20 lutego 2026

Od Nivana — Walentynkowe wyzwanie

Nivan rano obudzony został przez dzwoniący telefon, który ukryty był pod poduszką. Mruknął niezadowolony, po omacku szukając urządzenia, bez otwierania oczu. Święcie przekonany, że wyłącza budzik, po chwili usłyszał w telefonie głos. Kogo? Eirika.
— Wstawaaaaaaaaaaaaaaaj! — niemalże wydarł się do słuchawki, przez co telefon wypadł z ręki Nivana i spadł, na szczęście, na poduszkę. 
Dixon przeklął pod nosem na mężczyznę, podnosząc się do siadu, aby wziąć urządzenie do ręki. Włączył głośnomówiący, po czym westchnął ciężko i spojrzał zaspany na telefon.
— Co chcesz? 
— Mówiłeś wczoraj, że mam cię obudzić, więc to robię, gdzie problem? — zaśmiał się, zaciągając się papierosem. 
— Nie sądziłem, że weźmiesz to na poważnie i obudzisz mnie — odpowiedział, po czym odsunął telefon od ucha, aby spojrzeć na godzinę — o pierdolonej siódmej rano. 
Eirik nawet nie odpowiedział na to, jedynie prychnął i zapewne przewrócił oczami na te słowa. Jednak nie chcąc się kłócić, powiedział, że idzie się ogarnąć i niedługo się odezwie. Kiedy się rozłączył, zgasił ekran w telefonie i ciężko westchnął. No cóż, więcej czasu do spędzenia razem. Nie mógł narzekać. Dlatego wstał z łóżka i poszedł do łazienki, aby przemyć twarz chłodną wodą, próbując się w ten sposób rozbudzić. Następnie wrócił do sypialni i zaczął szukać swojego stroju na snowboard. Pamiętał, że Skugge wspominał mu w kółko, że chciałby pójść pojeździć na snowboardzie. Czy umiał? Nie chciał wprost powiedzieć, że tak, więc pokazał Nivanowi kilka filmików, co to on nie potrafi robić. Tak też Dixon stwierdził, że idealną randką na te walentynki będzie wspólna jazda. W końcu dzisiaj jest czternastego lutego!
Dość szybko się ogarnął i zabrał ubrania na przebranie, a także własną deskę. Kiedyś jeździł co roku ze swoją rodziną w zimę na tydzień w góry, aby pojeździć na nartach i snowboardzie. Uwielbiali korzystać z zimowej aury i puchu na ziemi. Nieszczególnie się tym chwalił Eirikowi, ale przy ich ostatniej rozmowie, czarnowłosy przypomniał mu o zakurzonej desce i dawnej pasji. Napisał partnerowi listę rzeczy, które ma zapakować. W tym zapytał, czy mężczyzna miał deskę do snowboardu. Jednak nie dostał odpowiedzi. Dopisał, że wyjeżdża i za dwadzieścia minut będzie pod klatką. Nie tracąc więc czasu, z całym swoim załadunkiem udał się do windy, aby zjechać do garażu. 
Przy aucie musiał się trochę nagimnastykować, aby wsadzić deskę do bagażnika i przy okazji jej nie połamać, gdy kilka razy uderzył nią w ścianę za autem. Jednak w końcu mu się udało i wyjechał z hali, kierując się pod mieszkanie Eirika. Mężczyzna idealnie wyszedł z klatki, a Nivan podjechał niczym jego własny kierowca (którym w sumie był). Uchylił szybę od strony pasażera i oparł się o łokietnik, przechylając ciało bliżej okna. 
— Potrzebuje pan podwózki? — zagaił, na co Skugge przewrócił oczami.
— Otwieraj tę karocę — odpowiedział, posyłając czerwonowłosemu szeroki uśmiech.
Nivan wysiadł do Eirika, gdy tylko wrzucił na skrzyni parking, aby auto przypadkiem nie odjechało. Raczek nie potrzebował, aby jego własny samochód dokonał żywota. Pomógł zapakować deskę młodszego, a następnie zamknął klapę od bagażnika. Kiedy czarnowłosy chciał już czmychnąć do auta, Dixon złapał go w ostatniej chwili i przyciągnął z powrotem do siebie.
— A pan to o czymś nie zapomniał? 
— Niby o czym? — odpowiedział, odchylając głowę do tyłu. — No już, już.
Eirik ułożył dłonie na policzkach Nivana, przyciągając jego twarz do siebie, aby złączyć ich usta w czułym, delikatnym pocałunku. Dixon delikatnie się uśmiechnął, odwzajemniając pieszczotę.
— Bleeeeeee — głos Saga rozbrzmiał tuż obok ucha Nivana. — Wstydu nie macie. 
Skugge ciężko westchnął, odsuwając się od partnera, po czym wsiadł do samochodu, co również uczynił wyższy mężczyzna. 
— W miejscu publicznym? Serio? — Sag dalej nie potrafił się zamknąć. — Boże, współczuje tym wszystkim ludziom, którzy musieli na to patrzeć.
— O dziwo, tylko ty się nam przyglądałeś, jak się całujemy — zauważył Nivan, spoglądając na cień, w którym ukrywał się Sag.
Nie odezwał się, a jedynie prychnął i udał, że nic nie słyszał. Czerwonowłosy ułożył dłoń na udzie partnera, gdy tylko wyjechali spod bloku i ruszył w kierunku stoku, gdzie dzisiaj spędzą cały dzień. Przez całą drogę dyskutowali o tym, co mogą zjeść w okolicy, co ludzie polecają i co konieczne chce zjeść Eirik. Lista dań nie miała końca, ale ostatecznie stwierdził, że potem pomyślą, na ten moment mieli wybrane trzy restauracje (nie mieli, Eirik je wybrał i nie było dyskusji). 
 Oczywiście, gdzieś Sag musiał wtrącić swoje trzy grosze na temat jazdy Nivana. Stwierdził, że jeździ za szybko, potem, że jedzie jak ciota, a na koniec:
— Prawo jazdy w chipsach wygrałeś?
No i Nivan dał po hamulcach, wykorzystując to, że Sag akurat przyjął materialną formę węża i poleciał do przodu, lądując na przedniej szybie samochodu. 
— Ja przynajmniej nie byłem w słoiku po kiszonkach zakonserwowany — odpowiedział, ponownie ruszając. 
Akurat byli na pustkowiu, więc nikogo wokół nie było, żeby Nivan utrudniał ruch. Tym samym zapewnił w końcu ciszę w samochodzie, którą wiecznie przerywał Sag ze swoim marudzeniem na wszystko i wszystkich. 
Kiedy dojechali już na miejsce, udało im się zaparkować na ostatnim miejscu idealnie pod stokiem. Dzięki temu nie musieli szukać kolejnego parkingu. Oczywiście dojechaliby szybciej, ale Eirik trzymał telefon do góry nogami. Wpadł na ten genialny challenge w czasie drogi, bo stwierdził, że jest za prosto i nudno. Dodał, że zawsze pamiętał, jak nauczyciel od matematyki chodził po klasie i czytał z podręczników uczniów do góry nogami. No i dla Skugge był to genialny skill do uzyskania. Szkoda tylko, że po drodze parę(dziesiąt) razy pomylił kierunki. Już Nivan pomijał fakt, że Skugge w ostatniej sekundzie mówił, że ma skręcić w prawo, a potem okazywało się, że to było jednak lewo. 
Jednak w końcu dojechali po błąkaniu się i zawracaniu ze względu na wspaniały challenge Eirika. Wyciągnęli cały sprzęt i poszli się przebrać, a kiedy już wrócili przygotowani wraz z deskami, udali się do kas, aby uzyskać wejście na stok. 
Kiedy nastała ich pora, aby wjechać do góry, skorzystali z opcji kanapowej, co by się za bardzo nie przemęczyć. Nivan przerzucił ramię przez szyję partnera i przyciągnął go do siebie, przez co zderzyli się kaskami. 
— Mam dla ciebie kolejny challenge — zaczął Nivan, spoglądając na partnera — za każdym razem, jak się wywalisz, to musisz mnie pocałować.
— Deal! — Eirik entuzjastycznie przyjął do wiadomości, że bierze udział właśnie w challengu, który wymyślił Nivan.
Dixon zaśmiał się, opierając swoją głowę o tę partnera. Jednak nie mieli za bardzo czasu, aby dłużej dyskutować, bo w końcu dotarli na górę, gdzie zeskoczyli z kanapy. Na przypieczętowanie challengu uścisnęli sobie dłonie. No i co, czas zacząć zabawę!
Mężczyźni odeszli na bok, aby dobrze przygotować się do jazdy. Założyli rękawiczki, zapięli kurtki i przypięli się do desek. Eirik prawie zaliczył upadek, gdy próbował przesunąć się z przymocowaną deską do nogi. 
— Mam wrażenie, że to było celowe — stwierdził Nivan, na co Skugge wzruszył ramionami, poruszył znacząco brwiami i uciekł od partnera. 
Nie chcąc pozostać w tyle, Dixon niemalże ruszył za młodszym, aby obserwować, jak radzi sobie z tym, co wymyślił. Pierwsze upadki dość szybko się pojawiły, a Nivan, gdy mijał partnera, palcami pokazywał, ile już naliczył. Skupiając się na jeździe, musiał również obserwować Eirika, który radził sobie naprawdę bardzo dobrze. Jednak momentami tracił równowagę i lądował na dupie, innym razem na brzuchu, a kolejnym razem wjechał w Nivana, przez co obaj się przewrócili. Zabawa trwała w najlepsze. 
Dixon zgubił się już w liczeniu, ostatnim razem było osiemnaście... a może dziewiętnaście? Cholera to wie, tyle razy się Eirik wywalił, że pogubił się w liczeniu. Oczywiście Sag był już cicho przez całą ich zabawę, co było niepokojące, ale nie mieli czasu się nim przejmować. 
Nim się zorientowali, była już trzynasta, a na stoku pojawiało się coraz więcej ludzi. Dlatego zdecydowali się zakończyć dzisiejszą zabawę. Przebrali się, schowali sprzęt i poszli do pobliskiej restauracji, na którą Eirik się uparł. Nivanowi nie pozostało nic innego, jak się zgodzić. Przejrzeli menu, każdy wybrał coś dla siebie i pozostało im tylko czekać.
Rozmawiali o tym, ile upadków zaliczyli, szczególnie skupiając się na czarnowłosym, który przez to wszystko wisiał czterdzieści jeden pocałunków Nivanowi. A skąd to wiedział? Choć Sag się nie udzielał, to wszystko obserwował i podał dokładną liczbę. Czerwonowłosy posłał partnerowi szeroki uśmiech.
— Nie chcę nic mówić, ale będziesz musiał szybko wynagrodzić mi ten challenge — oznajmił, upijając trochę wody, którą zamówił. 
— Wiem, wiem, nie martw się — odpowiedział, posyłając partnerowi tajemniczy uśmiech.
Kiedy dostali już swoje zamówienia, skupili się na jedzeniu. Oczywiście, dzisiejszym sponsorem był Nivan, bo to był jego pomysł. 
— Czyli rozumiem, że jesteś moją walentynką? — zapytał Dixon, gdy wyszli już z restauracji, obejmując Eirika w pasie. 
— Pytałeś mnie o to od dobrych dwóch tygodni, a moja odpowiedź się nie zmieniła, Niv — odpowiedział, układając swoje ręce na tych czerwonowłosego, delikatnie je gładząc. 
— Podobała się dzisiejsza atrakcja? 
— Totalnie! Było zajebiście w końcu pojeździć!
Nivan zaśmiał się na entuzjastyczną odpowiedź partnera, składając czuły pocałunek na jego czole. Nie chcąc jednak zwracać na siebie uwagi, skierowali się do samochodu, aby wrócić do domu. 
— Dzisiaj musisz spłacić swój dług pocałunków. Nie odpuszczę ci — zadeklarował Nivan, całując dłoń Eirika, który mruknął cicho, żeby przestał. 
— Jesteście obrzydliwi! — wydarł się Sag, zwracając na siebie uwagę pary.
— Nie martw się, znowu zamkniemy cię w szafie, żebyś nie mógł nas podglądać.
— Sadyści! Znęcacie się nade mną!
— My? Nad tobą? Chyba ty nad nami, a dzisiaj to dopiero początek — stwierdził Nivan, przyciągając do siebie Eirika, aby złączyć ich usta w czułym, ale intensywnym pocałunku.
— FUUUUUUUUUUUUUJ!

1517 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz