Luther stał w kuchni, przygotowując obiad dla siebie i Yassina. Dzisiaj popisowym daniem miał być jakiś nowy przepis z internetu, który podsunął mu partner, zapewniając, że na pewno będzie smaczne. Co z tego, że żaden z nich tego nie jadł. To mało istotne, tak?
— Gdzie chcesz spędzić walentynki? — usłyszał pytanie Herreiry, przez co odwrócił się do niego. Przechylił głowę na bok, a gestem dłoni wskazał, aby kontynuował swoje pytanie. — Nie chce siedzieć w domu, to nudne. Może gdzieś pójdziemy? Jakaś fajna randeczka? Co ty na to?
— Jeśli chcesz gdzieś iść, to wymyśl coś — odpowiedział Lu, wracając do dalszego przygotowywania obiadu. — Wypisz jakieś miejsca, restauracje, co cię najbardziej po prostu interesuje.
— Dostaniesz wtedy wszystko, jak na tacy, a to nie jest fair! — oznajmił Yassin, zapewne wskazując palcem na plecy swojego narzeczonego, który jedynie beztrosko wzruszył ramionami.
— Ostatnim razem, jak cię zabrałem do jednej z lepszych restauracji, to marudziłeś, że porcje są jak dla bobasów i nie mogłeś się najeść. Nie będę słuchał potem twojego marudzenia — odpowiedział Luther, nieszczególnie przejmując się tym, że Yassin zaczął coś pod nosem marudzić.
To nie tak, że Luther nie miał pomysłu na walentynki. Jednak wiedząc, że Herreira ma dużo wymagań pod względem restauracji, to wolał wiedzieć, gdzie tym razem chciałby pójść. Firebane jest przyzwyczajony do chodzenia do swoich ulubionych i sprawdzonych restauracji, ale w ostatnim czasie przejadły mu się tamtejsze dania i chciał czegoś innego. Czarnowłosy oczywiście nie protestował, sam pomagał szukać dobrych restauracji. To, że kilka z nich kompletnie nie podeszło w gusta Yassina to już inna historia, mało istotne, ale przynajmniej wiedzą, że tam więcej się nie pojawią.
Zjedli wspólnie obiad, po którym Yassin usiadł do laptopa i intensywnie szukał w nim nowych, ciekawych restauracji. Luther w tym czasie wyszedł z Delicją na spacer, dając partnerowi czas do namysłu i znalezienia czegoś nowego. Kiedy jednak wrócił, narzeczony leżał z nogami zarzuconymi na oparcie kanapy, a głowę miał skierowaną w dół.
— Co ty robisz?
— Szukam natchnienia.
Luther parsknął na odpowiedź Yassina, po czym podszedł i podniósł go do góry, aby usiadł jak człowiek. Ten jednak się zaparł i znowu wrócił do swojej pozycji, mówiąc, żeby Lu mu nie przeszkadzał. Jasnowłosy w geście kapitulacji podniósł ręce do góry, a następnie złożył czuły pocałunek na czole partnera.
— Oby w końcu coś cię natchnęło.
Ostatecznie Herreira nic nie znalazł ciekawego, więc cała realizacja i szukanie miejsca do spędzenia czasu razem pozostało na głowie Luthera. Nie narzekał, ale też nieszczególnie wiedział, gdzie chciałby zjeść. W internecie nic nie mógł znaleźć, wszystko było albo daleko, albo nie miało pochlebnych opinii, co psuło całą wizję Luthera. Dlatego w końcu odpuścił, stwierdzając, że jutro będzie improwizować.
*
Firebane z rana obudził Yassina poranną kawą, czułym pocałunkiem. Nie pozwolił partnerowi leżeć w łóżku bez końca, kazał mu się szybko zebrać, bo muszą wychodzić. Na dworze było chłodno, ale nie na tyle, żeby nie mogli pójść na spacer. Oczywiście, Lu dopilnował, aby Yassin miał czapkę, szalik i rękawiczki, bo to nie był pokaz mody. Musiał być zdrowy po tym, jak ostatnio stwierdził, że absolutnie nic mu nie potrzeba, on jest superodporny, a potem skończył z przeziębieniem i dwa tygodnie siedział w łóżku. Dlatego jak teraz wychodzi gdziekolwiek z Lutherem, ten go dokładnie pilnuje z ubiorem. Sabamira oczywiście popiera jasnowłosego, mówiąc, że ma rację i Yassin powinien słuchać mądrzejszych od siebie.
Wyszli z mieszkania, a następnie wsiedli do windy, aby zjechać na parter. Yassin w kółko pytał, gdzie idą, czy będą sami, no i gdzie idą jeszcze raz. Firebane jedynie posłał mu tajemniczy uśmiech i nic nie powiedział. To z powodowało, że Herreira nadął policzki i zadarł brodę, okazując w ten sposób swoje niezadowolenie. Jednak szybko mu przeszło i udawał, że nic się przecież nie wydarzyło.
Po krótkim spacerze dotarli na miejsce, czyli na główny plac Alteiranu, gdzie było otwarte lodowisko. Yassin spojrzał na Luthera, na lodowisko i jeszcze raz na Luthera.
— Poważnie? — spytał, przecierając oczy, jakby nie wierzył, gdzie zabrał go narzeczony.
— Tak, chodź — nie pozwolił zadać Yassinowi kolejnych pytań.
Luther miał specjalnie zarezerwowane wejście, bo wiedział, że w takim dniu może być ciężko kupić wejściówkę. Nie był jedynym, który wpadł na taki pomysł. Jednak dzięki temu, że kupił dla nich wejściówki wcześniej, to nie mieli teraz problemu. Musieli tylko stanąć w kolejce po łyżwy. Na szczęście przed nimi były tylko cztery osoby, więc dość szybko wypożyczyli dla siebie. Oczywiście Lu musiał podkreślić, że chcą łyżwy figurowe, wiedząc, jak bardzo hokejowe bywają dla niego upierdliwe. Oczywiście osoba wypożyczająca od razu dała parze łyżwy, o które prosili, życząc im miłej zabawy.
Założyli łyżwy i odłożyli swoje buty do jednej z szafek, do której dostali klucz. Następnie Lu jako pierwszy wszedł na lód, stawiając ostrożnie pierwsze kroki, aby nie zaliczyć upadku. Złapał za barierkę jedną ręką, a drugą podał Yassinowi, pomagając mu wejść na lodowisko. Czarnowłosy dość szybko stracił równowagę, ale w ostatniej chwili Firebane go złapał.
— Lubisz jeździć na łyżwach? — spytał Yassin, trzymając za dłoń Luthera, z którym powoli zaczęli jeździć na lodowisku.
— Lubię.
— I nigdy mi nie powiedziałeś?!
— Nie było okazji — stwierdził Luther, przyciągając Yassina bliżej siebie, aby uniknąć zderzenia z drugą parą.
Herreira zdecydował się puścić rękę partnera i samemu pojeździć, próbując zachować równowagę. Wychodziło mu to dobrze, ale Lu wciąż dokładnie go obserwował i postanowił asekurować. Zwykle pierwsze minuty jazdy są najtrudniejsze do przyzwyczajenia się, gdy nie jeździło się dłuższy czas. Jednak oboje dość szybko się oswoili z jazdą i postanowili się ścigać, uważając oczywiście na pozostałych uczestników.
— I kto tu kogo oszukuje — prychnął Luther, opierając się o barierkę, gdy Yassin jeździł blisko niego tyłem.
— Nie pytałeś, to nie wiesz — wytknął mu język, odjeżdżając nieco dalej, postanawiając po chwili całkowicie porzucić Luthera.
Firebane jednak się nie przejął i postanowił się nie ruszać z miejsca, czekając, aż czarnowłosy zrobi pełne kółko i do niego wróci. Nie trwało to za długo, bo w końcu ponownie się pojawił, a Lu objął go w pasie i przyciągnął do siebie.
— Przydałoby się coś zjeść — stwierdził Luther, opierając głowę o tę partnera, przymykając na chwilę powieki.
— Zostało nam jeszcze jakieś dziesięć minut jazdy. Chodź!
Yassin nie odpuszczał Lutherowi, postanawiając zrobić z nim kolejne kilka kółek, ale oczywiście, nie była to spokojna, romantyczna jazda a istna rywalizacja, który będzie szybszy. Ostatecznie wygrał Yassin, dumnie wypinając klatkę do przodu. Firebane pstryknął go w czoło, a następnie zszedł z lodowiska, czując się, jakby miał mrówki w nogach. Zapomniał, jak bardzo było to dziwne uczucie. Dlatego szybko usiadł na ławce, ściągając łyżwy i odkładając je na bok. Natomiast Herreira jeszcze jeździł sobie po lodowisku, czekając, aż wszyscy wyjdą. Nie śpieszyło mu się do zejścia, ale w końcu dołączył do Luthera. Założyli swoje buty i odnieśli wypożyczone łyżwy, po czym skierowali się w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Jeszcze po drodze Lu powiedział, że musi gdzieś wejść. Kazał Yassinowi poczekać na ławce, a sam poszedł do kwiaciarni, gdzie czekał wcześniej zamówiony bukiet. Wrócił do narzeczonego, który przeglądał coś w telefonie. Delikatnie tknął go kwiatami, tym razem postawił na gipsówki z różami. Czarnowłosy szeroko się uśmiechnął, odbierając swój prezent. Zanurzył nos w kwiatach, zaciągając się ich zapachem. Nic nie powiedział, a jedynie złożył delikatny pocałunek na ustach Luthera w geście podziękowania.
— To gdzie idziemy zjeść? — spytał jasnowłosy, obejmując narzeczonego w pasie, przyciągając go do siebie.
— Może choć raz pójdziemy na coś... mniej eleganckiego. Zjadłbym burgera albo pizzę — przyznał Yassin, posyłając do Lu proszące, szczenięce spojrzenie.
— Dobrze, pójdziemy — zaśmiał się, składając czuły pocałunek na skroni Yassina. — Rozumiem, że mówisz o swojej ulubionej knajpie, co?
— Oczywiście! Musimy tam pójść!
— Dobrze, dobrze, ale zwolnij — przystopował go Lu, odwracając Yassina do siebie. Ułożył dłoń na jego policzku, delikatnie pocierając go kciukiem. — Kocham cię, wiesz?
— Ja ciebie też, Lutek — odpowiedział, stając na palcach, aby złączyć ich usta w delikatnym pocałunku. Jednak szybko odskoczył, przez co stracił równowagę.
Luther niemalże od razu zareagował, aby Yassin nie upadł. Cóż... ostatecznie obaj upadli, z czego Yassin miał miękkie lądowanie, bo upadł na Lu. Natomiast Firebane skończył na kostce brukowej, przez co odczuł to bardziej od swojego narzeczonego.
— Nic sobie nie połamałeś? — spytał czarnowłosy, pomagając wstać Lutherowi z ziemi, otrzepując jego płaszcz.
— Nie, nie, jest dobrze — zapewnił jasnowłosy, łapiąc za ręce Yassina. — Chodź, musimy coś zjeść. Potem będziemy się martwić.
No i cóż, wykrakał, bo zbił sobie kość ogonową i po powrocie do domu skończył z lodem w tym miejscu i mizianiem przez Yassina po głowie.
— Moja biedna kaleka — zaćwierkał Herreira.
— Przymknij się — burknął w uda narzeczonego.
1382 słowa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz