Szum wiatru. Delikatny stukot kopyt. Miękkie parsknięcia. A pośród tego wszystkiego ona. Czarnowłosa dziewczyna. Osoba, która raczej na co dzień nie okazuje za dużo emocji. Wiecznie zapracowana. W końcu bycie tatuatorką, a w tym samym czasie prawą ręką głowy mafii nie jest łatwym zadaniem. Wymaga dużo poświęcenia. Jednak w tym konkretnym momencie nic z tego nie było ważne. W jej głowie nie było żadnych zmartwień. Była tylko ona, siwa piękność i to wspaniałe poczucie wolności. Poczucie, że nic więcej się nie liczy. Że żadne problemy nie istnieją. Dłonie miała lekko wplątane w grzywę GrayRose. Wiatr we włosach. Zaczerwienione policzki od zimna. Ale też i szeroki uśmiech na twarzy. Nieczęsty widok. W oddali można było zobaczyć piękne lekko czerwone, gdzieniegdzie pomarańczowe, ale i z przebłyskami różu niebo, a na samym środku, słońce powoli chowające się za horyzont. Patrząc na to, pozwoliła klaczy rozpędzić się jeszcze bardziej, a sama rozłożyła ramiona na boki. Z jej ust uciekł delikatny, ledwo słyszalny śmiech. Stanowczo jazda konna była jej definicją wolności.
166 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz