Udał, że cała sytuacja nie miała miejsca. Przewrócił oczami, usiadł na stołku, ciężko wzdychając. Vanessa podsunęła kawałek pizzy pod nos kolegi, który niechętnie wziął jedzenie do ręki. Nawet nie wspominał, że na zapleczu miał obiado-kolację, której zrobił trochę (bardzo) za dużo. Jednak widząc, że temat pizzy podłapała jedna i druga strona, to nie pozostało mu nic innego, jak tylko przystać i zjeść późną kolację.
Eirik sam zjadł całe opakowanie i jeszcze próbował śmignąć coś od Vanessy, która uderzyła go po rękach. Kobieta w końcu jednak się zirytowała i zabrała swój karton na zaplecze, wytykając język czarnowłosemu. Natomiast przyniosła jeszcze jeden kawałek dla Nivana, mówiąc, że ma zjeść, bo marnie wygląda. Siłą wręcz wcisnęła mu pizzę do buzi. A Eirik jedynie się temu przyglądał i na bieżąco wszystko komentował.
Czasami, gdy powiedział o kilka słów za dużo, dwójka niemalże od razu mówiła do niego:
— Zamknij się!
A potem wracali do dalszego wykłócania się o pizzę. Czarnowłosy zajął się swoim piciem, czasami zaczepił kilku klientów, za co oberwał w tył głowy i to po kilka razy. Nie tylko od Nivana, ale również od Vanessy, która w końcu zaprowadziła go na zaplecze, bo zaczepki Eirika stawały się coraz bardziej nasilone i nie szło to w dobrym kierunku. Kilku pijanych klientów przystawiało się do czarnowłosego, a ten zachowywał się, jakby się dobrze bawił, odpowiadając na ich zaczepki. Prawie zniknął z oczu Nivana, gdyby nie to, że zdołał zareagować w ostatniej sekundzie, tłumacząc, że Skugge biadoli. A tłumaczenie najebanym ludziom nie należy do najprostszych.
Dlatego też Vanessa zabrała go z sali, gdy ten dobrowolnie nie chciał iść do domu, tylko zaparł się, że zostaje do końca. No cóż, może w tym stanie lepiej, jak tu posiedzi, niż sam pójdzie do siebie. Może wydarzyć się tak naprawdę wszystko. Znając jego szczęście, to jeszcze by do tego domu nie dotarł, bo poszedłby na miasto. Może i znowu Aiden by się przypałętał do niego. Nigdy nie wiadomo.
— Sporo z tobą problemów — stwierdził Nivan, zakładając kurtkę, gdy w końcu skończył sprzątać lokal z Vanessą. — A ty sobie spałeś w najlepsze na zapleczu. Nie za dobrze ci?
— Nie — mruknął, niechętnie podnosząc się do siadu.
— Odprowadzę cię do domu.
— Nie chcę do domu.
Nivan ciężko westchnął, spojrzał na Eirika wymownie. Nie miał siły się z nim szarpać, a widząc, że to, co wziął przed przyjściem do baru, wcale go nie opuszczało... cóż. Miał nadzieję, że wytrzeźwieje, ale wyszło, jak widać. Skugge miał totalny zjazd i chciał po prostu spać, a jednocześnie był głodny. Zjadł nawet zapiekankę, którą Dixon przygotował sobie do pracy. Oczywiście, nie zjadł tego bez zgody, tylko zaczął marudzić, że za mało zjadł (jakby największa margarita to było tyle, co nic). A teraz nie chciał iść do siebie.
— Chcesz u mnie przenocować? — zapytał czerwonowłosy, pomagając znajomemu ubrać kurtkę. Za jakie grzechy... gorzej z nim niż z dzieckiem.
— Tak.
Sam to zaproponował, ale nie spodziewał się, że Eirik się zgodzi. Nie chciał się już wycofywać ze swojej propozycji. Dlatego też po kilku minutach wyszli z baru. Vanessa nocowała dzisiaj u swojej przyjaciółki, więc pożegnała się z nimi i życzyła Nivanowi powodzenia. Nie do końca wiedział, co miało to znaczyć, ale nie wnikał.
Dotarcie do domu piechotą to było ogromne wyzwanie. Eirik włóczył się ledwo przytomny. Przestawał kontaktować, gdy Nivan się do niego zwracał. Dlatego w końcu przerzucił go sobie przez ramię niczym worek ziemniaków i ruszył szybkim krokiem do mieszkania.
Czyli to miała na myśli Vanessa...
W końcu jednak znaleźli się w mieszkaniu czerwonowłosego. Skugge zaczął się wiercić, stwierdzając, że jest mu niewygodnie. A kiedy został postawiony na ziemi, spojrzał zirytowany na kolegę i wbił palec w jego klatkę piersiową. Jednak widząc, że nie zrobiło to na Nivanie najmniejszego wrażenia, powtórzył czynność kilkukrotnie, w końcu odpuszczając. Zdjął z siebie odzież wierzchnią. Kurtkę wcisnął w ręce gospodarza, a buty zostawił przy drzwiach i poszedł do łazienki. Nie trzeba było długo czekać, żeby usłyszeć odgłosy wymiocin.
Dixon nic nie powiedział, a jedynie odwiesił kurtkę Eirika do szafy, a następnie swoją własną tam powiesił. Ściągnął buty i odłożył na miejsce, po czym ruszył do kuchni, aby wrzucić do zlewu opakowanie po zapiekance.
— Mówiłem, żebyś tego nie jadł tak szybko — oznajmił Niv, wchodząc do łazienki, zastając znajomego z głową w kiblu. Przykucnął tuż obok, opierając się łokciami o swoje kolana.
— Spierdalaj — wychrypiał, nie racząc spojrzeć na swojego kolegę.
— Przyniosę ci wodę. I znajdę jakąś miskę, żebyś nie spał z głową w kiblu.
Nie czekał nawet na żaden protest, wyprostował się z przykucanego i poszedł po wodę i miskę. Zaniósł wszystko do salonu, gdzie będzie spać Eirik. Rozłożył mu kanapę, tym razem całą, żeby mężczyzna miał wygodnie i nie spadł, bo w tym stanie zapewne by do tego doszło. Kiedy już skończył, poszedł jeszcze do kuchni po szklankę wody, z którą wrócił do czarnowłosego. Mężczyzna nie chciał się napić, stwierdzając, że nie potrzebuje. Jednak widząc, że Nivan nie odpuszcza, w końcu wziął szklankę i się napił. Usiadł pod ścianą, odchylając głowę do tyłu. Brał głębokie wdechy, próbując uspokoić swój organizm po tym, co przed chwilą się wydarzyło. Szkoda tylko, że to nigdy nie działało.
— Jak się lepiej poczujesz, to przyjdź do salonu. Możesz się też umyć — oznajmił, wyciągając ręcznik z szafki. Położył go na umywalce, a następnie uśmiechnął się do mężczyzny. — Nie śpiesz się, na spokojnie.
Kiedy chciał już wyjść z łazienki, Eirik w ostatniej chwili złapał Nivana za rękę, zwracając na siebie jego uwagę. Dixon zaskoczony, popatrzył na znajomego. W tym stanie wyglądał jak bezbronny szczeniak.
Słodki szczeniak, przeszło mu przez myśl, ale szybko ją od siebie odgonił.
— Pomożesz mi wstać?
Nivan nie odpowiedział, a jedynie przeszedł do czynów. Wziął najpierw szklankę z wodą i odłożył na blat, po czym pomógł powoli podnieść się Eirikowi z podłogi. Zamknął klapę od ubikacji, umożliwiając, żeby mężczyzna mógł usiąść. Czarnowłosy złapał się za głowę i pochylił do przodu. Dixon przykucnął przed nim, układając swoje dłonie barkach znajomego.
— Nie kręci ci się w głowie?
— Tylko trochę — mruknął w odpowiedzi, gwałtownie podnosząc się do góry, przez co prawie uderzył Nivana z główki. Na szczęście czerwonowłosy zdołał zareagować, nim doszłoby do tragedii. — Już dobrze.
— Nie wiem, czy prysznic w tym stanie to dobry pomysł — stwierdził Dixon. — Jeszcze uderzysz głową o podłogę.
— Jakby to był pierwszy raz — usłyszał za sobą, przez odwrócił głowę, jak się okazało, do cienia, który dość szybko zniknął.
— Myj zęby i do salonu — oznajmił, ignorując to, co przed chwilą usłyszał. — Przemyj sobie jeszcze twarz.
Zostawił Eirika ze wciśniętą nową szczoteczką do zębów w dłoni. Poszedł do swojej sypialni po pościel dla Skugge i poduszkę. Na zapas przyniósł mu dwie, gdyby potrzebował mieć wyżej głowę. Kiedy wszystko przygotowywał, czarnowłosy przyszedł do salonu i usiadł na brzegu kanapy. Rozejrzał się po pokoju, po czym stwierdził, że chce coś pooglądać. Nivan ciężko westchnął na tę prośbę, ale zgodził się i włączył telewizor. Dał mężczyźnie pilota do ręki, a sam poszedł do łazienki, aby wziąć szybki prysznic. Była już piąta, więc późno. Zwykle o tej porze udawało mu się już zasypiać, no ale nie dzisiaj. Tego wieczoru (albo raczej poranka) miał na głowie nieodpowiedzialnego kolegę.
Wyszedł z łazienki i poszedł zobaczyć, czy Eirik już spał. Jednak nic z tych rzeczy. On przygotował sobie siedzisko do oglądania filmu w telewizji. Dziwne, że cokolwiek leciało o tej porze. Spojrzał na Nivana i poklepał miejsce obok siebie, zapraszając do wspólnego oglądania. Nawet poduszkę mu ułożył, żeby się o nią opierał, a nie o ścianę. Niepewnie usiadł obok niego, spoglądając na Eirika ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
— Powinieneś spać. Przed chwilą ledwo żyłeś, a teraz...
— Csiiii — Eirik zasłonił usta Nivana swoją dłonią, każąc mu milczeć i się nie wypowiadać.
Cicho westchnął i zrzucił rękę kolegi. Jednak ze względu na zmęczenie pracą i jeszcze niańczeniem czarnowłosego, Nivan zaczął przysypiać na siedząco. Wiedząc, że jak tak dalej pójdzie, to tutaj zaśnie i obudzi się z zastygniętym karkiem rano, co oznacza jedynie ból... postanowił, że wróci do swojej sypialni. Problem jednak był taki, że Eirik zasnął z pilotem w dłoni, ale i z głową ułożoną na udach Dixona. Kiedy on w ogóle się tak ułożył?
Spał w najlepsze, a czerwonowłosy nawet nie miał, jak się ruszyć. Rozejrzał się, szukając jakiejś alternatywy. W końcu jednak wyjął poduszkę spod swoich pleców, podniósł głowę kolegi do góry i wsunął pod nią przedmiot, o który się przed chwilą opierał. Ostrożnie przesunął się na bok, aby móc pójść do siebie. Prawie mu się udało uciec, ale w ostatniej sekundzie Skugge się przewrócił na drugi bok i przylgnął tym razem do pleców Nivana, mamrocząc coś przez sen. Eirik objął szczelnie znajomego wokół pasa i nie chciał puścić. Nieważne, co by Dixon próbował. Dlatego musiał się przemienić w wiewiórkę, uciekając od kolegi. Zadziałało, na szczęście. Wrócił do swojej ludzkiej postaci, wyłączył telewizor i poszedł do sypialni, aby móc w końcu zasnąć.
*
Rano to Nivan wstał pierwszy, bez budzika, bo telefon mu się rozładował i zapomniał go na noc podłączyć. Dlatego też zrobił to rano, jak tylko się obudził. Jak się okazało, była już dwunasta. Eirik spał w najlepsze i nie zapowiadało się, żeby miał się obudzić. Nie, żeby mu to przeszkadzało. Stwierdził, że jeśli ma pracę, to nie jego zmartwienie. Mężczyzna nic mu nie powiedział. Także cóż.
Kiedy w końcu czarnowłosy się obudził, była już trzynasta, całkowicie zaspany przyszedł do kuchni, zachowując się, jakby wczoraj nic się nie wydarzyło. Dixon nie chciał tego rozgrzebywać, więc wolał przemilczeć temat. No prawie. Jedynie stwierdził, że Eirik jest przylepą i nie chciał go puścić. Na co Skugge zareagował skrępowanym śmiechem i nerwowym drapaniem po tyle głowy. Zjadł jedynie szybkie śniadanie i uciekł z mieszkania Nivana, zostawiając go samego. Czerwonowłosy nawet nie zdołał odpowiedzieć na pożegnanie Eirika.
Kolejne dni dość szybko mijały, Dixon wpadł w wir swojej pracy, Skugge przyszedł do baru tylko dwa razy. Tłumaczył się pracą i brakiem czasu. Umówili się jednak w końcu na wspólną grę. Chłopacy znowu mieli czas i mogli pograć. Dlatego w najbliższy weekend spotkali się na sali treningowej. Tym razem to czarnowłosy przyszedł ostatni, bo zaspał, a przynajmniej tak twierdził. Nivan machnął na to ręką, Lucas poganiał Eirika, a cała reszta skupiona była na rozgrzewce. Mężczyzna szybko dołączył do pozostałych, aż nawet Jay zwrócił mu uwagę, że ma koszulkę tył na przód.
— Ktoś tu chyba w biegu żyje — zaśmiał się Jay, klepiąc Eirika po ramieniu, na co ten jedynie prychnął.
— Niektórzy mają ciężką pracę — odgryzł się czarnowłosy, zadzierając brodę do góry, patrząc na blondyna.
— Ciężka praca, co? — zaśmiał się Jay, podając piłkę do Eirika. — A co niby ciężkiego robisz?
— Nie bądź taki ciekawski, bo kociej mordy dostaniesz — odparł, wytykając język mężczyźnie, po czym odbił piłkę z powrotem.
Nivan przysłuchiwał się rozmowie, obserwując, czy Eirik jest trzeźwy, a jednocześnie upewniając się, że Jay znowu nie przesadza. Jednak dość szybko jego uwagę rozproszyła dziewczyna, która weszła na salę. Przyglądał się jej, jakby próbował w odmętach pamięci przypomnieć sobie, czy gdzieś jej wcześniej nie widział. Rozglądając się po sali, nikt oprócz niego nie zwrócił na nią uwagi. Potrząsnął głową, ponownie spoglądając w tamtym kierunku, ale już jej nie było.
Przewidziało mu się?
Eirik?
1818 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz