9 kwietnia 2026

Od Waltera cd. Aliny

        Spodobała mu się relacja z Aliną, choć jeszcze wczoraj zwracali się do siebie "per pan/pani" używając swoich stopni służbowych. Dzisiaj natomiast wszystko nabrało tempa - poczynając od przekopania ogródka przez Waltera, kończąc na niestety samotnej kąpieli w jej łazience. Jednak pojawił się jeden problem, gdy wyszedł już z wanny i stanął nagi na dywaniku - nie dostał ręcznika, a jedyny, jaki widział, był ręcznik do rąk przy umywalce. Będąc facetem, a nie świnią, pozwolił sobie na ostrożne zaglądnięcie do szafek, żeby zlokalizować świeży ręcznik, nie zwracając uwagi na inne znajdujące się tam rzeczy. Gdy zajrzał do trzeciej szuflady, zlokalizował potrzebną mu rzecz, wytarł się, przetarł wilgotne włosy, po czym powiesił ręcznik na suszarce, podłogę natomiast przetarł mopem, który stał w kącie łazienki. Zostawiając po sobie porządek, ubrany skierował do salonu, gdzie zastał Alinę siedzącą na kanapie, która nadal przeglądała akta w laptopie. Stanął za nią, opierając się o kanapę i na chwilę wstrzymał oddech... Znalazła to, czego znaleźć nie powinna. Westchnął cicho, chcąc choć trochę rozładował napięcie, które powoli zaczęło się w nim budować, lecz niewiele to pomogło.
— Godzina zgonu to 21:37. W tym dokumencie tutaj mamy 21:47. Wydaje mi się, że to nie moment śmierci, tylko moment, który ktoś uznał za wygodniejszy do wpisania. Przy takich rzeczach minuty potrafią się rozjechać. — dodała. — Ale nie w ten sposób. Zresztą spójrz na podpis...
— Podejrzewam, że w jednym akcie wpisali godzinę przekazania kryminalisty do sali z krzesłem, a w drugim faktyczną godzinę śmierci. — odpowiedział, zachowując pełny profesjonalizm wypowiedzi. — A jeśli chodzi o podpis... hmm... Możliwe, że żaden lekarz nie chciał widnieć w papierach, gdzie użyto krzesła elektrycznego. Nie jest to humanitarne podejście. — dodał, od razu czując na sobie spojrzenie Aliny, która aż odwróciła się w jego stronę.
— Ty wiesz co ten człowiek, nie, nie człowiek, ta bestia zrobiła? — zapytała, marszcząc przy tym brwi. Od razu wyczuł, że skoczyło jej ciśnienie.
— Wiem. — odpowiedział spokojnie, ze swoją charakterystyczną chrypą w głosie, nawiązując z kobietą kontakt wzrokowy. — Czytałem te akta, zanim do Ciebie przyjechałem. — dodał, przechodząc na przód kanapy i zajmując miejsce obok rudowłosej.
— Ogólnie... te akta są dla mnie jakieś wybrakowane. Wiele informacji zostało pominiętych. — mówiła już spokojniej, nadal marszcząc przy tym brwi. — Nie rozumiem tego...
— Nie każde akta są tak skrupulatnie prowadzone, szczególnie przy takich nieludziach, jak ten Logan. Spójrz sobie na innych i porównaj - wszystkie mają jakieś braki. — wyjaśnił.
Po kilku następnych godzinach spędzonych na analizowaniu, przeszukiwaniu, grzebaniu w aktach, które Walter na nowo ściągał z głównej bazy, oby dwoje poczuli się nieco głodni, a zdecydowanie było to słyszalne z brzuch Aliny, która od lekko się tym skrępowała.
— Chyba zamówię coś do jedzenia.. — rzekła, wstając powoli z kanapy. — Bo szczerze powiem, że nie chce mi się gotować. — dodała, zerkając w stronę kuchni.
— Zawsze mogę coś przygotować. — odparł, co od razu zwróciło jej uwagę. — O ile nie masz nic przeciwko i posiadasz niezbędne składniki. — dodał, delikatnie unosząc kącik ust.
— A potrafisz? — uniosła brwi lekko zaskoczona.
— Gdybym nie potrafił, to raczej bym nie proponował. — odpowiedział z lekkim rozbawieniem w głosie.
Po niecałej godzinie Walterowi udało się przygotować schab po węgiersku, z ziemniakami oraz brokułem, do tego Alina dostawiła po lampce czerwonego wina na lepsze trawienie pamiętając, że lampka wina to nawet nie połowa lampki, a nie cała lampka xD. Nim się obejrzeli, talerze były już puste, a ich brzuchy najedzone czymś dobrym i bardziej zdrowym, niż zamówione jedzenie. Rudowłosa od razu zaczęła sprzątać, zabraniając brunetowi pomagania jej, bo skoro on przygotował posiłek, to ona chciała po tym posprzątać. Mając więc tą chwilę, wrócił po laptop, żeby powyciągać wszystkie potrzebne im akta, chowając od razu te, które są im zbędne. Gdy widział swoje stare imię i nazwisko, z tyłu głowy miał ochotę to wszystko wykasować i pozwolić zapomnieć światu o jego istnieniu, lecz zdrowy rozsądek mu na to nie pozwalał, nie teraz, gdy Alina to wszystko widziała.
Ostatecznie spędzili cały dzień na analizowaniach, przemyśleniach, momentami się o coś sprzeczając oraz przyznając sobie racje, typowa burza mózgów. Gdy jednak Walter był już prawie gotowy opuścić posiadłość rudowłosej, ta zatrzymała go w przedpokoju, gdy już chciał włożyć buty.
— Pomyślałam sobie, że może... chciałbyś zostać na noc? — zapytała, znowu zalewając się rumieńcami, co inspektorowi zaczynało się podobać. — W sensie... Bo ostatnio ktoś się kręci wokół mojego domu i... czuje się trochę niepewnie w nocy. — dodała wyjaśniając, co ponownie trochę go rozbawiło, lecz nie dał tego po sobie poznać, posyłając w jej stronę przyjazny uśmiech.
— Jeśli nie boisz się spać z obcym mężczyzną pod jednym dachem, to żaden problem. — odpowiedział, podsuwając buty bliżej szafki.
— Wolę "obcego mężczyznę" niż ewentualnego złodzieja i mordercę z zewnątrz.
Oh Alino, gdybyś Ty wiedziała, z kim właśnie będziesz spędzać noc...
***
Mercer przebudził się nagle w środku nocy, a gdy zerknął na zegarek cyfrowy znajdujący się na szafce nocnej, zauważył, że jest kilka minut po drugiej. Cicho odetchnął i mając dziwne przeczucie, postanowił przejść się do kuchni po szklankę wody, przy okazji sprawdzając, czy ktoś nie kręci się wokół domu. Chodził bezszelestnie, ostrożnie stawiał każdy swój krok, lecz czynił to z czystej natury drakonida, gada, który w ten sposób podkrada się do swojej ofiary. Jego źrenice również przybrały gadzi kształt, umożliwiając mu idealne widzenie w ciemności, dzięki czemu nie musiał zapalać co chwilę świateł czy iść z włączoną latarką w telefonie. Gdy jednak dotarł do kuchni, dostrzegł Alinę siedzącą na wysokim krześle przy wyspie kuchennej, przeglądającą coś w jego laptopie. Podszedł do niej ostrożnie, zerknął zza jej ramienia na ekran i mógłby przysiąc, że widzi tam swoje obecne akta... Nim jednak zdążył cokolwiek powiedzieć, Alina nagle obróciła się w jego stronę, krzyknęła zaskoczona i niechcący odepchnęła się od blatu, tracąc przy tym równowagę. Walter od razu chwycił kobietę w swoje ramiona, niczym pannę młodą, natomiast unosząc stopę, zatrzymał spadające krzesło, które obecnie mogłoby wywołać niepotrzebny hałas, stawiając je ponownie do pionu.
— Walter, ja... — zaczęła lekko zmieszana, zerkając to na laptop to na bruneta. — Czy Ty zawsze tak straszysz ludzi? — zapytała już z lekkim wyrzutem.
— A Ty zawsze grzebiesz w prywatnych aktach, zamiast rozmawiać? — odpowiedział pytaniem na pytanie, sadzając Alinę na blacie, żeby mieć jej spojrzenie na wysokości oczu. Sprawnym ruchem dłoni zablokował laptop, od razu ukazując duże logo policji, po czym wrócił wzrokiem na rudowłosą, kładąc dłonie obok jej ud.
— Ja.. przepraszam.. — mruknęła, opuszczając wzrok. — Ale nie wspominałeś o tym, że pochodzisz z Dalmorii. — dodała.
— Bo nie pytałaś, Alina. — odpowiedział, powoli przesuwając dłonie na jej uda. Od razu poczuł, jak pod jego dotykaniem, jej ciało lekko zadrżało. — Przecież ja nie gryzę, zawsze możesz o coś zapytać. — dodał, nadal powoli muskając jej nogi.
— Tylko czy powiedziałbyś mi prawdę?
— A to zależy od pytania. — mruknął, pozwalając sobie na wsunięcie dłoni pod jej koszulkę, delikatnie dotykając jej lędźwi. Z sekundy na sekundę było coraz goręcej... Ona w lekkiej piżamie, on w samych bokserkach, no co mogłoby pójść nie tak.
Nagle w salonie rozległ się huk tłuczonego szkła, Walter od razu przestawił się w tryb bojowy, chwilowo zapominając o delikatnej skórze rudowłosej. Ona również zainteresowała się sprawą, zeskakując z blatu, chcąc od razu iść do źródła dźwięku. Brunet powstrzymał ją, każąc zostać jej w kuchni, on natomiast przeszedł do salonu, nie wydając przy tym żadnych odgłosów. Gdy tylko dostrzegł mężczyznę w czarnym stroju, nie zawahał się ani chwili, od razu wywołując u włamywacza niewyobrażalny ból całego ciała. Jego krzyk rozległ się na całą posiadłość, a być może nawet i okolice, gdyż jedno z większych okien było wybite na drobny mak. Nie chcąc wpuszczać wiosennego chłodu do środka, nałożył iluzję na framugę, imitując przeźroczyste szkło, włamywacza natomiast obezwładnił i odsunął od kawałków okna. Był nieprzytomny, ale żył...
— Przypilnuj go, ja sprawdzę okolicę. — mruknął, od razu nakładając na siebie iluzję ubrania, żeby nie paradować po dworze w samych bokserkach.
Gdy upewnił się, że to jedyny niechciany gość, wrócił do środka i skierował się do salonu, w którym było już zapalone światło, a nieprzytomny mężczyzna nadal leżał w tym samym miejscu. Mercer podszedł do niego i sprawnym ruchem nogi obrócił go na plecy, od razu zdejmując z jego twarzy kominiarkę. Coś jednak go zaniepokoiło... Ciemne plamy na twarzy oraz karteczka w dłoni - to samo, co miały ciała w laboratorium.
— Alina... spójrz na to.. — mruknął, kucając obok mężczyzny. — Tylko załóż proszę kapcie albo buty, bo szkło jest wszędzie. — dodał, zerkając w jej stronę.

Alinko? <3
1361 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz