18 marca 2026

Od Nivana cd. Eirika

Wrócił do mieszkania po treningu, więc nie chcąc tracić czasu, wziął szybki prysznic. Miał teraz trzy dni wolne, więc nieszczególnie chciało mu się planować, co zje jutro na obiad. Bardziej go zastanawiało, dlaczego widział na sali gimnastycznej tamtą kobietę lub cokolwiek to było. Może mu się to przewidziało? Sam nie wiedział. Eirik niczego nie zauważył albo udawał. Ciężko było mu stwierdzić, ale nie chciał drążyć tematu. Jednak sam fakt, że Nivan to dostrzegł, budziło w nim pewnego rodzaju zmartwienie, a może i zdenerwowanie? Nie potrzebował widzieć duchów, było to uciążliwe, szczególnie gdy mowa o ludzkich duchach. Preferował swoją obecną moc związaną bezpośrednio z kontaktem z duszami zwierząt. Były mniej problematyczne. 
Wyszedł z kabiny, wytarł ciało i przebrał się w czyste, nieprzepocone ubrania, które sobie przygotował przed myciem. Następnie ruszył do salonu, aby włączyć konsolę. Była dopiero dwudziesta, więc jeszcze miał sporo czasu na granie. Zdziwiło go jednak to, że Eirik się nie odezwał. Miał dać znać, jak wróci do mieszkania, ale telefon czerwonowłosego nie dawał o sobie znać, a jak już dostał powiadomienie... to nie było ono od Skugge. Nawet nie odczytał jego wiadomości, którą wysłał do niego chwilę po treningu. Nie podobało mu się to, ale chwilowo nie mógł nic zdziałać. W końcu nadal nie wiedział, gdzie on mieszka, bo nie chciał powiedzieć. 

*

Obudził się, gdy tylko zadzwonił budzik. Niechętnie zebrał się z łóżka i poszedł do kuchni, aby zjeść coś na śniadanie. Powoli przeglądał swój telefon, aż w pewnym momencie ktoś zaczął do niego dzwonić. Dopiero po krótkiej chwili zauważył, że był to Eirik.
— Gdzie jesteś? — usłyszał pytanie, na co uniósł pytająco brew do góry.
— W domu, a gdzie niby mam być — odpowiedział, wstawiając wodę na herbatę. — Co chcesz? 
— Musimy pogadać. Wyślij mi swój adres. 
— Przecież go masz zapisany w telefonie. 
Dla Nivana było to dziwne, że Eirik zachowywał się, jakby nie był sobą. Skąd wzięło się pytanie, gdzie jest? Dlaczego chciał adres, skoro doskonale go znał? Nie zdążył jednak zapytać, bo mężczyzna się rozłączył bez słowa. To nie było normalne. Coś tu zdecydowanie śmierdziało. Jednak chwilowo nie chciał się tym zamartwiać, najwyżej jak tu przyjdzie, to się wszystkiego dowie. 
Nie musiał długo czekać na swojego (nie)zapowiedzianego gościa. Eirik wparował do mieszkania, nerwowo rozglądając się w poszukiwaniu gospodarza. 
— Ty! Wielkoludzie! — spod drzwi od łazienki wyłonił się cień, który przybrał formę kota, spoglądając na Nivana, który, jakby nigdy nic, mył zęby. — Eirika pierdolony duch opętał! Zrób coś z tym!
Nivan przechylił głowę na bok, spoglądając na kocią formę, którą już wcześniej widział... 
— To ty jesteś tym zasrańcem, co mnie zadrapał — stwierdził, gdy wypłukał usta. — Poza tym, kim ty, kurwa, jesteś? 
— Nie ma czasu na pierdoły, zrób coś z Eirikiem, bo ten pierdolony duch go opętał! Nic na niego nie działa! W kółko powtarza coś o zemście na czerwonowłosym. Zrób coś!
Dixon skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej, patrząc na kota. Nie podobało mu się to, co usłyszał. Skąd w ogóle miałby Eirika opętać duch? Nie dzieje się to przecież na pstryknięcie palców, prawda? Musiał być tego świadomy albo głupio podjął się jakiegoś zlecenia i nie wiedział, na co się pisał. Nivan nie za często miał styczność z duchami ze względu na swoje amulety. To jedno, a drugie: nie widział ich, jeśli nie były wystarczająco silne. Dlatego najczęściej widzi duchy zwierząt, ale nie nawiązuje z nimi większej więzi, przynajmniej póki nie musi. 
Nie odpowiedział nic kotu, wyszedł z łazienki, trafiając na Eirika. Dopiero kiedy ich spojrzenia się spotkały, zauważył, że oczy znajomego są dziwnie puste. 
— Kurwa, miałeś rację — mruknął do kota, który schował się za jego nogą. 
— Przecież mówiłem! — oburzył się cień, unikając spotkania z Eirikiem, który dość szybko rzucił się w jego kierunku.
— Po co przyszedłeś? — spytał Nivan, spoglądając na swojego znajomego, zwracając tym samym na  siebie uwagę. 
— Przyszłam się zemścić — odpowiedź wskazywała tylko na to, że faktycznie Skugge został opętany przez ducha i to kobietę.
Nie trzeba było długo czekać, żeby czarnowłosy rzucił się na gospodarza, próbując zacisnąć ręce na jego szyi. Na szczęście Nivan w porę zareagował i złapał ręce Eirika. Przyszpilił ciało znajomego do ściany, a ręce uniósł nad jego głowę. Swoim ciałem naparł na Skugge, uniemożliwiając mu swobodne ruchy, gdy ten wciąż się wierzgał, próbując się wyswobodzić. Kilka przekleństw padło z jego ust, wyzwisk, aż padło jakieś imię. Nivan jednak nie skupił się, jakie ono było, po prostu patrzył na mężczyznę z góry. Kot chciał spróbować zbliżyć się do Eirika, ale dość szybko z tego zrezygnował, gdy został prawie kopnięty. 
Dixon nigdy nie zabierał się za wypędzanie duchów, więc nie wiedział, w jaki sposób powinien to zrobić. Nie miał umiejętności ani wiedzy w tym zakresie. Dlatego miał teraz ogromny problem. Eirik w końcu został puszczony, gdy zapewnił (a raczej duch zapewnił), że nic nie zrobi. Długo jednak nie trzeba było czekać, aby znowu się rzucił na Nivana. Dobre trzydzieści sekund i znowu Skugge był przyszpilony do ściany.
— Weź tę kurwę z niego wypędź! 
— Nie jestem medium, tylko szamanem. Nie zajmuję się opętanymi! — odpowiedział Nivan, patrząc na kota, który nerwowo kręcił się przy jego nogach. 
Dzięki swojemu wzrostowi i posturze Nivan był na wygranej pozycji, więc mógł swobodnie przytrzymywać ciało Eirika, gdy w międzyczasie przeglądał telefon. Szukał jakichkolwiek informacji, jak przeprowadza się wypędzanie ducha. Problem w tym, że po przeczytaniu kilku rzeczy, cóż... przekreślało go to całkowicie, więc problem się zwiększał. 
Kiedy Skugge jakimś cudem się wymsknął spod ciała Dixona, założył mu dźwignię na szyję i pociągnął za sobą aż do sypialni. Gdyby nie pomoc kota, który całkiem przypadkiem podłożył łapę Eirikowi, przez co ten się przewrócił, to zapewne Nivan tkwiłby w tej pozycji jeszcze dobre kilka sekund. A dzięki temu znalazł się nad czarnowłosym, siadając na nim okrakiem, natomiast ręce przyszpilił do podłogi.
— Skąd wytrzasnęliście ducha, który próbuje się na mnie zemścić? — spytał, spoglądając na kota, który dokładnie obserwował dwójkę.
— Każdy zarobek jest dobry, tak — mruknął, leniwie się przeciągając. 
— I nie wiedzieliście, na co się piszecie? Przecież tak potężne duchy zawsze będą próbowały opętać człowieka! — zauważył Nivan, spoglądając na czarnowłosego, który usilnie próbował uciec spod ciężaru mężczyzny. 
— Mi to mówisz, jakbym nie wiedział... ten pieprzony duch wykorzystał, że nie byłem tak blisko Eirika... 
— Jesteś jego ochroniarzem czy co? — spytał Nivan, nie do końca rozumiejąc, czego chciał kot i kim był dla Eirika. 
— Nivan, wypędź ją do kurwy nędzy! — krzyknął, gdy Eirik próbował ugryźć wspomnianego w nadgarstek.
I nagle duch zniknął, oczy Eirika wróciły do poprzedniego stanu, nie były już nijakie, puste, a ponownie stały się czerwone i pełne życia. Dość szybko puścił mężczyznę, który pędem udał się do łazienki. Nivan ciężko westchnął, po czym podniósł się z podłogi i poszedł zobaczyć do Skugge. Stanął w progu drzwi, opierając się o futrynę, patrząc na znajomego. 
— Masz problemy finansowe i wziąłeś się za najgorsze gówno, czyli wypędzanie duchów? — spytał Niv, spoglądając na plecy znajomego. 
— Nieważne. Nie twój problem — machnął ręką, podnosząc się z podłogi. Umył dokładnie twarz przy zlewie, a następnie spuścił wodę w ubikacji. 
— Jak potrzebujesz pieniędzy, to możesz powiedzieć. Pożyczę ci.
— Wyjebali nas z mieszkania — wtrącił się kot, siadając obok nogi Nivana, przez co zwrócił na siebie uwagę Eirika.
— A ty... znaczy, co to?
— Nie udawaj debila, Eirik — westchnął Nivan, spoglądając na mężczyznę. — Wiedziałem, że coś za tobą łazi. Możesz grzecznie wytłumaczyć? 
Eirik ciężko westchnął, wymijając mężczyznę i udał się do salonu, gdzie usiadł na kanapie. Po krótce wytłumaczył Nivanowi, kim jest kot. Był to Max, ale kot (demon) od razu zaczął się rzucać, że jest wielkim i niepokonanym Sag'thulithem! I tak mają się do niego zwracać nic niewarci śmiertelnicy. Jednak i tak został zignorowany. Czerwonowłosy pokręcił rozbawiony głową, gdy usłyszał, że ten niepokonany skończył zapieczętowany w słoiku po ogórkach. 
— Co nie zmienia faktu, że od razu powiedział, że coś cię opętało — stwierdził Nivan, spoglądając na Eirika. — A skoro nie masz gdzie mieszkać, to możesz tymczasowo u mnie pomieszkać. Raczej innego wyjścia nie masz. Chyba że masz jakieś opcje zapasowe, o których nie wiem. 
— Co? Nie, nie. Nie przesadzaj Nivan — niemalże od razu zaprotestował. — I tak wystarczająco dużo problemów ci sprawiłem. 
— Sprawisz więcej, jak będziesz przychodzić do baru z Aidenem i nie będziesz płacić za to, co pijesz — zauważył, wzruszając cierpko ramionami. — Chodź, pojedziesz się spakować.
— Ale...
— Nie ma żadnego ale. 
— Ale tam są dwa duchy jeszcze...
— Przyciągasz same nieszczęścia. Maksiu, możesz je przepędzić, prawda? — spytał, posyłając szeroki uśmiech do kota, który się najeżył na imię.
— Jestem wielki i niepokonany Sag'thulit, a nie Maksiu! Co ja, kurwa, pies? 
— Trochę tak. Przepędzisz te cholerstwa, bo nie chcę nic z tego w domu — oznajmił Nivan, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej. — Chyba że chcesz skończyć znowu w słoiku. 
— No już, już, nie tak agresywnie... — burknął Sag, chowając się w cieniu Eirika. 
— To co, jedziemy? — zapytał Nivan, przerzucając ramię przez szyję Eirika. — Jeszcze tylko wymyślę, jak możesz spłacać czynsz.
— Mogę coś ugotować!
— Nie chcesz tego! Zatruje nas! — krzyknął Sag, protestując, że Eirik i kuchnia to nie jest dobre połączenie. 
— Wymyślimy coś — stwierdził Nivan, ciągnąc znajomego do wyjścia. 


Eirik? c:

1471 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz