25 lutego 2026

Od Nivana — Pączkowe lądowanie

Nivan obudzony rano przez swój budzik, przewrócił się na bok, ciężko wzdychając. Niechętnie uchylił powieki, spoglądając na ekran swojego telefonu. Czwartek. Kolejny dzień do odhaczenia. Tak przynajmniej mu się zdawało.
Dostał wiadomość od Eirika, więc od razu ją nacisnął, aby przeczytać, co tym razem mężczyzna do niego pisał. Przetarł zaspane oczy, jakby niedowierzając, co wysłał mu chłopak. Już miał odpisywać, ale jeszcze raz przetarł oczy. Nie no, ślepy nie jest. Dobrze widzi. 
Eirik wysłał mu zdjęcie z pączkami, które dostał od klientów z dopiskiem, że dzisiaj mają, co jeść. Nivan zaśmiał się pod nosem, nie dowierzając, że Skugge musiał się tym pochwalić. Jednak nie narzekał. Dał serduszko pod zdjęciem, a następnie je zapisał. Nie chcąc zostawiać tak wiadomości, postanowił mu odpisać.

N: Tylko ostrożnie z tymi pączkami!
E: Wiem, wiem! Będę bezpiecznie z nimi jeździć B)
N: No ja myślę!
E: Ajaj kapitanie!

Nie chcąc dłużej zawracać głowy partnerowi, zablokował ekran telefonu i podniósł się z łóżka. Jego planem na dzisiaj było zrobienie własnych, domowych pączków z Eirikiem. Jednak przypominając sobie, jak bardzo jego ukochany ma dwie lewe ręce w kuchni, to stwierdził, że lepiej, jak sam to zrobi. Nie chciał mieć spalonej (kolejnej) patelni albo połamanej miski na pół (byłaby to chyba czwarta w tym miesiącu). Już i tak wystarczyło, że musiał mikser kupić, bo Eirik zapewniał, iż nic z nim nie zrobi. Tak, to nie było mądre, żeby się odwracać od niego na kilka sekund, bo widełki od sprzętu wylądowały na blacie, a pozostała część zaczęła się palić w rękach czarnowłosego. Jak on to zrobił? Może lepiej nie wiedzieć. Dobrze, że nikomu nic się nie stało, tak? 
Nivan nie tracił czasu na rozmyślanie, poszedł wziąć poranny prysznic, aby się rozbudzić. Na szczęście dzisiaj miał wolne, więc nie musiał się martwić, że znowu zostawi partnera na noc samego. Chociaż, nawet jak go zostawiał, to ten i tak przyłaził za nim do baru. 
Samo przygotowanie ciasta na pączki nie zabrało mu aż tyle czasu, więc dzięki temu mógł je usmażyć na wcześniej zagrzanym oleju. Doceniał, że w kuchni było cicho, czysto i bez większego chaosu. Nie to, żeby obecność mu Eirika przeszkadzała... może trochę. Ale! Czasami potrzebował pobyć samemu podczas gotowania. Nie musiał mieć oczu dookoła głowy i pilnować, żeby coś się przypadkiem nie spaliło. 
Kiedy pączki się gotowały, zajrzał do lodówki w poszukiwaniu czegoś, czym mógłby wypełnić pączki. Nie miał nic oprócz konfitury, dlatego zdecydował się, że kilka zrobi z wypełnieniem, a pozostałe bez i będą po prostu miały lukier lub cukier puder. Czekolady żadnej nie miał, a nie chciał teraz biegać po sklepach. 
Nim się zorientował, pączki były gotowe i czekały dzielnie na Eirika. Co z tego, że dostał od klientów z cukierni pączki. Ich nigdy za dużo! Szczególnie patrząc na apetyt mężczyzn, to zdecydowanie lepiej więcej, niż mniej. A jak coś zostanie, to zawsze mogą pójść do Vanessy lub zaprosić ją na pączka. Rozwiązanie zawsze się jakieś znajdzie, tak? 
Nivan posprzątał w kuchni, co jakiś czas sprawdzając telefon, czy znowu nie dostał jakiejś wiadomości od partnera. W końcu o urządzeniu zapomniał i tym samym Eirik narobił mu spam ze zdjęciami, że już dostał trzecie opakowanie z pączkami z ich ulubionej cukierni. A oprócz tego dostał jeszcze: faworki, ciasto bezglutenowe i jeszcze jakieś inne słodkości. Nadal pracował jako kurier, więc za doręczanie w święta dostawał jakieś drobne podziękowania. Gorzej, jak dostawał w kółko słodycze, bo potem to wszystko leżało i czekało, a oni nieszczególnie mieli chęci na ciągłe jedzenie słodkości. Na szczęście Nivan w pracy szybko pozbywał się zaległych słodyczy. Szkoda tylko, że wtedy też przychodził Eirik i się dodatkowo częstował (co z tego, że w domu mieli odłożone kilka kawałków na zaś, po co to komu, jak można się stołować w barze). 

N: W końcu będziemy grubi od tej ilości słodyczy
E: To pójdziemy na siłkę!!
N: Powtarzasz się. Jak ci proponuje, to nie śpieszysz się, żeby tam pójść
E: Oj taaaaam
N: Nie ma oj tam, musisz ćwiczyć. 
E: Nieeeeee
N: W końcu będziesz się toczyć, a nie chodzić

Odpowiedzi nie dostał, ale Eirik zareagował na wiadomość Nivana środkowym palcem. A jeszcze, żeby podbić, wysłał zdjęcie, jak pokazuje mu środkowego palca. 

N: Grabisz sobie :|
E: PFFF WRACAM, ŻARCIE RÓB

Nivan przewrócił oczami, ale zabrał się za przygotowywanie obiadu. Dzisiaj postawił na spaghetti. No co? Smak pączków trzeba czymś potem zabić, więc będzie to idealne danie. Siedział w kuchni, czekając, aż ugotuje mu się makaron. W mieszkaniu rozbrzmiał dźwięk domofonu, sygnalizujący, że ktoś wszedł za pomocą kodu. Czerwonowłosy postanowił poczekać, aż partner wejdzie do mieszkania. Jednak nie wyjrzał z kuchni, ponieważ nie chciał, aby makaron przykleił mu się do garnka. 
Nagle drzwi się otworzyły na całą szerokość, ale w ostatniej sekundzie nie uderzyły w ścianę za nimi. Może Sag je złapał, a może kwestia wyczucia przez Eirika. 
— Nivaaaaaaaan! — wydarł się na całe mieszkanie, a jego głos rozszedł się również po klatce, bo drzwi wciąż pozostawały otwarte. Mężczyzna zmniejszył nieco moc grzania, aby wyjrzeć z kuchni. — Mam dla n- — cóż. Nie zdążył dokończyć, bo skończył na podłodze z twarzą w pączkach. 
Czerwonowłosy parsknął, szybko zasłaniając usta, aby nie wybuchnąć śmiechem. Eirik potknął się o próg i poleciał do przodu, akurat w momencie, jak Nivan wyjrzał z kuchni i mógł zobaczyć, jak jego ukochany leci z pączkami na ziemię. Na samym końcu; idealnie lądując z twarzą w słodkościach.
— Mam pączki — dokończył, podnosząc głowę do góry.
Twarz miał całą ubrudzoną lukrem wymieszanym z nadzieniem czekoladowym i dżemem. Nivan podszedł do partnera, przykucając tuż obok niego. Palcem ściągnął tę wspaniałą mieszankę, a następnie ją zlizał, patrząc na Skugge z góry. 
— Mmm. Dobre — stwierdził, sięgając ponownie do twarzy Eirika, który patrzył na Nivana z wymalowanym zażenowaniem i skonsternowaniem.
— Przyniosłem nam pączki, wyjebałem się, a ty sobie zlizujesz z mojej twarzy nadzienie pączków? — spytał. — Nie powinieneś najpierw spytać, czy nic mi się nie stało? Czy nie połamałem sobie niczego? Czy żyje??
— Pierdolisz tam, masz się dobrze, tylko ślepy jesteś — stwierdził Sag, czmychając do pobliskiego cienia. — Kaleka z ciebie. 
Nivan spojrzał na Saga, nic nie musiał mówić, a demon szybko zniknął mu z oczu. 
— Też cię kocham skarbie. Wstawaj — pomógł się podnieść Eirikowi, otrzepując go z niewidzialnego brudu, po czym zamknął drzwi od mieszkania i przyciągnął partnera do siebie. — Lepiej idź się umyć, bo masz pączki we włosach. 
— Cooooooo? No nieeeee — Eirik wcisnął opakowania ze zgniecionymi pączkami Nivanowi, szybko zrzucając buty ze stóp, a następnie pobiegł do łazienki, aby czym prędzej pozbyć się resztek pączków z włosów. 
Nivan poszedł zanieść do kuchni pączki, a w międzyczasie usłyszał dźwięk włączonego prysznica. Dlatego wrócił się do łazienki, otwierając drzwi, patrząc na Eirika, który stał nagi i mocno szorował sobie głowę. 
— W ten sposób włosów się nie myje.
— Nivan! Na litość boską, nie strasz mnie! 
Czerwonowłosy zaśmiał się na reakcję partnera, zamykając za sobą drzwi. 
— Chodź tu, umyje ci te włosy, bo źle to robisz — oznajmił, gestem dłoni przywołując partnera do siebie. Eirik niechętnie to zrobił, opierając mokre czoło o klatkę piersiową Nivana. W rękę wcisnął starszemu szampon do włosów. — Jak z dzieckiem. 
— To wszystko przez te cholerne pączki... ale teraz nie mamy co jeść...
— Nie martw się, zrobiłem jeszcze domowe. Reszta pączków z dołu może nie uległa tak bardzo zniszczeniu. Także wiesz. 
— Zrobiłeś domowe pączki?! BOŻE, JESTEŚ NAJLEPSZY!
Eirik wręcz podskakiwał w miejscu, powtarzając pod nosem pączki od Nivana, pączki od Nivana, pączki od Nivana niczym jakąś mantrę. Dixon próbował się nie śmiać, ale było to naprawdę trudne w całej tej sytuacji. Kiedy już dokładnie umył włosy partnerowi, złożył delikatny pocałunek na jego czole i wyszedł z łazienki, mówiąc, że czeka na niego w kuchni. 
Kiedy Skugge skończył, przyszedł sprawdzić, czy jakiekolwiek pączki przetrwały jego upadek. Cóż, z trzech kartonów, gdzie było około dwudziestu pączków, ale porządnych pączków, cztery przetrwały. 
— Nie jest źle, po dwa na głowę i jeszcze te ode mnie — oznajmił, obejmując partnera w pasie, który opierał się o blat ze spuszczoną głową.
— Tak bardzo się starałem, żeby dotarły w całości...
— Trudno — Nivan zaczął delikatnie całować tył głowy Eirika. — Dobrze, że chociaż te cztery mamy. 
— Pewnie Sag mi podstawił haka i dlatego się wyjebałem. 
— Te-te-te! Jestem tutaj! Nie moja wina, żeś oferma! — krzyknął demon, który postanowił zajrzeć do kuchni. 
— No nic, przynajmniej mamy deser po obiedzie. Następnym razem ja przyniosę pączki z cukierni. — oznajmił Nivan, ściskając Eirika w pasie, który tylko burknął.
— No dobra...
— Ale starałeś się! A to ważne. Doceniam to, że chociaż cztery pączki przetrwały. Dziękuję — zaśmiał się, odwracając do siebie czarnowłosego. 
Skugge spojrzał na Nivana z dołu ze smutną miną, która miała wskazywać, że nie jest wcale zadowolony z całej tej sytuacji. Dixon ułożył dłoń na policzku partnera, delikatnie przesuwając po nim kciukiem. Nachylił się nad nim, aby złączyć ich usta w czułym pocałunku.
— Boże, obrzydliwcy, zrzygam się, bleh — całą sytuację musiał zniszczyć Sag odgłosami wymiocin, tym samym zwracając na siebie uwagę Nivana. Wystarczyło, że na niego spojrzał, a demon znowu uciekł.
Para spróbowała pączków, które przetrwały tę trudną walkę. Stwierdzili jednoznacznie, że pączki z ich ulubionej cukierni były nadal na pierwszym miejscu z tych wszystkich trzech kartonów, które pochodziły od różnych cukierników. Jednak na koniec zostały te, które przygotował Nivan. Skugge jako pierwszy po nie sięgnął, twierdząc, że musi je spróbować. Wziął jeden większy gryz, przymykając oczy. Wydał z siebie cichy pomruk zadowolenia niczym kot. 
— Niebo w gębie — stwierdził, gdy przełknął pączka, aby wziąć kolejny gryz, wciąż rozkoszując się smakiem pączków. — Boże, ale mam utalentowanego chłopaka. Powinieneś zostać cukiernikiem! Zdominowałbyś rynek pączków! Pączkowy król! 
Skugge zjadł całego pączka, po czym wstał ze swojego miejsca, aby usiąść na udach Nivana, obejmując jego szyję. Dixon spojrzał rozbawiony na ukochanego, samemu obejmując go w pasie, aby przypadkiem nie zsunął się z jego nóg.
— Cieszę się, że zadowalam twoje kubki smakowe. 
— Spadłeś mi z nieba normalnie — zaśmiał się czarnowłosy, opierając swoją głowę o tę partnera. — Najlepszy tłusty czwartek, jaki mogłem przeżyć. 
— To teraz wypadałoby spalić trochę kalorii, co? — odpowiedział czerwonowłosy, poruszając znacząco brwiami, co wywołało śmiech u Eirika. 
— To zaraz, musi się wszystko w żołądku ułożyć! Potem musi być miejsce na pozostałe pączki! — oznajmił Skugge, całując Dixona w policzek. — Dziękuję. 
— I tak ci nie odpuszczę tego spalania kalorii. W moim łóżku.
— Zboczeniec. 
— Cóż, ten zboczeniec to twój własny cukiernik, którego sobie wybrałeś.
— Kurwa, prawda. No cóż... skoro ja zawiodłem z pączkami, to muszę spłacić dług. — stwierdził czarnowłosy, drapiąc się po karku. 
— Jak nie chcesz, to nie mus- — jednak Nivan nie zdołał dokończyć swojej myśli, ponieważ Eirik postanowił złączyć ich usta w pocałunku, jednocześnie zmieniając pozycję, aby usiąść okrakiem na czerwonowłosym.
— Zamknij się już — wymruczał w usta Dixona, układając dłoń na policzku partnera. 

1740 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz