Przebudzony piszczeniem Delicji, niechętnie uchylił powieki, aby spojrzeć zaspanym spojrzeniem na swoją psinę. Sunia stała przy Lutherze z pączkiem-pluszakiem w pysku. Ciężko westchnął, sięgając ręką do nowej zabawki, której wcześniej nie miała. Ręką leniwie i powoli poruszał zabawką na lewo i prawo, jakby chciał ją zabrać. Delicja od razu podłapała jego chęć zabawy, używając większej siły, przez co szybko wyrywała swoją zabawkę z rąk Luthera. Nie była z tego powodu zadowolona, wręcz przeciwnie. W akcie zemsty uderzyła Luthera mokrą zabawką w głowę i wyszła z sypialni.
— Oj Lutek, kompletnie się nie nadajesz do zabawy — usłyszał rozbawiony głos Yassina, który, jak się okazało, stał w progu drzwi i obserwował całą sytuację. — Jeszcze fakt, że jest już dziewiąta, a ty dalej śpisz.
Jasnowłosy spojrzał na partnera, który postanowił wyjść z sypialni, zostawiając mężczyznę samego ze sobą. Nie chcąc jednak ciągle leżeć, zdecydował się wstać z łóżka, dość szybko podążając za ukochanym, który poszedł do kuchni, aby wypić wcześniej zrobioną herbatę. Firebane przeciągnął się, głośno ziewnął i zamknął Herreire w swoich ramionach, składając czułe pocałunki na jego szyi. Dość szybko jednak został przegoniony pstryczkiem w czoło. Zmarszczył niezadowolony brwi, patrząc z oburzeniem na czarnowłosego. Ten, jakby nigdy nic, upił trochę swojej herbaty.
— Wiesz, trochę wstyd, że jest taka godzina, a ty jeszcze śpisz. Musiałem przez ciebie iść z Delicją, bo mnie obudziła! — oznajmił Yassin, odwracając się twarzą do Luthera, patrząc na niego z wymalowanym zdenerwowaniem. Jednak dość szybko się uśmiechnął. — No aleeeeeee — przeciągnął, zarzucając ręce na szyję ukochanego, przyciągając go bliżej siebie, aby złączyć ich usta w delikatnym pocałunkiem. Nie pozwolił jednak Lutherowi pogłębić pieszczoty, dość szybko odsuwając go od siebie. — Przypomniałem sobie, że jest Tłusty Czwartek! I zobaczyłem tego pączka na wystawce w zoologicznym. Nie mogłem jej tego nie kupić!
Delicja dumnie patrzyła na mężczyzn z pączkiem w pysku, którego otrzymała w prezencie ze względu na dzisiejsze święto. To nie tak, że miała tych zabawek od cholery. Yassin zawsze znajdzie dobrą wymówkę, aby coś jej kupić. Kosz z zabawkami wręcz się wylewa od różnego rodzaju maskotek, piłek, lin i innych dupereli. Cóż, trudno było się z nim kłócić, bo wiedział, że sunia bywała przekonująca, gdy coś jej się spodobało. Prychnął rozbawiony, kręcąc w niedowierzaniu głową, całując ukochanego w czoło.
— A kupiłeś nam chociaż jakieś pączki? — spytał, pozostawiając Yassina samego ze swoją herbatą.
Postanowił sprawdzić, co mają w lodówce. Nieszczególnie uśmiechało mu się robienie domowych pączków. Chociaż była to świetna zabawa z bliskimi, to wiedział, że z Delicją u boku na pewno to takie proste nie będzie. Ostatnim razem, gdy razem robili obiad, to jeden surowy i przygotowany schab do smażenia magicznym cudem zniknął z blatu. Ona zawsze wykorzystywała okazję. W końcu okazja czyni złodzieja, tak?
— Chciałem, ale jakaś madka — celowo przekręcił słowo, przewracając jednocześnie oczami — wykupiła wszystkie pączki z naszej cukierni. No bo ona musi swoim dzieciom coś dać! Nie wiem, ile ich ma, ale chyba całą armię skoro wykupiła WSZYSTKIE pączki!
Luther z trudem zachowywał powagę, gdy spoglądał na Yassina, który bardzo mocno wczuwał się w to, co opowiadał. Gestykulował, jakby od tego zależało jego życie.
— Więc ostatecznie nie kupiłem.
— Moglibyśmy zrobić razem, ale... raz, że nie mamy składników, a dwa... cóż. Gotowanie z Delicją to nie jest dobry pomysł. Jeszcze coś zeżre i skończymy u weterynarza — stwierdził Lu, patrząc na Delicję, która udała, że przecież ona nic nie zrobiła. — Możemy się przejść po mieście, może gdzieś się uchowało kilka pączków. Wiesz, nie zjeść pączka w Tłusty Czwartek?
— Skandal! — oznajmił Yassin, wstając ze swojego krzesła, aby podejść do Luthera i zajrzeć pod jego ramieniem do lodówki. — Przy okazji może małe zakupy?
Firebane zgodził się na propozycję partnera. Nie chcąc dłużej siedzieć w mieszkaniu, poszedł się przebrać. W kilka minut zdołał się przygotować do wyjścia, a Yassin dopił swoją herbatę. Wyszli z mieszkania, a następnie skierowali się do windy. Lu poprawił szalik ukochanemu, upewniając się, że na pewno go nie przewieje. Starszy za to przewrócił oczami, twierdząc, że przecież nie jest aż tak stary. Szkoda tylko, że przy ostatnim takim podkreśleniem skończył z przeziębieniem, bo nie potrzebuje szalika. A teraz bez niego nie może nawet z domu wyjść, bo czujne oko Luthera wszystko widzi.
Jasnowłosy objął Yassina w pasie, wymuszając, aby ten się do niego zbliżył, przez co stykali się biodrami. Zanurzył nos w ciemne pasma Herreiry, które wystawały spod czapki.
— Kocham cię, wiesz? — mruknął, spoglądając na twarz mężczyzny z góry.
— Ja ciebie też — odpowiedział, odchylając głowę do góry, aby pocałować Lu w brodę. — Śpieszmy się na poszukiwanie pączków!
Jak tylko winda się otworzyła na parterze, Yassin wybiegł z niej, jakby coś go goniło. Poganiając, że Lu ma się pośpieszyć, bo przez niego nic w końcu nie dostaną. Firebane pokręcił rozbawiony głową, doganiając starszego. Czy on na pewno był od niego starszy? Cóż, bardzo często zadawał sobie to pytanie.
Mężczyznom udało się znaleźć kilka pączków w kilku piekarniach, więc nie próżnowali i wzięli po kilka smaków z każdego lokalu. Chcieli spróbować różnych smaków, a były naprawdę wymyślne. Yassin stwierdził, że koniecznie musi spróbować pistacjowego! Udało im się w końcu go znaleźć, ale w ostatniej piekarni. Mieli ogromne szczęście, bo klienci za nimi również chcieli tego pączka. No cóż, kto pierwszy ten lepszy, tak? Czarnowłosy był wręcz dumny, że dorwał ostatniego pączka pistacjowego.
Ogólnie kupili piętnaście pączków z różnymi nadzieniami, ale nie kupili ich tylko dla siebie. Miała do nich wpaść Sabamira, która pewnie też coś ze sobą przyniesie, a poza nią jeszcze siostra Luthera z córkami i Kai.
— Ale, ale! Nie zamierzam się z nikim podzielić moim pączkiem pistacjowym! — oznajmił Yassin, wbijając palec wskazujący w klatkę piersiową Luthera.
— Nawet ze mną? — spytał jasnowłosy, stosując taktykę smutnych, kocich oczu, przez co oberwał z pięści w bark.
— Tak się nie robi! Dobra, z tobą się podzielę! Czuj moją łaskę!
— A co z dziewczynkami? Im też nie dasz?
— Luuuuuuuuuuuuuuuu przestaaaaaaaaaań! — żachnął się Yassin, kręcąc w niedowierzaniu głową. — Zawsze taki jesteś... potem będę miał wyrzuty sumienia...
— Możemy pączka schować, ale pod warunkiem, że dasz mi go posmakować — zaproponował Luther, posyłając szeroki uśmiech ukochanemu, który zgodził się na jego propozycję.
Wrócili do mieszkania ze zdobyczami i zakupami. Kai postanowił za to wpaść znienacka, rozkładając się na kanapie w salonie z telefonem w ręce. Czuł się jak u siebie i nieszczególnie przejął się tym, że mężczyźni coś robili. Powiedział tylko, że Lucy zrobiła pączki z przepisu Luthera i wyszły zajebiste. I tym samym zwrócił na siebie uwagę Herreiry. Jednak nieszczególnie się tym przejął, zajął się rozpakowywaniem siatek z zakupami.
Niedługo do mieszkania zawitała Lucy z córkami i Sabamira, która nakupowała pączków i każdemu dała po jednym.
— Chciałam zrobić, ale... cóż — zaśmiała się, pokazując, jak skończyły jej pączki. Całe spalone. — Plan był dobry, tak!
— Liczą się chęci — pocieszyła ją Lucy, gładząc kobietę po plecach. — Jak będziesz mieć czas, to wpadnij. Nauczę cię.
— Naprawdę? — spytała, a oczy Sabamiry wręcz zaświeciły. — Jesteś najlepsza! — zamknęła Lucy w szczelnym uścisku, przez co kobieta szukała wsparcia w Yassinie i Lutherze, aby ci odciągnęli swoją znajomą. Cóż, marne z nich wsparcie, bo udali, że nic nie widzą.
Oczywiście Alice i Layla poczęstowały się pączkami od wujków, ale obaj musieli jeść z nimi na pół. Nie mogły dojeść jednego pączka, bo musiały mieć miejsce na kolejnego. Mężczyźni mieli przez to potężną mieszankę słodkości w buzi i spasowali przy trzecim pączku. Na szczęście była jeszcze Sabamira, która ich wyręczyła. Kai również został do tego zmuszony, gdy Alice złapała go za koszulkę i przytargała do stołu, aby ten zjadł z nią pączki. Wyglądało to komicznie, gdy mała dziewczynka ciągnie za sobą dorosłego faceta. Wszyscy z trudem powstrzymywali się od śmiechu, starając się zachować powagę. A było to naprawdę trudne.
Yassin spróbował pączków Lucy, zachwycając się ich smakiem i nadzieniem. Stwierdził, że są naprawdę świetne i zagroził Lutherowi, że jak mu nie zrobi, to będzie rozwód. Tylko oni jeszcze ślubu nie mieli, ale czy to ważne?
Nim Luther się zorientował, został z Yassinem sam, ale Delicja o sobie przypomniała, uderzając czarnowłosego z pączka w nogi.
— O ty mendo! — rzucił, łapiąc maskotkę, szarpiąc się z sunią, która była usatysfakcjonowana osiągniętym rezultatem.
Luther w tym czasie zdołał posprzątać w mieszkaniu, pochował naczynia do zmywarki, a następnie posegregował śmieci, które pozostały. W końcu mógł usiąść na kanapie, a raczej się na niej rozłożyć. Nieszczególnie przejął się tym, że zajął ją w całości sam i nie zostawił miejsca dla czarnowłosego. Miał zajęcie, bawił się z psem, więc nie potrzebował miejsca do siedzenia, tak? Jednak nie trwało to długo, bo w końcu Yassin postanowił położyć się na Lutherze, jakby nigdy nic.
— Pamiętasz, że masz jeszcze pistacjowego pączka? — spytał Lu, wplątując palce w ciemne kosmyki partnera, delikatnie je pociągając.
— Jestem pełny, musi poczekać — odpowiedział Yassin, układając wygodnie głowę na klatce piersiowej Firebane'a. — Masakra, tyle pączków...
— Ciesz się, że nic nie zostało.
— Aha! Jeszcze wisisz mi pączki! Tak przypominam!
— Mam je teraz zrobić? — zapytał, przechylając głowę na bok.
— Nieeee, ale... w kolejnym tygodniu! — odpowiedział Yassin, wtulając się w ciało młodszego. — Na mały paluszek! — wystawił palec, czekając na reakcję Luthera.
— Na mały paluszek — zaśmiał się jasnowłosy, wystawiając wspomniany palec, aby zawrzeć z partnerem umowę.
Kiedy Yassin chciał już się poprawić, aby pocałować Luthera, oberwał z pączka od Delicji... no i cóż, tyle było z pocałunku, bo poleciał z nią na wojnę.
1516 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz