Powolny spacer ulicami Deiranu to było to, czego akurat potrzebowała. Po wielu dniach ciężkiej pracy nastał czas na odpoczynek. W Silents było wszystko dopięte na ostatni guzik. Wszystko, co wymagało jej obecności, zostało załatwione, a do reszty zadań wyznaczyła zaufane osoby. Jeżeli chodziłoby o jej małe studiu tatuażu, to specjalnie nikogo nie zapisywała na ten dzień. To był jej czas na relaks. W sumie to jej i Siriusa, który wesoło merdając ogonem, biegał wokół dziewczyny, co chwilę gdzieś znikając, bo tu poczuł jakiś zapach, tu zobaczył coś ciekawego, tu po prostu musiał przywitać się z osobą przechodzącą obok. Typowy Sirius. Ale za to go kochała. Nie wyobrażała sobie lepszego pupila.
— Przydałoby się w sumie zjeść w końcu jakieś śniadanie czy coś — wymamrotała do siebie, spoglądając na zegarek, który pokazywał już godzinę dwunastą.
Pewnym krokiem skierowała się w stronę najbliższej kawiarni. Już oczami wyobraźni widziała tego pączka czy bułkę słodką z boskim nadzieniem, jakim była czekolada. Wręcz mogła poczuć w ustach ten smak. Na samą myśl, aż jej ślinka ciekła. Jakież było jej zdziwienie, gdy zobaczyła kolejkę ciągnącą się aż na dwór. No chyba sobie jaja robicie. Nie ma co. Trzeba było znaleźć inne miejsce. Nie miała, najmniejszego zamiaru stać nie wiadomo ile czasu za jakimś pączkiem czy bułką słodką. Oczywiście na jej nieszczęście kolejne miejsce prezentowało się zupełnie tak samo.
— Co jest kurna… Rozdają coś za darmo czy co? — spojrzała na psa, jakby oczekiwała, że ten nagle odezwie się i wyjaśni jej to dziwne zjawisko.
Mając jeszcze krztynę nadziei, próbowała znaleźć inne kawiarnie, cukiernie czy piekarnie, ale dosłownie wszystkie były pełne ludzi. Zrezygnowana usiadła na najbliższej ławce i zadzwoniła do przyjaciółki.
— No siemka — wesoły głos Eliope rozniósł się w słuchawce.
— Cześć.
— Co ty taka jakby smutna czy co?
— E tam, nic takiego. Po prostu jesteśmy z Siriusem na spacerze i stwierdziłam, że kupimy jakieś śniadanie. Marzyłam o takich wspaniałych pączkach z czekoladą, które ostatnio jadłyśmy. Jednakże z jakiegoś dziwnego powodu, dosłownie WSZĘDZIE są ogromne kolejki. Nie wiem, rozdają tam coś za darmo czy co.
— Dziewczyno, nie pamiętasz, jaki mamy dzisiaj dzień? — śmiech banshee był tak głośny, że aż odsunęła na chwilę telefon od ucha.
— No dajesz mądralo. Co niby takiego ważnego dzisiaj jest, że ludzie zwariowali.
— Tłusty czwartek!
— Ja pierdole… Nie… Nie, nie, nie, nie…
— Oj tak.
— Zabij mnie, błagam.
— Nasza mała Quin zapomniała, że tłusty czwartek i marzenie o pączkach legło w gruzach — przewróciła oczami, na ciągłe docinki przyjaciółki.
— Nienawidzę tego dnia.
— Pączki z czekoladą powiedziały papa, bo Quin się nie przygotowała…
— Błagam cię, nic już więcej nie mów.
— Nawet tego, że mogę mieć coś, co chcesz?
— Czyli?
— Jeżeli dotrzesz do mnie... w tak powiedzmy dwadzieścia minut, to jest taka opcja, że w kuchni znajdziesz jeszcze cały talerz pączków o najróżniejszych smakach. I tak są też z czekoladą.
— Daj mi dziesięć minut i jestem — rozłączyła się i szybko wstała. — Chodź Sirius. Idziemy po jedzenie bogów.
476 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz