ nie ma Lamii bez winy i winy bez Lamii. Aż się wierzyć nie chciało, ich uszy nie przyjmowały do wiadomości, tego, co usłyszały. Jebany oksymoron, który najprawdopodobniej był prawdą. Jedno zdanie, a jak wprawia demona w osłupienie. Oby tylko nie oczekiwała przeprosin za kolejne niechciane, nieproszone wtargnięcie na jej teren. Niech nie oczekuje przeprosin z tego powodu, iż ona nadal ich nie przeprosiła. Mogą się znosić, ale nie ugną się przed nią pierwsi z nieprawym "przepraszam" wymuszonym na wargach.
<Apolonie?>
2474 słowa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz