Tw.: Przemoc, wulgaryzmy, seks [ale bez dokładnego opisu].
Gdy wybiła godzina domówki, oczywiście zorganizowaną przez Liama, lecz przygotowaną przez Violet, zaczęli zbierać się pierwsi zaproszeni goście. Część z nich Elias zdążyła poznać przy poprzednich imprezach, innych natomiast widział pierwszy raz. Z tymi pierwszymi przywitał się bez żadnego problemu, natomiast ci drudzy zostali mu przestawieni, głównie z imion lub przezwisk.
— Eliaaas, przygotujesz jakieś drinki? — zapytała Vi, dotykając dłonią jego pleców.
— Jasne. — odpowiedział, zerkając w jej stronę. — Dla wszystkich? — dopytał, na co przytaknęła.
Brunet podszedł do barku z alkoholem, otworzył go i wyjął kilka trunków, żeby zrobić coś z niczego. W kuchni zaczął wszystko mieszać, odpowiednio dobierając proporcje tak, żeby dało się to wypić i poprosić o kolejny, bo przecież w robieniu drinków był mistrzem. Dobrze się przy tym bawił i aż dziwne, że nadal nie pracuje jako barman w jakimś nocnym klubie. Ostatecznie powstało kilkanaście trunków "Puerta del Infierno", przypominającą lawę, która stopniowo zastyga od dołu szklanki.
W pewnym momencie Elias poczuł na sobie wzrok Violet, więc od razu skierował wzrok w jej stronę, ona natomiast miała lekko zmarszczone czoło, jakby czegoś lub kogoś nasłuchiwała. Lekko skinęła głową w stronę głównych drzwi, a gdy oby dwoje zbliżyli się do źródła dźwięku, zza zakrętu wyszedł jeden z gości, który tylko krzyknął.
— Ej kto zamawiał psa?! I to wcale nie Luca...
Przyjaciele spojrzeli po sobie, następnie na gości, którzy tylko obserwowali całe to zamieszanie. Jak się okazało, w progu stał Walter, który został zaproszony przez Eliasa, a że akurat jego auto było u mechanika, jeździł służbową skodą, która za szybą miała niebieskiego koguta.
— Za tego psa to możesz wpierdol dostać. — odparł spokojnie Walter, który widząc panią domu, pozwolił sobie wejść do środka.
— Nie spodziewałam się, że przyjdziesz. — powiedziała Vi, witając się z mężczyzną delikatnym przytulasem.
— Twój.. przyjaciel mnie zaprosił, więc przybyłem. — odpowiedział, witając się z Elias typowym męskim uściskiem dłoni. — A że w pracy ciężko, to z chęcią skorzystam z takiej odskoczni. Zresztą, znasz mnie Vi... — dodał, wkraczając na salony.
— Ogólnie to w samą porę przyszedłeś, bo właśnie skończyłem robić drinki. Są w kuchni, o ile reszta towarzystwa się do nich nie dobrała. — brunet od razu skierował inspektora we wcześniej wspomniane miejsce, gdzie poczęstował go trunkiem. — Rozumiem, że i tym razem Twoja praca została za drzwiami. — dodał, spoglądając w stronę przyjaciela.
— Mhm... Róbcie, co chcecie, ja nic nie widzę. — dodał, upijając łyk alkoholu. — Vi, gdzie Ty znalazłaś takiego faceta, co takie drinki robi? — zapytał, stojącej naprzeciwko drakonidki.
— Pod płotem. — odpowiedziała, wzruszając przy tym ramionami. — Pojawił się nagle, prawie mi go uszkadzając... — dodała, spoglądając na bruneta, szczerząc się przy tym, jak szczeniak.
— W sumie mogłem go uszkodzić, ale że nie wiedziałem, gdzie się pojawię, to wolałem nie ryzykować. — odparł, na co kobieta zareagowała uderzeniem przyjaciela w ramie. Cała trójka wybuchła przyjaznym śmiechem.
Po kilku godzinach, gdy większość brygady była już mocno wstawiona, Elias z Violet siedzieli na tarasie. Brunet spokojnie popalał wcześniej przygotowanego skręta, od czasu do czasu częstując nim przyjaciółkę. Siedzieli w ciszy, obserwując bezchmurne niebo, choć w jego głowie dział się istny chaos. Myślał, przez co właśnie przeszedł przez ostatnie lata, głównie od momentu wylądowania w płocie Violet, aż do teraz...
— Czy to dziwne, że często o tym wszystkim rozmyślam? — zapytał nagle, powoli wypuszczając dym przez usta.
— Nie, już do tego przywykłam. — odpowiedziała. — Poza tym, to normalne, tak mi się wydaje. — dodała, opierając się o jego ramie.
Ich spokojne posiedzenie zostało nagle przerwane przez pojawienie się Waltera, który, gdy tylko zamknął za sobą drzwi tarasu, ciężko odetchnął.
— Mogę się dosiąść? — zapytał, wskazując na wolne miejsce na ławce.
— Jasne. — odpowiedzieli w tym samym czasie.
— Jak zwykle zgodni i mówiący to samo. — zaśmiał się cicho inspektor, siadając obok kobiety. — Czasami Ci zazdroszczę Vi tego połączenia umysłowego. — dodał, spoglądając na nią.
— Nie chciej tego, stary. Nie możesz nawet powyzywać w myślach, bo wszystko czyta... — odparł szybko Elias, co oczywiście znowu spotkało się z ciosem w ramie ze strony drakonidki.
— Również tego nie polecam, bo jeszcze połączysz się z jakimś idiotom i masz siano zamiast mózgu. — dodała, nawiązując kontakt wzrokowy z brunetem.
— Wcześniej już to siano miałaś i teraz zwalasz winę na mnie... — mruknął, od razu czując podwyższoną temperaturę jej ciała.
— Wy to jesteście udani.. — zaśmiał się cicho Walter, odpalając wcześniej wyjętego papierosa. Oczywiście użył do tego swojej zdolności, co od razu przykuło uwagę Vi.
— A od Ciebie chyba będę musiała wziąć lekcje takiej kontroli... — mruknęła, dając już spokój brunetowi.
— Przyjmuję tylko na zajęcia indywidualne. — odpowiedział, zerkając w jej stronę. — Więc jak wszyscy pójdą, wtedy będziemy mogli przejść do lekcji. — dodał, używając do tego znacznego tonu, co wywołało lekkie rumieńce na jej twarzy, Elias natomiast cicho się zaśmiał.
— Myślę, że do waszej lekcji przyda się osoba, na której można byłoby potrenować, a przy okazji się nie spali. — odparł brunet, co jeszcze bardziej zarumieniło ciemnowłosą, zaś inspektor krótko się zaśmiał.
— Zgadzam się z tym. — przytaknął.
Po kilku kolejnych godzinach, gdy w sumie był już środek nocy, a cała imprezowa ekipa poszła w miasto, została tylko ta jedyna trójka. Wspólnie zabrali się za powierzchowne porządki, głównie pochowanie jedzenia do lodówki, żeby się nie zepsuło czy opróżnienie szklanek z alkoholem, żeby cały dom nie śmierdział melinom. Oczywiście nie trzeba było długo czekać na wcześniej wspomnianą lekcje, bo gdy tylko Vi została otoczona przez dwóch wysokich mężczyzn, szybko przenieśli się do jej sypialni. Żadne z nich nie myślało, byli pijani i upaleni, więc i zabawa w trójkącie żadnemu z nich nie przeszkadzała, a sądząc po krzykach Vi, nawet bardzo jej się podobało.
Jakoś po południu trójka przyjaciół nadal leżała naga w łóżku - ciemnowłosa wtulona w tors Eliasa, Walter natomiast leżał na brzuchu, trzymając dłonie pod poduszką. Nagle drzwi sypialni otworzyły się niemalże z hukiem...
— No tego to się po Tobie nie spodziewałem, Vi. — głos Liama wybudził całą trójkę, lecz tylko drakonidka zareagowała szybkim spojrzeniem w stronę brata.
— Czy Ty w ogóle myślisz choć trochę, wchodząc tak nagle, do mojej sypialni...!
— Spokojnie, Vi.. — mruknął zaspany inspektor, który najwidoczniej zaczął działać jedną ze swoich zdolności, gdyż Liam stał bez ruchu. Jego powieki powoli opadły, oddech zwolnił, jakby wszedł w jakiś trans.
Elias wiedział, co robić i nie zwlekając dłużej, podniósł się do siadu, ubrał swoje bokserki i podszedł do młodego drakonida, chwycił go za ramie i zszedł z nim na dół, następnie skierował się w stronę głównych drzwi, otworzył je i wystawił mężczyznę za próg.
— Byłeś u Vi, lecz zastałeś ją samą w sypialni. Spała, więc jej nie budziłeś. Wyszedłeś po cichu i wróciłeś do siebie. — szepnął mu do ucha, skupiając na nim swoją perswazję, co szybko zadziałało. Liam przytaknął i spokojnym krokiem oddalił się w stronę miasta.
Brunet wrócił na górę, a dokładnie do sypialni, gdzie zastał pozostałą dwójkę. Byli już prawie ubrani, a ciuchy Eliasa leżały już odłożone na łóżku.
— Gdzie Liam? — zapytała szybko Vi.
— Był u Ciebie, ale spałaś, więc wrócił do siebie. — odpowiedział. — Niczego nie widział, byłaś przecież sama. — dodał, unosząc kąciki ust w lekko zadziorny uśmiech, na co Walter zareagował cichym śmiechem. — Będzie trochę zdezorientowany, ale nie będzie tego pamiętał. Może nawet za chwilę tutaj wrócić... — dodał, ubierając na siebie swoje ciuchy.
Inspektor, gdy tylko się ubrał, podziękował za zaproszenie oraz wspólną noc, po czym wsiadł do skody i wrócił do swojego domu, para przyjaciół natomiast postanowiła ogarnąć siebie oraz posiadłość.
***
Po kilku miesiącach, gdy był już pewny, że jego życie choć trochę się uspokoiło, dostał nagle zlecenie od jakiegoś ważnego człowieka, ponoć jakiegoś polityka, który oczywiście nie chciał podawać szczegółów przez telefon, co było trochę zrozumiałe. Oczywiście tego dnia miał całkowicie inne plany, gdyż chciał spędzić trochę czasu z Vi, no ale nie wypada rezygnować ze zleceń z dopiskiem "pilne".
W południe wyruszył w trasę do posiadłości zleceniodawcy, wysyłając w międzyczasie wiadomość do przyjaciółki, informując ją o nagłych zmianach planu i że raczej dzisiaj się nie spotkają. Gdy zajechał na miejsce, jego oczom ukazał się duży dom jednorodzinny otoczony wysokim płotem, a brama, przed którą się zatrzymał, powoli się otworzyła, wpuszczając go do środka. Pozostawił pojazd na podjeździe i skierował się w stronę głównych drzwi. W progu przywitał go jeden z ochroniarzy polityka, który tylko zmierzył go wzrokiem i od razu zaprowadził go do biura zleceniodawcy.
— Dobrze Pana widzieć, Panie Graves. — odezwał się mężczyzna, wstając od swojego dębowego biurka.
— Ma Pan dziesięć sekund, żeby przekonać mnie do swojego zlecenia, które w bazie zleceń miało najwyższy priorytet. — odparł od razu, zatrzymując swoje spojrzenie na zdziwionej twarzy polityka.
— Moją córkę porwano. — odpowiedział od razu, bez sekundy zastanowienia się. Elias jednak milczał, dając mu jeszcze szansę na wyjaśnienia. — Althea jest moją adoptowaną i jedyną córką, a jak się okazało, jest nyxbornem, tak samo, jak Pan. Nie potrafi kontrolować swojej mocy, przez co boję się, że może stać się jej krzywda. — dodał, mówiąc to na jednym wdechu, cały czas obserwując bruneta.
— Zawiadomił Pan policję? — zerknął w jego stronę.
— Nie i wolę, żeby tak pozostało.
— Czemu?
— Nie lubię mieszać służb w takiej sytuacji.
— A Vipers?
— To to samo...
Cortes spojrzał prosto w oczy polityka, lekko zmarszczył brwi, on natomiast nerwowo przełknął ślinę, jakby czymś się stresował, lecz zdecydowanie nie zniknięciem córki, a raczej tym, że brunet zrezygnuje z udzielenia mu pomocy.
— Proszę pokazać dowody na to, że córka faktycznie została porwana. — odparł, po chwili namysłu.
Mężczyzna odblokował tablet, odłożył go na biurku i podsunął bliżej Eliasa, uruchamiając nagranie z monitoringu. Widać było, że na kobietę zadziała jakaś magia, która pozbawiła ją przytomności, by następnie dwóch mężczyzn mogło zaciągnąć ją do szarego busa i oddalić się niepostrzeżenie z miejsca porwania. Brunet obejrzał nagranie kilka razy, uważnie analizując każdy ruch i detal, które polityk mógł przeoczyć. Zresztą nie ma co się oszukiwać, oni byli tylko dobrzy w gadaniu i kłamaniu, a nie obserwacji...
— Do tego wysłali to, prawdopodobnie naznaczone jej krwią.
Polityk wyjął z szuflady białą kopertę, na której faktycznie był bordowy ślad, którego struktura oraz zapach pasowały do ludzkiej krwi. Ostrożnie wyjął jej zawartość i widząc litery wycięte z gazet, które układały się w typowy tekst "Pieniądze albo śmierć", cicho prychnął z braku jakiegokolwiek profesjonalizmu ze strony porywaczy. Do tego, na dole kartki, drobnym drukiem było napisane miejsce, dzień oraz czas przekazania okupu...
— Masz ją przyprowadzić do mnie całą i zdrową. — odezwał się nagle, co spotkało się z ostrym spojrzeniem ze strony bruneta.
— Myślę, że wystarczy żywa, a w jakim stanie będzie, to już zależy od sytuacji. — odparł, nie spuszczając wzroku z mężczyzny. — Poza tym... zobaczę, co da się zrobić. — dodał, robiąc zdjęcie zawartości koperty, po czym odłożył ją na biurku i bez słowa pożegnania opuścił biuro polityka.
Na samą myśl o tym, że właśnie zgodził się pomóc jakiemuś skorumpowanemu typowi, po jego kręgosłupie przeszedł nieprzyjemny dreszcz, co również lekko nim wzdrygnęło.
W domu jeszcze raz przyjrzał się nagraniu, które niepostrzeżenie udało mu się zgrać na bezpieczny telefon, lecz nic nowego nie mógł z tego wyciągnąć. Wnet przypomniał sobie o swoim starym kumplu, który nadal był mu winien kilka przysług. Nie zwlekając, wysłał nagranie z monitoringu prosto na skrzynkę Buzza, który potwierdził odbiór pliku i przystąpił do jego analizy. W międzyczasie Elias zajął szykowaniem się do misji, choć nie brzmiało to na coś trudnego do wykonania.
Po kilkunastu minutach dostał pełny raport, uwzględniając nawet fałszywe numery rejestracyjne, markę oraz rok produkcji pojazdu, adres miejsca porwania oraz gdzie mogli udać się porywacze, analizując jego trasę przez kamery miejskiego monitoringu. W tym przypadku miał całkowicie dwa różne miejsca, które musiałby sprawdzić - stary magazyn na obrzeżach miasta oraz punkt przekazania okupu. Oczywiście wybrał tą pierwszą opcję, gdyż do okupu było jeszcze kilkanaście godzin, a nie chciało mu się na to czekać.
***
Stał skryty w ciemnym lesie, ze złotą maską na twarzy, uważnie obserwując magazyn oraz pojazd porywaczy. Wokół kręciło się dwóch, góra trzech mężczyzn, którzy tylko przyglądali się budynkowi oraz otoczeniu, od czasu do czasu kierując swoje latarki w stronę wysokich zarośli. On był dla nich niewidoczny, idealnie zlany z bujną roślinnością. Wyczuwając odpowiedni moment, zaczął przemieszczać się niczym cień, powoli zbliżając się do oprawców, którzy w ogóle nie byli świadomi obecnego zagrożenia. Cortes ostrożnie wyjął ostrze z pochwy przymocowanej do uda, po czym ruszył szarżą na jednego z mężczyzn, wbijając mu nóż w okolice nerek, zsyłając na niego cichą i bardzo bolesną śmierć. Pozostała dwójka skończyła w ten sam sposób, umożliwiając brunetowi bezproblemowe wejście do środka magazynu. Nagle zatrzymał się w progu, jakby właśnie jego intuicja go przed czymś ostrzegała i choć jego wzrok błądził po wnętrzu budynku, nie mógł zlokalizować źródła zagrożenia. Wnet do jego uszu dobiegł dźwięk zwalnianego spustu w kuszy, co pozwoliło mu mignąć za znajdujący się obok pojazd, natomiast w miejscu, w którym stał chwilę wcześniej, rozbił się stalowy bełt. Spokojnie wychylił się zza osłony, obserwując miejsce, z którego nadleciał pocisk, lecz ponownie nikogo tam nie zastał. Wyjrzał z drugiej strony, lecz tam również pusto. Przeklął w duchu i znając mniej więcej układ magazynu, mignął na antresole, ponownie chowając się w cieniu, chcąc spojrzeć na to wszystko z góry. Cisza, jaka go otaczała, była odrobinę przytłaczająca, gdyż odnosił wrażenie, że jego oddech jest słyszalny z co najmniej kilometra. Wnet dostrzegł kobietę piętro niżej, celowała z kuszy prosto w miejsce, za którym wcześniej się chował, co dało mu idealny moment do działania. Przeniósł się za jej plecy i chcąc ją obezwładnić, chwycił ją od tyłu za ręce, podciął kolana, wymuszając na niej pozycję leżącą, lecz nagle jej ciało jakby... rozpłynęło się.
— Zawsze ludzie dają się na to nabrać. — jej głos odbił się echem po całej hali, całkowicie go dezorientując.
Nagły podmuch magii wbił go w bok busa, niemalże przewracając go na bok, co Eliasa skutecznie ogłuszyło, lecz nie pozbawiło przytomności. Nie spodziewał się tego, a zdecydowanie powinien.
— Nie wiem, kim jesteś... — kobieta spokojnym krokiem podeszła do bruneta, kucnęła przy nim, naciskając kolanem na jego przeponę, jednocześnie uniemożliwiając mu swobodne oddychanie. — Ale nie powinieneś tutaj być... — dodała, czubkiem załadowanego bełtu odkrywając kaptur z jego twarzy. Zawahała się...
— Althea...? — mruknął, próbując poluzować ucisk na jego brzuch.
— Skąd znasz moje imię? — zapytała spokojnie, lecz na tyle stanowczo, że w sumie Elias nie potrzebował już odpowiedzi. — Kto Cię przysłał? — dopytała, gdy nie uzyskała pierwszej odpowiedzi.
— Ponoć zostałaś porwana. Twój ojciec...
— No tak, ten stary, skorumpowany drań musiał zareagować. — warknęła, przykładając kuszę do głowy bruneta. — Nigdzie nie wracam, a tym bardziej do tego mordercy. — dodała, a gdy miała pociągnąć za spust, znowu się zawahała.
Kobieta wstała spokojnie na równe nogi, ciągle przyglądając się jego twarzy, odwiesiła kuszę do pasa na biodrze i wyciągnęła dłoń w stronę mężczyzny, chcąc pomóc mu wstać. On niechętnie skorzystał, lecz gdy tylko odzyskał równowagę, poczuł, jak jego ciało nagle zostanie unieruchomione przez nieznaną mu magię.
— Ile ojciec płaci za przyprowadzenie mnie do domu? — zapytała, stając naprzeciwko bruneta, a że była od niego niższa o jakieś dwadzieścia centymetrów, musiała zadrzeć nos ku górze.
— Wystarczająco dużo, żebym mógł to uczynić. — odpowiedział, uważnie obserwując kobietę. — Ale skoro nazwałaś go mordercą, to musisz mieć na to mocne dowody. — dodał, stosując na niej swoje jakże stanowcze i pewne spojrzenie, kompletnie nie dając po sobie poznać tego, jak bardzo boli go niemalże całe ciało.
— Możliwe. — odparła krótko, odchodząc od bruneta o kilka kroków. — To urządzenie... — zaczęła, wyjmując z kieszeni spodni pendrive, zawieszając go w powietrzu na wysokości jego oczu. — Posiada coś, co zamknie w celi mojego ojca na dożywocie lub nawet pozbawi go życia. — dodała, wracając na niego spojrzeniem. — Jeśli jesteś jego człowiekiem, będziesz próbował mnie obezwładnić, czego nie radze. — mruknęła, przechylając głowę lekko na bok. — Natomiast... jeśli jesteś najemnikiem, to pomożesz mi, bo zdecydowanie więcej Tobie zapłacę. — zakończyła, posyłając w jego stronę delikatny uśmiech.
— Nie jestem kurwą, żeby latać za tymi, którzy więcej zapłacą... — warknął lekko zirytowany. Althea uniosła wskazujący palec, lekko przy tym cmokając.
— Nie to miałam na myśli.. — odparła, podchodząc znacznie bliżej bruneta.
Cały czas utrzymując z nim kontakt wzrokowy, delikatnie oparła dłoń na jego złotej masce i zdjęła ją spokojnym ruchem, jakby to właśnie jakaś jej zdolność na to pozwoliła. Lekko się spiął, że ktoś w ogóle takie coś potrafi, lecz równie szybko się rozluźnił, gdy kobieta nagle go pocałowała. Nie spodziewał się tego, lecz mając plan, postanowił grać w jej grę. Gdy tylko odzyskał pełną władzę nad swoim ciałem, odwrócił kobietę tyłem do siebie, pociągnął jej ręce wysoko za plecami i przyparł do boku busa, nachylając się do jej ucha.
— Powiedzmy, że najpierw poznam szczegóły tego pendrive, później pomyślę komu pomóc, a na końcu będziemy mogli porozmawiać o... zapłacie. — powiedział spokojnie. — Ale jeśli spróbujesz coś kręcić, to inaczej porozmawiamy.. — dodał, oplatając jej ciało czarnymi mackami.
— I vice versa. — odparła, zerkając na niego od boku.
Miał uratować córkę polityka, odstawić ją na miejsce i wrócić do swoich spraw, a jednak los podrzucił mu inną opcję, jednocześnie starając się odpychać od siebie wszystkie brudne myśli. Althea wyglądała zgrabnie. Jej długie szare włosy, które w sumie zmieniały odcień w zależności od światła, delikatnie opadały na szczupłe ramiona, w pasie typowa talia osy, długie nogi i to specyficzne spojrzenie, które miało w sobie to coś, do tego ta różnica koloru tęczówek - jedna bursztynowa, druga zaś niebieska. Styl ubioru miała typowo pasujący do jej buntowniczego charakteru - czarne rurki z widocznymi zadrapaniami, buty w typie glanów, obcisła koszulka na ramiączka i skórzana ramoneska. Czy właśnie Elias zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu i ona to zauważyła? Owszem, lecz ona uczyniła to samo. Kretyn...
Po krótkiej walce na spojrzenia brunet puścił kobietę i podążył za nią, kierując się metalowymi schodami na antresole, następnie weszli do pseudo biura, w którym znajdowało się stare biurko z fotelem oraz zniszczony regał z książkami. Na biurku leżał otwarty laptop, ewidentnie do niej należący, oparła się o mebel i odblokowała urządzenie, rzucając krótkie kontrolne spojrzenie w stronę mężczyzny.
— Jaką mam pewność, że mi pomożesz? — zapytała, wkładając pendrive do USB.
— To zależy od dowodów, jakie posiadasz. — odpowiedział, zakładając ręce na torsie.
Po chwili kobieta zdecydowała się otworzyć plik i pokazać wszystko, co ma na swojego ojca. Brunet oparł się rękoma o blat biurka, lekko odchylił ekran laptopa i skupiając się na treści, zaczął przewijać stronę po stronie, ignorując fakt, że był cały czas obserwowany przez Altheę.
— Tutaj jest lista osób, których chciał się pozbyć. — powiedziała, gdy na ekranie pojawiła się długa lista imion, nazwisk, miejsc zamieszkania oraz miejsc pracy. — Jak widać, część z nich już gryzie piach. — dodała, wskazując palcem skreślone dane. Gdyby nie kilka nazwisk, które znał bardzo dobrze, byłaby to dla niego zwykła lista ludzi, lecz widząc tam kilku bliskich mu osób, delikatnie się spiął.
— Do tego nielegalne eksperymenty na dzieciach, wykorzystywanie ich do różnych celów, w tym w burdelach. — mruknął, zaciskając dłonie w pięści. Musiał przyznać, że trochę się zagotował. — A co jeśli to wszystko jest jednak kłamstwem? — zapytał, patrząc prosto w jej oczy. — Że napisałaś to sama tylko po to, żeby zrzucić ojca ze stołka? — dopytał z widoczną irytacją, gdyż od razu zaczęły chodzić mu mięśnie żuchwy.
— Na to też mam dowód. — odparła spokojnie, delikatnie pchając bruneta na bok, żeby mieć lepsze dojście do laptopa. — Myślę, że takich nagrań nie da się podrobić, zmontować czy zmodyfikować. — dodała, uruchamiając kilka naprawdę mocnych filmików z udziałem dzieci czy kobiet, na których było widać jej ojca. Co tam robił.. lepiej się domyślić.
— W takim razie co chcesz zrobić? — zapytał po dłuższej chwili, prostując się, ponownie zakładając ręce na piersi.
— Stary nie opuszcza swoich czterech ścian, a podrzucenie tego policji byłoby głupotą, bo skorumpowany dziad i tak by się wybronił.. — zaczęła, spokojnie okrążając biurko. — Ale jeśli dobrze pamiętam, jutro wieczorem idzie na bankiet dla grubych ryb ze swojego okręgu. — dodała, znacznie spoglądając na bruneta.
— I pewnie chcesz, żebym tam poszedł i go usunął, bo mnie tam nikt nie zna... — dodał, na co ona delikatnie przytaknęła. — I do tego muszę mieć osobę towarzyszącą inną, niż Ty, bo od razu Cię rozpoznają.
— Szybko łapiesz. — uśmiechnęła się, opierając się biodrem o biurko. — Wejdziecie tam na fałszywe dane osób, które osobiście nie dotrą na imprezę, zadbam o to. Ubierzcie się wizytowo, jakiś garnitur i sukienkę, ale nic rzucającego się w oczy.
— A skąd ta pewność, że zgodziłem się Tobie pomóc? — przerwał jej, na co ona lekko się zaśmiała, ewidentnie z nim kokietując, próbując owinąć go sobie wokół palca.
Althea bez słowa podeszła do bruneta, oparła dłonie na jego torsie i znacząco się do niego przytuliła, składając kolejny pocałunek na jego ustach. Walczył sam ze sobą, lecz kobieta naciskała w czułe punkty, które tylko jeszcze bardziej go podniecały. Ostatecznie nie wytrzymał, przegrał walkę i wziął kobietę w obroty, sadzając ją na biurku za nim...
Kobieta dopięła swego, mając Eliasa po swojej stronie. Nim się rozeszli, wymienili się między sobą danymi kontaktowymi, po czym każdy poszedł w swoją stronę, zachowując to całe wydarzenie w tajemnicy.
Następnego dnia, zaraz po śniadaniu i porannym prysznicu, pojechał do Violet, mając dla niej propozycje wyjścia, łącząc przyjemne z pożytecznym, gdyż dawno nie byli gdzieś dalej poza domem niż, otaczający jej dom, las. Na szczęście zastał ją w domu, a gdy tylko wszedł do środka, został przywitany przez Kaye, natomiast Buruu tylko stał w przedpokoju i obserwował, typowe. Gdy w końcu przywitał się z przyjaciółką, wyjaśnił jej całą sprawę, nie pomijając prawie żadnego szczegółu, oprócz przelotnego romansu... A nawet jeśli by się dowiedziała, nie powinna mieć mu za złe, przecież nie są parą. Ostatecznie kobieta zgodziła się, od razu myśląc nad ubiorem, znikając w swoim pokoju.
Gdy nastał już wieczór, Elias podjechał pod dom ciemnowłosej, a gdy ujrzał jej wieczorową kreację, z wrażenia zgasło mu auto, gdyż zapomniał zrzucić go z biegu.
— A tak poza tym, to dobrze się czujesz...? — zapytała, gdy zajęła miejsce pasażera.
— Jak zawsze.. — odpowiedział zalotnym pół szeptem, ostatecznie zatrzymując wzrok na jej oczach. — Nie sądziłem, że umiesz chodzić w szpilkach. — dodał, posyłając jej szeroki uśmiech.
— Nawet nie wiesz, co jeszcze w nich potrafię. — odpowiedziała, poprawiając się w fotelu. — I nie sądziłam, że możesz tak dobrze wyglądać w garniturze. — dodała, zerkając w jego stronę.
Po dotarciu na miejsce zaparkowali pojazd w wyznaczonym miejscu. Brunet poprosił przyjaciółkę o pozostaniu w środku, po czym sam wysiadł i udał się w stronę skrytki, w której znalazł potrzebne rzeczy i informację pozostawione przez Altheę. Mając zawartość w dłoni, wrócił do auta i wyjaśnił resztę szczegółów Violet, wręczając jej jedną z dwóch złotych kart VIP, które są unikatowym zaproszeniem na bankiet, nadając jej nowe dane kobiety, która ostatecznie osobiście nie dotrze.
— Jak myślisz, co ta twoja koleżanka im zrobiła? — zapytała czysto teoretycznie.
— Podejrzewam, że zakopała żywcem. — odpowiedział krótko, kierując się już razem w stronę głównego wejścia.
W środku zajęli swoje miejsca i póki co, cieszyli się darmowym jedzeniem oraz drinkami, serwowane przez jedną z najlepszych kuchni w kraju. Elias od czasu do czasu rozglądał się wzrokiem po okolicy, ostatecznie lokalizując swój cel, który siedział kilka stolików dalej. Gdy nadszedł czas eliminacji, spojrzał znacznie na przyjaciółkę, spokojnie przytaknęła i delikatnie wytarła usta chusteczką, niczym prawdziwa dama. Brunet wstał od stołu i skierował się w stronę łazienki, do której chwilę wcześniej wszedł sam polityk. Stanął przy umywalce i czekał, spoglądając na swoje odbicie w lustrze, widząc również drzwi kabiny, w której znajdował się jego cel. Nagle z sali zaczęły dochodzić paniczne krzyki, liczne dźwięki kroków oraz przesuwanych mebli, jakby właśnie stado słoni przebiegało po nowiuśkich kafelkach budynku. Oczywiście właśnie to było zaplanowane, żeby wmieszać się w tłum. Gdy polityk wyszedł z kabiny, sam wyglądał na zszokowanego dźwiękami, a gdy ujrzał złowrogie spojrzenie Eliasa, które nadal odbijało się w lustrze, momentalnie zbladł, luzując krawat pod szyją. Domyślił się, że jego własna córka przekonała najemnika...
— Ja wszystko wyjaśnię... — mruknął, powoli cofając się do kabiny.
— Na takie zbrodnie nie ma żadnego wyjaśnienia. — warknął, ściskając nerwowo krawędź umywalki.
Nim polityk zdążył zamknąć drzwi, brunet podszedł do niego, chwycił za koszulę i rzucił nim o muszlę klozetową, trafiając w nią jego głową. Ponownie go chwycił, tym razem za włosy i kilka razy uderzył o zimny, ceramiczny rant muszli. Krew zalała jego twarz, szyję oraz tors, lecz nadal nie stracił przytomności. Podniósł go za szmaty i usadził na toalecie, oparł go o ścianę i przyjrzał mu się - niby patrzył na człowieka, a jednak widział skończonego śmiecia i dupka, który zabawiał się z nieletnimi. Chcąc zakończyć jego żywot, żeby cierpiał jak najdłużej, wytworzył nóż z vantaru, nadał mu realny wygląd i jednym sprawnym ruchem przebił mu krtań, unikając tętnic, żeby polityk mógł udusić się własną krwią. Skrył ostrze i delektował się widokiem duszącego się mężczyzny, który próbował zakryć swoją ranę na szyi. Prychnął na ten widok, wyszedł za kabiny i zamknął za sobą drzwi, przekręcając blokadę na kolor czerwony. Widząc na swoich dłoniach krew, umył je szybko w umywalce i niepostrzeżenie przeniósł się na zewnątrz budynku, omijając cały spanikowany tłum. Nie widząc swojej przyjaciółki, która już powinna tutaj na niego czekać, otworzył tylne drzwi sali bankietowej, albo raczej ktoś kimś je otworzył, bo gdy tylko nacisnął klamkę, ze środka wyleciał jakiś mężczyzna, który opadł ciężko na zimną ziemię.
— Dupek...
— Rozumiem, że to Cię spowolniło?
Elias patrzył na kobietę z lekkim niedowierzaniem, że właśnie spuściła komuś wpierdziel, będąc w szpilkach. Musiał przyznać, że zrobiło to na nim wrażenie, całkowicie zapominając o tym, że on sam chwilę wcześniej pozbawił kogoś życia.
— Wkurzył mnie, to musiałam zareagować. — odpowiedziała, mijając bruneta, przechodząc nad powalonym typem.
— Rozumiem, pewnie też bym tak zrobił. — odparł, podążając za ciemnowłosą.
Nagle, po drugiej stronie wąskiej uliczki, gdzie miał czekać na nich transport, pojawiło się kilku uzbrojonych ludzi, którzy ewidentnie kogoś szukali. Para przyjaciół zachowała pełen spokój i profesjonalizm, idąc im naprzeciw, udając lekko podchmielonych i gadając jakieś głupoty między sobą. To jednak nie wystarczyło, żeby przekonać obcych, że są zwykłymi przechodniami. Wycelowali w ich stronę broń i mówiąc coś między sobą, oddali kilka strzałów, na szczęście spudłowali, co dało czas na ucieczkę. Violet biegająca w szpilkach było na tyle ciekawym i niecodziennym widokiem, że Elias prawie wbiegł w kontener na śmieci, co wewnętrznie ją rozbawiło. Gdy dobiegli do drugiego końca uliczki, gdzie zaczynał się już chodnik oraz droga główna, pół metra przed nimi zatrzymał się wcześniej wypożyczony samochód Eliasa, zaś za kierownicą siedziała Althea, która musiała objechać budynek, żeby ich zgarnąć. Zajęli miejsce na tylnej kanapie, a nim zdążyli zamknąć za sobą drzwi, kobieta ruszyła przed siebie z piskiem opon.
— Wszystko poszło zgodnie z planem? — zapytała, spoglądając na bruneta we wstecznym lusterku.
— Zdecydowanie, ale nie wspominałaś o tym, że może tam być aż tyle ochrony. — odparł, nachylając się między fotelami.
— Sama tego nie wiedziałam.. — odpowiedziała, cicho przy tym wzdychając. — W każdym razie zapłatę dostarczę tak, jak się umawialiśmy. Dla Twojej koleżanki też coś będzie.. — dodała, zerkając w stronę Vi. Althea wydawała się być naprawdę "normalną" osobą...
Wszystko zakończyłoby się spokojnie, gdyby nie ogon, który uparcie za nimi podążał. W pewnym momencie nawet doleciało do nich kilka pocisków, które tylko uszkodziły karoserię oraz prawe lusterko. To zmusiło kobietę do jazdy okrężnymi drogami, lecz im dalej w las, tym więcej się ich pojawiało. Nagle jeden z pocisków przebił się niefortunnie przez drzwi, trafiając Eliasa w lewy bok, zaraz pod żebrami.
— Nosz kurwa...! — warknął, łapiąc się w miejsce postrzału, od razu wyczuwając krew pod palcami. — Czy chociaż raz mogę wrócić z akcji cały?! — mruknął już bardziej sam do siebie, wymuszając na vantarze "zaklepanie" rany, żeby się nie wykrwawić.
— Taki już los najemników. — odparła Althea, zerkając co chwilę w jego stronę. — Jak bardzo jest źle? — zapytała, nadal trzymając pełne skupienie na drodze.
— Jedna kula pod żebro. Tragedii nie ma... — odpowiedział, zerkając w stronę przyjaciółki. — Vi już ma wprawę w wyciąganiu ze mnie kul. — dodał.
— Myślę, że miałeś w sobie więcej ołowiu, niż podstawowy magazynek do karabinu szturmowego. — powiedziała, z czym oczywiście się zgodził. — Ale nie zmienia to faktu, że jeśli dalej będziemy tak krążyć, to z auta nic nie zostanie. — dodała, spoglądając na kierowcę.
— Staram się, ok?
— Mogę spróbować nas przenieść, ale zapewniam, że wtedy mnie odetnie. — zaproponował.
— Ale że z autem? — spytała jasnowłosa, patrząc na Eliasa z lekkim niedowierzaniem.
— Owszem...
— Chyba sobie żartujesz.. — dodała Vi.
Może i w głosowaniu był na przegranej pozycji, to Violet bardzo dobrze wiedziała, że jak będzie chciał tak zrobić, to to zrobi i nie będzie go interesowało zdanie innych. Gdy kobiety wymieniały się opiniami na ten temat, wyzywając Eliasa od idiotów i głupków, on po prostu zamknął oczy, skupił się na miejscu docelowym i ich przeniósł, czując, jak ból właśnie rozrywa jego ciało.
— Udało się.. — jęknął z cichym śmiechem w głosie, nachylając się do przodu tak, żeby nikt nie widział jego obolałego wyrazu twarzy. — Dzięki Alt, ale teraz Vi prowadzi... — dodał, gdy ból trochę ustąpił.
— Jeszcze się zgadamy. — odparła, machnęła do pary przyjaciół ręką i wysiadła pośpiesznie z auta, udając się do swojego pojazdu, którym wnet odjechała.
Ciemnowłosa zajęła miejsce kierowcy i ruszyła, zerkając co chwilę w stronę przyjaciela, który o dziwo nadal się trzymał. Po chwili zdała sobie sprawę, że w sumie to nie wie, gdzie się znajdują.
— Na pierwszej krzyżówce w prawo, później lewo... — syknął cicho, łapiąc się w miejsce postrzału. — Będziesz widziała dom Waltera. Od niego do siebie już drogę znasz.. — dodał, obserwując drogę przed sobą i choć walczył sam ze sobą, jego powieki opadły, kompletnie odcinając się od otaczającego go świata.
Violet? c:
4754 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz