Cała sytuacja w barze wywołała nieprzyjemną atmosferę między mężczyznami. Vanessa nie była zadowolona z faktu, że koto-podobne stworzenie zostało jej odebrane, ale zdenerwowała się w momencie, gdy zwierzę ugryzło czerwonowłosego w rękę. Dokładnie ją obejrzała z kilku stron, upewniając się, że nie było w ranie żadnego jadu lub czegoś podobnego. Jednak nie miała czasu, aby zająć się ugryzieniem, bo Nivan wyszedł z baru, podążając tuż za Eirikiem. Mężczyzna nie odszedł za daleko, wydawał się zdenerwowany, ale nic nie powiedział. Jedynie próbował zmienić temat i podjął się próby przejścia obok znajomego, bez żadnego słowa o całej tej sytuacji. Jakby nic się nie wydarzyło.
Po tym, jak ostatnim razem się pokłócili, nawet Dixonowi odechciało się tłumaczyć znajomemu, że czasami powinien zastanowić się nad sobą. Jednak nie był jego rodzicem i nie będzie dbać o to, jak ten się zachowuje. To nie jemu sprawia problemy, a jedynie sobie samemu. Nie będzie mu ojcować i wydawać rozkazów, bo od tego nie był.
Ciężko westchnął i opuścił ręce wzdłuż ciała, patrząc na Eirika z widocznym załamaniem wymalowanym na twarzy. Jak bardzo nie chciał poruszać tego tematu? Bardzo. No i nic mu nie pozostało, jak tylko przerzucić ramię przez szyję kolegi i przyciągnąć do siebie, aby ponownie wprowadzić do baru.
— Sponsorem nie jestem, więc nie ma nic za darmo — oznajmił, usadzając Eirika ponownie przy barze. Vanessa podsunęła czarnowłosemu szklankę z wodą, posyłając mu delikatny uśmiech, nic nie mówiąc. — Nie wpakuj się tylko w kolejne kłopoty.
Skugge nic nie odpowiedział, a jedynie przytaknął głową i upił trochę wody, po czym skupił się na teledysku w telewizji.
*
Ze względu na to, że Nivan ostatnim czasem był ciągle w pracy, został w końcu zmuszony, aby wziąć kilka dni wolne. Nieszczególnie mu się to uśmiechało, bo nie za bardzo miał, co ze sobą zrobić. Chłopacy obecnie nie mieli czasu na grę. Trzech było w delegacji, jeden złamał rękę, a kolejny skręcił kostkę. Pozostali nieszczególnie mieli możliwość gry z jeszcze innych powodów. Nivan w nie postanowił nie wnikać. To nie jego sprawa, więc po co ma się interesować.
Eirik do niego przyjechał z paczkami, z którymi prawie się przewrócił przed drzwiami mężczyzny. Nie szczędził na narzekaniu, że mężczyzna mógłby sam pójść na zakupy, a nie się wyręcza kolegą. Jednak Dixon puścił to mimo uszu, dając mu napiwek w ramach podziękowania.
Obecnie miał cztery dni wolne, z czego zostały mu jeszcze trzy, bo pierwszy jeszcze nie dobiegł ku końcowi, ale był wieczór. Postanowił napisać do czarnowłosego, mając nadzieję, że może on nic nie robi i jeszcze ma czas na jakieś spotkanie.
N: Robisz coś?
Widząc, że mężczyzna jest niedostępny, ciężko westchnął, blokując ekran. Może mu odpisze. Na szczęście nie musiał długo czekać na odpowiedź, bo po kilku minutach telefon zawibrował. Na ekranie pojawiła się wiadomość od Eirika.
E: Właśnie skończyłem pracę :|
N: Dopiero?
E: Taaa, a co tam?
Nivan podrapał się po karku, zastanawiając się, czy to dobry pomysł, aby zawracać koledze głowę. Dopiero skończył pracować, na dworze jest zimno i...
N: Masz jak wrócić do domu?
E: Wrócę z buta, luz
N: Mogę po ciebie przyjechać
Widział, jak Eirik coś pisał, ale po chwili przestał. Nagle znowu pisał i ponownie przestał. Trwało to kilka minut, ale wysłał mu dokładny adres swojej lokalizacji.
E: Muszę jeszcze skoczyć do biura, będę czekać przed bramą
Nivan już nie odpisał, a jedynie zareagował na wiadomość łapką w górę. Nie chcąc tracić czasu, sprawdził lokalizację magazynu, gdzie znajdował się Eirik. Niecałe dziesięć minut drogi autem, a trzydzieści minut na piechotę. I on chciał wracać z buta, tak? Prychnął na tę myśl, nie dowierzając, jak bardzo mężczyzna jest nieodpowiedzialny i lekkomyślny. Szczególnie to drugie.
Przebrał się na szybko, aby nie wychodzić z domu na krótkim rękawku. Przejrzał się w lustrze, poprawił niesforny kosmyk, który nie chciał współpracować, a następnie wziął kluczyki od auta i wyszedł z mieszkania, klucząc za sobą drzwi. Windą zjechał do garażu podziemnego, gdzie wsiadł do samochodu, odpalił silnik i dał mu kilka minut na rozgrzanie się, aby nie jechać na zimnym silniku. Dbał o swoje auto, tak?
W międzyczasie napisał do Eirika wiadomość, że za chwilę wyjeżdża oraz informację, że przyjedzie Mercedesem, ale w garażu nie było zasięgu. Dlatego też zapiął pas, umieścił telefon w uchwycie z ustawioną wcześniej nawigacją i wyjechał ze swojego miejsca. Brama garażowa otworzyła się, umożliwiając mężczyźnie wyjazd na miasto. W tym czasie wiadomość dosłała się na Messengerze, a Nivan skupił się już na drodze do magazynu. Dojechanie na miejsce zajęło Dixonowi dwanaście minut ze względu na to, że jechał za taksówkarzem, który sam nie wiedział, czego chciał. Na szczęście: w końcu skręcił, a on mógł spokojnie ruszyć długą, prostą do magazynu.
Eirik właśnie wyszedł przez bramę magazynu, rozglądając się za autem, które po chwili dostrzegł. Szybko przytruchtał, otworzył drzwi i wszedł do środka, szybko je za sobą zamykając. Zbili ze sobą piątkę, a następnie Nivan wykorzystał podjazd pod bramę, aby zawrócić.
— Zmęczony? — spytał, spoglądając kątem oka na kolegę, który ciężko westchnął.
— Zdecydowanie, jeszcze nigdy nie kończyłem tak późno. Jest dwudziesta, już dawno powinienem być w domu — odpowiedział Eirik, zapinając pas.
— Takie uroki kurierki — stwierdził Nivan, wzruszając ramionami. — Jak ci zimno, to mogę włączyć podgrzewanie fotela.
Eirik się zgodził niemalże od razu, a Nivan odnalazł przycisk od podgrzewania.
— Do domu czy gdzieś jeszcze chcesz wjechać? — zapytał, wyjeżdżając na główną drogę.
— Chyba do domu, nic nie potrzebuję. Chyba.
— Chyba? Możemy wjechać do jakiegoś sklepu.
— Nie trzeba, najwyżej będę bez kolacji — zaśmiał się Skugge, machając ręką na to, jakby to nie było nic szczególnego.
— Eirik, nie przesadzaj. Może chcesz przyjść do mnie coś zjeść? — zaproponował, zwracając na siebie uwagę czarnowłosego.
— Nie, nie, bez przesady. Nie musisz... — zaczął, chcąc odmówić zaproszenia, ale po dłuższej chwili odpuścił. — Dobra, zjem u ciebie. Dzięki.
Nivan posłał mu tylko delikatny uśmiech, nic na to nie odpowiadając.
Dixon zaparkował w garażu podziemnym, a następnie ruszył do windy, upewniając się po drodze, że na pewno zamknął auto. Eirik podążył za kolegą, trzymając kurtkę pod pachą ze względu na to, że było mu już ciepło. Dojechali na ostatnie piętro i weszli do mieszkania czerwonowłosego. Skugge miał się rozgościć, a Niv poszedł umyć szybko ręce w łazience i ruszył do kuchni, aby sprawdzić, co mógłby przygotować. Miał spory wybór w lodówce, więc sporo możliwości. Jednak nie chciał robić niczego ciężkiego na noc. Zdecydował się ostatecznie na pankejki, pytając się jeszcze czarnowłosego, czy mu pasuje, czy chce coś innego. Ten jak tylko usłyszał, co chce zrobić Nivan, niemalże podskoczył w miejscu z radości. Gospodarz uznał to za zgodę.
— Nie chcesz się umyć? — spytał, kiedy przygotowywał ciasto na pankejki.
— Nie, w domu się umyję — odpowiedział Eirik, siadając na krześle w kuchni. Podparł się łokciami o stolik i patrzył, jak Nivan gotuje.
— Coś ciekawego w pracy?
— Każdy dzień jest pełen wrażeń, ale dzisiaj nic takiego ciekawego się nie wydarzyło — odparł Skugge. — Przymusowe wolne masz?
— Można tak powiedzieć.
— No jak ciągle siedzisz w barze... to się nawet nie dziwię.
— Nie martw się, za kilka dni znowu będę — zaśmiał się Nivan, spoglądając na kolegę przez ramię, który na to przewrócił oczami.
Kiedy kolacja była przygotowana, Nivan postanowił słoik nutelli i kilka dżemów na stole, dając swojemu znajomemu ogromny wybór. Eirik nawet się nie krępował i korzystał z tego, co zrobił znajomy. Każdy z nich miał po pięć pankejków, jednak czerwonowłosy był najedzony i został mu jeden. Skugge oczywiście się skusił. Nivan się jedynie zaśmiał, komentując, że cieszy się, że mu smakowało. Po wszystkim czarnowłosy musiał wrócić do siebie, tym razem już mówiąc, że tyle się przejdzie, bo nie mieszka tak daleko. Dixon ciężko westchnął, ale się zgodził. Jedynie powiedział, żeby Eirik dał znać, jak dotrze do domu, na co ten się zgodził. Pożegnał znajomego i poszedł się umyć.
Położył się do łóżka i wziął telefon do ręki w momencie, jak dostał wiadomość na Messengerze. Eirik właśnie wszedł do domu. Nivan jedynie odpisał, że to dobrze i życzy mu dobrej nocy.
*
Dixon zdecydował się w końcu użyć swojej przemiany w wiewiórkę i udał się do parku niedaleko, gdzie zwykle przebywał, aby zyskać jakieś informacje. Nie miał co robić, więc bawił się w szpiega-wiewiórkę. Kiedy tak biegał po śniegu, w pewnym momencie zauważył Eirika, który właśnie szedł z paczkami do jednego z bloków. Nivan stanął na tylnych łapkach, aby mieć lepszy widok, jednak kolega szybko zniknął mu z oczu. Dlatego przebiegł się po śniegu, aby dobiec niedaleko klatki. Czuł się obserwowany, dlatego rozejrzał się wokół. Widząc dziwny zarys cienia przy drzewie, przyczaił się i rzucił na to, co widział. Jak się okazało, to coś przybrało formę węża, przez co Nivan w swojej wiewiórczej postaci wyglądał, jakby ujeżdżał węża. Ogon owinął wokół jego pyska.
— Wiedziałem, że przyleziesz — powiedział do kreatury, która patrzyła na niego z widocznym mordem. Pazurami próbował zadrapać to coś, ale ze względu na to, że się rzucał na każdą stronę, Niv miał utrudnione zadanie. W pewnym momencie nawet wisiał do góry nogami. Mężczyzna mógł się poczuć, jak na prawdziwym rodeo, ale zamiast byka to siedział na wężu.
Kreatura próbowała zrzucić Nivana z siebie na wszystkie możliwe sposoby; uderzając o drzewo, nurkując w śniegu. Kiedy jednak uwagę na nich zwrócił Eirik, Nivan puścił to coś i czmychnął na drzewo. Jednak to coś nie chciało odpuścić i ruszyło za nim.
— Ty pieprzona wiewiórko — zaczął, przymierzając się, aby rzucić się na Nivana. Jednak w ostatniej sekundzie został złapany za ogon przez Eirika, który ściągnął go na dół.
— Zostaw wiewiórkę w spokoju. To nie jest twój obiad — oznajmił Eirik.
Wąż spojrzał w kierunku wiewiórki, która wytknęła mu język i zniknęła mu z pola widzenia. Ostatnie co usłyszał, to syknięcie, ale już nie wiedział, co się dalej działo.
Dixon nie chciał ryzykować, że Eirik dowie się o jego umiejętnościach. Jeszcze przyjdzie na to czas.
Wrócił do swojego mieszkania już w swojej normalnej, ludzkiej postaci. Przeciągnął się i ciężko westchnął. To było to samo cholerstwo, co ostatnio było w barze. Wiedział to po oczach kreatury i tym specyficznym zapachu, który wtedy czuł. Nie wiedział, z czym dokładnie miał do czynienia, ale dowiedział się, że Eirik to coś musi znać. Pytanie brzmi: co to jest. Czy to duch? A może jakiś demon? Albo jeszcze coś innego? Nie wiedział. Jednak nie zamierzał o to pytać, bo wiedział, że każdy ma swoje sekrety i jeżeli Eirik będzie chciał, to mu powie, a jak nie, to trudno. Nivan będzie mógł jedynie snuć domysły, co to jest.
Przeczesał czerwone kosmyki, spoglądając na siebie w lustrze. Nie pamiętał, kiedy ostatnim razem przybrał jakąkolwiek formę. Było mu dziwnie, to kwestia czasu, żeby mu przeszło. Ciężko westchnął i ruszył do kuchni, aby wstawić wodę na herbatę. Nadal z tyłu głowy miał dzisiejszą sytuację z wężo-podobnym stworzeniem. Dlaczego tak bardzo chciał mu zrobić krzywdę? To, że się na niego Nivan rzucił to szczegół, tak? Bardziej chodziło o tę sytuację w barze, kiedy został ugryziony.
Od tamtej sytuacji minęło kilka dni, a Nivan znowu wrócił do pracy. Eirik nieszczególnie się odzywał, zwykle wieczorami, chwilę przed tym, nim Dixon poszedł spać. Jednak nie obwiniał go, bo wiedział, że miał pracę. Dał mu znać, że siedzi dzisiaj w barze i może wpaść. Skugge nie odczytał wiadomości, więc czerwonowłosy nie myślał o tym, że mężczyzna przyjdzie. Dlatego zajął się obsługą baru, nie zwracając uwagi na to, kto przychodzi i wychodzi z lokalu. Miał jednak nadzieję, że dostanie, chociaż odpowiedź zwrotną od Eirika.
Eirik?
1861 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz