Nigdy nie ulegałem presji społeczeństwa, więc zamiast iść po jednego pączka, zamierzałem kupić całą paletkę. Wszedłem do sklepu, rozglądając się na boki. Cały budynek wyglądał jak pobojowisko, na podłodze i półkach walał się rozbryzgany lukier i pączki. Jakaś starsza kobieta prawie poślizgnęła się na leżącym pączku, nadzienie wystrzeliło z pączka jak… Uśmiechnąłem się lekko pod nosem na samo skojarzenie.
— Którego by tu wybrać…— zamyśliłem się na chwilę, wpatrując się w rząd pączków, które jeszcze zostały do wyboru. Sięgnąłem po kartonowe pudełko i z namysłem zacząłem układać w nim wybrane sztuki. Z różą, z maliną, adwokatem, czekoladą, budyniem, pistacją… Każdy z nich wyglądał strasznie apetycznie, najchętniej już teraz bym je zjadł. Wziąłem po jednym z każdym możliwym nadzieniem, rozglądnąłem się jeszcze i dostrzegłem kilka dzieciaków, które patrzyły się na mnie spod byka.
— Co? — zapytałem widząc grupkę trzech małych szkodników. Jeden z chłopców ściskał tą małą piąstkę, że aż mu pobielała. Inny mierzył mnie wzrokiem tak jakby już myślał co złego powiedzieć rodzicom.
— Zabiera pan te najlepsze…— odburknął chłopiec w czapce z pomponem.
— No i? — zapytałem prostując się, by ich bardziej wkurzyć złapałem za pięknego pączka z wiśnią.
— To niesprawiedliwe! — powiedział jeden chłopiec i dla podkreślenia swoich słów tupnął nogą. Uniosłem brew spoglądając na nich jak na bandę kosmitów.
— No i? — zapytałem ponownie trzymając w dłoni cały karton pełen pączków, na które te dzieciaki spoglądały tęsknie.
— Dorośli powinni dawać przykład młodszym! — uparł się pompon, zmarszczyłem lekko brwi spoglądając na niego i schowałem do pudełka pączka z najwyższej półki sklepowej.
— Masz absolutną rację. — zgodziłem się a kącik ust drgnął mi lekko. — Ale mnie to nie obchodzi za bardzo. — dodałem widząc jak ostatnia nadzieja ucieka z ich twarzy.
— Jest pan okropny, dorośli nie powinni się tak zachowywać! — urażeni zgodzili się ze sobą wymieniając porozumiewawcze spojrzenia. Ledwo odrastali od ziemi a już pyskowali komu popadnie.
— Co tu się dzieje?! — głos był wysoki, ostry i na pewno należał do kobiety. Odwróciłem się spoglądając na trzy wkurwione kobiety. Jedna z nich stała z dłońmi na biodrach a pozostałe ściskały w dłoniach swoje torebki.
— Mamo! Ten pan zabrał wszystkie pączki i się z nas śmieje? — pompon niemal zapiszczał zadowolony, gdy jego matka stanęła w jego obronie.
— Czy pan uważa, że to zabawne? — zapytała druga matka, wszystkie trzy wyglądały całkiem podobnie do siebie. Blond włosy, wkurwione miny, ściskanie torebek jakby chciały mnie tu zlinczować.
— Ale co dokładnie? — zapytałem głupio rozglądając się dookoła.
— Pan specjalnie ich prowokuje! — wtrąciła się ta trzecia z oburzoną miną, poprawiła pasek torebki. — To tylko dzieci!
— Wiem. — skinąłem głową z powagą. — Rozpoznałem po wzroście. — przez chwilę żadna z nich nie wiedziała co ma powiedzieć.
— Proszę je oddać, natychmiast. Jeszcze pan nawet nie zapłacił. — odparła kobieta, była chyba matką pompona, bo stanęła przed nim jak rozwścieczona lwica gotowa do ataku. Miała nawet urocze cienkie brwi.
— Jeszcze zdążę. — mruknąłem poprawiając pudełko, spojrzałem na dwanaście pięknych pączków. Każdy normalny człowiek już by odpuścił całą tą dyskusję, ale ja zbyt dobrze się bawiłem.
— To jest żałosne. Dorosły mężczyzna wykupuje wszystkie pączki, żeby zrobić dzieciom na złość. — jedna z nich pogroziła mi palcem, spojrzałem na ten brzydko zrobiony tips.
— Nie wszystkie. — poprawiłem odruchowo. — Jest jeszcze sporo pączków do wyboru. Nie rozumiem, dlaczego wasze dzieci, a potem wy, zaatakowaliście mnie.
— Pan specjalnie prowokuje…— syknęła.
— A panie specjalnie robią sceny. — prychnąłem cicho a te aż zamilkły urażone. Zanim zdążyłem zareagować jedna kobieta zamachnęła się a jej torebka trafiła mnie w ramię. Niezbyt mocno, ale wystarczająco by pudełko przechyliło się niebezpiecznie. Na szczęście żaden pączek nie spadł na podłogę. Przez chwilę nie wiedziałem co się wydarzyło. Ona chyba też, bo gdy zdała sobie sprawę co zrobiła szybko znieruchomiała. Dzieci spojrzały w jej stronę z szeroko otwartymi oczami, nawet kasjerka przestała kasować czyjeś produkty.
— No proszę… Zadziorna. — skomentowałem strzepując lekko rękaw swojej kurtki.
— Pan mnie sprowokował i wypraszam sobie takie słownictwo! — wycedziła niemal z pogardą.
— Owszem. — przyznałem. — Ale to pani użyła torebki.
— Proszę państwa albo pan płaci, albo odkłada towar. I proszę bez rękoczynów. — głos pracownicy w końcu rozbrzmiał w sklepie. Matki cofnęły się lekko, ich dzieciaki schowały się za ich płaszczami. Tak jak myślałem. Pompon przykleił się do tej, która przyjebała mi torebką.
— Bezczelny cham! — syknęła druga głośno w obronie swojej koleżanki. Ta trzecia wyglądała tak jakby miała ochotę się już wycofać.
— Jest pani bardzo impulsywna. — skomentowałem a ta aż cofnęła się oburzona.
— Uważa pan, że jestem kłótliwa? — zapytała z niedowierzaniem a torebka niebezpiecznie poruszyła się przy jej boku. Podszedłem w stronę kasy i ustawiłem się grzecznie w kolejce. Gdy nadeszła moja kolei szybko zapłaciłem kartą za pączki i ruszyłem w stronę wyjścia. Miałem już dość tych wrednych bab, ale mój spokój nie trwał długo. Agresywna lwica od torebki zostawiła swojego bąbelka w sklepie i wyszła za mną ze sklepu.
— Proszę pana! — westchnąłem głośno i odwróciłem się powoli widząc ją wkurwioną i pompona za nią próbującego ją dogonić. Zatrzymała się i zadarła głowę, żeby spojrzeć mi w oczy.
— Co znowu? — zapytałem spoglądając w jej stronę już trochę wkurwiony.
— Pan naprawdę uważa, że to było zabawne? Widział pan dzieci i wykupił wszystko. — odparła urażona.
— Już mówiłem, że nie wykupiłem wszystkiego. Z resztą pani dzieci wyskoczyły do mnie z pretensjami, że to niesprawiedliwe i powinienem im ustąpić tylko dlatego, że są dzieci. — mruknąłem spokojnie pomimo już ogarniającej mnie złości.
— Bo to dzieci, one nie rozumieją takich zagrywek.
— Obawiam się, że pani też nie rozumie. — mruknąłem a jej twarz aż poczerwieniała ze złości.
— Słucham?! — wyprostowała się gwałtownie. — Jak pan śmie?!
— Mam pani dość, chyba
nikt nie zdołał mnie jeszcze tak wyprowadzić z równowagi. — odparłem ostro,
zaraz sam zacznę krzyczeć na tą wredną babę. Wyglądała jakby coraz bardziej się
nakręcałaby zaraz wybuchnąć i znowu użyć tej pieprzonej torebki. A jej krasnal
stał za nią kręcąc się nerwowo.
— Jest pan strasznie bez…
— Proszę się już zamknąć. — warknąłem niekontrolowanie. — Naprawdę, jeszcze jedno słowo i to ja zacznę krzyczeć.
— Jak pan śmie…
— Dosyć. Mam dość pani tonu, dość pouczania mnie i dość tego jebanego cyrku, który pani kurwa tu odstawia! Zachowuje się pani jak gówniara, która jeszcze nie wie czego chce od życia i myśli, że może każdego ustawiać do pionu! — zobaczyłem jak jej twarz zrobiła się blada, na sekundę zabrakło jej słów.
— Jaki pani daje przykład dziecku? — ciągnąłem dalej nie będąc już w stanie kontrolować emocji. — Może i byłem dość prowokacyjny wobec nich, ale cała ta trójka to jakieś rozkapryszone dzieciaki, których matki nauczyły, że wszystko w życiu przyjdzie im z łatwością. Wystarczy, że powiedzą ,,daj’’ a wy we trójkę biegniecie na łeb i szyję, bo bąbelek sobie kurwa czegoś zażyczył. — między nami zapadła cisza, kobieta patrzyła na mnie ze złością, ale już z szokiem. Pompon podszedł do niej i ścisnął jej rękę ciągnąc z powrotem w stronę sklepu.
— Mamo…— jęknął marudnie. — Chodźmy stąd…
— Do widzenia. — powiedziałem na koniec, odwróciłem się idąc wkurwiony w stronę swojego samochodu, już nawet nie oglądając się w ich stronę. Odechciało mi się już tych jebanych pączków…
— Jest pan strasznie bez…
— Proszę się już zamknąć. — warknąłem niekontrolowanie. — Naprawdę, jeszcze jedno słowo i to ja zacznę krzyczeć.
— Jak pan śmie…
— Dosyć. Mam dość pani tonu, dość pouczania mnie i dość tego jebanego cyrku, który pani kurwa tu odstawia! Zachowuje się pani jak gówniara, która jeszcze nie wie czego chce od życia i myśli, że może każdego ustawiać do pionu! — zobaczyłem jak jej twarz zrobiła się blada, na sekundę zabrakło jej słów.
— Jaki pani daje przykład dziecku? — ciągnąłem dalej nie będąc już w stanie kontrolować emocji. — Może i byłem dość prowokacyjny wobec nich, ale cała ta trójka to jakieś rozkapryszone dzieciaki, których matki nauczyły, że wszystko w życiu przyjdzie im z łatwością. Wystarczy, że powiedzą ,,daj’’ a wy we trójkę biegniecie na łeb i szyję, bo bąbelek sobie kurwa czegoś zażyczył. — między nami zapadła cisza, kobieta patrzyła na mnie ze złością, ale już z szokiem. Pompon podszedł do niej i ścisnął jej rękę ciągnąc z powrotem w stronę sklepu.
— Mamo…— jęknął marudnie. — Chodźmy stąd…
— Do widzenia. — powiedziałem na koniec, odwróciłem się idąc wkurwiony w stronę swojego samochodu, już nawet nie oglądając się w ich stronę. Odechciało mi się już tych jebanych pączków…
1132 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz