tw! przemoc domowa, alkoholizm, trauma z dzieciństwa, śmierć
Oparłem się wygodnie o krzesło i zmrużyłem oczy patrząc na Ardala z rozbawieniem. Uniosłem leniwie szklankę i bez pośpiechu wziąłem łyk bezalkoholowego drinka. Ardal poruszył się niecierpliwie na swoim miejscu i powtórzył pytanie. Ja natomiast zamieszałem słomką w swoim napoju.
– Bo nie mogę. Po prostu. – odparłem wzruszając przy tym ramionami.
– Miałeś problem z alkoholem i nie możesz?
– Nie. – zaprzeczyłem szybko nachylając się lekko nad stolikiem. – Nie byłem alkoholikiem.
– No to, dlaczego nie pijesz? – zapytał opierając głowę o dłoń, westchnąłem cicho i spuściłem wzrok na swojego drinka. Obserwowałem jak kostki lodu lekko odbiły się od szkła, gdy ponownie zamieszałem napój słomką. Zastanawiałem się czy powinienem mu mówić prawdę o tym, dlaczego nie ruszam tego świństwa. To było jak cofnięcie się do czasów, gdzie wszystkim można było mnie zranić. Jak jeszcze nie mieszkałem w granicach Vannidoru. Postanowiłem jednak, że będę grał na zwłokę i po prostu wcisnę mu jakąś bajeczkę.
– Skoro już tak bardzo chcesz wiedzieć… – mruknąłem unosząc na niego wzrok. – Była raz jedna taka sytuacja, którą zrobiłem po pijaku…
– Jaka? – zapytał od razu przechylając głowę zaciekawiony, delikatnie stukał opuszkami palców o swoją szklankę z drinkiem. Na sam zapach alkoholu mierziło mnie w nosie.
– Raz upiłem się dość solidnie, nawet nie pamiętam większości rzeczy z tamtej nocy. – zacząłem spokojnie spoglądając w jego stronę. – Byłem wtedy w barze i miałem dwadzieścia lat. Było sporo zajebistych lasek, nawet nie wiem z iloma się przespałem. Naprawdę, nie mam zielonego pojęcia.
– I to takie straszne? – zapytał. – No chyba, że któraś zaszła w ciążę…
– Na szczęście nie, ale zaraziłem się wtedy jakimś kurwa syfem. – wymyśliłem szybko, nawet prychnąłem pod nosem by dodać sobie trochę autentyczności. Ardal wybuchnął śmiechem, prawie zwalił przy tym szklankę z drinkiem ze stołu.
– Żartujesz prawda?
– Chciałbym. – mruknąłem cicho i wziąłem łyk swojego bezalkoholowego drinka by zakryć to jak bardzo drżały mi dłonie. Mężczyzna jednak był bardziej spostrzegawczy niż bym się spodziewał. Uśmiech z jego twarzy zniknął od razu. Pojawiło się za to niezrozumienie, uniósł jedną brew spoglądając na mnie w chwilowej ciszy.
– A tak naprawdę? – odstawiłem powoli szklankę na stół, patrzyłem na wszystko tylko nie na niego. Nie potrafiłem… Bałem się, że wyczyta wszystko z moich oczu. – Luca?
– Nienawidzę alkoholu. – mruknąłem cicho bawiąc się słomką.
– Co się stało, że aż tak nienawidzisz alkoholu? – zapytał już całkiem poważnie, usłyszałem, jak odstawił swoją szklankę. Czułem na sobie jego wzrok, ale nie potrafiłem zdecydować, czy był on oceniający czy nie. Nikomu nie powiedziałem o prawdziwym powodzie swojej abstynencji. Nigdy się na to nie zdecydowałem, to było jak rozdarcie starej rany i posypanie jej solą. Na samą myśl o tym wszystkim robiło mi się niedobrze a skóra zaczęła mnie mrowić.
– W mojej rodzinie wszyscy pili. – powiedziałem powoli sam nie wierząc, że chciałem się przed nim otworzyć i opowiedzieć o tym wszystkim. Czułem jak na chwilę znieruchomiał zapewne już się domyślając w jaką stronę to pójdzie.
– Wszyscy? – zapytał delikatniej, nie podnosiłem wzroku nie chcąc widzieć tego współczucia i litości w jego oczach.
– Ojciec, wujkowie, dziadek. Wszyscy. – mruknąłem cicho. – Nieokazjonalnie, zawsze znaleźli idealny powód do picia. Kiedy byli trzeźwi, co rzadko się zdarzało, byli nawet w porządku. Dało się z nimi żyć. Ale gdy ojciec wpadał w cug…
– Bił cię? – zapytał cicho, nie odpowiedziałem a przez chwilę siedziałem w bezruchu z spuszczoną głową nie wypowiadając ani słowa. Ardal nie naciskał domyślając się odpowiedzi.
– Wracał do domu i chciał kogoś ukarać. – kontynuowałem po chwili. – Nie musiał mieć powodu. – zaśmiałem się cicho, brzmiało to bardziej tak jakbym miał się zaraz rozpłakać. – Wystarczył źle umyty talerz, źle zamknięte okno i dosłownie każda najmniejsza pierdoła, która mu po prostu nie podpasowała. Ale wiesz co jest gorsze od bicia?
– Co?
– Czekanie. – powiedziałem cicho. Miałem wrażenie jakby muzyka przycichła, a wszystkie rozmowy wokół ustały. – Kiedy jesteś dzieckiem uczysz się rozpoznawać rzeczy, dźwięki, kroki, sposób w jaki otwiera drzwi do domu po powrocie z pracy czy to jak rzuca klucze na stół…
– Luca…
– Potrafiłem stwierdzić po odgłosie samochodu czy wraca do domu pijany. – szepnąłem. – Po jebanym skrzypnięciu furtki wiedziałem, czy mam zostać w pokoju…
– Boże…– szepnął cicho łapiąc moją dłoń, poczułem, jak gładził kciukiem moją skórę.
– Po sposobie jaki przekręcał klucz w zamku, jeśli stawiał stopy ciężko, mogłem wyjść z pokoju. Jeśli już szurał nogami zamykałem drzwi na klucz. A jeśli było cicho…
– Jeśli było cicho? – dopytał delikatnie.
– Wtedy było najgorzej. – mruknąłem zaciskając mocno szczękę. Wszystkie obrazy przemknęły mi przed oczami. Twarz wkurwionego ojca, który tylko czekał aż wystawię głowę zza drzwi pokoju. Jego krzyki i ciężka ręka.
– Dlaczego?
– Bo to oznaczało, że szuka. – odparłem, zaczesałem nerwowo włosy w dalszym ciągu nie podnosząc głowy. Bałem się, że jeśli na niego spojrzę to się rozpłaczę.
– Szuka? Czego? – zapytał łapiąc powoli moją drugą dłoń by mnie uspokoić.
– Mnie. Więc chowałem się. – mruknąłem jakby to była najbardziej oczywista rzecz. Mały dzieciak chowający się przed swoim starym w różnych miejscach w domu. By tylko go nie znalazł.
– Gdzie?
– W różnych miejscach. – odparłem szybko. – Za pralką, w piwnicy za jakimiś starymi meblami. Miałem nawet swoje ulubione miejsce. – powiedziałem to bardzo spokojnie, przez co zabrzmiało to strasznie źle. Poczułem jak kciuk Ardala znieruchomiał na moich dłoniach.
– Ulubione…
– Tak. – nie dałem szansy mu dokończyć. – Mała zamykana skrzynia na strychu, mieściłem się w niej idealnie, zamykałem się od środka i potrafiłem w niej siedzieć po kilka godzin. Nigdy nie wychodził na strych, nie dawał rady. – pamiętałem jak byłem głodny, chciało mi się pić. Ale tak strasznie bałem się wyjść i zejść na dół… Nie raz zasypiałem w tej cholernej skrzyni. Przez moment widziałem to wszystko tak wyraźnie, jakby wydarzyło się wczoraj. Znowu miałem dziewięć lat i usłyszałem podjeżdżający samochód. Usłyszałem mocne trzaśnięcie drzwiami i już wiedziałem, że powinienem się ukryć…
– Nie raz jak wchodził do domu pytał się, gdzie jest ten mały szczur… – mruknąłem cicho czując jak wszystko ściska mnie w żołądku. – A potem go znalazłem.
– Jak to znalazłeś? – zapytał cicho. – Kiedy?
– Jak miałem dziewięć lat. Wróciłem ze szkoły. Siedział w fotelu, telewizor był włączony na jakimś informacyjnym kanale. Obok niego stała butelka wódki. – mój głos był mocno zachrypnięty, ale bałem się, że jak sięgnę po szklankę by się napić to ta wypadnie mi z dłoni. Przymknąłem oczy a widok mojego ojca od razu pojawił się w mojej głowie. Jak siedzi na tym fotelu, w tle jakaś prezenterka właśnie opowiadała o poważnym wypadku na autostradzie a ja stałem na korytarzu mocno ściskając plecak.
– Powiedziałem mu cześć, potem drugi i trzeci raz. Myślałem, że śpi. – powiedziałem spokojnie. – Dopiero kiedy go dotknąłem, zrozumiałem. Był cały zimny…
– Boże…– mruknął cicho, brzmiał jakby jeszcze chciał coś powiedzieć, ale nie był w stanie.
– Miałem dziewięć lat i pierwszą rzeczą o jakiej pomyślałem po znalezieniu martwego ojca, było ,,nareszcie’’. Potem przez lata miałem koszmary. Bo miałem wrażenie, że to ze mną jest coś nie tak. Że normalne dzieci nie powinny czuć ulgi.
– Ale czułeś…
– Tak. – odparłem i w końcu uniosłem głowę. Spojrzałem na Ardala widząc jego minę. – Wtedy złożyłem sobie obietnicę. Nigdy, nawet łyka tego syfu. Bo każdy mówił, że kontroluję sytuację. – pochyliłem się lekko nad stołem. – A wiesz co jest najgorsze? Czasami jak patrzę w lustro to widzę jego twarz. Nie swoją. Dlatego nie piję i nigdy nie piłem.
1174 słowa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz