Biłam się z myślami, co powinnam zrobić z ofertą mężczyzny. Czym się kierować, którego swojego wewnętrznego głosu posłuchać. Tego, który kazał trzymać się jak najdalej od wszystkiego, co zwraca na mnie przesadną uwagę otoczenia? Nie... Odkąd tylko mężczyzna wspomniał, że jego pokaz ma charakter charytatywny, wiedziałam, iż nie będę już potrafiła postawić na pierwszym miejscu tego, czego sama chcę. Wszak w życiu są sprawy ważniejsze od panicznego tkwienia w obrębie własnej strefy komfortu. Czymże jest chwila męczenia się w jakimś nietypowym dla mnie stroju, bycia obserwowaną przez dziesiątki ludzi, jeśli zestawimy to z możliwością realnej pomocy osobom, które tej pomocy potrzebują.
Być może hasło powódź szczególnie mnie w tym wszystkim poruszyło. Nasłało nieproszone myśli. Przecież mogłam tam być, pomóc choć kilku osobom... Może powinnam wziąć wolne na parę dni i pojechać do Felsbach. Na pewno będę w stanie wesprzeć mieszkańców przy osuszaniu domów, piwnic czy pól. Tam przydam się bardziej, niż w wystawnych ciuchach, wśród tłumu zafascynowanych modą ludzi, dla których sama moja obecność na pewno okaże się jakiegoś rodzaju profanacją czy dyshonorem dla tego, co robią... Przecież ubiór to było coś, co mnie relatywnie nie bardzo obchodziło.
Obracałam w palcach przyjętą wizytówkę, patrząc w ekran laptopa, który przyniosłam do stołu na dole. Początkowo planowałam zająć się obrabianiem zdjęć z dzisiaj, jednak gdy zgrywała się zawartość karty pamięci z aparatu pomyślałam, że poszukam jakiś informacji o tym wszystkim, o czym mężczyzna mówił. Nie miałam w domu telewizora, sprzęty elektroniczne generalnie ograniczały się do laptopa, tabletu i komórki, do której posiadania zmusiła mnie praca, a do używania jej poza obowiązkami służbowymi — Violet. Nie śledziłam na bieżąco wydarzeń ze świata już od dawna. Tak było łatwiej... Wpatrywanie się bez wyrazu w zdjęcia z powodzi zajęło mi więc dobre kilkadziesiąt minut. Kolejne upłynęły na szukaniu informacji, czego poszkodowani najbardziej potrzebują oraz organizacji nadzorujących sprawne oddelegowywanie osób o różnych magicznych zdolnościach do odpowiednich prac. Zapisałam na kartce kilka maili i numerów. Jednak skala zniszczeń była ogromna...
Każde ilości funduszy zebranych na cel tych ludzi na pewno się przydadzą... A pokaz mody...
Zupełnie obiektywnie patrząc, wysoce prawdopodobnym było, że dzięki niemu naprawdę wielu ludzi otrzyma pomoc potrzebną na odbudowę tego, co stracili przez potworny żywioł.
Tylko odrobina dyskomfortu... To w zasadzie przecież nic takiego.
***
Od rana było mi niedobrze z nerwów, a jednak, mimo to, zmusiłam się do opuszczenia mojej leśnej samotni. Uzbrojona w zasadzie tylko w słuchawki i szczególnie lubianą w ostatnim czasie playlistę, wsiadłam do samochodu i ruszyłam na dobrze znany mi parking, gdzie niemal codziennie zostawiałam samochód, żeby resztę trasy do biura pokonać na piechotę. Tylko tym razem mój spacer miał zakończyć się gdzie indziej... Prowadząc, wystukiwałam palcami na kierownicy równy rytm utworu, który w danej chwili wydobywał się z głośników pojazdu. Po prostu jedź i się za bardzo nie zastanawiaj...
Łatwo powiedzieć.
Pod wskazany przez mężczyznę adres z parkingu miałam kilkanaście minut spaceru. Włożyłam bezprzewodowe słuchawki w uszy i dałam się otulić melodii. Nie będzie przecież aż tak strasznie, to tylko człowiek, a nie jakiś potwór... Do tego chce tylko, żebyś ubrała jakąś sukienkę, to też nie jest nie wiadomo jak wygórowana prośba... Muzyka napędzała moje kroki, trzymając myśli z dala od tematów, które wywołałyby jakiekolwiek zwątpienie. Po prostu idź.
Gdy otworzył drzwi, zobaczyłam na jego twarzy pełną gamę emocji, zakończoną ciepłym uśmiechem godnym wzorowego gospodarza podejmującego gości. Widziałam, jak porusza ustami i dopiero uświadomiłam sobie, że muzyka dalej rozbrzmiewa w mojej głowie, słuchawki wciąż tkwiące w uszach blokują dźwięki otoczenia. Lekko zawstydzona, wszak było to wyjątkowo nietaktowne z mojej strony, pospiesznie wyjęłam jedną. Słowa mężczyzny dotarły do mnie gdzieś od połowy jego wypowiedzi.
— Kawy, herbaty? — w momencie, gdy zawiesił głos, wyjęłam drugą słuchawkę i wrzuciłam pospiesznie obydwie luzem do kieszeni jeansowej katany, którą miałam na sobie. Weszłam do środka. — I chyba powinienem na tym etapie spytać cię o imię, prawda?
Przyglądałam się wystrojowi, uważnie studiując szczegóły otoczenia. Można śmiało powiedzieć, że się przy tym zawiesiłam, bo dopiero, gdy drzwi się za mną zamknęły, przypomniałam sobie, że powinnam odpowiedzieć mężczyźnie na pytanie.
— Azura — widząc jego milczące oczekiwanie na ciąg dalszy, dodałam pospiesznie. — Azura Wells. I bardzo dziękuję, niczego mi nie trzeba — powiedziałam natychmiast, przypominając sobie, że pytał, czy bym się czegoś nie napiła.
— Wedle życzenia. A więc, przejdźmy od razu do rzeczy...
Mówił coś, gdy prowadził mnie schodami na górę, jednak wyjątkowo nie potrafiłam się na tym skupić. Słyszałam głównie jednostajny szum w uszach, czułam szybko bijące serce, pompujące krew znacznie szybciej, niż normalnie. Głowę zapełniły niechciane myśli, bo co ja, do jasnej ciasnej, w zasadzie wyprawiałam. Naprawdę zamierzałam bawić się w modelkę, paradować po wybiegu w jakimś dziwnym stroju, żeby zaprezentować czyjś wymysł przed sama nie wiem, jak wielką publiką? Ja, nade wszystko lubiąca samotność, nieobyta w tak znamienitym towarzystwie... Chyba przecież, żeby zaprezentować strój, trzeba umieć coś więcej, mieć jakiś zmysł pozwalający rezonować z artystą, by pokazać światu pełnię wizji, jaką stworzył... Nie czułam, żeby wybranie mnie było odpowiednią decyzją. Z każdym, uważnym krokiem w górę tych marmurowych schodów ogarniało mnie coraz więcej wątpliwości, zgarbiłam się odruchowo, intensywnie rozważając, czy bardzo nietaktownym będzie w tym momencie zmienienie zdania. Jednak...
Jednak, gdy już weszliśmy na piętro, nieskończony pęd myśli kotłujących się w mojej głowie zwolnił, by wreszcie zupełnie się zatrzymać. Ujrzałam porozstawiane wszędzie manekiny z kreacjami, które wyglądały zupełnie inaczej, niż się spodziewałam. Potrafiłam dostrzec, że miały w sobie tę głębię, która zawsze mi tak imponowała we wszelkich dziełach kultury. Gdy podszedł do jednej ze stworzonych przez siebie kreacji, zapraszając, żebym także podeszła, wszystkie dotychczasowe wątpliwości przesłoniła jedna tylko myśl.
— Jest piękna... — szepnęłam.
Nesim?
913 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz