Mikołaj wysłuchiwał notariusza z małym zainteresowaniem. Podobnych procedur wysłuchał się w poprzednim tygodniu w salonach motoryzacyjnych, szukając prezentu dla brata. Wie, bo Ruby musiała przy tym wszystkim być. Niby to był jedyny pretekst szukania za autami, ale bądźmy szczerzy, kto kupowałby czterośladowca komuś, kto może przenieść się wszędzie, gdzie chce? Choć nie chciał się przyznać, to myślała, że raczej szukał czegoś dla siebie. Coś się stało z jego autem, zwolniło mu się jedno miejsce na parkingu.
Gdyby była taka możliwość, zapłaciłby za obraz jak za zakupy; szybko, spakowałby do torby i pojechałby do domku. Rozumiała go, ponieważ z początku przyszli tu z tylko jednym celem na oku. Nieważne było co i za ile kupimy. Jednak gdy zobaczyła dzieło na liście, przekonała go, by zapłacił w legalnych ratach. Z szacunku do podmiotów, o których rozprowadziło się mnóstwo nieprawdziwych plotek.
Malunek przedstawiał córkę Carolyn von Blutige Bergen, Elizabeth Katarina Hölle. Na nasz język tłumaczy się je jako Karolina z Krwawych Gór i Elżbieta Katarzyna Piekielna. Karolina była swego czasu wojowniczką i władczynią nad lądem, który obecnie nie istnieje, ale znajdował się właśnie w okolicach Deiran. To była przystań dla mieszańców, przez co inne, dwie gorsze krainy, których nazwy zostały wymazane z ksiąg, gardziły jej mieszkańcami i ciągle prowadziły z nimi wojnę. Mieszańcy krainy zazwyczaj wygrywali, bo choć wrogie strony miały wspólnego przeciwnika, to wciąż nie potrafiły ze sobą współpracować. Swój przydomek Karolina zdobyła właśnie po jednej bitwie na przygranicznych górach, które okazały się klęską dla obu przeciwników. Od tamtej pory w świat poszły nieprawdziwe plotki o Karolinie i Elżbiecie. O Krwawej mówiono, między innymi, że chodziła po lasach do faunów i urodziła bękarta. O jej córce (owym bękarcie) rozeszło się, że rozkładała nogi dla szatańskich psów.
Prawda jest taka, iż, mimo, że nie wiadomo dokładnie, kto był ojcem Katarzyny, to na pewno nie był to faun, a Karolina nie prowadziła rozwiązłego życia seksualnego. W dodatku jej jedyne dziecko zostało siłą uprowadzone do piekła (stąd przydomek). Legenda głosi, że Karolina wciąż się mści za to, co jej zrobiono, i gdy uwolni swoje dziecko, dojdzie do wielkiej wojny.
Niewiele osób zna prawdę, dlatego warto pierw rzucić światło na nią. Na obrazie widzimy pozującą Elizabeth. Jest to młoda drobna dziewczyna (na oko 14 lat, choć z twarzy wygląda młodziej) o jasnej, białej karnacji, paru piegach i jaskrawych zielonych oczach. W burzę brązowych loków ma wplecione różnokolorowe róże i wstążeczki. Jej włosy były jej zdecydowanym atutem, ponieważ, jak u matki, były długie aż do ziemi. Nie to spowodowało, że obraz stał się sławny. Nieznany autor zdołał sprytnym trikiem namalować na obrazie także matkę. Sceneria była ustawiona tak, by wyglądała, jak codzienna pielęgnacja księżniczki w jej pokoju. Siedząc na łóżku, plotła swe włosy, a obok stało lustro. W odbiciu widać było sztalugę mistrza i Carolyn przyglądającą się jego pracy. Była chudą kobietą o długich, prostych i białych włosach. Córce dała w genetycznym spadku swoją urodę.
Rozmiary obrazu to 3 metry na 2 metry.
Od chwili, gdy zrzucono płachtę, Ruby wiedziała, że muszą mieć ten obraz. Mikołaj chciał poczekać do końca i spektakularnie zamknąć aukcję, ale krótką perswazją przekonała go, by tak nie robił. Teraz obraz stał się dla niej ważny, ponieważ to była kolejna rzecz, która przypominała jej o Nim... Była w nim zawarta Jego cząstka. Dosłownie. Cofnijmy się nieco w czasie...
***Mała retrospekcja z dawnego życia***
W powietrzu unosił się ciężki zaduch. Było gorąco, zapach farby ewaporował od świeżego obrazu. Mimo to, okna były zamknięte na kilka zamków. Broń boże, jeszcze by się artysta rozprosił, albo farba wyschłaby za szybko.
- Długo jeszcze? - zapytała młoda dama, pozująca modelka.
- Niestety... Pierwsza warstwa jeszcze się nie ustabilizowała.
- Możemy więc zrobić chwilę przerwy? Zaczynam tu drętwieć.
Malarz spojrzał na modelkę i, nieodrywając od niej wzroku, rzekł do swej pomocnicy:
- Przynieś płachtę.
Młoda dziewczynka potruchtała co pędem po materiał. Akurat minęła się w drzwiach z dostojną panią, za co przeprosiła, że się niemal na nią rzuciła.
- Przepraszam! - ukłoniła się.
Kobieta pochyliła się i uśmiechnęła się do niej łagodnie.
- Nic się nie stało. Wszystkie kości całe.
Wtem zrobiła coś, co zaskoczyło małą. Pogłaskała ją po główce. To ją bardzo zdziwiło, ponieważ zazwyczaj klienci jej pana patrzyli na nią nieprzychylnie, a czasami nawet dostawała lekkie baty.
Kobieta przeszła skromnie obok i zajrzała na jeszcze niedokończone dzieło. Jej usta otwarły się, jakby chciały powiedzieć "wow", lecz wydostało się tylko westchnienie z zapartym tchem.
- To jeszcze nie jest koniec. Będzie jeszcze lepsze - rzekł szybko artysta.
- W to nie wątpię... Oh, zaraz słudzy przyniosą kwiaty. Miałam taki pomysł na nową kompozycję... To chyba nie będzie problem?
- Cóż - mężczyzna się lekko speszył - Zapewne chodzi o włosy, prawda? Coś wymyślę. Tam już farba prawie jest gotowa, mogę jeszcze to i owo dodać.
- Świetnie - kobieta nie mogła oderwać wzroku od obrazu, chyba że jak już, to na swoją pięknięjszą córkę.
Dziewczynka przyglądała się temu z lekką zazdrością. Chciałaby, by ktoś tak na nią patrzył.
***Wracamy do rzeczywistości***
Rein szasta pieniędzmi, ale z głową. Zaciska pasa, póki na konto nie wpłyną kolejne cyferki (zaczynając od tych z pięcioma zerami). Ogólnie mówiąc, żyje mu się dobrze. Jeśli ktoś myślał, że to dzięki modelingowi i jego wokalu, to się przemyślał. Źródła jego zarobków są różne, jedne legalne, drugie mniej, a czarnowłosa jest jednym z nich. Pozwala mu brać duży procent z ich współpracy, lecz pod warunkiem, że będzie jej pomagał we wszystkim, o co go poprosi. Teraz jej ukochany przyjaciel-piesek robi dokładnie, co mu każe. Zapłaci za obraz przynależną cenę, bo tak zadecydowała. Chociaż musiała przyznać, pod koniec nieco kantowali, ponieważ walka była zacięta.
Nie tylko im zależało na wygranej. Samotny, łysy pan z pierwszego rzędu przelicytowywał ich bezustannie. Więc Mikołaj wstał z miejsca i udał się niby za potrzebą, a tak naprawdę stał się niewidzialny w kabinie. Ona została i licytowała dalej. Ze swojego miejsca nie widziała, co się dzieje z przodu, lecz usłyszała jęk samotnego pana. Co jej później powiedział Miko, wykręcił mu "lekko" rękę.
Cóż, czego nie robi się dla zdobycia tego, czego się chce... Rygorystyczniejsze rozumowanie ma dziewczyna, która właśnie zasiadła przed nimi na miejscu notariusza. Ów pan wyniósł się jak zadziwiająco szybko, gdy dołączyła do nich. Temperatura w pokoju też się jakby obniżyła. Na szczęście Ruby miała futro na sobie.
- Witaj - zaczęła, zakładając nogę na nogę - Pogratulujesz nam zakupu czy chcesz przejść do sedna sprawy, dla której tak naprawdę tu jesteśmy? Mi to w sumie obojętne.
Dziewczyna usiadła, dłońmi podpierając twarz.
- Wam zakupu? Ciebie nie stać, żeby odkupić z Arte del Vetro szmatę do podłogi, nie mówiąc o jakimkolwiek obrazie. Dlatego, żeby oszczędzić ci wstydu, zostaniesz przeze mnie potraktowana jako zbędny element wyposażenia.
Mikołaj chciał zareagować. Położyła mu dłoń na kolanie, żeby spasował. Cokolwiek Apolonie powie w kierunku jej osoby, nie da już nikomu innemu za nią odpowiadać. Zbyt długo przyglądała się biernie i czekała aż inni posuną ją do przodu.
- Dziękuję, to zaszczyt. Byłam traktowana gorzej. A jak tam sprawy z tatą? Obiło mi się o uszy, że ma dla swojej córeczki "bojowe zadanie".
- Umowa przygotowana przez notariusza jest w 3 egzemplarzach, jeden dla pana jako kupca, jeden dla pośrednika, czyli Arte del Vetro oraz jeden dla mnie jako właściciela obrazu - Apolonie, ignorując Ruby, wyciągnęła z szuflady uzupełnione już dokumenty i podała jedną, na razie wstępną kopię mężczyźnie, żeby wiedział, o czym mówi - podane są wszystkie koszty wraz z doliczoną prowizją oraz warunki umowy. Pozostaje kwestia odbioru po zakończonej wystawie i ewentualnego ubezpieczenia, oczywiście, dopóki obraz jest w muzeum, ubezpieczenie obowiązuje.
Do Ruby dotarło tylko "mnie jako właściciela obrazu" i resztę słyszała jak przez szum wody. Kolejne zbezczeszczenie dla tego dzieła, dla sztuki. Na szczęście uratowali je z jej szponów.
- Odbiór, tak, tak,... Coś ummm... W najbliższym możliwym terminie dam znać... kiedy będę mógł go odebrać. W sensie po wystawie. Pierw poszukam dobrej firmy przewozowej, zważając na rozmiary tego obrazu... - zaczęłam go troszkę łaskotać, gdyż czuła, że był zakłopotany i się motał w słowach.
- Jeśli nie ma pan żadnych pytań, całą resztę związaną z kupnem proszę załatwiać przez moją asystentkę oraz notariusza - wstała, na co asystentka Ellie natychmiast zrobiła to samo - a teraz proszę wybaczyć, mam inne zobowiązania więc nie mogę poświęcić panu więcej czasu.
- Mów mi Mikołaj, już to ustaliliśmy. I to asystentka może nas opuścić, ponieważ mamy jeszcze parę pytań, których uszy niepowołane nie mogą usłyszeć. W sumie jedno już zadaliśmy.
- A ja mam pytanie na temat obrazu. - Ru wtrąciła się, proszona czy nie - Czy wiedziałaś, że Elżbieta miała ówcześnie lilie i magnolie we włosach? To były jej ulubione kwiaty... Na przestrzeni czasów zamalowano je i wstawiono róże. Czy ty, jako, była, właścicielka, wiedziałaś o tym?
- W tej galerii stawiamy na pełen profesjonalizm, a spoufalanie z klientelą z pewnością nie jest jedną z jego cech. - odparła krótko, wciąż ignorując dziewczynę.
"Ona uparcie mnie ignoruje, tak jak zapowiadała, lecz wiecznie milczeć nie będzie", pomyślała. Nie pozwoli Mikołajowi zawsze być jej głosem.
- Aukcję i transakcję z galerią mamy formalnie za sobą, więc nie jesteśmy już klientami. Także nie musisz nam recytować formułek o kontaktach z klientami i profesjonalizmie. Jesteśmy teraz ze sprawą, może raczej misją, dotyczącą ciebie.
- Formalnie nie jesteś klientem, więc powinnam kazać cię stąd wyprowadzić ochronie już na samym początku. Byłam jednak na tyle miła, że przymknęłam oko na twoją obecność tutaj, jak i całej wystawie
- Wyprosiłabyś mnie, wyprosiłabyś Mikołaja. Czy kierownictwo muzeum byłoby zadowolone, że wyprowadziłaś bardzo potencjalnego kupca? - uniosła brew.
- Jak już wcześniej notariusz wspomniał, jest to aukcja publiczna, więc nie ma możliwości rezygnacji, pod groźbą kary pieniężnej lub pozbawienia wolności. Wię, będąc szczerą, wolałabym, żebyś wyszła, jeśli w końcu raczyłaś zrozumieć, co się do ciebie mówi.
- Nie, nie, to ty nie rozumiesz. Wyszłabym, a mój przyjaciel nie zakupiłby nic. Obraz poszedłby za marne grosze, które oferował pan z pierwszego rzędu. Ależ to by był wstyd dla galerii.
- Trzeba było wcześniej być takim mądrym, a nie teraz rzucać śmieszne groźby całkowicie bez pokrycia - skinęła głową do asystentki, na co ta natychmiast wyciągnęła swojego palmtopa - a teraz, jeśli już ustaliliśmy, że kompletnie nic nie znaczysz, naprawdę radze wyjść, zanim ochrona tu przyjdzie.
- Spróbuj - odparł Mikołaj, dotąd tylko słuchający - Spróbuj wysłać ochronę na Ruby lub na mnie, a obiecuję, że pokażę tobie i tej galerii, jaką siłę domina może mieć jedna negatywna ocena. Media spijają słowa z moich ust. Ciekawe jak im posmakuje opinia o tym, jakie podejście ma się tu do klienta. W twoim tonie stanowczo czuć prywatną niechęć do nas, co nie jest profesjonalnym podejściem. Profesjonalizm jest wtedy, kiedy w miejscu pracy, przy współpracownikach - wymownie spojrzał na dziewczynę z "Ellie" na koszulce - jest się w stanie zachować pozory neutralności co do nieulubionego klienta.
- Przyrównujesz nas ze sobą, twierdząc, że jesteśmy tak samo przyciągani przez sztukę. Podstawowa różnica między nami jest taka, że ty zajmujesz się szmirą i nigdy nie zrozumiesz, że prawdziwa sztuka rządzi się swoimi prawami, właśnie tak można ją odróżnić od jej marnej podróbki, którą się parasz. Prawdziwa sztuka nie jest na kolorowych ekranach ani bilbordach. Nie patrzy na konwenanse, nie przejmuje się opiniami, krzykami czy uczuciami kompletnej ignorancji, a skandal to jej główny motor napędowy. Idź sobie szczekać i ujadać na swoje podwórko, tylko tym nakręcisz koniunkturę galerii. W zamian może wyślemy ci kartkę z podziękowaniami.
Usłyszała cichy, głęboki oddech i wiedziała, że szykuje się długa salwa.
- Uroczo próbujesz bronić niemych płócien. Niestety muszę ci przypomnieć, że sztuka przeżyje sama z siebie, lecz galerie nie. Statystycznie teraźniejsi odwiedzający mają powyżej 40 lat. Ta średnia obniża się, gdy jakaś szkoła zrobi swoim uczniom "ekscytującą" wycieczkę, bo przecież "trzeba pokazywać kulturę" - oparł się łokciami o biurko i podparł podbródek o dłonie tak, że jego wzrok spotkał się z jej porażającym spojrzeniem Meduzy - A tak to ta średnia jest powyżej 40 i dalej rośnie. Chcesz wiedzieć dlaczego coraz mniej młodych ludzi odwiedza muzea, galerie, i tym podobne? To nie przez brak zainteresowania sztuką, bo młode pokolenie wciąż ją kocha i szanuje. To przez bardzo łatwy dostęp do niej poprzez komputery czy smartfony. To przez nowe, banalne, acz przyciągające nurty. I wreszcie, to przez ich idoli i chęcią podążania za stadem. Ogólny wiek moich fanów to może od 15 do 35 lat. Jeżeli powiem im, co sądzę o tej galerii, duża połowa z nich posłucha oraz zapała wielkim negatywizmem do was. Mogę sprawić, że młodzież w ogóle przestanie odwiedzać tą galerię. Wtedy ciekawi mnie jak zdołacie się utrzymać na kasie waszych starzejących się odwiedzających, bo na przykład na dzisiejszej aukcji byliśmy najmłodszymi w całym gronie. Reszta towarzystwa wyglądała, jakby się wyrwała na 15 minut z domów spokojnej starości. No co zrobicie, jak młodsza publika was opuści? Podwyższycie ceny biletów? A może poprosić o nowe dotacje od państwa? Cokolwiek zrobicie, wyślijcie mi co roku kartkę z rocznym procentowym spadkiem odwiedzających klientów.
- Kolejny raz udowadniasz, że kompletnie nie znasz się na sztuce. To jest galeria, nie muzeum przekształcone na piaskownicę dla przedszkolaków, gdzie dzieci mogą przyjść i ulepić babkę z piasku. Wycieczki szkolne co najwyżej mogą pooglądać budynek z zewnątrz. Wąskie grono osób, z niezwykle dużą sumą na koncie bankowym jest naszą grupą docelową, a nie napalone piętnastolatki chowające swoje oszczędności w śwince skarbonce, którymi się tak szczycisz.
Dziwne, bo raz chciała przyznać tej łuskowatej gadzinie rację. W sumie nie powinna tak twierdzić, ale... solidnie mu pocisnęła w pięty. O tym samym świadczyła jego cisza. Nieporuszony cieleśnie wpatrywał się w nią, aż w końcu stwierdził:
- Idziemy. Czas się wynosić stąd, bo tynk odlatuje ze ścian. Po skończonej transakcji obiecuję, że moja noga już więcej tu nie postanie!
Potem złapał Ruby za ramię i błyskawicznie znaleźli się poza gabinetem.
- Szlak! Bym był zapomniał! Chwilunia.
Odwróciła się, a on pobiegł z powrotem w stronę gabinetu. Gdy wyszła z niego Lamia i jej asystentka, zmienił się w niewidzialnego. Coś musiał im zrobić, ponieważ asystentka pisnęła, a Apolonie musnęła otwartą dłonią powietrze, nie spotykając się z oporem. Gdy kroki zbliżyły się ku niej, znowu szarpnął ją za ramię. W biegu zrobił się widzialny i tak wydostali się z budynku.
- Zwariowałeś?! Co ty zrobiłeś? - pisnęła, ledwo utrzymując jego tempo.
- Uszczypnąłem leciutko Ellie... asystentkę... Nadwrażliwa jest jakaś, bo to było naprawdę leciuteńko... A do Apolonie podszedłem i spytałem czy ona też jest w cenie obrazu i jak tak, to kiedy mam ją wziąć do domu, bo łóżko samo się nie zagrzeje.
- Ja cię... Ja cię zabiję! Zanim zrobi to ona! - wykrzyczała.
*** Kolejna ulubiona retrospekcja***
Mężczyzna w czerni niósł na baranach dziewczynkę. Oboje oglądali wystawę w muzeum. To była sobota, bądź niedziela. Nie wiadomo dokładnie, ponieważ te dwa dni to szczytowe dni w tygodniu dla muzeów. A akurat podczas ich pobytu było tłoczno. Oni byli osobno, w swoim tempie podziwiali wystawy.
- A co to znaczyło? -zapytała dziewczynka, gdy jej towarzysz po raz kolejny zanucił tekst w obcym języku.
- To piosenka o dziewczynce... Ma pięć lat, robi z robaków warkoczyki, trzyma w kieszeniach - teatralna pauza - pająki! Tak jak ty.
- Nie, w życiu! - zaprotestowała - Nie trzymam ich w kieszeniach, bo im brzuszki pękają, a to jest mega obrzydliwe. Co jeszcze ona robi?
- Zbiera skrzydła muszek do słoja, a takie duże muchy wiąże na sznurku.
- I to jest tekst piosenki? - skrzywiła brwi - Kitek mi wciskasz!
- Kitku nie wciskam.
Uniósł ręce w geście bezbronności. Ona mocniej chwyciła się jego szyi jedną ręką. Druga była w temblaku.
- I wiesz co jeszcze? Ona ma starszego przyjaciela, dzisiaj są jej urodziny i palą cygara.
- To... To prawie jak u mnie. Ty jesteś moim przyjacielem, dzisiaj są moje urodziny. Ale ja nigdy nie tknę papierosów! Palenie jest fuj i psują się od tego zęby.
Dalej nucił piosenkę, lecz tylko jej melodię. Obok nich przeszła grupka z przewodnikiem. Szli jak mama kaczka z przodu i małe, niezdarne, głupiutkie kaczątka za nią. Irytująco kwakały, póki pan przewodnik nie zabrał głosu.
- Stoimy właśnie przed obrazem przedstawiającym młodą Elizabeth Katarina Hölle. To była pierworodna córka pół-szlachcianki, i władczyni anarchistycznej krainy, Carolyn von Blutige Bergen i Radgora Pierwszego, ówczesne władcy. Nie mylić z obecnym dowódcą batalionu...
Białowłosy mężczyzna uciął nucenie jak mieczem.
- Przepraszam... Przepraszam - uprzejmie wtrącił się i czekał, aż przewodnik skupi na nim uwagę - Skąd pan twierdzi, że Radgor Pierwszy był ojcem Katarzyny?
- Cóż, ekhem. Mam panu wytłumaczyć jak to się stało czy jak to się robi? - wycieczkowicze wpadają w śmiech - Odliczając 9 miesięcy od daty urodzenia Elżbiety, można dojść do wniosku, że zapłodnienie - małe, irytujące kaczątka znów się gromko zaśmiały - że zapłodnienie miało miejsce podczas niewoli Krwawej Karoliny, którą zlecił właśnie Radgor.
- Może to prawda... lecz to nie znaczy od razu, że ojcem był Radgor Pierwszy.
- Jej służba, również w niewoli, ginęła jak muchy, a jej darowali życie. Musiała się wypłacić w naturze.
- Radgor miał wstręt do Karoliny, nie miał żadnego pociągu do niej. On nie mógł być ojcem.
- W takim razie kto?
- Był nim... kto inny...
- Kto to jest ten inny? A może ma pan wiedzę spiskową, której nie ma w książkach?
Mężczyzna zacisnął pięści, aż knykcie stały się białe.
- Ktoś... Ktoś inny.
Tutaj nawet przewodnika opuścił profesjonalizm i zaczął śmiać się mu prosto w twarz.
- 'Ktoś inny?' Pan chyba bredzi albo nigdy nie przeczytał ani jednej książki.
- Za to pan... Pan przeczytał ich za dużo.
Mała dziewczynka na baranach pociągnęła go lekko za włosy.
- Proszę, chodźmy dalej...
Nie trzeba było go dłużej namawiać.
- Wybacz mi mój wybuch w dniu twoich urodzin... Po prostu niektórzy myślą, że jak przeczytali kilka książek, to już są mądrzejsi od innych. Prawda jest taka, że książki pisane są przez zwycięzców, i zawsze rzucają kogoś w złym świetle. W tym przypadku wypisano kłamstwa na temat tej pani z obrazu.
- Jak było naprawdę? Powiedz, powiedz! Musisz znać prawdę.
I owszem znał prawdę. I owszem był skory do podzielenia się nią ze swoją uczennicą, gdyż była stanowczo dojrzała, by ją pojąć. Potem oboje nucili "tam dam tam tamtamtam tam dam..."
<Apolonio?>
2913 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz