Dzisiaj oprócz wspólnej rozgrywki miał jeszcze wieczorną zmianę w pracy. Nie za bardzo mu się uśmiechało, ale nic na to poradzić nie mógł. To się nazywała dorosłość. Prychnął na tę myśl. Wolałby spędzić czas ze znajomymi, ale niestety, nie był milionerem, to musiał jakkolwiek zarabiać na swoje przyjemności. A wystarczyło się urodzić w bogatej rodzinie... chociaż... nieważne.
Zastanawiała go sytuacja na sali, kiedy piłka niemal spadła mu na twarz. Nie wydawało mu się, aby był to zwykły przypadek lub ingerencja zwykłego ducha. Jednak nie chciał zaprzątać sobie tym głowy, może kiedyś rozwiąże zagadkę z tą sytuacją.
*
Jak nikt nie wie, gdzie szukać Nivana, to w pracy za barem. Był wręcz pracoholikiem i brał wszystkie możliwe zmiany. A jak dostał możliwość wyjścia szybciej z pracy, to też z tego korzystał. Takie dwa w jednym, niezdecydowany był. Trzeba mu to wybaczyć. Większość swoich znajomości nawiązał dzięki pracy, więc nie mógł narzekać. Coś za coś, tak?
Kiedy do baru przyszedł Eirik, Nivan nawet nie ukrywał swojego zdziwienia. Doskonale pamiętał, co znajomy powiedział. Jednak nie jemu oceniać, jaki był realny powód jego szybkiego pożegnania, a jedynie się domyślał.
— Klient nasz pan — odpowiedział, sięgając po kieliszek i szklankę do drinka.
— Tylko nie próżnuj, już znam te sztuczki — zagroził Eirik, patrząc na czerwonowłosego z rozbawieniem wymalowanym na twarzy.
Nivan prychnął rozbawiony, ale nic nie odpowiedział, tylko zabrał się za przygotowywanie drinka dla znajomego. Skugge dokładnie patrzył na ręce mężczyzny, jakby chciał się upewnić, że nie zostanie oszukany. Jednak barman milczał, skupiając się na swojej pracy. Kiedy skończył, postawił jägerbombę przed kolegą, który najpierw okręcił szkło, potem powąchał, skrzywił się i spojrzał na barmana.
— Co to ma być?
— Jägerbomb — odpowiedział bez najmniejszego wzruszenia.
— To pachnie jak syrop. Chory jestem?
— Na głowę? Pewnie tak — puścił oczko znajomemu, zajmując się klientem, który przyszedł złożyć zamówienie.
Eirik dość niechętnie i niepewnie upił trochę alkoholu. Dość szybko się skrzywił, patrząc na zawartość z niezadowoleniem. Jednak widząc, że Nivan nawet na niego nie patrzył, westchnął teatralnie i wziął kolejny łyk. I tak po kilku minutach przesunął szklanką po blacie, uderzając w łokieć barmana, zwracając tym samym na siebie uwagę.
— Jeszcze raz — zakomunikował, dumnie wypinając klatę do przodu.
Czas w pracy Dixonowi zawsze uciekał, jak przez palce, dlatego nim zdołał się zorientować, nadeszła czwarta. W tym czasie Eirik praktycznie spał oparty o blat baru. Barman ciężko westchnął, próbując obudzić znajomego, ale nieszczególnie mu to wychodziło. Podrapał się po szyi, spoglądając na Vanessę, która kończyła sprzątać podłogę. Czarnowłosy spał w najlepsze, nawet pochlapanie go zimną wodą nic nie dawało. Spał jak zabity.
— Nie chcę nic mówić, ale lepiej zamów taksówkę — rzuciła kobieta, patrząc na kolegę, który zgodził się na jej pomysł.
Taksówka przyjechała po dziesięciu minutach. Vanessa pomogła Nivanowi z Eirikiem, aby jakkolwiek odkleić go od blatu, bo się zaparł, jakby spał na najwygodniejszej poduszce. No ale, udało się, tak? Zamknęli lokal i wsiedli do pojazdu. Kobieta mieszkała niedaleko Dixona, więc jechała praktycznie do samego końca. Wysiadła pod swoją klatką, żegnając kolegę i życząc dobrej nocy taksówkarzowi. Następnie ruszyli dalej. W tym czasie czerwonowłosy próbował obudzić swojego znajomego, ale niestety, nie udało się. Było tylko gorzej, szczególnie gdy ten przykleił się do jego ramienia.
Wysiadł pod blokiem, wyciągając z auta śpiącego znajomego. Gdyby wiedział, gdzie mieszka, to by go zaniósł, ale nie wiedział. Nie mógł go zostawić w barze. Dlatego nie pozostało mu nic innego, jak zabrać mężczyznę do swojego mieszkania. Trzymając go na rękach, ciężko odetchnął i ruszył w kierunku klatki. Całą drogę czuł się obserwowany, jakby ktoś intensywnie się na niego patrzył. Problem był tylko taki, że Skugge spał, a taksówkarz był skupiony na drodze. Rozejrzał się, nim wszedł do klatki, szukając czegoś, co mogłoby przykuć jego uwagę. Jedyne co wyczuwał, to dziwną aurę wokół znajomego. Nie miał jednak czasu, aby się nad tym teraz zastanawiać.
Wjechał na ostatnie piętro windą, przeszedł korytarz, aż dotarł do drzwi od swojego mieszkania. Po dłuższej chwili udało mu się otworzyć zamek i wszedł do środka, od razu zamykając za sobą drzwi całym ciałem.
Eirik w tym czasie spał w najlepsze i wcale nie miał zamiaru się wybudzić, wręcz przeciwnie. On wtulał się właśnie w klatkę piersiową swojego wybawcy, który się zastanawiał, jak bardzo udusi go jutro, jak tylko wstanie. O ile pierwszy się obudzi, a w to akurat śmiał wątpić.
Ściągnął buty i ruszył do salonu, gdzie położył czarnowłosego na kanapie. Jego musiał całego rozebrać. No może nie w takim sensie; ściągnął z niego całą odzież wierzchnią i odniósł na przedpokój. Następnie wrócił i zdjął z mężczyzny bluzę oraz spodnie. Zostawił Eirika w bieliźnie i koszulce. Ułożył go na kanapie, żeby leżał normalnie, a nie jak ułomny, bo w połowie nogi mu zwisały. Przyniósł z sypialni drugą pościel i poduszkę, którą od razu podłożył czarnowłosemu pod głowę. To spowodowało, że Skugge mruknął coś pod nosem niezrozumiałego i wtulił się w przyniesiony przedmiot.
Gorzej niż z dzieckiem, pomyślał Nivan, dokładnie obserwując kolegę, którego otulił kołdrą. Ściągnął jeszcze poduszki, które były również oparciem w ciągu dnia. Nie miał siły rozkładać całej kanapy. Jednak tyle powinno mu wystarczyć i tak nie miał małej przestrzeni do spania. Zaczesał czarne kosmyki Eirika, które niefortunnie opadały na czoło mężczyzny. Szybko jednak zabrał rękę i poszedł do łazienki, aby wziąć szybki prysznic i móc samemu iść w końcu spać. Niedługo będzie piąta i tyle pośpi, co nic.
Po umyciu się przyszedł jeszcze do salonu, aby spuścić rolety i przesunąć zasłony, zaciemniając całą przestrzeń w pomieszczeniu. Dopiero wtedy kątem oka zauważył, że koło Eirika pojawiła się jakaś postać. Może był zmęczony i mu się przewidziało? Dla pewności się odwrócił i po sylwetce nic nie było. Przeczesał włosy do tyłu, na pewno mu się przewidziało. Nie chciał o tym myśleć i poszedł do swojej sypialni. Ustawił jeszcze kilka budzików, a następnie schował telefon pod poduszkę.
Rano obudzony został przez Skugge, który zaczął trząść ramionami Nivana, próbując go wybudzić. W tle grał budzik, którego wcześniej mężczyzna nie słyszał. Uchylił niechętnie powieki, nie do końca wiedząc, co się działo.
— Wyłącz ten cholerny budzik! — Eirik gorączkowo zaczął szukać telefonu gospodarza, a gdy znalazł, wyłączył budzik. Spojrzał zirytowany na mężczyznę, który bez żadnego przywitania, obrócił się na bok, naciągając pościel na głowę, chcąc iść dalej spać. — Nie ignoruj mnie! I dlaczego jestem... tutaj?!
— Cicho, śpię — burknął, wtulając się w poduszkę, aby spróbować zasnąć.
Jednak czarnowłosy miał inne plany i zabrał pościel Nivanowi, zwijając ją w kulkę, aby wepchnąć pod pachę. Patrzył na Dixona zirytowany.
— Zimno — mruknął, po omacku szukając czegoś do przykrycia, ale nic nie było oprócz drugiej poduszki, którą postanowił wykorzystać jako prowizoryczna pościel. Jednak dość szybko ją stracił. Podniósł się do siadu, spoglądając niezadowolony na swojego gościa. Nivan wyglądał, jakby poraził go prąd, a każdy włos stał w innym kierunku. Głośno ziewnął, zasłaniając usta, po czym przetarł zmęczony twarz. Dłońmi szybko przeczesał długie kosmyki, które spiął w wysokiego, luźnego koka. — Najebałeś się, naćpałeś i nie mogłem cię obudzić. Telefon ci się rozładował, nie wiedziałem, gdzie mieszkasz, więc zabrałem cię do siebie. Zadowolony?
— Czekaj, co?
— To, co słyszałeś — westchnął, już nieco zirytowany zaistniałą sytuacją. Eirik oddał wszystkie rzeczy Nivanowi, po czym oparł się o ścianę za sobą, spoglądając na gospodarza. — Nie mogłem cię zostawić w barze, bo miałbym problemy. Dlatego jesteś u mnie. Zrozumiałeś?
— Po co mnie zabierałeś... — powiedział bardziej do siebie niż do Nivana.
— Bo nie jestem dupkiem, żeby zostawiać kolegów na pastwę losu — odpowiedział, wstając z łóżka, po czym podszedł do Eirika. — I coś przylazło z tobą.
— Co? Co takiego?
— Nie wiem, jest z tobą cały czas — wzruszył beztrosko ramionami, kierując się do kuchni, aby wstawić wodę na kawę. Nienawidził być budzony w taki sposób, potem cały dzień ma problem się rozbudzić. Dobrze, że miał dzisiaj wolne. — No nieważne, w dupie to mam. Grunt, żeby tutaj nie zostało.
— Skąd wiesz, że coś ze mną jest? — Eirik podążył za gospodarzem do kuchni. — Przecież nic tu nie ma.
— Nie rób ze mnie debila — westchnął, spoglądając na mężczyznę z widocznym znużeniem. — Może nie widać, ale też jestem związany z tym, w czym ty sam siedzisz. Nie musisz niczego mówić ani tłumaczyć się z tego. Twoja sprawa, nie moja. Byle to tu nie zostało.
Czarnowłosy nic nie odpowiedział, usiadł przy stole, bawiąc się swoimi dłońmi.
— I idź się umyć, śmierdzisz tym gównem, co wczoraj paliłeś. Przyniosę ci ręcznik — oznajmił, po czym poszedł do łazienki, aby wyjąć jeden z czystych ręczników. Położył go na umywalce. — Używaj, co chcesz. Nie musisz pytać. Jak chcesz, to szczoteczkę do zębów też ci mogę dać.
— Nie trzeba, bez przesady — odpowiedział Eirik, który poszedł za Nivanem do łazienki. — Dzięki.
— Potrzebujesz czegoś jeszcze?
— Ciebie.
Nivan spojrzał na Eirika, uniósł pytająco brew, ale nic nie odpowiedział. Nie zdziwiłoby go to, gdyby nie fakt, że mężczyzna miał zamknięte usta. Posłał koledze delikatny uśmiech, a następnie wyszedł z łazienki.
W tym czasie czerwonowłosy przygotował dla nich śniadanie: jajecznica i do tego świeżo zaparzona herbata. Skugge przyszedł do kuchni z mokrymi włosami.
— Masz dużo kosmetyków — zauważył, siadając do stołu.
— Wiem. Jedz.
— Powinienem iść do pracy — przyznał Eirik, drapiąc się po karku. — Ale teraz to już chyba nie ma co.
— Jest dwunasta, wiesz? Chyba że zaczynasz pracę o tej porze dopiero.
Jednak nie dostał odpowiedzi. Zjedli śniadanie w ciszy, nieszczególnie wyrywając się do rozmowy. Szczególnie że z pełną buzią się nie mówi, tak?
Nivan schował brudne naczynia do zmywarki, a patelnię zalał wodą i odstawił ponownie na płytę. Później to umyje. I tak nie miał na dzisiaj żadnych planów. Eirik za to posprzątał kanapę, na której spał ubiegłej nocy. Coś mamrotał pod nosem, wyglądało to, jakby się kłócił sam ze sobą. Dixon udawał, że niczego nie słyszy, zajmując się sprzątaniem w sypialni. Po kilku minutach przyszedł do niego czarnowłosy, mówiąc, że wychodzi. Szybko pożegnał gospodarza i zniknął mu z oczu.
— Jak zawsze się śpieszy — powiedział sam do siebie, po czym poszedł zakluczyć drzwi od mieszkania.
*
Od ostatniego spotkania minęło kilka dni. Eirik nie odpisał na żadną wiadomość Nivana, nawet ich nie odczytał, a był wiecznie dostępny. No cóż, będzie chciał, to się sam odezwie. Dzisiejszy wieczór Dixon znowu spędzał w pracy. Ponownie zgodził się zamienić z Minhyukiem, któremu wypadło jakieś spotkanie. Vanessa również przyszła, nieszczególnie zadowolona, na wszystko narzekała, przelewała alkohol, ale nie wyglądała na przejętą tym faktem. Wzruszyła beztrosko ramionami, wytarła blat, a następnie zabrała się za przygotowanie kolejnego drinka.
W pewnym momencie do baru weszła grupka znajomych, nieszczególnie tym zaskoczony, Niv skupił się na zmywaniu naczyń na zapleczu. Jednak zawołany przez swoją koleżankę, wytarł ręce w ręcznik, przeczesał czerwone kosmyki i stanął obok kobiety. Podniósł zmęczony głowę do góry, spoglądając na klientów, którzy zastanawiali się, co chcą zamówić. Szturchnięty łokciem w żebra przez Vanessę, która głową wskazała, że ktoś tam jest, kogo Niv znał, ten niechętnie spojrzał we wskazanym kierunku. Widząc Eirika, zmarszczył brwi, dokładnie obserwując, jak Aiden obejmuje jego szyję. Nie miał czasu odpisać, bo miał ważniejsze sprawy na głowie, a jego nie powinno to interesować.
Kiedy jego spojrzenie skrzyżowało się z tym Aidena, mężczyzna niemalże od razu zaborczo przyciągnął do siebie czarnowłosego, zaskakując go nagłym pocałunkiem. Nivan przewrócił oczami, całkowicie ignorując całą sytuację. Nie obchodzi go, kto z kim i co z kim. Nie jego biznes.
— Co ty odpierdalasz? — zirytowany ton głosu zwrócił uwagę czerwonowłosego, który spojrzał w kierunku, jak się okazało, Eirika. Aiden miał odwróconą głowę i trzymał się za policzek. Chyba mu się oberwało.
— Niv, zrób coś, nie chce kolejnej bójki — Vanessa szturchnęła kolegę, który ciężko westchnął i wyszedł zza baru, podchodząc do znajomych twarzy w momencie, kiedy Aiden podniósł rękę, zapewne chcąc oddać czarnowłosemu. Cóż, na drodze stanął mu Nivan, uniemożliwiając jakikolwiek ruch.
— To nie ring, żeby się bić — oznajmił, patrząc na Aidena z góry, oceniającym i chłodnym spojrzeniem. — Jak się nie podoba, to tam są drzwi.
Aiden wyrwał rękę z uścisku Nivana, patrząc na niego spod byka.
— Pierdolony ochroniarz — splunął na buty czerwonowłosego.
— Barman, jak już chcesz się do mnie zwracać — odpowiedział, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej.
Jednak mężczyzna nic nie odpowiedział, a jedynie zagwizdał, obrócił się na pięcie i wyszedł z lokalu z całą swoją paczką, zostawiając Eirika samego sobie.
— Po c- — nie zdążył dokończyć zdania, bo Vanessa wcisnęła mu w usta słomkę, a w rękę wcisnęła szklankę z alkoholem. Przyłożyła palec do ust, dając znać, że nie ma nic mówić i puściła mu oczko.
— Dlatego mi nie odpisywałeś, co? — spytał Nivan, przechylając głowę na bok, aby spojrzeć na znajomego. — Mam nadzieję, że chociaż dobrze się bawiłeś — poklepał mężczyznę po ramieniu.
— Ja... a zresztą, nieważne — mruknął, odwracając głowę w bok.
— Nie wnikam w to, ale byłoby miło, jakbyś czasem dał znać, że żyjesz i wszystko dobrze — odpowiedział czerwonowłosy, ponownie stając za barem.
Eirik ciężko westchnął i usiadł na krześle, odłożył szklankę na bok i spuścił głowę na dół, łapiąc się za kark. Nic nie odpowiedział na to, co usłyszał.
— Nie myśl, że próbuję się wkupić w twoje łaski. Wolę wiedzieć, że mój kolega ma się dobrze i żyje, a nie kona gdzieś na mrozie — dopowiedział, wycierając jedną ze szklanek. — Albo czy nie porwali go dla organów. Ewentualnie czy nie został uprowadzony i nie skończył w burdelu jako prostytutka.
Eirik?
2147 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz