4 kwietnia 2026

Od Nivana cd. Eirika

Dla czerwonowłosego nieakceptowalne było pozostawienie bliskich na lodzie. Dlatego cała ta sytuacja z podwójną randką, gdzie realnie został w nią wrobiony jako rzekomy chłopak Eirika... nie sprawiło, że zaczął na mężczyznę inaczej patrzeć. Skoro już obu ich wkopał, to teraz trzeba mu pomóc się z tego wykaraskać, tak? 
Trochę rozbawiła go cała sytuacja, jaka miała miejsce w pizzerii. Samo wylanie napoju, i to podwójnie, nie sprawiło, że był zły. Znacznie bardziej denerwowało go całe towarzystwo, które wydawało się świetnie bawić przy nieporadności czarnowłosego. Jednak wiedząc, jak bardzo ludzie bywają podli, to wcale go nie zdziwiło, że mężczyźni mieli świetny ubaw. Dlatego też chciał wesprzeć Eirika i pokazać mu, że może na niego liczyć. Wymyślił tak też plan z ucieczką poprzez wyjście z tyłu lokalu. 
Nivan nie przejął się tym, że jego spodnie nadawały się do prania. Jednak zachowanie Skugge stało się dla niego irracjonalne. Jedna sytuacja nie powinna była przekreślać tego, że mógł tutaj dalej mieszkać. Mówił o sobie z wyrzutem i widocznym przygaszonym spojrzeniem. Nie wiedział, ile rzeczy musiał mężczyzna przejść w życiu. Nie miał prawa go oceniać, ale jednocześnie nie miał zamiaru go tak po prostu stąd wypuścić. Podwójna randka pozwoliła mu się chwilowo odciąć od ciągłego natłoku w pracy. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz mógł gdzieś wyjść.
Fakt jest taki, że nie byli parą i musieli udawać przed pozostałymi... to już było cięższe zadanie, ale! Nadal nie zmieniało to faktu, że Nivan nie było o to tak bardzo zły, jak posądzał go Eirik. Było to zdecydowanie coś innego, wyrywającego z rutyny. Nie przeszkadzało mu to, co nawymyślał jego współlokator. Nie był o to zły, co w pierwszej sekundzie zdezorientowany. Jednak po tym, jak usłyszał, że chciał utrzeć Aidenowi nosa, to w sumie... co mu szkodziło poudawać? 
Widział, że Eirik nie zamierzał zmienić swojej decyzji. Dixonowi zdecydowanie się to nie podobało. Dlaczego tak bardzo zaparcie siebie obwiniał i próbował ściągnąć ciężar z jego barków? Nie narzekał na jego obecność. Żadni nieproszeni goście, w sensie duchy, nie przypałętały się za mężczyzną. Nawet jakby miały się pojawić, to Sag zapewne by je odgonił. Czy chciał, czy nie, to znał doskonale warunki mieszkania pod jednym dachem z Nivanem. Może i nie zawsze się dogadywali, ale bez większego problemu odwracał całą sytuację na niekorzyść demona. 
Skugge nie zamierzał nic więcej powiedzieć, dlatego wyminął Nivana, chcąc opuścić mieszkanie. Nim jednak tego dokonał, drzwi się otworzyły, przez co zderzył się z drugą osobą, która postanowiła wpaść z niezapowiedzianą wizytą. 
Boże, baranie! Patrz, jak łazisz! — oburzyła się młodsza siostra Nivana, pocierając czoło po zderzeniu się z klatką piersiową Eirika. Dopiero po chwili spojrzała, że nie wpadła na swojego brata. Odskoczyła do tyłu, jak poparzona, patrząc podejrzliwie na mężczyznę. — Przepraszam! Myślałam, że to mój brat! — zaczęła przepraszać Eirika, bardzo chaotycznie czyszcząc jego koszulkę z niewidzialnego kurzu. 
— Nic się nie stało — mruknął, próbując wyminąć kobietę. Jednak Maggie szybko uniemożliwiła mu ucieczkę, rozstawiając ręce na boki. 
— Jesteś tym znajomym z podstawówki Niva, co nie? — spytała, dalej podążając lewo-prawo, gdy Eirik próbował znaleźć lukę i wyminąć niższą kobietę. — Eirik, prawda? Co tu robisz? Znowu się trzymacie? — tym razem przeniosła spojrzenie na swojego brata, który stał w drzwiach. 
— Właśnie się próbuje wyprowadzić po nieudanej randce. 
— Randce?! — niemalże krzyknęła na całą klatkę, szybko zasłaniając swoje usta. — Omg! Jesteście razem?!
— Nie — obaj odpowiedzieli w tym samym momencie. 
Maggie obróciła Eirika do siebie plecami bez najmniejszego problemu, ułożyła dłonie na jego plecach i wywierając nacisk, pchnęła go do środka mieszkania. Stwierdziła, że koniecznie muszą jej wszystko wytłumaczyć. Nivan ciężko westchnął, po krótce wyjaśniając swojej siostrze sytuację. Kobieta patrzyła na Skugge ze zmarszczonymi brwiami. 
— Booooooooże faceci — głęboko westchnęła, układając dłonie na barkach Eirika. — Nie możesz się za wszystko obwiniać. 
— Nie praw mu morałów. Nawet cię nie zna i jesteś młodsza. 
— O! Faktycznie! Jestem Maggie, młodsza siostra Nivcia — przedstawiła się, łapiąc za dłoń czarnowłosego, energicznie nią potrząsając. — Ostatnio coś napomknął, że ma współlokatora... ale musiałam pominąć, że to ty. 
— Muszę się zbierać — mruknął Eirik, próbując wstać z krzesła, na którym usadziła go Maggie.
— O nie, nie, nie! — przytrzymała ramiona mężczyzny. Może i wyglądała niepozornie, jakby nie miała krzepy, ale... cóż. Ma starszego brata, musiała się nauczyć sobie z nim radzić, jak byli młodsi, tak? A obecnie jeszcze chodziła na siłownie, więc jej wygląd może zdecydowanie zmylić. Nawet Nivan się na to nabierał. W końcu taka szczupła dziewczyna nic mu nie zrobi, prawda? No i to zawsze był błąd. — Masz gdzie mieszkać? 
— Oczywiście, że nie — tym razem głos zabrał Sag w swojej kociej wersji. — Nic nie potra- — nie mógł dokończyć, bo Maggie rzuciła się na niego, zamykając w swoich ramionach.
— Boże, gadający kiciuś! — potarła swoim policzkiem o głowę Saga, który patrzył na nią z widocznym zdziwieniem. Ostatecznie: pozwolił jej się wymiziać po całym ciele. — A kto jest taką słodką kizią-mizią? — spytała, głaszcząc kota. — W każdym razie. Nie masz, gdzie mieszkać? To po co próbujesz stąd uciec? Bo nie chcesz być utrapieniem? 
— Może — Eirik zdecydowanie nie był chętny do rozmowy. Nivan stał jedynie z założonymi rękoma i patrzył na całą trójkę. 
— Nie ma, gdzie się podziać — oznajmił Nivan, przez co zwrócił na siebie zirytowane spojrzenie przyjaciela, na co jedynie wzruszył ramionami w geście odpowiedzi. 
— No to... po co chcesz stąd uciec? Myślisz, że przeszkadzasz Nivanowi ze swoimi problemami? Człowieeeeeeku, gdybyś ty wiedział, co on przeżył wcześniej... — oznajmiła Maggie, wypuszczając w końcu Saga ze swoich ramion, ale ten rozłożył się na jej udach, nieszczególnie chcąc od niej uciekać. — Mieszkanie pod chmurką nie brzmi dobrze. Szybko idzie się rozchorować. Albo ktoś próbuje cię wykorzystać. Zależy, gdzie śpisz. 
— Co was to obchodzi — prychnął Skugge, odwracając głowę w przeciwnym kierunku, unikając spojrzenia Nivana. 
Czerwonowłosy ciężko westchnął, podchodząc w końcu do współlokatora. Złapał za jego szczękę, siłą zmuszając, aby na niego spojrzał. Ich twarze dzieliły milimetry, więc Eirik nie miał, jak uciec od intensywnego spojrzenia mężczyzny. Próbował jeszcze uwolnić swoją szczękę z uścisku Nivana. 
— Będziesz tu mieszkać, dopóki nie udowodnisz mi, że potrafisz o siebie zadbać. Do tego momentu nie pozwolę ci się wyprowadzić — oznajmił, wpatrując się w czerwone oczy przyjaciela. — Dam ci na to dwa miesiące. Jeżeli stracisz pracę w tym czasie albo zawalisz cokolwiek innego, to będzie się to resetowało i zaczynasz od nowa. 
— Al...
— Nie ma żadnego ale — wtrąciła się Maggie, patrząc na dwójkę. — Nivan dobrze mówi! Powinieneś się go posłuchać. 
Dopiero po kolejnej wymianie zdań Eirik wywiesił białą flagę i się rozpakował, nie mając za bardzo innego wyjścia. Maggie oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie zaczęła pokazywać Eirikowi swoich breloczków, które zakosiła Nivanowi. Kilka z nich ukradła dość niedawno, gdy jej brat skupiony był na pracy i nie miał czasu ich schować przy ich ostatnim spotkaniu, gdy Eirika nie było w mieszkaniu. Problem w tym, że kilka z nich to sam Skugge. Dixon lubił rysować to, co lubił albo o czym pomyślał. A widząc swojego współlokatora niemal codziennie, mógł wiele detali dostrzec, aby móc idealnie odwzorować to na rysunku. 
Maggie miała długi jęzor i pokazała jeszcze kilka, różnych rysunków swojego brata, jego (wcale nie tak skromną) kolekcję alkoholi w barku w drugim pokoju. Jeszcze wyciągnęła gitarę, chcąc na niej pobrzdąkać, ale dość szybko Nivan wyrwał ją z rąk siostry i schował do futerału. Tym razem chowając gitarę wyżej, aby nie mogła jej sięgnąć, na co się oburzyła. 
Eirik początkowo był skrępowany jej gadaniną, ale jak zaczęła opowiadać ciekawostki od Nivanie, to słuchał z widocznym zainteresowaniem. Gdy usłyszał coś kompromitującego, niemalże od razu patrzył na czerwonowłosego, przechylając głowę, aby potwierdzić, czy to prawda. Jednak Dixon za każdym razem przewracał oczami. Maggie była od początku gadułą i nie krępuje się, że kogoś za dobrze nie znała. Skugge kojarzyła jedynie z opowieści brata, na żywo raczej nie za często go mijała, albo tego nie pamiętała. Jednak dzięki swojemu gadulstwu, z łatwością nawiązywała znajomości. 
Właśnie siedziała z telefonem Eirika w dłoniach i dodała siebie z jego konta na Facebooku, a następnie zapisała mu jeszcze swój numer telefonu w kontaktach, podpisując siebie Maggie <3
Sag o dziwo był nad wyraz cicho, ale jednocześnie miły dla siostry czerwonowłosego, ciągle łasząc się o głaski, które od razu otrzymywał. Mruczał jak prawdziwy kot.
Wyszła z mieszkania po kilku godzinach, biegnąc na autobus, który właśnie stanął na przystanku pod oknem. Miała studia, a to był ostatni autobus w tym kierunku. Cóż, pognała, aż się za nią kurzyło, a mężczyźni ponownie zostali sami.
— Chcesz coś zjeść? — spytał Niv, kierując się do kuchni. 
— Co zrobisz, to zjem. 
— To będzie spaghetti. — odparł, nie oczekując na jakiekolwiek zażalenia. 
Eirik postanowił dotrzymać Nivanowi towarzystwa w kuchni, dokładnie obserwując, jak przygotowuje dla nich kolacje. Jednak zdecydowanie utrzymywał dystans od czerwonowłosego. 
— Co się tak dystansujesz? 
— Nic, zdaje ci się — burknął Eirik, odwracając głowę.
— Pizda — oznajmił Sag, zwracając na siebie uwagę Nivana, przez co dość szybko zmył się z kuchni, zostawiając dwójkę samą. 
— Nie obchodzi mnie, co myślisz o sobie — zaczął Dixon, kątem oka zerkając na swojego towarzysza. — Mam to gdzieś, czy jesteś jedną, wielką katastrofą. Może i jesteś magnesem na problemy, ale nie przeszkadza mi to. Nawet jakbyś przyniósł do mieszkania jakieś cholerne przekleństwo, czy inne gówno, to ci pomogę. Martwię się o ciebie i nie chcę wieczne słuchać, że jesteś chodzącym problemem. Jak będziesz potrzebował, mogę udawać twojego chłopaka przed Aidenem i spółką. Wystarczy poprosić, wiesz? — oznajmił, mieszając sos do spaghetti w misce. Cóż, ostatnio jego ulubiona miarka pękła w rękach Eirika, gdy ten chciał coś z nią zrobić. — Jesteś moim przyjacielem, nawet jeśli jesteś kaleką i magnesem na problemy. Pamiętaj o tym, Eirik.
Wspomniany nic nie odpowiedział, jedynie wziął głęboki wdech, żeby coś odpowiedzieć, ale Nivan mu na to nie pozwolił, zasłaniając jego usta swoją dłonią. 
— Tylko, proszę cię... nie ćpaj niczego. Nie chcę, żebyś musiał walczyć ze swoimi problemami w taki... gówniany sposób. — przyznał, spoglądając na przyjaciela zmartwionym spojrzeniem. — Przeszłości nie zmienisz i ja to całkowicie rozumiem. Mając wokół siebie wiecznie duchy, które jedynie próbują zaznać spokoju... nie dziwię ci się, że się do tego posunąłeś. Teraz pamiętaj tylko, że nie jesteś w tym gównie sam i zawsze ci pomogę. A jeśli nie chcesz słuchać moich porad, to po prostu powiedz. Wysłucham cię bez żadnego komentowania. Tylko nic nie bierz... proszę —  dokończył, zalewając mięso rozrobionym sosem, mieszając chochlą w garnku. Martwił się o Eirika i chciał być dla niego oparciem, gdy ten będzie tego potrzebował. Przerzucił wolne ramię przez szyję niższego, przyciągając go do siebie. — Zgoda? 
Skugge ciężko westchnął, opierając się swoim ciałem o to wyższego mężczyzny. Patrzył dokładnie, jak ten przygotowywał dla nich kolację. Woda na makaron właśnie się zagotowała, więc Nivan wrzucił do niej makaron. Jak zawsze więcej, bo powiedział, że czarnowłosy ma ogromny apetyt. Dlatego za każdym razem, gdy coś przygotowuje, to robi większe porcje z uwagi na swojego współlokatora. 
— Musi być zgoda, bo nie zamierzam znowu spać pod chmurką przez niego — oznajmił Sag, który postanowił wrócić do kuchni. — I przynajmniej nikt mnie nie otruje, w porównaniu do niego — zjeżył się, gdy Eirik na niego spojrzał. 
Nivan zaśmiał się na słowa demona, kręcąc w niedowierzaniu głową. Spojrzał na przyjaciela, posyłając mu szeroki uśmiech. Miał teraz tylko nadzieję, że Eirik przestanie próbować uciekać przed jego pomocną dłonią. Jednak bardziej martwił go Aiden i spółka, bo skoro wtedy uciekli... cóż. Mogą przypałętać się do baru, akurat jak Nivan będzie miał zmianę lub pójdą do pizzerii, trafiając na zmianę Skugge. Może to być większy problem, ale cóż. Potem będą się tym martwić.
 Kiedy czarnowłosy spróbował posmakować trochę sosu z mięsem, Dixon niemalże od razu złapał za jego rękę, odciągając ją. 
— Psik mi z tymi łapskami brudnymi — mruknął, wbijając mu łokieć pod żebra, gdy ten znowu spróbował ukraść trochę sosu z garnka. — Zaraz zjesz, nie gorączkuj się. 

Eirik? Zgoda? :c

1907 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz